Nawet nie wiem, od czego zacząć. Jest niedziela rano, leżę we własnym łóżku i po prostu płaczę, nie jest mi smutno. Jestem, jestem... przerażona! Piątkowy wieczór i sobotnie przedpołudnie spędziłam z moim ukochanym. Pojechaliśmy do IKEI po regał, wróciliśmy do domu i...
To było niesamowite, ja siedziałam przy stole i uczyłam się, a on po prostu go skręcał. Przebrał się w dresik i walczył z deskami. Dlaczego ja płaczę wspominając to? Nie wiem, nie mam pojęcia. To było takie normalne, nikt nie krzyczał, co jakiś czas się do siebie uśmiechaliśmy, czy rzucaliśmy jakimiś głupimi uwagami. Przez te kilka godzin czułam się po prostu bezpieczna. Walczyłam z urządzaniem, z którego mam sprawdzian niedługo w towarzystwie kogoś, kogo kocham. Nauka wchodziła mi do głowy niemal sama i nawet późna pora nie zniechęcała mnie do robienia kolejnych notatek.
U mnie nigdy czegoś takiego nie było, nigdy nikt nie spędzał ze mną tak po prostu czasu. Nie dawał mi poczucia, że jestem coś warta. Wiem, że tata stara się bym czuła się dobrze, ale czasem mam wrażenie, że chce wszystko załatwić odpowiednio wysokim przelewem. Nawet gdy do niego jadę, te wizyty są trochę wymuszone...w domu, wszyscy doskonale wiemy, jak jest w domu. Matka nazywa mnie intruzem i robi wszytko by pokazać mi, jak bardzo nie pasuję do jej idealnego świata.
W piątek, jak już skończyłam robić notatki pościeliłam łóżko, on powiesił pranie, położyliśmy się, a ja cieszyłam się jak dziecko. Niby w domu też mam spokój, nikt nie wchodzi do mojej jamy, nikt nie zwraca na mnie uwagi. Jestem jak powietrze...ale to nie to. Teraz wiem, że nie ma nic piękniejszego niż przytulić się przed snem do ukochanej osoby.
Zawsze twierdziłam, że jestem niezdolna do uczuć, że nie potrafię kochać. Chyba po prostu blokowałam w sobie te wszystkie emocje. Gdy przy nim jestem nawet piekielny ból głowy, który mnie nie odstępuje od jakiegoś czasu na krok jest jakby lżejszy, a obowiązki domowe mogą sprawiać przyjemność.
Emocjonalnie jestem jak tick-taki bez pudełka. Czasem, gdy leżymy w łóżku przytuleni, ja po prostu zaczynam płakać. Łzy same napływają mi do oczu. Nie znoszę tego, on zawsze dopytuje o co chodzi, a ja...nie chcę mu tego mówić, wiem jak bardzo nie lubi słuchać o tym co we mnie siedzi; zresztą sama nie lubię o tym mówić.
Po tych kilku dniach, które razem spędziliśmy jestem z jednej strony wściekła, że przez 19 lat nikt, ale to nikt nie spędzał ze mną czasu. Tak po prostu, tak żeby posiedzieć w jednym pomieszczeniu. Niech każdy robi swoje, ale niech będzie obok! Jeszcze rok temu bardzo nie chciałam mieć rodziny, ale gdy dostałam namiastkę rodzinnego domu, w którym nie czuję się gość, czy intruz wiem, że chcę założyć rodzinę. Wracać po pracy, robić obiad i prać skarpetki. Marzę o małym berbeciu, który zostawia wszędzie swoje zabawki, o mężu, który spóźni się na obiad... O ludziach, których będę mogła kochać, i którzy będą mnie kochali.
Jest połowa października, a my ostatnio rozmawialiśmy o świętach. To było straszne, gdy tylko zaczął o tym mówić łzy napłynęły mi do oczu. W zeszłym roku dzień przed wigilią siedziałam w KFC, w jednym z centrów handlowych i zajadałam smutki. Wigilię niby spędziłam u taty, ale już o 22 byłam w domu i sama zapijałam smutki. Wielkanoc, było coś takiego w tym roku? Faktycznie! Przecież miałam nawet inne godziny pracy. W Wielką Sobotę poszłam się przejść z byłym znajomym i skończyło się na zapijaniu smutków. Całą Niedzielę Wielkanocną przespałam. Zawsze na święta brałam sobie jakieś dodatkowe zlecenia, byleby nie myśleć. A w piątek... Oglądaliśmy foremki do ciasta w kształcie reniferów i... nagle tak bardzo chciałam robić te ciastka, przyozdabiać je lukrem, ubierać choinkę (nawet nie pamiętam ile lat temu ostatni raz to robiłam, no chyba, że chodzi o wystrój szkoły, czy sklepu)...
To żałosne, powinnam się cieszyć, że w końcu mam na to szansę, a nie zalewać się łzami...
niedziela, 19 października 2014
czwartek, 2 października 2014
Kill 'am all!
Zaczął się rok szkolny, a ja mam wrażenie, że cały czas mi czegoś brakuje. Organizacji! Jestem zalatana, o wielu sprawach zapominam, albo robię to na ostatnią chwilę. Zawsze taka byłam, dead line, to dla mnie pierwszy termin...Nie. Czas się z tym rozprawić, nie mam problemu z obecnościami w tym roku; no może poza dzisiejszym dniem. Świadomie chcę zostać w domu i wyjść na prostą z zaległościami. Wiem, że to kiepska wymówka, ale lepsze to niż zarywanie kolejnych nocy.
Muszę zacząć o siebie dbać... Nieprzesypianie nocy, to nie dla mnie. Bez 7h snu czuje się jak zombie, a to nie o to chodzi.
Panicznie boje się klasy maturalnej. Niby jestem zdolna, ale przygotowanie oferowane przez moją szkołę pozostawia wiele do życzenia, a jak wiadomo moje samozaparcie i samodyscyplina leżą gdzieś w błotnistym rowie z głową dziesięć metrów od ciała.
Muszę zacząć o siebie dbać... Nieprzesypianie nocy, to nie dla mnie. Bez 7h snu czuje się jak zombie, a to nie o to chodzi.
Panicznie boje się klasy maturalnej. Niby jestem zdolna, ale przygotowanie oferowane przez moją szkołę pozostawia wiele do życzenia, a jak wiadomo moje samozaparcie i samodyscyplina leżą gdzieś w błotnistym rowie z głową dziesięć metrów od ciała.
Szkoła, szkoła, Molenda - ta młoda dama zaczyna mnie bardzo irytować ostatnimi czasy, spędzamy ze sobą niemal każdą chwile. Ostatnio wypowiedziała zdanie, które podniosło mi ciśnienie. Chodziło o oceny... To prawda, niestety ma je lepsze. Ale, to ja pracuje i mam pieniądze! Nienawidzę, gdy ktoś jest ode mnie lepszy.
Nie pozwolę jej na to. To ja jestem najlepsza, nie chodzi o to, że to lubię, ja po prostu taka jestem. Rozgniatam konkurencje na miazgę. Zniszczę każdego, kto odważy wejść mi w drogę.
Mam nieodzowne wrażenie, że nasza przyjaźń właśnie runęła. Niestety muszę być wilkiem w owczej skórze, pomimo wszystko one jest mi do kwietnia potrzebna.
Czuje w sobie nieocenione oceany złości, determinacji i nienawiści. Muszę je spożytkować idąc po cel. Tak jak przed laty, jak przed spotkaniem z Nim, z aroganckim, czarującym młodzieńcem. Tylko teraz wykorzystam również to, czego mnie nauczył.
Nie wiem, czy umiem kochać. Od kwartału spotykam się z młodzieńcem, poznanym podczas stażu. Najgorsze jest, to że często spotkania z nim mnie rozpraszają. Muszę niestety je ograniczyć. Wiem, że to nie wpłynie dobrze na nasze relacje, ale... Jeśli jego uczucia są szczere powinien to zrozumieć, jeśli nie po prostu nie jest wart poświęceń.
Die Arbeit! Dużo jej ostatnio... Czy mnie to przytłacza? Nie, zawsze byłam pełna energii. Gubi mnie mój brak organizacji. Co prawda nauczyłam się już prowadzić kalendarz, ale to wciąż za mało. Są ludzie, którzy studiują dwa kierunki, pracują i prowadzą urodzajne życie towarzyskie. Co mnie ogranicza, by stać się jedną z nich? Własny umysł.
Sytuacja w pracy jest dość patowa. Zawsze uważałam ją za przyjaciółkę, a ta znów chciała wbić mi nóż w plecy. Nawet nie potrafię jej nienawidzić, po prostu czuję nieco rozgoryczenia. Czas zweryfikuje jej postawę, a dołu które usiłuje wykopać pode mną ją zgubią. Szkoda tylko, że dałam się jej tak wykorzystać. Z drugiej strony... nie, nie ma drugiej strony.
Sytuacja w pracy jest dość patowa. Zawsze uważałam ją za przyjaciółkę, a ta znów chciała wbić mi nóż w plecy. Nawet nie potrafię jej nienawidzić, po prostu czuję nieco rozgoryczenia. Czas zweryfikuje jej postawę, a dołu które usiłuje wykopać pode mną ją zgubią. Szkoda tylko, że dałam się jej tak wykorzystać. Z drugiej strony... nie, nie ma drugiej strony.
piątek, 15 sierpnia 2014
Koniec Świata - W gardle od Amoll
Chyba jestem bardzo poważnie zakochana, ba... Jestem tego niemal pewna. Chłopak, którego poznałam przypadkiem okazał się trafić w moje serce. I nie jest idealnie, sprzeczamy się, pojawiają się niedomówienia. Jednak zawsze, choćbym była nie wiadomo jak zła na niego czekam na telefon, czekam na najmniejszą wiadomość. Chciałabym mieć go więcej dla siebie, chciałabym częściej móc wpatrywać się w jego oczy... Niestety, jest potwornie zapracowany. Ciesze się, że jest ambitny, ale czasem po prostu za nim tęsknie. Z drugiej strony, to chyba pierwszy związek, w którym nie czuje się tłamszona.
Za każdym razem, gdy się posprzeczamy boje się, że już się nie odezwie, że powiedziałam o słowo za dużo... Ten lęk czasem jest nie do zniesienia. Na szczęście zawsze wszystko nam się układa.
Nawet nie wiem, za co go kocham, tak coraz częściej rozmyślając nasuwa mi się na myśl to uczucie. Oczywiście, to nie czas, by oznajmiać to całemu światu. Najpierw ja muszę się w tym upewnić, a gdy wszystko będzie się układać z uśmiechem na ustach mu to wyznam.
Niby jest zwykły, nie jest bogiem seksu, sam o sobie mówi, że jest nudny, ale... Ma w sobie coś, ma jakiś błysk w oku, który mnie do niego ciągnie. Jest niezwykle ambitny, za co szczerze go podziwiam. Nawet jego dinozaur w brzuchu mi nie przeszkadza. Lubie jego złośliwość.
Jak czasem u niego śpię, nie boje się obudzić. Uwielbiam, po prostu się do Niego przytulić. Czuć jego bicie serca i tyle. Mieć koło siebie kogoś, na kim bardzo mi zależy. Nasze nocne spacery do Tesco, są już niemal tradycją. Przecież spacer po krokiety chwilę przed północą to nic nienormalnego.
Muszę brać życie za kark, bo przecież nikt niczego mi nie da, a On... pozwala mi czasem zapomnieć o mojej walce, pozwala mi się wyciszyć i zdjąć pancerz dnia codziennego. Tak, czuję się przy nim bezpieczna.
Tylko ta jego zachowawczość, ostatnio zauważyłam, że napomina o swojej byłej, ale to przecież było dwa lata temu. Niestety często mam wrażenie, że on się po prostu boi przełamać. Nie mam pojęcia, co zrobiła mu tamta dziewczyna, ale wygląda na to, że musiało być to coś strasznego. Po każdym spotkaniu, za każdym razem, gdy mam ochotę się mocniej do niego przytulić powtarzam sobie, że On potrzebuje czasu. Z drugiej strony, ile jeszcze będzie go potrzebował?
Czasem boje się, że skończy się jak z młodzikiem z harcerstwa.
Za każdym razem, gdy się posprzeczamy boje się, że już się nie odezwie, że powiedziałam o słowo za dużo... Ten lęk czasem jest nie do zniesienia. Na szczęście zawsze wszystko nam się układa.
Nawet nie wiem, za co go kocham, tak coraz częściej rozmyślając nasuwa mi się na myśl to uczucie. Oczywiście, to nie czas, by oznajmiać to całemu światu. Najpierw ja muszę się w tym upewnić, a gdy wszystko będzie się układać z uśmiechem na ustach mu to wyznam.
Niby jest zwykły, nie jest bogiem seksu, sam o sobie mówi, że jest nudny, ale... Ma w sobie coś, ma jakiś błysk w oku, który mnie do niego ciągnie. Jest niezwykle ambitny, za co szczerze go podziwiam. Nawet jego dinozaur w brzuchu mi nie przeszkadza. Lubie jego złośliwość.
Jak czasem u niego śpię, nie boje się obudzić. Uwielbiam, po prostu się do Niego przytulić. Czuć jego bicie serca i tyle. Mieć koło siebie kogoś, na kim bardzo mi zależy. Nasze nocne spacery do Tesco, są już niemal tradycją. Przecież spacer po krokiety chwilę przed północą to nic nienormalnego.
Muszę brać życie za kark, bo przecież nikt niczego mi nie da, a On... pozwala mi czasem zapomnieć o mojej walce, pozwala mi się wyciszyć i zdjąć pancerz dnia codziennego. Tak, czuję się przy nim bezpieczna.
Tylko ta jego zachowawczość, ostatnio zauważyłam, że napomina o swojej byłej, ale to przecież było dwa lata temu. Niestety często mam wrażenie, że on się po prostu boi przełamać. Nie mam pojęcia, co zrobiła mu tamta dziewczyna, ale wygląda na to, że musiało być to coś strasznego. Po każdym spotkaniu, za każdym razem, gdy mam ochotę się mocniej do niego przytulić powtarzam sobie, że On potrzebuje czasu. Z drugiej strony, ile jeszcze będzie go potrzebował?
Czasem boje się, że skończy się jak z młodzikiem z harcerstwa.
Kariera mnie wyprzedziła
W połowie poprzedniego miesiąca objęłam pieczę nad portalami społecznościowymi, blogiem i wszystkim co z social media związane. Nie podołałam, po miesiącu pracy, rozmowie z szefem i niejednej nieprzespanej nocy odebrali mi owe stanowisko. Czy jest mi z tym źle? Nie. O dziwo, nie. W pierwszej chwili, gdy odebrałam maila nie wiedziałam co zrobić z własnym życiem. Po dokładnym przeanalizowaniu stwierdzam, że bardzo dobrze się stało. Jestem przed rozpoczęciem klasy maturalnej, nie mam doświadczenia, ani odpowiednich kwalifikacji, by objąć tak odpowiedzialne stanowisko.
Ciesze się, że dostałam taką propozycją, ale muszę się sama przed sobą przyznać, że nie jestem jeszcze na to gotowa. Zbyt mało umiem, mój angielski pozostawia wiele do życzenia i obeznanie w temacie. Strategie marketingowe znam zaledwie pobieżnie. Bycie osobą odpowiedzialną, to na chwilę obecną nie moja bajka. Wolałabym być, stażystką, pomocnikiem, asystentem, czy jak to nazwać, by poznać ten świat w praktyce od podszewki, a później powalczę o stołek.
Po tym miesiącu wiem, że chcę to robić. Najwyższym stanowiskiem w dziale PR, jest zostanie rzecznikiem prasowym. Cóż... Całe życie przede mną, a tym czasem wracam do pracy w terenie. Jedno wiem, to niepowodzenie nie zatrzyma mnie... Nikt Nas już nie zatrzyma!
W połowie poprzedniego miesiąca objęłam pieczę nad portalami społecznościowymi, blogiem i wszystkim co z social media związane. Nie podołałam, po miesiącu pracy, rozmowie z szefem i niejednej nieprzespanej nocy odebrali mi owe stanowisko. Czy jest mi z tym źle? Nie. O dziwo, nie. W pierwszej chwili, gdy odebrałam maila nie wiedziałam co zrobić z własnym życiem. Po dokładnym przeanalizowaniu stwierdzam, że bardzo dobrze się stało. Jestem przed rozpoczęciem klasy maturalnej, nie mam doświadczenia, ani odpowiednich kwalifikacji, by objąć tak odpowiedzialne stanowisko.
Ciesze się, że dostałam taką propozycją, ale muszę się sama przed sobą przyznać, że nie jestem jeszcze na to gotowa. Zbyt mało umiem, mój angielski pozostawia wiele do życzenia i obeznanie w temacie. Strategie marketingowe znam zaledwie pobieżnie. Bycie osobą odpowiedzialną, to na chwilę obecną nie moja bajka. Wolałabym być, stażystką, pomocnikiem, asystentem, czy jak to nazwać, by poznać ten świat w praktyce od podszewki, a później powalczę o stołek.
Po tym miesiącu wiem, że chcę to robić. Najwyższym stanowiskiem w dziale PR, jest zostanie rzecznikiem prasowym. Cóż... Całe życie przede mną, a tym czasem wracam do pracy w terenie. Jedno wiem, to niepowodzenie nie zatrzyma mnie... Nikt Nas już nie zatrzyma!
czwartek, 7 sierpnia 2014
Serce w Paryżu - Koniec świata
Ona zaczyna tworzyć nowe problemy? Przecież w końcu, po roku niepowodzeń wyszłam na prostą. Mam pracę, którą lubię, mam chłopaka, na którym bardzo mi zależy...wszytko jest dobrze, wszystko po prostu się układa. Oczywiście są niepowodzenia, są małe wpadki ale nie na tyle, by nazwać to pasmem nieszczęść.
Mam okropny mętlik w głowie! Dlaczego, gdy wszystko się układa ja, a może
Dlaczego znów on zaprząta mi głowę? Oszaleje....! Nie umiem tego opisać, to nie jest to co było kiedyś. To nie jest tęsknota, która ujawnia się światu przez srebrzyste krople na policzkach. To raczej sentyment.
Chodzi o to, że każdy najmniejszy szczegół potrafi przywołać wspomnienia wspólnych chwil. Głupi krem przypomina o początku znajomości, numer nocnego autobusu przypomina o pierwszym wyjściu na miasto...mogłabym wymieniać tak w nieskończoność. I to nie jest tak, że chce się z nim spotkać, że chce go mieć. Nie; ja po prostu uśmiecham się do siebie, bo przypomina mi się styl życia, który porzuciłam. Życie, które porzuciłam? Może, nie wiem.
Pracuje w tej samej sieci sklepów co on, o ile w ogóle nadal tam pracuje. Ostatnio zastanawiałam się, czy to dobry pomysł. Nadal pamiętam, jak w stanie wyższego upojenia odbierał dostawę.
Ehh... Chyba po prostu trochę tęsknie za tamtą beztroską.
Tęsknie, brakuje mi chwil zapomnienia. Oczywiście nie mówię, że zamknęłam się w domu i zarzuciłam pracą. Nie raz zdarza mi się wrócić do domu nad ranem. Wychodzę ze znajomymi, zdarzają się wypady na koncerty. Na pierwszy rzut oka wszystko jest prawie bez zmian. A jednak...Znajomi się zmienili, wiele znajomości po prostu się zakończyło. Kluby, które wybieram to już nie najbardziej rockowe, niszowe knajpy, tylko normalne lokale z mocnym brzmieniem. O upijaniu nie ma mowy. Zdarza się wypić jedno, dwa piwa ale na tym zabawa się kończy. Nie ma już problemu z niezapamiętanymi imprezami. Ciesze się z tych zmian, na tym chyba polega dorastanie. Tylko...czuje taką niewyjaśnioną pustkę, taki żal, a jednocześnie radość, że to już minęło. Chyba nawet nie byłabym w stanie, aż tak się zapomnieć.
Mam okropny mętlik w głowie! Dlaczego, gdy wszystko się układa ja, a może
Chodzi o to, że każdy najmniejszy szczegół potrafi przywołać wspomnienia wspólnych chwil. Głupi krem przypomina o początku znajomości, numer nocnego autobusu przypomina o pierwszym wyjściu na miasto...mogłabym wymieniać tak w nieskończoność. I to nie jest tak, że chce się z nim spotkać, że chce go mieć. Nie; ja po prostu uśmiecham się do siebie, bo przypomina mi się styl życia, który porzuciłam. Życie, które porzuciłam? Może, nie wiem.
Pracuje w tej samej sieci sklepów co on, o ile w ogóle nadal tam pracuje. Ostatnio zastanawiałam się, czy to dobry pomysł. Nadal pamiętam, jak w stanie wyższego upojenia odbierał dostawę.
Ehh... Chyba po prostu trochę tęsknie za tamtą beztroską.
Tęsknie, brakuje mi chwil zapomnienia. Oczywiście nie mówię, że zamknęłam się w domu i zarzuciłam pracą. Nie raz zdarza mi się wrócić do domu nad ranem. Wychodzę ze znajomymi, zdarzają się wypady na koncerty. Na pierwszy rzut oka wszystko jest prawie bez zmian. A jednak...Znajomi się zmienili, wiele znajomości po prostu się zakończyło. Kluby, które wybieram to już nie najbardziej rockowe, niszowe knajpy, tylko normalne lokale z mocnym brzmieniem. O upijaniu nie ma mowy. Zdarza się wypić jedno, dwa piwa ale na tym zabawa się kończy. Nie ma już problemu z niezapamiętanymi imprezami. Ciesze się z tych zmian, na tym chyba polega dorastanie. Tylko...czuje taką niewyjaśnioną pustkę, taki żal, a jednocześnie radość, że to już minęło. Chyba nawet nie byłabym w stanie, aż tak się zapomnieć.
czwartek, 31 lipca 2014
Lubię patrzeć na słońce.
Pierwszy miesiąc wakacji już za mną, to ostatnie wakacje, a ja spędzam je niemal całe w pracy. Lubie to, na dłuższy wyjazd nie mam szans, a siedzenie w domu nie jest dla mnie. Okazuje się, że mam ostatnimi czasy więcej pracy niż czasu.
Chyba wszytko zaczęło się układać. Czułam, że koniec roku będzie równoznaczny z nowym rozdziałem. Kilka dni przed końcem roku, będąc w pracy poznałam miłego młodzieńca. Zaczepiłam go stojąc z ankietami pod jedną z pływalni. Od słowa do słowa i spotkaliśmy się na następny dzień i... tak już zostało. Poznał mojego Tatę, to niby nic, ale dla mnie to coś bardzo ważnego; jakby nie było, to mam tylko jego.
Chyba wszytko zaczęło się układać. Czułam, że koniec roku będzie równoznaczny z nowym rozdziałem. Kilka dni przed końcem roku, będąc w pracy poznałam miłego młodzieńca. Zaczepiłam go stojąc z ankietami pod jedną z pływalni. Od słowa do słowa i spotkaliśmy się na następny dzień i... tak już zostało. Poznał mojego Tatę, to niby nic, ale dla mnie to coś bardzo ważnego; jakby nie było, to mam tylko jego.
To chore, ale boje się każdego spotkania z nim. Jest taki zwykły, a zarazem tak niepowtarzalny. Nie umiem przyzwyczaić się, że można dobrze czuć się w koszulce i trampkach. Przecież kobieta zawsze musi perfekcyjnie wyglądać, tak bardzo się do tego przyzwyczaiłam, że nawet nie umiałam wyjść bez makijażu. A z nim... Chodzimy na basen, później z mokrymi włosami, które żyją własnym życiem maszeruję po całym mieście bez nuty skrępowania. Najpiękniejsze w tym jest to, że on nawet wtedy przytula mnie i daje buziaka w nos. Tak, to jest takie jego.
Niby wszystko się układa, praca, chłopak tylko w domu znów się wali. Matka nie odpuszcza, robi wszystko by mnie zniszczyć. Drażni, męczy... Najgorsze jest to, że tak na prawdę nadal jestem słaba. Może i już radzę sobie ze emocjami, ale przy tak silnym natężeniu negatywnych emocji znów wracam do punktu wyjścia. Muszę walczyć ze sobą, by moje nadgarstki znów nie zaczęły ronić szkarłatnych łez. Tak bardzo mam ochotę to zrobić... Za każdym razem, gdy myśli rozsadzają mi głowę. Mam ochotę je uwolnić, by jak kiedyś spłynęły ciepłym, lepkim płynem po ręce, słyszeć, jak krople uderzają o podłogę, widzieć jak rozbryzgują się... Nie. Nie zrobię tego, obiecałam to sobie i kilku osobą, które są dla mnie ważne. Mam ochotę rzucić to wszystko i uciec dalej niż daleko.
Najważniejszy rok przede mną, a ja jestem w proszku. Próbuje się pozbierać i nawet mi to wychodzi. Nie biegam po klubach, nawet jak gdzieś wyjdę i wrócę później, to na drugi dzień mogę normalnie funkcjonować. Pracuję, by mieć na swoje wydatki, znów potrafię się uśmiechać, a ona cały czas mówi, że to ze mną jest coś nie tak, że to ja do niczego się nie nadaje. Przyznaje się, mówię o tym głośno, tak miałam problem, miałam depresje...Można to przyrównać do nowotworu, można się z tego wyleczyć, ale już do końca życia trzeba bacznie patrzeć na wszystkie niepokojące sygnały. Ona mi wmawia, że nadal jestem chora... Czasem mam wrażenie, że ona chciałaby, bym nadal leżała w łóżku, by nadal życie uciekło mi między palcami.
Niby wszystko się układa, praca, chłopak tylko w domu znów się wali. Matka nie odpuszcza, robi wszystko by mnie zniszczyć. Drażni, męczy... Najgorsze jest to, że tak na prawdę nadal jestem słaba. Może i już radzę sobie ze emocjami, ale przy tak silnym natężeniu negatywnych emocji znów wracam do punktu wyjścia. Muszę walczyć ze sobą, by moje nadgarstki znów nie zaczęły ronić szkarłatnych łez. Tak bardzo mam ochotę to zrobić... Za każdym razem, gdy myśli rozsadzają mi głowę. Mam ochotę je uwolnić, by jak kiedyś spłynęły ciepłym, lepkim płynem po ręce, słyszeć, jak krople uderzają o podłogę, widzieć jak rozbryzgują się... Nie. Nie zrobię tego, obiecałam to sobie i kilku osobą, które są dla mnie ważne. Mam ochotę rzucić to wszystko i uciec dalej niż daleko.
Najważniejszy rok przede mną, a ja jestem w proszku. Próbuje się pozbierać i nawet mi to wychodzi. Nie biegam po klubach, nawet jak gdzieś wyjdę i wrócę później, to na drugi dzień mogę normalnie funkcjonować. Pracuję, by mieć na swoje wydatki, znów potrafię się uśmiechać, a ona cały czas mówi, że to ze mną jest coś nie tak, że to ja do niczego się nie nadaje. Przyznaje się, mówię o tym głośno, tak miałam problem, miałam depresje...Można to przyrównać do nowotworu, można się z tego wyleczyć, ale już do końca życia trzeba bacznie patrzeć na wszystkie niepokojące sygnały. Ona mi wmawia, że nadal jestem chora... Czasem mam wrażenie, że ona chciałaby, bym nadal leżała w łóżku, by nadal życie uciekło mi między palcami.
Pan Tata jest poważnie chory. Niby wiedziałam o tym od dawna, ale teraz, gdy cała machina ruszyła chodzę po ścianach z nerwów.
Dopytujesz jak to możliwe, że zawsze się uśmiecham. Mówisz, że jestem taką kukiełką do tulenia. Takim małym gamoniem, pobłażliwie dajesz mi buziaki w nos. Wiesz... Te kilka chwil, które mogę z Tobą spędzić są jak podróż do innego świata. Mogę zapomnieć o piekle, które czeka na mnie po przekroczeniu progu mieszkania.
Nie chcę obarczać się moimi zmartwieniami, przecież masz swoje. Czasem, jak patrzysz na mnie z taką bezradnością, połączoną z nadzieją na to, że kiedyś dorosną mam ochotę Ci to wszytko powiedzieć, ale nadal nie mam na to odwagi. Boje się, że sobie z tym nie poradzisz i odejdziesz. Nie chce tego.
Chyba się w Tobie zakochałam, wiesz? Na pewno wiesz, przecież oczy mi się świecą za każdym razem, gdy się w nich odbijasz. Mój Tata bardzo Cię lubi. Jestem wystarczająco dojrzała, uwierz mi...
Nie chcę obarczać się moimi zmartwieniami, przecież masz swoje. Czasem, jak patrzysz na mnie z taką bezradnością, połączoną z nadzieją na to, że kiedyś dorosną mam ochotę Ci to wszytko powiedzieć, ale nadal nie mam na to odwagi. Boje się, że sobie z tym nie poradzisz i odejdziesz. Nie chce tego.
Chyba się w Tobie zakochałam, wiesz? Na pewno wiesz, przecież oczy mi się świecą za każdym razem, gdy się w nich odbijasz. Mój Tata bardzo Cię lubi. Jestem wystarczająco dojrzała, uwierz mi...
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Cisza, ja i wiatr.
Wreszcie, wreszcie skończyło się to piekło. Rok, który był dla mnie falą niepowodzeń, skończył się. Wszystko nawarstwiło się i po prostu mnie przytłoczyło. Teraz, dziś, potrafię do tego przyznać. Nie ma sensu, bym po raz kolejny wyliczała owe niepowodzenia. Wystarczy zajrzeć do wcześniejszych notek...
Pomimo mojego lenistwa, wyniki w szkole nie są, aż takie złe. Oczywiście, nie jestem z siebie zadowolona, po prostu to akceptuję.
Wczoraj wybrałam się po raz pierwszy od niepamiętnych czasów na miasto po zmroku. Tak bardzo tego potrzebowałam. Musiałam zmierzyć się z moimi demonami, musiałam zmierzyć się sama ze sobą. Udało się. Nie upiłam, nie mam sobie nic do zarzucenia. To było po prostu normalne wyjście. Nie ukrywam, że poczułam się niezwykle dowartościowana, gdy znów ktoś nieznajomy poprosił mnie o numer.
Najważniejszy z tej nocy był powrót... Tramwaj mi zwiał, a ja? Czułam się wspaniale, postanowiłam przejść się i poukładać sobie wszytko w głowie. Noc kłaniała się już przed magią dnia. Idąc na boso, słysząc śpiew ptaków, ahh... Zapomniałam już jakie to piękne. Będąc w okolicy domu przystałam w parku, a moje oczy napełniły się łzami. To były inne łzy. To nie był łzy smutku, rozpaczy, tęsknoty... To były łzy szczęścia. Udało mi się. Wygrałam walkę z najgorszym przeciwnikiem, walkę sama ze sobą. Znów jesteś świadoma swoich czynów, znów mogę spojrzeć sobie w twarz.
Okazało się, że moje zapieranie się przeciwko wizycie u psychiatry było bezsensowne. Okazało się, że kilka wizyt wyprowadzi mnie na prostą. Nawet teraz potrafię się do tego przyznać.
Stąpając boso po okraszonej rosą trawie czułam się jak dziecko. Szczęśliwa.
Pomimo mojego lenistwa, wyniki w szkole nie są, aż takie złe. Oczywiście, nie jestem z siebie zadowolona, po prostu to akceptuję.
Wczoraj wybrałam się po raz pierwszy od niepamiętnych czasów na miasto po zmroku. Tak bardzo tego potrzebowałam. Musiałam zmierzyć się z moimi demonami, musiałam zmierzyć się sama ze sobą. Udało się. Nie upiłam, nie mam sobie nic do zarzucenia. To było po prostu normalne wyjście. Nie ukrywam, że poczułam się niezwykle dowartościowana, gdy znów ktoś nieznajomy poprosił mnie o numer.
Najważniejszy z tej nocy był powrót... Tramwaj mi zwiał, a ja? Czułam się wspaniale, postanowiłam przejść się i poukładać sobie wszytko w głowie. Noc kłaniała się już przed magią dnia. Idąc na boso, słysząc śpiew ptaków, ahh... Zapomniałam już jakie to piękne. Będąc w okolicy domu przystałam w parku, a moje oczy napełniły się łzami. To były inne łzy. To nie był łzy smutku, rozpaczy, tęsknoty... To były łzy szczęścia. Udało mi się. Wygrałam walkę z najgorszym przeciwnikiem, walkę sama ze sobą. Znów jesteś świadoma swoich czynów, znów mogę spojrzeć sobie w twarz.
Okazało się, że moje zapieranie się przeciwko wizycie u psychiatry było bezsensowne. Okazało się, że kilka wizyt wyprowadzi mnie na prostą. Nawet teraz potrafię się do tego przyznać.
Stąpając boso po okraszonej rosą trawie czułam się jak dziecko. Szczęśliwa.
Wygrałam...!
Kilka dni wcześniej zrobiłam coś, na co nie miałam odwagi. Zdjęłam wszystkie niezbyt optymistyczne napisy i obrazki ze ścian. Nawet drzwi, które splamiłam krwią duszy już nie szpecą. Gdy skończyłam porządkowanie czułam się jakbym zmartwychwstała.
Wciąż uczę się ciszy, wciąż długa droga przede mną. Jestem wiele dziedzin, w których muszę jeszcze się rozwinąć. Zrobię to, obiecuję.
Bo przecież, kluczem do lepszego jutra jest pogodzenie się z przeszłością i szczelne jej zamknięcie. Udało mi się, teraz idę po nowe lepsze jutro.
Tak bardzo dziękuje Wam wszystkim, którzy nie odwróciliście się pomimo tych gorszych dni...
Wciąż uczę się ciszy, wciąż długa droga przede mną. Jestem wiele dziedzin, w których muszę jeszcze się rozwinąć. Zrobię to, obiecuję.
Bo przecież, kluczem do lepszego jutra jest pogodzenie się z przeszłością i szczelne jej zamknięcie. Udało mi się, teraz idę po nowe lepsze jutro.
Tak bardzo dziękuje Wam wszystkim, którzy nie odwróciliście się pomimo tych gorszych dni...
czwartek, 29 maja 2014
Porzuciłam naiwną ufność.
Patrząc na zdjęcia z przed roku wiedzę zupełnie inną dziewczynę. Właśnie... widzę dziewczynę. Długie włosy, pyzata buzia, kolczyki, strój podkreślający to naście lat. Wtedy, czułam się w tym jak ryba w wodzie. Czułam spojrzenia przechodniów, które były niezwykle wymowne, 'co to ma być?', 'ciekawe co nią jest nie tak?'. Sprawiało mi to przyjemność, doskonale znałam swoją wartość i doskonale wiedziałam, kim jestem.
Potem, przyszedł czas zwątpienia. Trwał długo, o wiele za długo.
Próba powrotu na tamtą ścieżkę okazała się niemożliwa. Zmieniłam się, tam w środku. Nie czułam się dobrze przyciągając wzrok w ten wyjątkowy sposób. Chyba, chciałam się dostosować, aż za bardzo. Ja nie jestem i przecież nigdy nie będę uroczą, miłą dziewuszką.
Czas mijał, a ja cały czas byłam zawieszona w eterze nieporadnie łapiąc się wszystkiego co napotkałam na swojej drodze.
Znów zdanie wypowiedziane przypadkiem przeszyło mnie niemal na wylot; w sklepie z ubraniami jedna z koleżanek podsumowała sukienkę słowami "Ty jesteś skurwielem, więc takie ciuchy do Ciebie pasuję". Sukienkę kupiłam i muszę przyznać, że czuje się w niej oszałamiająco dobrze.
Odnalazłam mój błysk w oku, nie będę udawać kogoś kim nie jestem; kogoś, kogo wszyscy kochają. Pastelowe kolory nie są dla mnie. Jestem osobą wyrazistą, pełną kontrastów. Nie chce być po środku, ja chce być najlepsza.
| Czas się ujawnić, jestem April, córa Nezu, z rodu Aizawa, uniżona służebnica Lamii. |
Ten młodzieniec... Ach, jak ja bym chciała byś był bliżej mnie! Przepięknie zagrał na mojej młodzieńczej ufności. Podobno owa ufność z wiekiem powinna się osłabiać, powinna stawać się coraz bardziej nieufna.
Moja opadła jak kurtyna. Terapia szokowa jakiej zaznałam była dość okrutna, ale teraz, gdy mam ją za sobą wiem, że jestem górą. Znów jestem nie krok, nie dwa... jestem rundę dalej niż moi konkurenci.
Nikt, nie wierzy, gdy przyznam się do mojego wieku...
Pewnie nie pamiętasz, ale powiedziałeś takie jedno zdanie... Patrzyłeś wtedy przed siebie, ale nie na drogę, tak na prawdę patrzyłeś w głąb siebie. Czasem zastanawiam, się czy to może Twoje alter ego, czy to może ktoś mego pokroju?
Wyprostowałeś się, przeczesałeś palcami włosy i trzymając kierownice jedną ręką powiedziałeś...
"Ja nie chce być najlepszy. Ja jestem najlepszy."
Najmilszy te słowa cały czas brzmią echem w mojej głowie. Tęsknie za Tobą...
sobota, 24 maja 2014
[...]
Dorosłości, ach szara dorosłości!
Dlaczego jesteś, aż tak okrutna...?
Ostatnimi czasy coraz częściej zadaje sobie to pytanie. Pozornie wszystko układa się po mojej myśli, jednak... wciąż czuję jakąś niewyobrażalną pustkę w sobie, której niczym nie potrafię wypełnić. Zawsze stawiałam sobie jakiś cel, chciałam być szczuplejsza, chciałam coś mieć, chciałam więcej czytać, chciałam coś zdobyć... Mam to. Mogę powiedzieć, że teraz mam wszystko czego mi trzeba. Brakuje tylko jednego, szczegółu w tej układance. Szczegółu niezwykle istotnego.
Brakuje kogoś, kogo można by pokochać.
Ktoś krzyknie 'To niedorzeczne! Przecież masz niejednego adoratora.' Jednak ja nie potrafię, przełamać bariery, którą w sobie zbudowałam, nie potrafię pokazać tego wątłego wnętrza, które już tyle razy zostało zaatakowane sztyletem miłości.
'A on? Co z nim? Przecież oddałaś mu kwaterę w sercu.' Ahh... On! Jak ja bym chciała znów go spotkać, spojrzeć w te piękne, zimne oczy! Ja ja bym chciała by nasze ciała znów zatańczyły! Nie... Zachowam go tylko w mojej pamięci. Przecież on życie układa sobie z inną damą.
Jaka ja byłam naiwna. Gdy teraz przypominam sobie, jak się zachowywałam... Tak bardzo ufnie, tak bardzo prosto, tak bardzo niedojrzale.
Może to go spłoszyło? Może...? Czy to dziś ważne?
Praco, ach ciężka praco!
W tobie ukojenie...
Szkoła, nauka, praca, praca, praca, sen. Ostatnimi czasy tak wygląda moje życie. Ciesze się, że mam coś swojego, coś nad czym mogę pracować. Coś, co daje mi satysfakcje.
Pomimo, że do najprostszych nie należy, czuje się w niej wyśmienicie. Spędzam w prawie cały wolny czas męcząc się z papierami.
Szkoło, nauko... Znów dajesz mi satysfakcje, znów czuję, że to co robię ma sens. Ohh... Wybacz mi proszę moje chwile zwątpienia!
Ideały, ach wzniosłe ideały!Pomimo, że do najprostszych nie należy, czuje się w niej wyśmienicie. Spędzam w prawie cały wolny czas męcząc się z papierami.
Szkoło, nauko... Znów dajesz mi satysfakcje, znów czuję, że to co robię ma sens. Ohh... Wybacz mi proszę moje chwile zwątpienia!
Zstąpcie ze swych piedestałów.
Tato! Jak zawsze to Ciebie stawiam na pierwszym miejscu. Jesteś dla mnie jak płomyk, który zawsze oświetli mi drogę, gdy zbłądzę. Dziękuję!
Pani Paulino, ahh... Odpisała Pani na mojego maila. Pani pozytywna energia okalała każdą literę. Życzenia powodzenia, napisała Pani, że mam potencjał. Dziękuję, dziękuję, po stokroć dziękuję!
Integro...? Twój portret spogląda na mnie ze ściany. Wiem, doskonale wiem, że jesteś wyimaginowaną postacią, ale... Jesteś cicha, jesteś piękna, wykształcona i odnosisz sukces. Kobieta ze stali... Tyle pracy przed nami.
Integro...? Twój portret spogląda na mnie ze ściany. Wiem, doskonale wiem, że jesteś wyimaginowaną postacią, ale... Jesteś cicha, jesteś piękna, wykształcona i odnosisz sukces. Kobieta ze stali... Tyle pracy przed nami.
Spowiedniku, ach cierpliwy spowiedniku!
...
Kochana moja, nasz mnie najlepiej ze wszystkich, znasz mnie jak nikt inny. Obyś nigdy mnie nie opuściła!
"...Jesteśmy zdani na współżycie z niegodziwcami i z głupcami. Musimy im schodzić z drogi albo ich spotkać, udaremniać ich zmysły albo im ulegać. Teraz już nas oni nie zaskoczą. Jesteśmy przygotowani na ich knowania. Teatr zdradził nam tajemnicą, jak ich wynaleźć i unieszkodliwić. Zerwał obłudnikowi przemyślną maskę, odsłonił sieć, którą omotał nas podstęp i intryga. Wydobył oszustwo i fałsz z zawiłych labiryntów i ukazał w świetle dziennym ich straszne oblicze. Umierająca Sara nie przerazi może ani jednego lubieżnika, żaden obraz kary, jaka spada na uwodziciela, nie ostudzi jego namiętności, może nawet przebiegła aktorka stara się skutecznie zapobiec takiemu działaniu teatru, wystarczy jednak, że ufna niewinność zna teraz pułapki rozpustnika, że scena nauczyła ją niedowierzać jego przysięgą i drżeć przed jego zalotami."
Fryderyk Schiller "Teatr jako instytucja moralna"
poniedziałek, 5 maja 2014
"...lecz niebo nie spadło" i nie spadnie.
Zaczynam godzić się z myślą, że już nigdy nie zasnę w jego ramionach. Fakt, nie przychodzi mi to łatwo. Moje nastroje tańczą na paraboli...
Czuje złość, smutek, pustkę, ale nie chcę znów przez niego płakać, nie chcę tracić kolejnych dni. Zbyt wiele drzwi stoi przede mną otworem, bym chowała się pod kołdrą w rozmazanym od łez makijażu. Przecież on nie jest jedyny.
Siostro, po tym czego się dowiedziałam... To było jak sztylet wbity prosto w serce, w głowie cały czas odbijają mi się echem słowa Twojego wybranka "Kurwa przerżnąłem, a nie miałem". Może to będzie nauczka? Każdy musi przeżyć zawód miłosny, by później nauczyć się szczerze kochać. Mam nadzieje, że i mi się uda.
Dziś udaje silną. Niestety, tylko udaję. Uciekam w pracę, w wolnych chwilach łzy same napływają do oczu. Boje się, panicznie się boję, że nie będę potrafiła przez długi czas nikomu zaufać, że lęk podszyje moją skórę.
Muszę przyznać, że ostatni tydzień niemal chodziłam po ścianach, a świadomość, że układa sobie życie doprowadzała mnie do szału. Dziś zadaje sobie pytanie po co? Po co to wszystko?
Przecież nie będę biegać po mieście podpatrując czy na pewno są razem. To chore. Nie jestem już małą dziewczynką, muszę być ponad to. Czas się uspokoić, zająć tym co dla mnie ważne, tym co mnie rozwija. Czas sam zweryfikuje czyny nas wszystkich.
Tu mogę powołać na sytuacje moich rodziców; moja matka kilka lat po rozstaniu nadal obwinia za wszystkie swe niepowodzenia ojca. On...Zamknął rozdział, przyznał się sam przed sobą do porażki, poszedł na przód.
Dziś matka siedzi przed telewizorem, samotna, bez pracy i perspektyw. A tata, żyje pełnią życia, ma rodzinę, pracę, uśmiecha się i nie widać na jego twarzy śladów frustracji. Ja też zamknę ten rozdział, przyznam się do porażki, nie zdobyłam go. To ten moment, w którym trzeba otrzeć łzy i zacząć nowy rozdział.
Mam świetną pracę, przyjaciół, tatę, który mnie wspiera, ja też nie jestem wadliwa [;
W głębi duszy liczę, że kiedyś przemknie mu przez myśl, malutka nitka żalu, że jednak nie dzielimy wieczorów i poranków.
Czuje złość, smutek, pustkę, ale nie chcę znów przez niego płakać, nie chcę tracić kolejnych dni. Zbyt wiele drzwi stoi przede mną otworem, bym chowała się pod kołdrą w rozmazanym od łez makijażu. Przecież on nie jest jedyny.
Siostro, po tym czego się dowiedziałam... To było jak sztylet wbity prosto w serce, w głowie cały czas odbijają mi się echem słowa Twojego wybranka "Kurwa przerżnąłem, a nie miałem". Może to będzie nauczka? Każdy musi przeżyć zawód miłosny, by później nauczyć się szczerze kochać. Mam nadzieje, że i mi się uda.
Dziś udaje silną. Niestety, tylko udaję. Uciekam w pracę, w wolnych chwilach łzy same napływają do oczu. Boje się, panicznie się boję, że nie będę potrafiła przez długi czas nikomu zaufać, że lęk podszyje moją skórę.
Muszę przyznać, że ostatni tydzień niemal chodziłam po ścianach, a świadomość, że układa sobie życie doprowadzała mnie do szału. Dziś zadaje sobie pytanie po co? Po co to wszystko?
Przecież nie będę biegać po mieście podpatrując czy na pewno są razem. To chore. Nie jestem już małą dziewczynką, muszę być ponad to. Czas się uspokoić, zająć tym co dla mnie ważne, tym co mnie rozwija. Czas sam zweryfikuje czyny nas wszystkich.
Tu mogę powołać na sytuacje moich rodziców; moja matka kilka lat po rozstaniu nadal obwinia za wszystkie swe niepowodzenia ojca. On...Zamknął rozdział, przyznał się sam przed sobą do porażki, poszedł na przód.
Dziś matka siedzi przed telewizorem, samotna, bez pracy i perspektyw. A tata, żyje pełnią życia, ma rodzinę, pracę, uśmiecha się i nie widać na jego twarzy śladów frustracji. Ja też zamknę ten rozdział, przyznam się do porażki, nie zdobyłam go. To ten moment, w którym trzeba otrzeć łzy i zacząć nowy rozdział.
Mam świetną pracę, przyjaciół, tatę, który mnie wspiera, ja też nie jestem wadliwa [;
W głębi duszy liczę, że kiedyś przemknie mu przez myśl, malutka nitka żalu, że jednak nie dzielimy wieczorów i poranków.
"Prócz tych wspólnych, jasnych zdrojów,
Z których serce zachwyt piło,
Prócz pierwiosnków i powojów,
Między nami nic nie było."
Adam Asnyk "Między nami nic nie było"
środa, 30 kwietnia 2014
Nie chcę dziś spać!
Mój charakter wrednego kota i stałe związki zdecydowanie nie idą w parze; oczywiście nie raz po zmroku czuję niewyobrażalną pustkę. Jestem silną, zaradną kobietą, a ten typ człowieka ma skłonność do lokowania uczuć w celach, które są niemal nie do zdobycia. Taki był też on... Niestety dla mnie to już zamknięty rozdział. Jest w związku. Teoretycznie "każdy wagonik da się odczepić", ale nie chcę tego; przecież gdyby chciał sam nawiązałby kontakt.
Pustkę zabijam pracą, biegam jak szalona, dwa razy w ciągu dwóch tygodniu umyłam okna...
Ale... NIE DAM SIĘ ZATRZYMAĆ, to, że ktoś inny przy nim zasypia nie oznacza, że ja przepłaczę resztę mojego życia. Wręcz przeciwnie, będę biegła do celu, jestem zdolna, inteligentna i szybko się uczę...szkoda by było, gdybym się zmarnowała.
Jestem prze szczęśliwa, podekscytowana, gdyby nie grawitacja obijałabym się o sufit. Jako, że mam praktyki zadzwoniłam do osoby, dla której już nieraz pracowałam; spodziewałam się jakiejś drobnej pracy dorywczej, a otwarły się przede mną wrota możliwości. Więcej nie mogę powiedzieć, obowiązuje mnie klauzula poufności.
Po jej podpisaniu uświadomiłam sobie, jak bardzo musi się zmienić moje życie. Koniec z szaleństwami, czas być jeszcze bardziej powściągliwą, czas zostać zimnym profesjonalistą.
Jestem zafascynowana tym, co dokoła mnie się dzieje. Już przedstawiono mi szczegóły projektu, a będzie ich więcej, więcej i więcej! Jest to kolejna motywacja do nauki języka. Marzenia się spełniają!
Szkoda, że nie mogę jemu o tym opowiedzieć, że nie będzie cieszył się z moich sukcesów.. Cóż, nasze drogi się rozeszły. Na zawsze pozostanie gdzieś w mojej duszy, ale tym razem nie pozwolę sobie na stagnację.
Pustkę zabijam pracą, biegam jak szalona, dwa razy w ciągu dwóch tygodniu umyłam okna...
Ale... NIE DAM SIĘ ZATRZYMAĆ, to, że ktoś inny przy nim zasypia nie oznacza, że ja przepłaczę resztę mojego życia. Wręcz przeciwnie, będę biegła do celu, jestem zdolna, inteligentna i szybko się uczę...szkoda by było, gdybym się zmarnowała.
Jestem prze szczęśliwa, podekscytowana, gdyby nie grawitacja obijałabym się o sufit. Jako, że mam praktyki zadzwoniłam do osoby, dla której już nieraz pracowałam; spodziewałam się jakiejś drobnej pracy dorywczej, a otwarły się przede mną wrota możliwości. Więcej nie mogę powiedzieć, obowiązuje mnie klauzula poufności.
Po jej podpisaniu uświadomiłam sobie, jak bardzo musi się zmienić moje życie. Koniec z szaleństwami, czas być jeszcze bardziej powściągliwą, czas zostać zimnym profesjonalistą.
Jestem zafascynowana tym, co dokoła mnie się dzieje. Już przedstawiono mi szczegóły projektu, a będzie ich więcej, więcej i więcej! Jest to kolejna motywacja do nauki języka. Marzenia się spełniają!
Szkoda, że nie mogę jemu o tym opowiedzieć, że nie będzie cieszył się z moich sukcesów.. Cóż, nasze drogi się rozeszły. Na zawsze pozostanie gdzieś w mojej duszy, ale tym razem nie pozwolę sobie na stagnację.
"Dajesz jej słowa, z których ja
układam modlitwę mą co dnia,
Dajesz jej cały świat,
Dajesz jej oddech wiarę, zmierzch,
Wszystko to częścią mnie już jest,
Dajesz kawałek mnie,
cała rozpadam się..."
niedziela, 27 kwietnia 2014
O intrygującym wątku pobocznym. [12.04.14]
Alkohol nie jest eliksirem życia, nie jest napojem bogów, jak często mylnie jest nazywany. Prawdą jednak jest, że pod jego wypływem człowiek jest odważniejszy. Potrafi zdobyć się na gesty, które bez zamroczenia umysłu przyszłyby mu z trudem.
Było tak i w moim wypadku. To miał być zwykły piątek. Razem z najbliższą mi osobą w klasie wybrałyśmy się na przyjęcie urodzinowe kolegi, tam oczywiście wrzawa, szalone rozmowy, dowcipy i oczywiście kilka drinków na rozluźnienie. Postanowiłyśmy zakończyć imprezę w okolicach północy. Po wyjściu rozstałyśmy się, ona pojechała do domu, a ja... Czułam się jak młody bóg, czułam niedosyt, wiedziałam, że świetnie wyglądam, nie chciałam zmarnować tej nocy.
Często rozmyślałam, by do niego zadzwonić, by po prostu chwilę z nim chwilę. Zawsze brakowało mi odwagi, ale nie tej nocy... Wykręciłam numer i z niecierpliwością słuchałam sygnału za sygnałem. Podniósł słuchawkę. Oniemiała z radości przekonywałam go, by mi nie odmawiał. Udało się. Umówiliśmy się w popularnym rockowym klubie. Przyszło mi na niego nieco poczekać, więc uśmiechając się do siebie sączyłam piwo. W tym czasie, zaczepił mnie pewien młodzieniec, a rozmowa sama się układała; wymieniliśmy się numerami, aż pojawił się on.
Miał na sobie skórzaną kurtkę, koszulę w kolorze wina i ciemne spodnie. Jego zmierzwione włosy dodawały mu uroku. Przywitaliśmy, poszedł do baru i... zaczęliśmy rozmawiać. Jego złośliwy charakter dało się odczuć w pierwszych chwilach rozmowy. Odpalając papierosa, zaznaczył, że rozstaniemy się nim wzejdzie słońce. Oczywiście...Wybacz, ale to ja dyktuje warunki tej nocy.
By móc spokojnie porozmawiać, zmieniliśmy lokal. Idąc niepewnie przez rynek zastanawiałam się, czy on w ogóle pamięta, że tam jestem.
Weszliśmy, podszedł do baru; ja zajęłam stolik. Przyniósł mi piwo, ostentacyjnie odmówiłam jego wypicia pod pretekstem złego wyboru. Nie wypadało mi na wszystko się godzić, tak bardzo nie chciałam wyjść na zagubioną, potulną owieczkę... A Tyskiego na prawdę nie lubię.
Przenieśliśmy się do palarni, jako że oboje mamy w sobie małego przyjaciela. Rozmawialiśmy, a właściwie to on mówił. Rozkoszowałam się barwą jego głosu, sensem wypowiadanych zdań i jego zapachem. Nie chciałam zbyt wiele mówić, rolą kobiety jest bycie ozdobą mężczyzny, dlatego też nie miałam ochoty wybijać się na pierwszy plan.
Podarował mi kilka komplementów, co prawda, słyszałam już bardziej wyszukane, jednak z jego ust było to coś niesamowitego.
Nasi towarzysze, których poznaliśmy w klubie opuścili nas, noc właśnie zaczynała skłaniać się ku świtowi. Była trzecia nad ranem. Miałam go tylko dla siebie, ja, on i noc, która nadal trwała. Początkowo rozmawialiśmy o bardzo ogólnie, rozważanie o ludziach, obojgu nam sprawia to przyjemność. Temat mimochodem zszedł na psychologię i mechanizmy zachowań, aż padło pytanie z moich ust... "W takim razie, co o mnie sądzisz?" Chciałam wiedzieć, kim dla niego jestem, chciałam wierzyć w jego słowa...
Powiedział, że jestem intrygująca, niezwykle inteligentna, seksowna, że gram, że chce wyjść przed nim na kogoś, kim nie do końca jestem, na taką 'sucz', przy tym zaznaczył, że jestem tajemnicza.
Miałam ochotę pogratulować mu trafnego scharakteryzowania mnie, słowa aprobaty cisnęły mi się usta. W odpowiedzi otrzymał tylko uśmiech i chwilę milczenia, która nie trwała zbyt długo. Zadał mi to samo pytanie. Spanikowałam, w pierwszej chwili chciałam zdobyć się na odwagę i obnażyć przed nim moją pokaleczoną duszę. Jesteś niezwykle inteligentny, podziwiam Cię za Twoją stanowczość, za to, że się nie poddałeś, gdy w Twoim życiu nie do końca się układało. Masz ciekawą osobowość, jest niezwykle złożona. Do tego...masz zgrabny tyłek. Po naszych ostatnich spotkaniach stałeś się dla mnie niemalże wzorem, chyba nawet chciałabym być taka jak Ty. Coś mnie jednak powstrzymało... Z moich ust wydobyła się tylko wymijająca odpowiedz, że mój umysł jest zamroczony alkoholem i nie pora na takie wyznania. Przez chwilę naciskał, chciał to usłyszeć, wydaje mi się, że moje oczy zdradziły wszystko, nie sposób jest ukryć tak silnych emocji.
Noc była coraz słabsza, a klub pustoszał. My też postanowiliśmy wyjść. Podał mi płaszcz, a ja tylko modliłam się, by nie przewrócić się na pięknych, ale zbyt wysokich butach. Po wyjściu kilka razy zachwiałam się, a że alkohol szumiał mi w głowie dalej postanowiła iść na boso. Bardzo chciałam być bliżej niego, przytulić się; z lekko zawadiackim uśmiecham spytałam, czy mogę iść z nim pod ramię. Czułam się wspaniale mając go za podporę. Krótka wymiana zdań dotycząca dalszych planów i znaleźliśmy się w taksówce, która nie jechała w kierunku mojego domu.
Uśmiech przeplatał się ze zdenerwowaniem, fascynacja z podnieceniem. W czasie długiej drogi rozmawiał z kierowcą, ja słuchałam. Dojechaliśmy na miejsce i jakby czar prysł. Po chwili weszliśmy do jego pokoju. Nie do końca wiedziałam, co ze sobą zrobić dokoła panował niemiłosierny bałagan; puszki, butelki, kartony po pizzy, porozrzucane ubrania pomieszane ze stertą brudnych naczyń. W tym rozgardiaszu widać było tylko łóżko, komputer i fotel. Najchętniej rzuciłabym się do sprzątania. Fakt, ostrzegał mnie, że ma bałagan, jednak nie spodziewałam się, że może być, aż tak tragicznie.
A on...rozebrał się, włączył soundtrack z Amelii stwierdzając, że przy tym się dobrze śpi. Bez słowa wskoczył do łóżka. Nie wiedziałam, go zrobić, jego oczy mówiły wszystko. Lekko zagubiona rozebrałam się i również wskoczyłam do łóżka. Przytuliłam się do jego aksamitnej skóry i chłonęłam zapach, który mnie otulał. Jego silne, ale nie przesadnie umięśnione ramie otuliło mnie, czułam jak palcami dotyka moich pleców na całej ich długości. Wtuliłam się w niego mocniej i oboje zaczęliśmy nerwowo szukać swoich ust...
Wszystko potoczyło się niemal tak, jak sobie to zaplanowałam, wspólny wieczór i deser u niego. Tylko ten poranek...Wraz z nocą odeszła cała magia. On bez ogródek wstał i zajął się swoją pracą. Wyjechaliśmy do miasta, tam przesiadłam się do samochodu mojego agenta i na tym skończyła się nasza przygoda. Nie czułam się winna; może nico oburzona, gdyby chociaż się przyzwoicie pożegnał...
Po tej nocy wiem, że nie kochałam jego, tylko nieprawdziwy, wyidealizowany obraz, który stworzyłam ze strzępków wspomnień.
Niestety mój książę na białym koniu okazał się jeźdźcem apokalipsy. Dziś mogę powiedzieć głośno, że żałuję tych siedmiu miesięcy, przez które zaprzątał moją głowę. Nauczyłam się przez ten czas na prawdę dużo, ale jestem pewna, że mogło to obejść się bez tylu ofiar. Najbardziej jest mi żal zaprzepaszczonego roku w nauce, oczywiście mogę to nadrobić i to zrobię, jednak niesmak pozostanie już na zawsze.
Oczywiście...mogę pisać o jego zaletach, o każdej z nich powstałby przynajmniej jeden obszerny akapit. Niestety, cały ten wachlarz zostaje przyćmiony przez jego skrajny egocentryzm. Szkoda, że tak późno to zauważyła, że potrzebowałam wstrząsu by wrócić na właściwą ścieżkę.
Na szczęście pióra odrastają, z każdą chwilą jestem silniejsza. Tak, ta znajomość, a właściwie jej finał dał mi siłę by stawić czoło rzeczywistości i wygrać grę zwaną życiem.
"Idź tak daleko jak możesz. Tylko nie zbaczaj, ze ścieżki by pozbierać kwiaty, które i tak zwiędną..."
Było tak i w moim wypadku. To miał być zwykły piątek. Razem z najbliższą mi osobą w klasie wybrałyśmy się na przyjęcie urodzinowe kolegi, tam oczywiście wrzawa, szalone rozmowy, dowcipy i oczywiście kilka drinków na rozluźnienie. Postanowiłyśmy zakończyć imprezę w okolicach północy. Po wyjściu rozstałyśmy się, ona pojechała do domu, a ja... Czułam się jak młody bóg, czułam niedosyt, wiedziałam, że świetnie wyglądam, nie chciałam zmarnować tej nocy.
Często rozmyślałam, by do niego zadzwonić, by po prostu chwilę z nim chwilę. Zawsze brakowało mi odwagi, ale nie tej nocy... Wykręciłam numer i z niecierpliwością słuchałam sygnału za sygnałem. Podniósł słuchawkę. Oniemiała z radości przekonywałam go, by mi nie odmawiał. Udało się. Umówiliśmy się w popularnym rockowym klubie. Przyszło mi na niego nieco poczekać, więc uśmiechając się do siebie sączyłam piwo. W tym czasie, zaczepił mnie pewien młodzieniec, a rozmowa sama się układała; wymieniliśmy się numerami, aż pojawił się on.
Miał na sobie skórzaną kurtkę, koszulę w kolorze wina i ciemne spodnie. Jego zmierzwione włosy dodawały mu uroku. Przywitaliśmy, poszedł do baru i... zaczęliśmy rozmawiać. Jego złośliwy charakter dało się odczuć w pierwszych chwilach rozmowy. Odpalając papierosa, zaznaczył, że rozstaniemy się nim wzejdzie słońce. Oczywiście...Wybacz, ale to ja dyktuje warunki tej nocy.
By móc spokojnie porozmawiać, zmieniliśmy lokal. Idąc niepewnie przez rynek zastanawiałam się, czy on w ogóle pamięta, że tam jestem.
Weszliśmy, podszedł do baru; ja zajęłam stolik. Przyniósł mi piwo, ostentacyjnie odmówiłam jego wypicia pod pretekstem złego wyboru. Nie wypadało mi na wszystko się godzić, tak bardzo nie chciałam wyjść na zagubioną, potulną owieczkę... A Tyskiego na prawdę nie lubię.
Przenieśliśmy się do palarni, jako że oboje mamy w sobie małego przyjaciela. Rozmawialiśmy, a właściwie to on mówił. Rozkoszowałam się barwą jego głosu, sensem wypowiadanych zdań i jego zapachem. Nie chciałam zbyt wiele mówić, rolą kobiety jest bycie ozdobą mężczyzny, dlatego też nie miałam ochoty wybijać się na pierwszy plan.
Podarował mi kilka komplementów, co prawda, słyszałam już bardziej wyszukane, jednak z jego ust było to coś niesamowitego.
Nasi towarzysze, których poznaliśmy w klubie opuścili nas, noc właśnie zaczynała skłaniać się ku świtowi. Była trzecia nad ranem. Miałam go tylko dla siebie, ja, on i noc, która nadal trwała. Początkowo rozmawialiśmy o bardzo ogólnie, rozważanie o ludziach, obojgu nam sprawia to przyjemność. Temat mimochodem zszedł na psychologię i mechanizmy zachowań, aż padło pytanie z moich ust... "W takim razie, co o mnie sądzisz?" Chciałam wiedzieć, kim dla niego jestem, chciałam wierzyć w jego słowa...
Powiedział, że jestem intrygująca, niezwykle inteligentna, seksowna, że gram, że chce wyjść przed nim na kogoś, kim nie do końca jestem, na taką 'sucz', przy tym zaznaczył, że jestem tajemnicza.
Miałam ochotę pogratulować mu trafnego scharakteryzowania mnie, słowa aprobaty cisnęły mi się usta. W odpowiedzi otrzymał tylko uśmiech i chwilę milczenia, która nie trwała zbyt długo. Zadał mi to samo pytanie. Spanikowałam, w pierwszej chwili chciałam zdobyć się na odwagę i obnażyć przed nim moją pokaleczoną duszę. Jesteś niezwykle inteligentny, podziwiam Cię za Twoją stanowczość, za to, że się nie poddałeś, gdy w Twoim życiu nie do końca się układało. Masz ciekawą osobowość, jest niezwykle złożona. Do tego...masz zgrabny tyłek. Po naszych ostatnich spotkaniach stałeś się dla mnie niemalże wzorem, chyba nawet chciałabym być taka jak Ty. Coś mnie jednak powstrzymało... Z moich ust wydobyła się tylko wymijająca odpowiedz, że mój umysł jest zamroczony alkoholem i nie pora na takie wyznania. Przez chwilę naciskał, chciał to usłyszeć, wydaje mi się, że moje oczy zdradziły wszystko, nie sposób jest ukryć tak silnych emocji.
Noc była coraz słabsza, a klub pustoszał. My też postanowiliśmy wyjść. Podał mi płaszcz, a ja tylko modliłam się, by nie przewrócić się na pięknych, ale zbyt wysokich butach. Po wyjściu kilka razy zachwiałam się, a że alkohol szumiał mi w głowie dalej postanowiła iść na boso. Bardzo chciałam być bliżej niego, przytulić się; z lekko zawadiackim uśmiecham spytałam, czy mogę iść z nim pod ramię. Czułam się wspaniale mając go za podporę. Krótka wymiana zdań dotycząca dalszych planów i znaleźliśmy się w taksówce, która nie jechała w kierunku mojego domu.
