Chyba wszytko zaczęło się układać. Czułam, że koniec roku będzie równoznaczny z nowym rozdziałem. Kilka dni przed końcem roku, będąc w pracy poznałam miłego młodzieńca. Zaczepiłam go stojąc z ankietami pod jedną z pływalni. Od słowa do słowa i spotkaliśmy się na następny dzień i... tak już zostało. Poznał mojego Tatę, to niby nic, ale dla mnie to coś bardzo ważnego; jakby nie było, to mam tylko jego.
To chore, ale boje się każdego spotkania z nim. Jest taki zwykły, a zarazem tak niepowtarzalny. Nie umiem przyzwyczaić się, że można dobrze czuć się w koszulce i trampkach. Przecież kobieta zawsze musi perfekcyjnie wyglądać, tak bardzo się do tego przyzwyczaiłam, że nawet nie umiałam wyjść bez makijażu. A z nim... Chodzimy na basen, później z mokrymi włosami, które żyją własnym życiem maszeruję po całym mieście bez nuty skrępowania. Najpiękniejsze w tym jest to, że on nawet wtedy przytula mnie i daje buziaka w nos. Tak, to jest takie jego.
Niby wszystko się układa, praca, chłopak tylko w domu znów się wali. Matka nie odpuszcza, robi wszystko by mnie zniszczyć. Drażni, męczy... Najgorsze jest to, że tak na prawdę nadal jestem słaba. Może i już radzę sobie ze emocjami, ale przy tak silnym natężeniu negatywnych emocji znów wracam do punktu wyjścia. Muszę walczyć ze sobą, by moje nadgarstki znów nie zaczęły ronić szkarłatnych łez. Tak bardzo mam ochotę to zrobić... Za każdym razem, gdy myśli rozsadzają mi głowę. Mam ochotę je uwolnić, by jak kiedyś spłynęły ciepłym, lepkim płynem po ręce, słyszeć, jak krople uderzają o podłogę, widzieć jak rozbryzgują się... Nie. Nie zrobię tego, obiecałam to sobie i kilku osobą, które są dla mnie ważne. Mam ochotę rzucić to wszystko i uciec dalej niż daleko.
Najważniejszy rok przede mną, a ja jestem w proszku. Próbuje się pozbierać i nawet mi to wychodzi. Nie biegam po klubach, nawet jak gdzieś wyjdę i wrócę później, to na drugi dzień mogę normalnie funkcjonować. Pracuję, by mieć na swoje wydatki, znów potrafię się uśmiechać, a ona cały czas mówi, że to ze mną jest coś nie tak, że to ja do niczego się nie nadaje. Przyznaje się, mówię o tym głośno, tak miałam problem, miałam depresje...Można to przyrównać do nowotworu, można się z tego wyleczyć, ale już do końca życia trzeba bacznie patrzeć na wszystkie niepokojące sygnały. Ona mi wmawia, że nadal jestem chora... Czasem mam wrażenie, że ona chciałaby, bym nadal leżała w łóżku, by nadal życie uciekło mi między palcami.
Niby wszystko się układa, praca, chłopak tylko w domu znów się wali. Matka nie odpuszcza, robi wszystko by mnie zniszczyć. Drażni, męczy... Najgorsze jest to, że tak na prawdę nadal jestem słaba. Może i już radzę sobie ze emocjami, ale przy tak silnym natężeniu negatywnych emocji znów wracam do punktu wyjścia. Muszę walczyć ze sobą, by moje nadgarstki znów nie zaczęły ronić szkarłatnych łez. Tak bardzo mam ochotę to zrobić... Za każdym razem, gdy myśli rozsadzają mi głowę. Mam ochotę je uwolnić, by jak kiedyś spłynęły ciepłym, lepkim płynem po ręce, słyszeć, jak krople uderzają o podłogę, widzieć jak rozbryzgują się... Nie. Nie zrobię tego, obiecałam to sobie i kilku osobą, które są dla mnie ważne. Mam ochotę rzucić to wszystko i uciec dalej niż daleko.
Najważniejszy rok przede mną, a ja jestem w proszku. Próbuje się pozbierać i nawet mi to wychodzi. Nie biegam po klubach, nawet jak gdzieś wyjdę i wrócę później, to na drugi dzień mogę normalnie funkcjonować. Pracuję, by mieć na swoje wydatki, znów potrafię się uśmiechać, a ona cały czas mówi, że to ze mną jest coś nie tak, że to ja do niczego się nie nadaje. Przyznaje się, mówię o tym głośno, tak miałam problem, miałam depresje...Można to przyrównać do nowotworu, można się z tego wyleczyć, ale już do końca życia trzeba bacznie patrzeć na wszystkie niepokojące sygnały. Ona mi wmawia, że nadal jestem chora... Czasem mam wrażenie, że ona chciałaby, bym nadal leżała w łóżku, by nadal życie uciekło mi między palcami.
Pan Tata jest poważnie chory. Niby wiedziałam o tym od dawna, ale teraz, gdy cała machina ruszyła chodzę po ścianach z nerwów.
Dopytujesz jak to możliwe, że zawsze się uśmiecham. Mówisz, że jestem taką kukiełką do tulenia. Takim małym gamoniem, pobłażliwie dajesz mi buziaki w nos. Wiesz... Te kilka chwil, które mogę z Tobą spędzić są jak podróż do innego świata. Mogę zapomnieć o piekle, które czeka na mnie po przekroczeniu progu mieszkania.
Nie chcę obarczać się moimi zmartwieniami, przecież masz swoje. Czasem, jak patrzysz na mnie z taką bezradnością, połączoną z nadzieją na to, że kiedyś dorosną mam ochotę Ci to wszytko powiedzieć, ale nadal nie mam na to odwagi. Boje się, że sobie z tym nie poradzisz i odejdziesz. Nie chce tego.
Chyba się w Tobie zakochałam, wiesz? Na pewno wiesz, przecież oczy mi się świecą za każdym razem, gdy się w nich odbijasz. Mój Tata bardzo Cię lubi. Jestem wystarczająco dojrzała, uwierz mi...
Nie chcę obarczać się moimi zmartwieniami, przecież masz swoje. Czasem, jak patrzysz na mnie z taką bezradnością, połączoną z nadzieją na to, że kiedyś dorosną mam ochotę Ci to wszytko powiedzieć, ale nadal nie mam na to odwagi. Boje się, że sobie z tym nie poradzisz i odejdziesz. Nie chce tego.
Chyba się w Tobie zakochałam, wiesz? Na pewno wiesz, przecież oczy mi się świecą za każdym razem, gdy się w nich odbijasz. Mój Tata bardzo Cię lubi. Jestem wystarczająco dojrzała, uwierz mi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz