środa, 9 kwietnia 2014

A gdyby tak zarzyć wspomnienia i umrzeć z bólu po raz enty?

               
 
   Świat jest zbyt brutalny dla takiej delikatnej, małej, eterycznej duszyczki jak ja. Buduję dokoła siebie twierdzę nie do zdobycia, by chronić me wątłe wnętrze. Pierwszy raz z tą teorią miałam styczność, gdy byłam w wieku wczesnoszkolnym; dziś jestem młodą kobietą, a ona jest jak najbardziej aktualna.
Zastanawiam się, dlaczego chciałam ją zabić? Dlaczego nie chciałam dać jej mną kierować? Chciałam mentalnie wyrwać sobie serce i stać się jedną ze skorup, którymi tak bardzo gardzę. Wstyd mi za siebie... Pociesza mnie jedynie fakt, że to już zamknięty rozdział.
Najmilsza moja, dziękuję, że nie zamknęłaś przede mną bram swojej duszy, że znów mogłyśmy pobyć razem.

                          

   Powrót do domu wieczorem, a właściwie w nocy okazał się niezwykle owocny, między innymi w przeziębienie. Tramwaj odjechał beze mnie, więc by nie marznąć zrobiłam sobie pieszą wycieczkę. Nie sądziłam, że walka z myślami może być tak trudna i tak bardzo odbijać się na ciele.
Przystanęłam na skrzyżowaniu, jedna z ulic prowadziła do Ciebie siostro, kolejna do mojego gniazdka, a jeszcze jedna w stronę przybytku owego młodzieńca. Stawiając niepewnie krok za krokiem na wyboistej drodze czułam, jak część mnie chce iść w inną stronę. Jak bardzo moje nogi chcą mnie ponieść w miejsce, gdzie niegdyś z nim siedziałam. W miejsce, z którym łącze tyle wspomnień... Wygrałam, ze sobą. Racjonalizm wziął górę, szanse na spotkani były znikome. Zresztą co ja miałabym mu powiedzieć, "cześć, zauroczyłam się w Tobie i chce sprawdzić czy do siebie pasujemy"? Toż to irracjonalne!
   Idąc w dół ulicą, którą pewnej magicznej nocy, hmm... szliśmy, o ile można tak nazwać maszerowanie w stanie wyższego upojenia alkoholowego. Mimowolnie napłynęły mi do oczu łzy, czułam jak moje małe serce rozrywa się strzępy. I wreszcie trafiłam i tam; przejście dla pieszych na środku, którego ciemną nocą poznawaliśmy smak naszych ust. Oczyma wyobraźni przywołałam tamtą magiczną chwilę, zaciągając się gorzkim dymem papierosa. Czułam ból, pustkę, a zarazem przyjemne ciepło ogrzewające mnie od środka.
Szłam dalej, i dalej... Każdy budynek, każde skrzyżowanie, wszechobecna cisza i mrok pozwalały mi na oddanie wspomnieniom, tak lichym, małym, wątłym wspomnieniom.
  Ten spacer dał mi więcej niż mogłam chcieć. To było jak uświadomienie sobie, co jest najważniejsze, kim chce być, z kim chce być i co chcę osiągnąć.

                                   

   Rezygnacja z części zajęć okazała się dobrą decyzją, Co prawda brakuje mi zajęć z rysunku, niestety zajmowały zbyt wiele czasu. Wyznaczanie priorytetów okazało się łatwiejsze niż myślałam. Ciesze się, że mam za sobą tatę, że zawsze jest przy mnie, gdy tego potrzebuję. Czasem błahe przytulenie, pytanie o samopoczucie, czy rada w mało istotnej sprawie pozwalają mi poczuć, że jednak komuś na mnie zależy.
   Podjęłam kolejną pracę, zostałam pomocnikiem przy projekcie firmy zajmującej się sprzętem do pływania. Zlecenia nie są zbyt wymagające; najczęściej to przepisywanie danych, przeprowadzanie ankiet. Udało mi się pokonać kandydatów i z jednorazowego zlecenia powstała stała współpraca, jestem z siebie nader dumna, może niewielki ale satysfakcjonujący sukces.
Coach powtarza, że trzeba tworzyć sobie plecy za młodu, więc działam.