Uśmiech przeplatał się ze zdenerwowaniem, fascynacja z podnieceniem. W czasie długiej drogi rozmawiał z kierowcą, ja słuchałam. Dojechaliśmy na miejsce i jakby czar prysł. Po chwili weszliśmy do jego pokoju. Nie do końca wiedziałam, co ze sobą zrobić dokoła panował niemiłosierny bałagan; puszki, butelki, kartony po pizzy, porozrzucane ubrania pomieszane ze stertą brudnych naczyń. W tym rozgardiaszu widać było tylko łóżko, komputer i fotel. Najchętniej rzuciłabym się do sprzątania. Fakt, ostrzegał mnie, że ma bałagan, jednak nie spodziewałam się, że może być, aż tak tragicznie.
A on...rozebrał się, włączył soundtrack z Amelii stwierdzając, że przy tym się dobrze śpi. Bez słowa wskoczył do łóżka. Nie wiedziałam, go zrobić, jego oczy mówiły wszystko. Lekko zagubiona rozebrałam się i również wskoczyłam do łóżka. Przytuliłam się do jego aksamitnej skóry i chłonęłam zapach, który mnie otulał. Jego silne, ale nie przesadnie umięśnione ramie otuliło mnie, czułam jak palcami dotyka moich pleców na całej ich długości. Wtuliłam się w niego mocniej i oboje zaczęliśmy nerwowo szukać swoich ust...
Wszystko potoczyło się niemal tak, jak sobie to zaplanowałam, wspólny wieczór i deser u niego. Tylko ten poranek...Wraz z nocą odeszła cała magia. On bez ogródek wstał i zajął się swoją pracą. Wyjechaliśmy do miasta, tam przesiadłam się do samochodu mojego agenta i na tym skończyła się nasza przygoda. Nie czułam się winna; może nico oburzona, gdyby chociaż się przyzwoicie pożegnał...
Po tej nocy wiem, że nie kochałam jego, tylko nieprawdziwy, wyidealizowany obraz, który stworzyłam ze strzępków wspomnień.
Niestety mój książę na białym koniu okazał się jeźdźcem apokalipsy. Dziś mogę powiedzieć głośno, że żałuję tych siedmiu miesięcy, przez które zaprzątał moją głowę. Nauczyłam się przez ten czas na prawdę dużo, ale jestem pewna, że mogło to obejść się bez tylu ofiar. Najbardziej jest mi żal zaprzepaszczonego roku w nauce, oczywiście mogę to nadrobić i to zrobię, jednak niesmak pozostanie już na zawsze.
Oczywiście...mogę pisać o jego zaletach, o każdej z nich powstałby przynajmniej jeden obszerny akapit. Niestety, cały ten wachlarz zostaje przyćmiony przez jego skrajny egocentryzm. Szkoda, że tak późno to zauważyła, że potrzebowałam wstrząsu by wrócić na właściwą ścieżkę.
Na szczęście pióra odrastają, z każdą chwilą jestem silniejsza. Tak, ta znajomość, a właściwie jej finał dał mi siłę by stawić czoło rzeczywistości i wygrać grę zwaną życiem.
"Idź tak daleko jak możesz. Tylko nie zbaczaj, ze ścieżki by pozbierać kwiaty, które i tak zwiędną..."
Poznajesz te słowa?
środa, 9 kwietnia 2014
A gdyby tak zarzyć wspomnienia i umrzeć z bólu po raz enty?

Świat jest zbyt brutalny dla takiej delikatnej, małej, eterycznej duszyczki jak ja. Buduję dokoła siebie twierdzę nie do zdobycia, by chronić me wątłe wnętrze. Pierwszy raz z tą teorią miałam styczność, gdy byłam w wieku wczesnoszkolnym; dziś jestem młodą kobietą, a ona jest jak najbardziej aktualna.
Zastanawiam się, dlaczego chciałam ją zabić? Dlaczego nie chciałam dać jej mną kierować? Chciałam mentalnie wyrwać sobie serce i stać się jedną ze skorup, którymi tak bardzo gardzę. Wstyd mi za siebie... Pociesza mnie jedynie fakt, że to już zamknięty rozdział.
Najmilsza moja, dziękuję, że nie zamknęłaś przede mną bram swojej duszy, że znów mogłyśmy pobyć razem.
Powrót do domu wieczorem, a właściwie w nocy okazał się niezwykle owocny, między innymi w przeziębienie. Tramwaj odjechał beze mnie, więc by nie marznąć zrobiłam sobie pieszą wycieczkę. Nie sądziłam, że walka z myślami może być tak trudna i tak bardzo odbijać się na ciele.
Przystanęłam na skrzyżowaniu, jedna z ulic prowadziła do Ciebie siostro, kolejna do mojego gniazdka, a jeszcze jedna w stronę przybytku owego młodzieńca. Stawiając niepewnie krok za krokiem na wyboistej drodze czułam, jak część mnie chce iść w inną stronę. Jak bardzo moje nogi chcą mnie ponieść w miejsce, gdzie niegdyś z nim siedziałam. W miejsce, z którym łącze tyle wspomnień... Wygrałam, ze sobą. Racjonalizm wziął górę, szanse na spotkani były znikome. Zresztą co ja miałabym mu powiedzieć, "cześć, zauroczyłam się w Tobie i chce sprawdzić czy do siebie pasujemy"? Toż to irracjonalne!
Idąc w dół ulicą, którą pewnej magicznej nocy, hmm... szliśmy, o ile można tak nazwać maszerowanie w stanie wyższego upojenia alkoholowego. Mimowolnie napłynęły mi do oczu łzy, czułam jak moje małe serce rozrywa się strzępy. I wreszcie trafiłam i tam; przejście dla pieszych na środku, którego ciemną nocą poznawaliśmy smak naszych ust. Oczyma wyobraźni przywołałam tamtą magiczną chwilę, zaciągając się gorzkim dymem papierosa. Czułam ból, pustkę, a zarazem przyjemne ciepło ogrzewające mnie od środka.
Szłam dalej, i dalej... Każdy budynek, każde skrzyżowanie, wszechobecna cisza i mrok pozwalały mi na oddanie wspomnieniom, tak lichym, małym, wątłym wspomnieniom.
Ten spacer dał mi więcej niż mogłam chcieć. To było jak uświadomienie sobie, co jest najważniejsze, kim chce być, z kim chce być i co chcę osiągnąć.
Rezygnacja z części zajęć okazała się dobrą decyzją, Co prawda brakuje mi zajęć z rysunku, niestety zajmowały zbyt wiele czasu. Wyznaczanie priorytetów okazało się łatwiejsze niż myślałam. Ciesze się, że mam za sobą tatę, że zawsze jest przy mnie, gdy tego potrzebuję. Czasem błahe przytulenie, pytanie o samopoczucie, czy rada w mało istotnej sprawie pozwalają mi poczuć, że jednak komuś na mnie zależy.
Podjęłam kolejną pracę, zostałam pomocnikiem przy projekcie firmy zajmującej się sprzętem do pływania. Zlecenia nie są zbyt wymagające; najczęściej to przepisywanie danych, przeprowadzanie ankiet. Udało mi się pokonać kandydatów i z jednorazowego zlecenia powstała stała współpraca, jestem z siebie nader dumna, może niewielki ale satysfakcjonujący sukces.
Coach powtarza, że trzeba tworzyć sobie plecy za młodu, więc działam.
Jak już wcześniej wspominałam, mój pogląd na świat jest po istnej rewolucji. Pacyfizm, nie ma przyszłości, gdy żyje się w miejskiej dżungli. Oczywiście, nie mówię tu o agresywnym i ordynarnym zachowaniu w każdej możliwej chwili. Powszechnie wiadomo, że właśnie uprzejmość połączona z przebiegłością jest kluczem do sukcesu i ludzkich umysłów. Sztuka polega na tym, by być nie jeden, a przynajmniej trzy kroki przed wrogiem.
Uprzedzając pytanie, które z pewnością padnie. Czy mam sumienie? Czy mam skrupuły? Sumienie zamieniłam na niezawodną pamięć i diabelską cierpliwość, te cechy są zdecydowanie bardziej przydatne niż jakieś...sumienie. Co do skrupułów...Czy to one nie są tym, co nas ogranicza? Większość ludzi zasłania się nimi, bo brakuje im odwagi, by pogrążyć kogoś, kto regularnie sobie z nich kpi. I dochodzi do rozwarstwienia, część staje się wykorzystywanymi legalnymi niewolnikami, ale za to prawymi z czystym sumieniem, którzy są na usługach tych sprytniejszych, tych którzy umieją grać w grę zwaną życiem.
Nie pozwolę zepchnąć się do pierwszej grupy, będę walczyć do ostatniej kropli krwi, będę niszczyć konkurencję każdym, nawet najbardziej odrażającym sposobem, by dojść do celu. Jednocześnie mając oczy dookoła głowy, by nie wpaść w podobną pułapkę.
Konflikt w klasie trwa w najlepsze, ta intelektualna nizina nawet nie umie maskować swoich przekrętów. Myślenie długodystansowe, to dla nich z pewnością pojęcie obce.
To smutne, gdy klasowa 'elita' ląduje u dyrektora po tym, jak odsłuchał nagranie i kilka screenów dotyczących podkradania sprawdzianów z biurka nauczyciela pod jego nieobecność.
Przerażenie w ich oczach, to jak struchleli było niesamowicie satysfakcjonujące. Co najciekawsze, sam tata namówił mnie do tego kroku. W efekcie zyskałam przychylność nauczyciela prowadzącego owe zajęcia i pogrążyłam osoby, których nienawidzę. Czy dzień może zacząć się lepiej?
Potrafię być bezwzględna w sprawach zawodowych, potrafię niszczyć, stawiać warunki, wymagać i osiągać cel nie zważając na poniesione ofiary. Dlaczego więc nie mogę być taka w sprawach sercowych? Czasem mam wrażenie, że jestem emocjonalna masochistką. Czując niedosyt i zawód otwierają się moje zmysły. Pisanie przychodzi mi z łatwością, łatwiej oddać mi się pracy. Nie umiem tego wytłumaczyć, to chyba ostatnia rzecz jakiej w sobie nie lubię. Pomimo szczerych chęci pracy nad tym nie mam odwagi do niego zadzwonić i w jakikolwiek sposób spróbować zbliżyć się.
Wczoraj rozmawiając z Tobą powiedziałaś mi coś, co bardzo podniosło mnie na duchu. Z pewnością nie był to przypadek, przecież ani dla mnie, ani dla Ciebie one nie istnieją. "Doskonale wiesz, że możesz spędzić z nim więcej czasu, niż tylko moment odebrania książki", Nie wiem, czy potrafisz sobie wyobrazić, jak bardzo te słowa podniosły mnie na duchu. Pozostaje mi czekać na telefon, który obiecał i spróbować. Chyba wolę żałować, że pomimo moich starać nie wszystko poszło po mojej myśli, niż poddać się bez walki.
Mój sen odszedł...
niedziela, 6 kwietnia 2014
Wiesz może co łączy gawrona i sekretarzyk?
Minęło pół roku, jak Cię nie widziałam. Minęły 4 dni od ostatniego telefonu. Ty nie przeminąłeś. Doskonale wiem, że miałam o Tobie zapomnieć, że miałam już nie wracać do tego co było, że miałam znów zacząć żyć jakbyśmy nigdy się nie poznali. Jednak nie potrafię. Wpadłeś do mojego serca szturmem i nadal je oblegasz. Wiem, doskonale wiem, że połączyła nas tylko jedna noc, że dla Ciebie nic to nie znaczyło. Szkoda, że nie jestem tak oziębła jak Ty.
Nie potrafisz sobie wyobrazić, jak ciężko jest mi każdego dnia wstać z myślą, że to będzie kolejny dzień bez Ciebie, że znów będę mogła ujrzeć Cię tylko oczyma wyobraźni. W każdej wolnej wolnej chwili echem w głowie odbija mi się barwa Twojego głosu. Oczyma duszy widzę Twój uśmiech, a jeszcze innym zmysłem przyzywam smak Twych ust. Chyba mnie opętałeś...
Ciekawe, co Ty o mnie sądzisz? Czy jest tak jak mówiłeś, czy może to tylko kolejne puste słowa? Może kiedyś nadejdą lepsze czasy i odpowiesz mi na te pytania.
Masz moją książkę, pamiętasz? Oczywiście, że pamiętasz; to w tej sprawie do Ciebie dzwoniłam. To niezbyt mądre, ale, ale... Odwlekam nasze spotkanie, boje się, że to będzie ostatni raz, gdy Cię zobaczę. Wcześniej chciałam się uspokoić, wszystko przemyśleć, dlatego powtarzał sobie, że spotkam się z Tobą za jakiś czas. A dziś? Dziś każdego dnia piszę w głowie scenariusze tego spotkania. Nie chcę by to się tak skończyło. Rozumiesz? Nie chce Cię stracić, nie chcę, po prostu nie chce!
Wyciągnęłam tyle wniosków, pamiętam niemal każde wypowiedziane przez Ciebie zdanie. Każde dokładnie przestudiowałam. Dziękuje. Jestem Ci winna ogromne podziękowania, przez te parę chwil dałeś mi więcej wiedzy niż mogłam pojąć. Dziś to rozumiem. Poniekąd ukończyłeś dzieło, które rozpoczęła nasza wspólna Siostra. Zazdroszczę jej, że ma Cię więcej niż ja. Wciąż pamiętam jak mi o Tobie opowiadała... sama myśl o tym maluje uśmiech na mojej twarzy.
Zdaję sobie sprawę, że niewiele Cię to obchodzi, ale chyba się w Tobie zakochałam. Dla mnie jesteś kimś wyjątkowym, ja dla Ciebie pewnie kolejną fanką.
Dziękuje za kilka tych wspólnych chwil, dziękuje za poukładanie mi w głowie.
Nie potrafisz sobie wyobrazić, jak ciężko jest mi każdego dnia wstać z myślą, że to będzie kolejny dzień bez Ciebie, że znów będę mogła ujrzeć Cię tylko oczyma wyobraźni. W każdej wolnej wolnej chwili echem w głowie odbija mi się barwa Twojego głosu. Oczyma duszy widzę Twój uśmiech, a jeszcze innym zmysłem przyzywam smak Twych ust. Chyba mnie opętałeś...
Ciekawe, co Ty o mnie sądzisz? Czy jest tak jak mówiłeś, czy może to tylko kolejne puste słowa? Może kiedyś nadejdą lepsze czasy i odpowiesz mi na te pytania.
Masz moją książkę, pamiętasz? Oczywiście, że pamiętasz; to w tej sprawie do Ciebie dzwoniłam. To niezbyt mądre, ale, ale... Odwlekam nasze spotkanie, boje się, że to będzie ostatni raz, gdy Cię zobaczę. Wcześniej chciałam się uspokoić, wszystko przemyśleć, dlatego powtarzał sobie, że spotkam się z Tobą za jakiś czas. A dziś? Dziś każdego dnia piszę w głowie scenariusze tego spotkania. Nie chcę by to się tak skończyło. Rozumiesz? Nie chce Cię stracić, nie chcę, po prostu nie chce!
Wyciągnęłam tyle wniosków, pamiętam niemal każde wypowiedziane przez Ciebie zdanie. Każde dokładnie przestudiowałam. Dziękuje. Jestem Ci winna ogromne podziękowania, przez te parę chwil dałeś mi więcej wiedzy niż mogłam pojąć. Dziś to rozumiem. Poniekąd ukończyłeś dzieło, które rozpoczęła nasza wspólna Siostra. Zazdroszczę jej, że ma Cię więcej niż ja. Wciąż pamiętam jak mi o Tobie opowiadała... sama myśl o tym maluje uśmiech na mojej twarzy.
Zdaję sobie sprawę, że niewiele Cię to obchodzi, ale chyba się w Tobie zakochałam. Dla mnie jesteś kimś wyjątkowym, ja dla Ciebie pewnie kolejną fanką.
Dziękuje za kilka tych wspólnych chwil, dziękuje za poukładanie mi w głowie.
czwartek, 27 marca 2014
Karmazyn
Najgorsze uczucie, jakie może Cię dopaść to brak satysfakcji z tego co robisz. Brak chęci do dalszego działania. Swoiste wypalenie.
Ostatnimi czasy budząc się bardzo często to czułam. Mój system wartości przewartościował się do tego stopnia, że wszystko co sprawiało mi przyjemności jakby zamarło. Po prostu jest, ale nie jest już częścią mnie. Wiem czym jest to spowodowane, bardzo długo byłam infantylna. Taki mój urok, że zmieniam się niezwykle szybko. Tak na prawdę, to zaczęło się już wcześniej, ale tego nie widziałam...a może nie chciałam widzieć?
Zrezygnowałam z kursu rysunku, nie dość, że nie sprawia mi to już satysfakcji, to po prostu nie mam na to czasu. Dużo większą wagę przywiązuję do nauki języków. Ostatnimi czasy z zapałem czytam książki psychologiczne, lubię to. Korzystam z tej wiedzy na co dzień i widzę efekty. Nie sądziłam, że byłam tak prosta do rozszyfrowania, skorzystał z tego.
Przeraża mnie świadomość, że matura się zbliża, że zaraz będę musiała zdecydować co chcę robić, że sobie nie poradzę. Wiem, że te lęki są irracjonalne, mam do tego skłonność od dzieciństwa. Zazwyczaj wszystko mi się udawało, a poza planem A był jeszcze cały alfabet. Wiem, że mam wsparcie Taty, wiem, że jestem wystarczająco zdolna. Ale nadal, nadal czuje strach...
Tata wypytuje mnie o plany na przyszłość (to potęguje uczucie niepewności), wiem, że powinnam iść na architekturę, ale jakoś nie jestem do tego przekonana, z drugiej strony szkoda byłoby zaprzepaścić to co teraz mam; z trzeciej strony zawszę mogę do tego wrócić. Mi marzą się studia z psychologii, socjologi, marketingu... Chciałabym być PR-owcem, to zawód wymagający kreatywności i pozwalający się spełnić. Mam naturę kameleona, a tu elastyczność się przydaje. Tu można powiedzieć, że w kontakcie z klientem jest równie ważna. Ugh...Mam mętlik w głowie.
Przeraża mnie myśl, że mogę się nie spełnić, że nie zrobię wszystkiego co bym chciała. Z drugiej strony, we wszystkim można znaleźć siebie.
Czas znów przesiadywać w czytelni i studiować obszerne tomiska z przeróżnych dziedzin.
Wydaje mi się, że brak poczucia stabilnego gruntu spowodowany jest tym co nawywijałam w szkole w pierwszym semestrze. Przeszłość prędzej, czy później zawsze nas dogania. Ciesze się, że Tata mną wstrząsnął.
"Oddam nerkę za trzy dni wolnego", mówiłam tak cały zeszły miesiąc. Dostałam wolne, bez oddawanie nerki. Mój organizm powiedział 'stop', przespałam niemal trzy dni bez wstawania z łóżka. Oczywiście nie obyło się bez komplikacji. Matka jak zawsze nie potrafi nic załatwić, wszystko jak zawsze jest ważniejsze. Czasem czuje się, jakbym narzucała się Tacie, ale on zawsze powtarza mi, że tak nie jest. Załatwił wszystko, przyjechał zobaczyć jak się czuje i skoczył do apteki. A ona? Nic, nawet nie zapyta, czy żyję.
W zeszłą niedziele spędziłam popołudnie u taty. To było chyba najnormalniejsze popołudnie jakie pamiętam. Pogadałam z nimi, poczytałam bąblowi książkę i było wszystko takie... normalne, takie prawdziwe i pozytywne. Wróciłam do domu i się poryczałam jak dziecko.
Zobaczyłam dwa skrajne światy. Rzeczywistość zatwardziałej, niesamodzielnej, sfrustrowanej kobiety, która ma niespełnione ambicje i obwinia o to cały świat i normalną rodzinę, która się kocha, czasem posprzecza i jest pozbawiona obłudy; oboje mają prace, która pozwala na spokojne życie. Nie są uwiązani na żadnej smyczy, czy innej pępowinie, to piękne.
Mam wybór, nadal mogę osiągnąć to co chce, nadal jestem młoda i nawet jeśli teraz robię coś źle mogę to skorygować. Ta myśl dodaje mi otuchy.
Od jakiegoś czasu prześladuje mnie jeden sen, powtarza się co noc...
Ostatnimi czasy budząc się bardzo często to czułam. Mój system wartości przewartościował się do tego stopnia, że wszystko co sprawiało mi przyjemności jakby zamarło. Po prostu jest, ale nie jest już częścią mnie. Wiem czym jest to spowodowane, bardzo długo byłam infantylna. Taki mój urok, że zmieniam się niezwykle szybko. Tak na prawdę, to zaczęło się już wcześniej, ale tego nie widziałam...a może nie chciałam widzieć?
Zrezygnowałam z kursu rysunku, nie dość, że nie sprawia mi to już satysfakcji, to po prostu nie mam na to czasu. Dużo większą wagę przywiązuję do nauki języków. Ostatnimi czasy z zapałem czytam książki psychologiczne, lubię to. Korzystam z tej wiedzy na co dzień i widzę efekty. Nie sądziłam, że byłam tak prosta do rozszyfrowania, skorzystał z tego.
Przeraża mnie świadomość, że matura się zbliża, że zaraz będę musiała zdecydować co chcę robić, że sobie nie poradzę. Wiem, że te lęki są irracjonalne, mam do tego skłonność od dzieciństwa. Zazwyczaj wszystko mi się udawało, a poza planem A był jeszcze cały alfabet. Wiem, że mam wsparcie Taty, wiem, że jestem wystarczająco zdolna. Ale nadal, nadal czuje strach...
Tata wypytuje mnie o plany na przyszłość (to potęguje uczucie niepewności), wiem, że powinnam iść na architekturę, ale jakoś nie jestem do tego przekonana, z drugiej strony szkoda byłoby zaprzepaścić to co teraz mam; z trzeciej strony zawszę mogę do tego wrócić. Mi marzą się studia z psychologii, socjologi, marketingu... Chciałabym być PR-owcem, to zawód wymagający kreatywności i pozwalający się spełnić. Mam naturę kameleona, a tu elastyczność się przydaje. Tu można powiedzieć, że w kontakcie z klientem jest równie ważna. Ugh...Mam mętlik w głowie.
Przeraża mnie myśl, że mogę się nie spełnić, że nie zrobię wszystkiego co bym chciała. Z drugiej strony, we wszystkim można znaleźć siebie.
Czas znów przesiadywać w czytelni i studiować obszerne tomiska z przeróżnych dziedzin.
Wydaje mi się, że brak poczucia stabilnego gruntu spowodowany jest tym co nawywijałam w szkole w pierwszym semestrze. Przeszłość prędzej, czy później zawsze nas dogania. Ciesze się, że Tata mną wstrząsnął.
"Oddam nerkę za trzy dni wolnego", mówiłam tak cały zeszły miesiąc. Dostałam wolne, bez oddawanie nerki. Mój organizm powiedział 'stop', przespałam niemal trzy dni bez wstawania z łóżka. Oczywiście nie obyło się bez komplikacji. Matka jak zawsze nie potrafi nic załatwić, wszystko jak zawsze jest ważniejsze. Czasem czuje się, jakbym narzucała się Tacie, ale on zawsze powtarza mi, że tak nie jest. Załatwił wszystko, przyjechał zobaczyć jak się czuje i skoczył do apteki. A ona? Nic, nawet nie zapyta, czy żyję.
W zeszłą niedziele spędziłam popołudnie u taty. To było chyba najnormalniejsze popołudnie jakie pamiętam. Pogadałam z nimi, poczytałam bąblowi książkę i było wszystko takie... normalne, takie prawdziwe i pozytywne. Wróciłam do domu i się poryczałam jak dziecko.
Zobaczyłam dwa skrajne światy. Rzeczywistość zatwardziałej, niesamodzielnej, sfrustrowanej kobiety, która ma niespełnione ambicje i obwinia o to cały świat i normalną rodzinę, która się kocha, czasem posprzecza i jest pozbawiona obłudy; oboje mają prace, która pozwala na spokojne życie. Nie są uwiązani na żadnej smyczy, czy innej pępowinie, to piękne.
Mam wybór, nadal mogę osiągnąć to co chce, nadal jestem młoda i nawet jeśli teraz robię coś źle mogę to skorygować. Ta myśl dodaje mi otuchy.
Od jakiegoś czasu prześladuje mnie jeden sen, powtarza się co noc...
niedziela, 16 marca 2014
Zamkną mnie za morderstwo z zimną krwią.
Wdech, wydech, wdech, wydech... Nienawidzę tej kobiety; uważa się za moją matkę. Wolę być sierotą. Ataki furii, frustracja, brak perspektyw, nie przecięta pępowina, marnowane życie. Jak można tak żyć? Nie rozumiem tego i pewnie nigdy nie zrozumiem. Marzę każdej nocy, gdy zasypiam by po prostu o niej zapomnieć. By zamknąć za sobą drzwi i nigdy, nigdy więcej jej nie spotkać. To się stanie, wiem to. Odejdę i będę żyć tak jak ja chce. To trochę smutne, niby najbliższa mi osoba, która powinna być moją podporą, a tu? Niewyszukane dowcipy, brak rozmów, brak empatii, brak pozytywnych uczuć. Czasem jest mi przykro, czasem chciałabym to zmienić, ale tylko czasem. Może warto zamknąć za sobą drzwi i odejść? Tylko dlaczego ja mam skazywać się na cierpienie? Nie... Ja się na nie nie skazuje. Ja się od niego uwolnię. Gdy coś ciągnie Cię w dół lepiej zepchnąć to w przepaść niż upaść razem z tym.
Czasem wydaje mi się, że ona wcale nie chce poprawy relacji, że nawet gdy się staram tak na prawdę nie ma to najmniejszego sensu.
Cieszę się, że mam tatę. Choć czasem też mnie denerwuje, ale przynajmniej można z nim porozmawiać o wszystkim. Moja matka nawet nie wie, że mam chłopaka...
W czasie każdej awantury mam ochotę zrobić jej krzywdę, pochwycić nóż i zabić. Po prostu wbić nóż głęboko w serce i patrzeć jak jaj oczy zachodzą mgłą. Jak umiera...
Zrobiłabym to, ale szkoda mi mojej przyszłości dla takiego zdesperowanego ścierwa jak ona.
Nie sądziłam, że można tak bardzo nienawidzić własnej matki.
Mam poważne zaburzenia osobowościowe, moje drugie ja mnie denerwuje, za często się odzywa. Jest kąśliwe, wredna i chamskie. Jeszcze nad nim panuję, ale czasem to na prawdę trudne.
Zalewam się łzami, gdy miesza mnie z błotem, gdy widzę jak faworyzuje mojego brata, jak oczernia mnie przed rodziną. Podobno oczy od te tego pięknieją, ale to marne pocieszenie.
Boje się, panicznie się boje. Nadejdzie moment, gdy on pozna moją matkę. Zobaczy jej ataki furii. Co jeśli pomyśli, że też taka jestem? Co jeśli się przestraszy? Nie będę mu miała tego za złe, zrozumiem...
Czasem wydaje mi się, że ona wcale nie chce poprawy relacji, że nawet gdy się staram tak na prawdę nie ma to najmniejszego sensu.
Cieszę się, że mam tatę. Choć czasem też mnie denerwuje, ale przynajmniej można z nim porozmawiać o wszystkim. Moja matka nawet nie wie, że mam chłopaka...
W czasie każdej awantury mam ochotę zrobić jej krzywdę, pochwycić nóż i zabić. Po prostu wbić nóż głęboko w serce i patrzeć jak jaj oczy zachodzą mgłą. Jak umiera...
Zrobiłabym to, ale szkoda mi mojej przyszłości dla takiego zdesperowanego ścierwa jak ona.
Nie sądziłam, że można tak bardzo nienawidzić własnej matki.
Mam poważne zaburzenia osobowościowe, moje drugie ja mnie denerwuje, za często się odzywa. Jest kąśliwe, wredna i chamskie. Jeszcze nad nim panuję, ale czasem to na prawdę trudne.
Zalewam się łzami, gdy miesza mnie z błotem, gdy widzę jak faworyzuje mojego brata, jak oczernia mnie przed rodziną. Podobno oczy od te tego pięknieją, ale to marne pocieszenie.
Boje się, panicznie się boje. Nadejdzie moment, gdy on pozna moją matkę. Zobaczy jej ataki furii. Co jeśli pomyśli, że też taka jestem? Co jeśli się przestraszy? Nie będę mu miała tego za złe, zrozumiem...
środa, 12 marca 2014
Tak bardzo gardzę plebsem intelektualnym.
Tak, jestem egocentryczką, narcyzem i wywyższam się ponad innych. I co? Ktoś mi zabroni? Nie wydaje mi się. Jak mam tego nie robić, skoro otacza mnie banda idiotów? Tak, ludzie to w większości szara masa, której jedynym zajęciem jest opychanie się chipsami przed telewizorem.
Nienawidzę pustych osób, których osobowość jest płytsza niż kałuże po letnim deszczu. Irytuje mnie ich zachowanie, brak ogłady w sytuacjach, gdy ta jest bardzo wskazana. Wolę nie mieć znajomych, wolę spotykać się z bardzo wąskim gronem osób, ale niech to będą ludzie na poziomie, z którymi mogę porozmawiać. Ludzie mnie za to nienawidzą. Cóż... Podobno ten, kto nie ma wrogów robi coś źle.
Uspokoiłam się, znów jestem na właściwych torach. Co prawda otaczają mnie inne dusze, czasem żałuję, że tamtych już nie ma. Nie można mieć wszystkiego.
Mam plan na przyszłość. Kończę studia, filologię norweską i czułym 'spierdalam stąd' żegnam się z tym krajem. W Norwegii czeka mnie praca w KGHM i całkiem niezłe zarobki. Architektura, cóż... To piękne, ale zniechęciłam się nieco do tego. To jednak nie znaczy, że nie mogę być w tym najlepsza.
Ostatnimi czasy czytałam znaczenia imion. W moim wypadku się sprawdza, 'wpada w ramiona przypadkowych osób, później o nich zapominając', nie przywiązuje się do ludzi, choć czasem braknie mi tego kogoś obok mnie.
W piątek chyba idę na randkę, już nie mogę się doczekać...
Nienawidzę pustych osób, których osobowość jest płytsza niż kałuże po letnim deszczu. Irytuje mnie ich zachowanie, brak ogłady w sytuacjach, gdy ta jest bardzo wskazana. Wolę nie mieć znajomych, wolę spotykać się z bardzo wąskim gronem osób, ale niech to będą ludzie na poziomie, z którymi mogę porozmawiać. Ludzie mnie za to nienawidzą. Cóż... Podobno ten, kto nie ma wrogów robi coś źle.
Uspokoiłam się, znów jestem na właściwych torach. Co prawda otaczają mnie inne dusze, czasem żałuję, że tamtych już nie ma. Nie można mieć wszystkiego.
Mam plan na przyszłość. Kończę studia, filologię norweską i czułym 'spierdalam stąd' żegnam się z tym krajem. W Norwegii czeka mnie praca w KGHM i całkiem niezłe zarobki. Architektura, cóż... To piękne, ale zniechęciłam się nieco do tego. To jednak nie znaczy, że nie mogę być w tym najlepsza.
Ostatnimi czasy czytałam znaczenia imion. W moim wypadku się sprawdza, 'wpada w ramiona przypadkowych osób, później o nich zapominając', nie przywiązuje się do ludzi, choć czasem braknie mi tego kogoś obok mnie.
W piątek chyba idę na randkę, już nie mogę się doczekać...
"Fakt, że czegoś nie lubisz, nie oznacza, że nie możesz być w tym najlepszy"
piątek, 28 lutego 2014
Witam, mam na imię Aleksandra
Dorosłam. Definitywnie jestem już dojrzała. Zmieniłam się na tyle, że wiele osób mnie nie akceptuje, uważają, że się wywyższam. Trudno, nie potrzebuję wianuszka fanów. Liczę się JA i to bym dążyła do wcześniej wyznaczonego celu.
Kwestia zmiany stylu była poruszana już wielokrotnie, dlatego teraz tylko napomknę, iż miło jest słyszeć komplementy.
Czuję się nieco zgorszona, czytając posty dotyczące tego aroganckiego młodzieńca. Ugh...To było tak niedojrzałe i głupie. Ciesze się, że już nie mamy styczności.
