sobota, 26 października 2013

Miłość i nienawiść to najpotężniejsze uczucia; rzecz w tym, że miłość jest ulotna, a nienawiść szczera i głęboka.

   Minęły zaledwie trzy tygodnie, a ja czuje jakby mój świat przewrócił się do góry nogami. Zaczęłam robić to co kocham, to na co mam ochotę. Nauczyłam się, że tylko ja jestem panią mojego losu. To jak będzie wyglądać mój świat, zelży tylko ode mnie i od mojego postępowania.
Mogłabym rozpamiętywać błędy jakie popełniłam, ale nie ma to najmniejszego sensu, bo czasu i tak nie cofnę, Nie ukrywam, że czuję lekkie rozgoryczenie jak patrze na moje nierozsądne posunięcia, tyle że zamiast opłakiwać to i szukać winnego wolę potraktować to jak lekcję, którą wzięłam na własne nieświadome życzenie.
   Właśnie skończyłam praktyki, czas wrócić do szkolnego życia i przyjąć na siebie konsekwencje swoich wcześniejszych błędów, czyli 'odjutryzmu'. Poradzę sobie. Pytasz jak? Odpowiedź jest prosta, bo jestem najlepsza. Nie mam zamiaru patrzeć jak życie, czas przelatują mi między palcami. Albo jest się na szczycie, albo na dnie, bycie po środku nie ma sensu. Jeśli się czegoś pragnie, to się po to sięga. Ja już wystawiłam łapki, teraz trzeba tylko się zaprzeć i nie pozwolić, by jakiś człowiek (nie lubię tego określenia) zepchnął mnie z mojej ścieżki. Większość patałachów, którzy mnie otaczają mają w sobie piękny wirus ofiary. Nie jestem zbawicielem, by ich leczyć, wolę po prostu ich wykorzystywać.
 
     Z każdą chwilę bardziej się ciesze, że nasze  kontakty się polepszyły, że jesteśmy bliżej. Kochana moja, po mimo, że mam nieodpartą ochotę zafundować darmową korektę nosa, to wiem, że zrobiłaś to dla mojego dobra. W głębi serca jestem Ci bardzo wdzięczna. Wszystkie moje zmysły zostały ogłupione. Obudziłaś mnie, ale.. Powiem tak, to była lekcja z rodzaju tych, które pamięta się długo, bardzo długo.
Teraz znów czuję i widzę więcej niż patałachy, które mnie otaczają. Wiem, że mają mi to za złe, czuję to.

   Kobieta, z którą mieszkam znów się stawia. Rzecz w tym, że to nie ja w efekcie przegram. Wręcz przeciwnie, jej negatywne uczucia jakimi próbuje mnie zainfekować tylko wzmocnią moją barierę. Szczerze mówiąc, aż żal mi czasem na nią patrzeć, jak narzeka, że cały świat się na niej mści zamiast po prostu wstać i zrobić coś dla siebie. Nie mówię, że od razu ma przewrócić swój świat do góry nogami. Wystarczy, by po prostu zrobiła coś dla siebie, ale nie mówię tu o kupieniu sobie ładnego fatałaszka, tylko o czymś dla ducha. Niestety, nie każdy jest wystarczająco silny. Gdzieś w głębi trochę mi jej szkoda. Ale... Nie moje życie, nie mój problem.