                                         

  Jak już wcześniej wspominałam, mój pogląd na świat jest po istnej rewolucji. Pacyfizm, nie ma przyszłości, gdy żyje się w miejskiej dżungli. Oczywiście, nie mówię tu o agresywnym i ordynarnym zachowaniu w każdej możliwej chwili. Powszechnie wiadomo, że właśnie uprzejmość połączona z przebiegłością jest kluczem do sukcesu i ludzkich umysłów. Sztuka polega na tym, by być nie jeden, a przynajmniej trzy kroki przed wrogiem.
   Uprzedzając pytanie, które z pewnością padnie. Czy mam sumienie? Czy mam skrupuły? Sumienie zamieniłam na niezawodną pamięć i diabelską cierpliwość, te cechy są zdecydowanie bardziej przydatne niż jakieś...sumienie. Co do skrupułów...Czy to one nie są tym, co nas ogranicza? Większość ludzi zasłania się nimi, bo brakuje im odwagi, by pogrążyć kogoś, kto regularnie sobie z nich kpi. I dochodzi do rozwarstwienia, część staje się wykorzystywanymi legalnymi niewolnikami, ale za to prawymi z czystym sumieniem, którzy są na usługach tych sprytniejszych, tych którzy umieją grać w grę zwaną życiem.
Nie pozwolę zepchnąć się do pierwszej grupy, będę walczyć do ostatniej kropli krwi, będę niszczyć konkurencję każdym, nawet najbardziej odrażającym sposobem, by dojść do celu. Jednocześnie mając oczy dookoła głowy, by nie wpaść w podobną pułapkę.
   Konflikt w klasie trwa w najlepsze, ta intelektualna nizina nawet nie umie maskować swoich przekrętów. Myślenie długodystansowe, to dla nich z pewnością pojęcie obce.
To smutne, gdy klasowa 'elita' ląduje u dyrektora po tym, jak odsłuchał nagranie i kilka screenów dotyczących podkradania sprawdzianów z biurka nauczyciela pod jego nieobecność.
Przerażenie w ich oczach, to jak struchleli było niesamowicie satysfakcjonujące. Co najciekawsze, sam tata namówił mnie do tego kroku. W efekcie zyskałam przychylność nauczyciela prowadzącego owe zajęcia i pogrążyłam osoby, których nienawidzę. Czy dzień może zacząć się lepiej?

                                   

  Potrafię być bezwzględna w sprawach zawodowych, potrafię niszczyć, stawiać warunki, wymagać i osiągać cel nie zważając na poniesione ofiary. Dlaczego więc nie mogę być taka w sprawach sercowych? Czasem mam wrażenie, że jestem emocjonalna masochistką. Czując niedosyt i zawód otwierają się moje zmysły. Pisanie przychodzi mi z łatwością, łatwiej oddać mi się pracy. Nie umiem tego wytłumaczyć, to chyba ostatnia rzecz jakiej w sobie nie lubię. Pomimo szczerych chęci pracy nad tym nie mam odwagi do niego zadzwonić i w jakikolwiek sposób spróbować zbliżyć się.
  Wczoraj rozmawiając z Tobą powiedziałaś mi coś, co bardzo podniosło mnie na duchu. Z pewnością nie był to przypadek, przecież ani dla mnie, ani dla Ciebie one nie istnieją. "Doskonale wiesz, że możesz spędzić z nim więcej czasu, niż tylko moment odebrania książki", Nie wiem, czy potrafisz sobie wyobrazić, jak bardzo te słowa podniosły mnie na duchu. Pozostaje mi czekać na telefon, który obiecał i spróbować. Chyba wolę żałować, że pomimo moich starać nie wszystko poszło po mojej myśli, niż poddać się bez walki.

                               

  Mój sen odszedł...