Ostatnimi czasy spotykałam się z młodzikiem, niestety okazał się niezdecydowanym. Nie chcę być niczyją zabawką, a już na pewno nie chcę spotykać się z kimś, kto jest w związku. Czuję się oburzona i poniekąd urażona. Wiem, że można nazwać to hipokryzją porównując to choćby z moją relacją z chłopakiem od którego się uzależniłam. Zmieniłam się. Uczucie zgorszenia, gdy dowiedziałam się, że nie jestem tą jedyną jest nie do pisania. Chciałam uwierzyć w uczucie, chciałam uwierzyć, że nie każdy jest zepsuty. Niestety, dało mi to nauczkę by nie angażować się zbyt szybko i inwigilować ewentualnych partnerów.
Miałam okazję rozmawiać o nim z jego przyjacielem. Stracił w moich oczach, bardzo. Nadal mam do niego małą słabość, jednak po tym co zrobił nie jestem w stanie się przełamać. Możliwe, że mówię tak bo to nadal krwawiąca rana. Nie... Nigdy mu nie zaufam i zawszę już będę spoglądać na niego lekko zaszklonymi oczyma. Potraktował mnie jak zabawkę.
Swoją drogą okoliczności w jakich się o tym dowiedziałam były, hmm...interesujące. Idąc na afterparty pomylił moje imię z jej imieniem biorąc mnie pod ramię. Jego przyjaciel mi powiedział, zabolało. Pomimo to imprezę zaliczam do bardzo udanych pomimo niewielkiego upojenia alkoholowego.
W szkole niemal wszystko się poukładało z wyjątkiem relacji z matematyczką. Kolejna sfrustrowana kobieta, która niepowodzenia w sferze prywatnej przenosi na pracę. Nienawidzę takich ludzi. Wręcz mini gardzę. Pozostaje mi pracować nad sobą, matura coraz bliżej.
Wypada też poruszyć kwestię sytuacji domowej, cóż...to temat rzeka. Matka nie ma zamiaru się zmienić, w sumie to wszystko po staremu. Czasem mam ochotę zrobić jej krzywdę, jednak jest to poniżej mojej godności. Szkoda mi po prostu paznokci na takie ścierwo jak ona.
Mam przerośnięte ego. I co z tego? Prada jest taka, że większość ludzi to intelektualne niziny, które swoją wiedzę czerpią jedynie z komercyjnych programów informacyjnych. Znam swoją wartość i będę wykorzystywać słabości innych.
Zastanawiam się, czy postępuje odpowiednio. Co prawda nie posiadam kręgosłupa moralnego, jednak nie chciałabym wyrządzić nikomu zbyt dużej krzywdy. Po tym, jak dowiedziałam się, jaki na prawdę jest ów młodzieniec, resztę wieczoru spędziłam z jego przyjacielem. Z początku wypłakałam mu się w ramię, później po prostu rozmawialiśmy. Po pierwszym spotkaniu sądziłam, że za mną nie przepada; teraz wiem skąd ta drobna niechęć.
Dziś byłam z nim na czekoladzie. Spędziliśmy ze sobą całe popołudnie. Bardzo miłe z jego strony, było to, że przyszedł po mnie. Moja wychowawczyni już dopytywała kto to. Biorąc pod uwagę jej osobowość nie da mi spokoju i będzie mnie o niego wypytywać.
Dobrze czuje się w jego towarzystwie. Muszę przyznać, że z każdą chwilą w kawiarni bardziej się do niego przekonywałam. Teraz wydaje mi się, że nawet mi się podoba. Mam nadzieje, że to się nie zmieni i może w końcu trafię na kogoś porządnego.
Rzecz jasna nie mam zamiaru przyśpieszać biegu wydarzeń. Jestem z siebie dumna, że nawet nie musnęłam ust młodzika, który zawrócił mi w głowie. Nie zasługiwał, by poznać ich smak, dokładnie tak samo jak ten arogancki młody mężczyzna. Przeszłości już nie zmienię, ale ciesze się, że wyciągnęłam z niej wnioski.
Nie wierzę w los i w szczęście, wierzę natomiast, że któregoś dnia będę mogła powiedziesz 'kocham' będąc tego pewną.
Kwestia zmiany stylu była poruszana już wielokrotnie, dlatego teraz tylko napomknę, iż miło jest słyszeć komplementy.
Czuję się nieco zgorszona, czytając posty dotyczące tego aroganckiego młodzieńca. Ugh...To było tak niedojrzałe i głupie. Ciesze się, że już nie mamy styczności.
Ostatnimi czasy spotykałam się z młodzikiem, niestety okazał się niezdecydowanym. Nie chcę być niczyją zabawką, a już na pewno nie chcę spotykać się z kimś, kto jest w związku. Czuję się oburzona i poniekąd urażona. Wiem, że można nazwać to hipokryzją porównując to choćby z moją relacją z chłopakiem od którego się uzależniłam. Zmieniłam się. Uczucie zgorszenia, gdy dowiedziałam się, że nie jestem tą jedyną jest nie do pisania. Chciałam uwierzyć w uczucie, chciałam uwierzyć, że nie każdy jest zepsuty. Niestety, dało mi to nauczkę by nie angażować się zbyt szybko i inwigilować ewentualnych partnerów.
Miałam okazję rozmawiać o nim z jego przyjacielem. Stracił w moich oczach, bardzo. Nadal mam do niego małą słabość, jednak po tym co zrobił nie jestem w stanie się przełamać. Możliwe, że mówię tak bo to nadal krwawiąca rana. Nie... Nigdy mu nie zaufam i zawszę już będę spoglądać na niego lekko zaszklonymi oczyma. Potraktował mnie jak zabawkę.
Swoją drogą okoliczności w jakich się o tym dowiedziałam były, hmm...interesujące. Idąc na afterparty pomylił moje imię z jej imieniem biorąc mnie pod ramię. Jego przyjaciel mi powiedział, zabolało. Pomimo to imprezę zaliczam do bardzo udanych pomimo niewielkiego upojenia alkoholowego.
W szkole niemal wszystko się poukładało z wyjątkiem relacji z matematyczką. Kolejna sfrustrowana kobieta, która niepowodzenia w sferze prywatnej przenosi na pracę. Nienawidzę takich ludzi. Wręcz mini gardzę. Pozostaje mi pracować nad sobą, matura coraz bliżej.
Wypada też poruszyć kwestię sytuacji domowej, cóż...to temat rzeka. Matka nie ma zamiaru się zmienić, w sumie to wszystko po staremu. Czasem mam ochotę zrobić jej krzywdę, jednak jest to poniżej mojej godności. Szkoda mi po prostu paznokci na takie ścierwo jak ona.
Mam przerośnięte ego. I co z tego? Prada jest taka, że większość ludzi to intelektualne niziny, które swoją wiedzę czerpią jedynie z komercyjnych programów informacyjnych. Znam swoją wartość i będę wykorzystywać słabości innych.
Zastanawiam się, czy postępuje odpowiednio. Co prawda nie posiadam kręgosłupa moralnego, jednak nie chciałabym wyrządzić nikomu zbyt dużej krzywdy. Po tym, jak dowiedziałam się, jaki na prawdę jest ów młodzieniec, resztę wieczoru spędziłam z jego przyjacielem. Z początku wypłakałam mu się w ramię, później po prostu rozmawialiśmy. Po pierwszym spotkaniu sądziłam, że za mną nie przepada; teraz wiem skąd ta drobna niechęć.
Dziś byłam z nim na czekoladzie. Spędziliśmy ze sobą całe popołudnie. Bardzo miłe z jego strony, było to, że przyszedł po mnie. Moja wychowawczyni już dopytywała kto to. Biorąc pod uwagę jej osobowość nie da mi spokoju i będzie mnie o niego wypytywać.
Dobrze czuje się w jego towarzystwie. Muszę przyznać, że z każdą chwilą w kawiarni bardziej się do niego przekonywałam. Teraz wydaje mi się, że nawet mi się podoba. Mam nadzieje, że to się nie zmieni i może w końcu trafię na kogoś porządnego.
Rzecz jasna nie mam zamiaru przyśpieszać biegu wydarzeń. Jestem z siebie dumna, że nawet nie musnęłam ust młodzika, który zawrócił mi w głowie. Nie zasługiwał, by poznać ich smak, dokładnie tak samo jak ten arogancki młody mężczyzna. Przeszłości już nie zmienię, ale ciesze się, że wyciągnęłam z niej wnioski.
Nie wierzę w los i w szczęście, wierzę natomiast, że któregoś dnia będę mogła powiedziesz 'kocham' będąc tego pewną.
"Kobieta jest najsłabsza, gdy kocha, a najsilniejsza, gdy jest kochana."
~Erich Osterfield
niedziela, 9 lutego 2014
Żyję dla siebie.
Pierwszy tydzień ferii już za mną. Spędziłam ten czas niemal nie wychodząc z łóżka, ale nie mam o to do siebie pretensji. Po batalii w szkole było mi to potrzebne, choć przyznam, że nawet lenistwo potrafi zmęczyć. Zrobiłam wszystko to, na czym mi zależało. Porządki w szafie i w głowie. Uspokoiłam się.
Jutro jadę do taty, odpocząć od domowego piekiełka. Moja matka, hmm... Nie lubię mówić w ten sposób o tej kobiecie. Nie zmieni się, zawsze już będzie poirytowaną, niespełnioną kobietą. Wciąż mści się w domu za swoje niepowodzenia, faworyzuje brata. Nie ukrywam, że trochę mnie to boli... Może nawet bardzo? Tata określił to idealnie trafiając w sedno "Ona jedno dziecko faworyzuje i kocha, a drugie po prostu toleruje". Doskonale wiem, że należy liczyć tylko na siebie, ale... Czuję niesmak, gdy widzę jak się nim opiekuje, jak z nim chodzi do kina, czy gdziekolwiek. Najgorsze jest to, że on ma wszystko, a dla mnie nie zostaje już nic. Jestem zbyt niepokorna by zginać kark wedle jej fantazji więc próbuję sobie radzić. Czasem po prostu chciałabym, by kupiła mi moje ulubione ciastka? To głupie. Dziś zapytałam, czy dołoży mi do spodni dresowych, usłyszałam, że jej na to nie stać. Co? Kupiłaś konsole, odkurzacz, a nie masz na taki drobiazg? Tak, między innymi chodzi tu o pieniądze. Nie dostaje kieszonkowego, nie płaci za moje lekcje językowe, nie kupuje mi ubrań. A on...on ma wszytko. Wiem, że mogę iść do taty, ale nie czuje się z tym dobrze. Przecież dostaje alimenty! Będę rozmawiać z tatą o ich obniżeniu. Przecież nie zaspokaja moich potrzeb. Tak, jestem podłą żmiją.
Chyba się uspokoiłam i powoli odnajduję siebie. Zmienił się krąg moich znajomych, zmieniło się moje podejście, moja szafa. Zaczęłam chodzić na siłownie, biegam. No może to za dużo powiedziane, ale truchtam niemal codziennie. Staram się utrzymywać porządek. Niby to szczegóły, ale to właśnie z nich rodzi się całość. Każdego dnia, gdy słyszę, że jestem nikim, że do niczego się nie nadaję, powtarzam sobie, że żyję dla siebie. Dla siebie. To ja mam się spełnić, to ja mam kłaść się spać wycieńczona, ale z uśmiechem na ustach, to ja mam wstawać rano i zdobywać świat. Wybacz, ale nie zniszczysz moich marzeń!
Nie sądziłam, że tata będzie dla mnie, aż takim oparciem. Kimś, kto pomoże mi w każdej chwili, kto zawsze znajdzie dla mnie czas. To wspaniałe uczucie. W końcu Księżniczka Tatusia.
W ostatni poniedziałek przed feriami moi rodzice pojechali do szkoły rozmawiać o mnie z moją wychowawczynią. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Bardzo zależało mi, by to tata zajmował się kontaktami ze szkołą. Jakie są odczucia matki po tej rozmowie nie wiem, za to znam odczucia taty i wychowawczyni. Zamurowało mnie. Okazało się, że matka wcale we mnie nie wierzy, uważa mnie za osobę, która nic nie potrafi zrobić z tak zwanego dobrego serca. Wciąż nawiązuje do przeszłości, do mojego zaćmienia mózgu. Ja się do tego przyznałam, powiedziałam, że nie wiem co się ze mną działo. Kryzys osobowościowy, mówi wam to coś? Dokładnie to przeżyłam. Znalazłam sobie nowy cel i wiem, co mam robić. Skończcie mówić o tym, co było. Moje otoczenie potrafi to zrozumieć. Oczywiście matka jest zbyt ograniczona by to zrobić. Tata stwierdził, że każdy ma prawo się pogubić; dziewczyny przytuliły mnie i powiedziały, że cieszą się, że znów jestem sobą; nauczyciele zatrzymują mnie po lekcjach i z radością przytulają, gratulują, że się pozbierałam. Nawet moja wychowawczyni powiedziała to mojemu tacie. To było wspaniałe, bardzo mnie to podbudowało.
Wypada napomknąć też coś o pewnym młodzieńcu, dzięki któremu coraz częściej się uśmiecham. Jest ode mnie młodszy o dwa lata, jednak po mimo swojego młodego wieku jest bardzo dojrzały i...przystojny. Uwielbiam z nim rozmawiać, spędzać czas, po protu mieć go obok siebie. To właśnie jest nietypowe w tej znajomości. Czuje do niego jakiś pociąg, ale nie jest on dominujący, określiłabym go jako dodatek. Jutro idziemy razem do klubu, ehh... Chyba liczę na jakiś uśmiech od losu, jednak nie chcę robić niczego na siłę.
Co do faworyzowania jednego z dzieci. Moja ciekawość nie zna granic i poczytałam nieco na ten temat. Wbrew pozorom jestem w lepszej sytuacji niż brat. Nieco mu współczuję. Przez to co tu się dzieje, on ma problemy w szkole; nie jest tam najważniejszy, co go przerasta. Ja zostałam zmuszona do rozwinięcia w sobie sprytu, zaradności życiowej. On tego nie ma. W efekcie młodszy już ma problem z odnalezieniem się w grupie, jest mało zaradny, a później może być tylko gorzej; stany depresyjne to najłagodniejsza z konsekwencji. To smutne, że rodzice tak bardzo ranią swoje dzieci.
Jutro jadę do taty, odpocząć od domowego piekiełka. Moja matka, hmm... Nie lubię mówić w ten sposób o tej kobiecie. Nie zmieni się, zawsze już będzie poirytowaną, niespełnioną kobietą. Wciąż mści się w domu za swoje niepowodzenia, faworyzuje brata. Nie ukrywam, że trochę mnie to boli... Może nawet bardzo? Tata określił to idealnie trafiając w sedno "Ona jedno dziecko faworyzuje i kocha, a drugie po prostu toleruje". Doskonale wiem, że należy liczyć tylko na siebie, ale... Czuję niesmak, gdy widzę jak się nim opiekuje, jak z nim chodzi do kina, czy gdziekolwiek. Najgorsze jest to, że on ma wszystko, a dla mnie nie zostaje już nic. Jestem zbyt niepokorna by zginać kark wedle jej fantazji więc próbuję sobie radzić. Czasem po prostu chciałabym, by kupiła mi moje ulubione ciastka? To głupie. Dziś zapytałam, czy dołoży mi do spodni dresowych, usłyszałam, że jej na to nie stać. Co? Kupiłaś konsole, odkurzacz, a nie masz na taki drobiazg? Tak, między innymi chodzi tu o pieniądze. Nie dostaje kieszonkowego, nie płaci za moje lekcje językowe, nie kupuje mi ubrań. A on...on ma wszytko. Wiem, że mogę iść do taty, ale nie czuje się z tym dobrze. Przecież dostaje alimenty! Będę rozmawiać z tatą o ich obniżeniu. Przecież nie zaspokaja moich potrzeb. Tak, jestem podłą żmiją.
Chyba się uspokoiłam i powoli odnajduję siebie. Zmienił się krąg moich znajomych, zmieniło się moje podejście, moja szafa. Zaczęłam chodzić na siłownie, biegam. No może to za dużo powiedziane, ale truchtam niemal codziennie. Staram się utrzymywać porządek. Niby to szczegóły, ale to właśnie z nich rodzi się całość. Każdego dnia, gdy słyszę, że jestem nikim, że do niczego się nie nadaję, powtarzam sobie, że żyję dla siebie. Dla siebie. To ja mam się spełnić, to ja mam kłaść się spać wycieńczona, ale z uśmiechem na ustach, to ja mam wstawać rano i zdobywać świat. Wybacz, ale nie zniszczysz moich marzeń!
Nie sądziłam, że tata będzie dla mnie, aż takim oparciem. Kimś, kto pomoże mi w każdej chwili, kto zawsze znajdzie dla mnie czas. To wspaniałe uczucie. W końcu Księżniczka Tatusia.
W ostatni poniedziałek przed feriami moi rodzice pojechali do szkoły rozmawiać o mnie z moją wychowawczynią. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Bardzo zależało mi, by to tata zajmował się kontaktami ze szkołą. Jakie są odczucia matki po tej rozmowie nie wiem, za to znam odczucia taty i wychowawczyni. Zamurowało mnie. Okazało się, że matka wcale we mnie nie wierzy, uważa mnie za osobę, która nic nie potrafi zrobić z tak zwanego dobrego serca. Wciąż nawiązuje do przeszłości, do mojego zaćmienia mózgu. Ja się do tego przyznałam, powiedziałam, że nie wiem co się ze mną działo. Kryzys osobowościowy, mówi wam to coś? Dokładnie to przeżyłam. Znalazłam sobie nowy cel i wiem, co mam robić. Skończcie mówić o tym, co było. Moje otoczenie potrafi to zrozumieć. Oczywiście matka jest zbyt ograniczona by to zrobić. Tata stwierdził, że każdy ma prawo się pogubić; dziewczyny przytuliły mnie i powiedziały, że cieszą się, że znów jestem sobą; nauczyciele zatrzymują mnie po lekcjach i z radością przytulają, gratulują, że się pozbierałam. Nawet moja wychowawczyni powiedziała to mojemu tacie. To było wspaniałe, bardzo mnie to podbudowało.
Wypada napomknąć też coś o pewnym młodzieńcu, dzięki któremu coraz częściej się uśmiecham. Jest ode mnie młodszy o dwa lata, jednak po mimo swojego młodego wieku jest bardzo dojrzały i...przystojny. Uwielbiam z nim rozmawiać, spędzać czas, po protu mieć go obok siebie. To właśnie jest nietypowe w tej znajomości. Czuje do niego jakiś pociąg, ale nie jest on dominujący, określiłabym go jako dodatek. Jutro idziemy razem do klubu, ehh... Chyba liczę na jakiś uśmiech od losu, jednak nie chcę robić niczego na siłę.
Co do faworyzowania jednego z dzieci. Moja ciekawość nie zna granic i poczytałam nieco na ten temat. Wbrew pozorom jestem w lepszej sytuacji niż brat. Nieco mu współczuję. Przez to co tu się dzieje, on ma problemy w szkole; nie jest tam najważniejszy, co go przerasta. Ja zostałam zmuszona do rozwinięcia w sobie sprytu, zaradności życiowej. On tego nie ma. W efekcie młodszy już ma problem z odnalezieniem się w grupie, jest mało zaradny, a później może być tylko gorzej; stany depresyjne to najłagodniejsza z konsekwencji. To smutne, że rodzice tak bardzo ranią swoje dzieci.
"Jedynym czarem przeszłości jest to, że już minęła."
~Oscar Wilde
sobota, 11 stycznia 2014
Zamknij oczy i śnij, śnij bo tylko w snach ukojenie.
Pracowity tydzień już za mną, jeszcze tylko kilka dni i będę mogła spokojnie zrobić sobie kakao, otworzyć ulubioną książkę i spędzić wieczór w fotelu owinięta kocem. W poniedziałek zaważą się moje dalsze losy, zaliczenie z dwóch przedmiotów i sprawdzian. Poradzę sobie, nie ma rzeczy niemożliwych; nie dla mnie. Jestem na siebie zła, zła, zła! Straciłam tak wiele czasu na użalaniu się nad sobą. Nie chce przegrać, nie pozwolę na to. Nie dam nikomu się zniszczyć. W środę stało się coś niezwykłego...
Po niemieckim podeszłam do nauczycielki, by zapytać o możliwość poprawy. Nie odtrąciła mnie, chwile za mną porozmawiała. Moje oczy zaszkliły się od łez, a ona...Po prostu mnie przytuliła i powiedziała, że we mnie wierzy. Z jednej strony byłam prze szczęśliwa, dawno nie usłyszałam tak ciepłych słów. Z drugiej strony poczułam się jakbym dostała obuchem po głowie. Obca kobieta, którą widuję dwa razy w tygodniu jest dla mnie większy wsparciem niż własna matka.
Szkołę już prawie wyprostowałam, a na pewno jestem na dobrej drodze.
Ludzie to jednak kurwy, tryumfalne spojrzenia jakie posyła mi moja klasa wraz z matematyczką na czele są zarazem drażniące i żałosne. Teraz napawacie się dumą, bo macie lepsze oceny ode mnie? Teraz? Cieszcie się tym uczuciem, bo niedługo pozostanie wam tylko jego wspomnienie.
Jestem perfekcjonistą, ta cecha osobowości ma jedną zasadniczą wadę. Gdy coś nie idzie po mojej myśli, gdy nie jestem najlepsza odpuszczam, zarzucam wcześniej wyznaczone cele i szukam nowych. Muszę nad tym pracować, muszę mieć w sobie więcej uporu, pasji...Bo przecież niebanalną osobowość już mam. Całe życie przede mną, nie mogę przecież pozwolić, by sfrustrowana przekreśliła moje marzenia.
Z każdym dniem rani mnie coraz bardziej, coraz głębiej wbija sztylety w mą duszę, tyle że...ona już dawno się wykrwawiła. Jestem potworem, nie potrafię ronić łez, nie potrafię szczerze się śmiać. Każdy podryg warg jest wyreżyserowany. Cóż, każdy ma w życiu jakiegoś potwora, mój po protu jest bardziej krwiożerczy od innych. Może to i dobrze? Będę zahartowana.
Każdej nocy, przed zaśnięciem zamykam oczy i marzę. O tym, co będzie za kilka lat. O mojej pracy, o moim mężu i o małych szkrabach. Będę wracać do domu, odwieszać płaszcz i robić to co kocham, dla tych, których będę kochała i którzy będą kochali mnie. To będzie piękne. Pozostaje mi tylko czekać na pojawienie się księcia na białym koniu, a teraz czas trochę popracować, by zbliżyć się do marzeń...
Po niemieckim podeszłam do nauczycielki, by zapytać o możliwość poprawy. Nie odtrąciła mnie, chwile za mną porozmawiała. Moje oczy zaszkliły się od łez, a ona...Po prostu mnie przytuliła i powiedziała, że we mnie wierzy. Z jednej strony byłam prze szczęśliwa, dawno nie usłyszałam tak ciepłych słów. Z drugiej strony poczułam się jakbym dostała obuchem po głowie. Obca kobieta, którą widuję dwa razy w tygodniu jest dla mnie większy wsparciem niż własna matka.
Szkołę już prawie wyprostowałam, a na pewno jestem na dobrej drodze.
Ludzie to jednak kurwy, tryumfalne spojrzenia jakie posyła mi moja klasa wraz z matematyczką na czele są zarazem drażniące i żałosne. Teraz napawacie się dumą, bo macie lepsze oceny ode mnie? Teraz? Cieszcie się tym uczuciem, bo niedługo pozostanie wam tylko jego wspomnienie.
Jestem perfekcjonistą, ta cecha osobowości ma jedną zasadniczą wadę. Gdy coś nie idzie po mojej myśli, gdy nie jestem najlepsza odpuszczam, zarzucam wcześniej wyznaczone cele i szukam nowych. Muszę nad tym pracować, muszę mieć w sobie więcej uporu, pasji...Bo przecież niebanalną osobowość już mam. Całe życie przede mną, nie mogę przecież pozwolić, by sfrustrowana przekreśliła moje marzenia.
Z każdym dniem rani mnie coraz bardziej, coraz głębiej wbija sztylety w mą duszę, tyle że...ona już dawno się wykrwawiła. Jestem potworem, nie potrafię ronić łez, nie potrafię szczerze się śmiać. Każdy podryg warg jest wyreżyserowany. Cóż, każdy ma w życiu jakiegoś potwora, mój po protu jest bardziej krwiożerczy od innych. Może to i dobrze? Będę zahartowana.
Każdej nocy, przed zaśnięciem zamykam oczy i marzę. O tym, co będzie za kilka lat. O mojej pracy, o moim mężu i o małych szkrabach. Będę wracać do domu, odwieszać płaszcz i robić to co kocham, dla tych, których będę kochała i którzy będą kochali mnie. To będzie piękne. Pozostaje mi tylko czekać na pojawienie się księcia na białym koniu, a teraz czas trochę popracować, by zbliżyć się do marzeń...
"Trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia. Ono zobowiązuje."
~Katarzyna Enerlich
wtorek, 7 stycznia 2014
"Nie ma ludzi niezastąpionych"
Słowa, które wzbudzają we mnie zarazem przeszywający lęk i niepohamowaną radość. Czuje się jakby ktoś niemal śmiertelnie mnie pobił i zostawił konającą poza światłami miasta, poza zasięgiem tych, dla których jeszcze coś znaczę. Ale kto to jest?
Każdy dzień jest trudniejszy od poprzedniego, każdy dzień jest wyzwaniem. Nie mam już sił. Ta nierówna walka mnie niszczy. Matka nie odpuszcza, robi wszystko by mnie zniszczyć. Widzę jaką satysfakcje daje jej spoglądanie w moje zapuchnięte od płaczu i czerwone od niewyspania oczu. Wie, że toczę zacięty bój z samą sobą.
Jeszcze tylko do 17 stycznia trwa moja mała wojna. Dzień wystawienia ocen końcowych będzie dniem mojego zwycięstwa luba porażki. Nie pozwolę im rozkoszować się Twoją porażką! Jak na razie idzie mi całkiem dobrze, co prawda dziś przegrałam jeden bój, ale wojna nadal trwa. Przeraża mnie wizja egzaminu z całego materiału, ale wolę to niż oceną dostateczną na świadectwie maturalnym.
14 miesięcy dokładnie tyle zostało do mojej matury. Nie sądziła, że świadomość tego wywoła u mnie taki starach. Czuję się nieprzygotowana...To strasznie. NIE! Zdasz tą maturę, napiszesz wszystkie egzaminy, podejmiesz prace i uwolnisz się z tego piekła.
Zastanawiam się, czy to rozdwojenie jaźni, czy jakaś inna psychoza. Na prawdę słyszę głosy w głowie, one do mnie mówią i mówią. Czasem są miłe, czasem nie. Koszmary senne się nasiliły, ale to mi tak nie doskwiera. I tak, nieczęsto udaje mi się zmrużyć oko i odpłynąć do krainy Morfeusza.
Zgubiłam uczucia, zgubiłam wiarę w miłość i wytrwałość. Jeszcze niedawno potrafiłam żyć nadzieją i kochać jednego młodzieńca miłością platoniczną. Dniami i nocami czekać na okazję by się z nim spotkać, tygodniami łudzić się, że nastąpi przełom, że coś się zmieni...i w końcu, latami pielęgnować uczucie w sercu. Dziś moje serce jest jak zmarzlina, zimne i piękne. Niestety piękno schowane jest w środku i najpierw trzeba skruszyć lód, a zmarzlina odstrasza wszystkich dokoła. Marzę by napisać książkę. Wszyscy, którym pozwoliłam przeczytać moje opowiadania są tego samego zdania, "pisz".
Bezsennymi nocami marzę, by się zakochać, by poznać kogoś odpowiedniego dla mnie. Po prostu, by być szczęśliwym. Tylko jak? Jak mam się otworzyć, skoro koło mnie same krzyki i zgrzyty? Może wystarczy poczekać? Nie...Czekanie nie ma sensu, trzeba działać. Nie wiem, czy po tym wszystkim jeszcze potrafię się otworzyć.
Mówisz, że mam go definitywnie wyrzucić z pamięci, że mam o nim zapomnieć. Jak, powiedz mi jak? Był pierwszym mężczyzną, z którym spędziłam noc. Jest osobą, którą podziwiam za wytrwałość i głowę uniesioną ku górze, ku chwale. W idealizowała go. To prawda, nie znam go na tyle dobrze. Przypisałam mu wszystkie cechy, jakie sama chce posiadać i o jakich marzę u osoby, z którą miałabym się związać. To chore...
Cóż...Mam pieniądze, mam dużo ubrań, mam trampki o jakich marzyłam, mam znajomych. Niejedna osoba mi zazdrości, niejedna osoba oddała by wiele za to, co mam. A ja...? A ja wolałabym po prostu mieć do kogo zadzwonić o w środku nocy i powiedzieć, że mi źle, że ma natychmiast przyjechać i mnie przytulić.
Każdy dzień jest trudniejszy od poprzedniego, każdy dzień jest wyzwaniem. Nie mam już sił. Ta nierówna walka mnie niszczy. Matka nie odpuszcza, robi wszystko by mnie zniszczyć. Widzę jaką satysfakcje daje jej spoglądanie w moje zapuchnięte od płaczu i czerwone od niewyspania oczu. Wie, że toczę zacięty bój z samą sobą.
Jeszcze tylko do 17 stycznia trwa moja mała wojna. Dzień wystawienia ocen końcowych będzie dniem mojego zwycięstwa luba porażki. Nie pozwolę im rozkoszować się Twoją porażką! Jak na razie idzie mi całkiem dobrze, co prawda dziś przegrałam jeden bój, ale wojna nadal trwa. Przeraża mnie wizja egzaminu z całego materiału, ale wolę to niż oceną dostateczną na świadectwie maturalnym.
14 miesięcy dokładnie tyle zostało do mojej matury. Nie sądziła, że świadomość tego wywoła u mnie taki starach. Czuję się nieprzygotowana...To strasznie. NIE! Zdasz tą maturę, napiszesz wszystkie egzaminy, podejmiesz prace i uwolnisz się z tego piekła.
Zastanawiam się, czy to rozdwojenie jaźni, czy jakaś inna psychoza. Na prawdę słyszę głosy w głowie, one do mnie mówią i mówią. Czasem są miłe, czasem nie. Koszmary senne się nasiliły, ale to mi tak nie doskwiera. I tak, nieczęsto udaje mi się zmrużyć oko i odpłynąć do krainy Morfeusza.
Zgubiłam uczucia, zgubiłam wiarę w miłość i wytrwałość. Jeszcze niedawno potrafiłam żyć nadzieją i kochać jednego młodzieńca miłością platoniczną. Dniami i nocami czekać na okazję by się z nim spotkać, tygodniami łudzić się, że nastąpi przełom, że coś się zmieni...i w końcu, latami pielęgnować uczucie w sercu. Dziś moje serce jest jak zmarzlina, zimne i piękne. Niestety piękno schowane jest w środku i najpierw trzeba skruszyć lód, a zmarzlina odstrasza wszystkich dokoła. Marzę by napisać książkę. Wszyscy, którym pozwoliłam przeczytać moje opowiadania są tego samego zdania, "pisz".
Bezsennymi nocami marzę, by się zakochać, by poznać kogoś odpowiedniego dla mnie. Po prostu, by być szczęśliwym. Tylko jak? Jak mam się otworzyć, skoro koło mnie same krzyki i zgrzyty? Może wystarczy poczekać? Nie...Czekanie nie ma sensu, trzeba działać. Nie wiem, czy po tym wszystkim jeszcze potrafię się otworzyć.
Mówisz, że mam go definitywnie wyrzucić z pamięci, że mam o nim zapomnieć. Jak, powiedz mi jak? Był pierwszym mężczyzną, z którym spędziłam noc. Jest osobą, którą podziwiam za wytrwałość i głowę uniesioną ku górze, ku chwale. W idealizowała go. To prawda, nie znam go na tyle dobrze. Przypisałam mu wszystkie cechy, jakie sama chce posiadać i o jakich marzę u osoby, z którą miałabym się związać. To chore...
Cóż...Mam pieniądze, mam dużo ubrań, mam trampki o jakich marzyłam, mam znajomych. Niejedna osoba mi zazdrości, niejedna osoba oddała by wiele za to, co mam. A ja...? A ja wolałabym po prostu mieć do kogo zadzwonić o w środku nocy i powiedzieć, że mi źle, że ma natychmiast przyjechać i mnie przytulić.
"Seks bez miłości to puste doświadczenie. Ale wśród pustych doświadczeń to jedno z najlepszych"
~Woody Allen
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
