piątek, 22 lutego 2013

Od marzeń do ich realizacji długa droga.

  Mam miliony planów, pomysłów, marzeń... Brakuje mi tylko jednego, samozaparcia, czegoś co mnie zmotywuję. Ostatnimi czasy, robię tylko to co muszę, nie ma polotu...
Potrafię dawać ludziom rady, ale sama nie umiem się do nich stosować.
Wiele się zmieniło, w zeszłym roku potrafiłam zarwać nockę i nic mi nie było, piłam dużo kawy. Dziś; wypicie kawy jest równoznaczne z bólem brzucha i niezdolnością do życia. Zresztą, ostatnio coś jest ze mną nie tak, mam różne beznadziejne dolegliwości, bóle głowy itp. Zniszczyłam sobie zdrowie zeszłorocznymi maratonami, mam nadzieje, że wszystko wróci do normy.

   Byłam dziś na targach, wycieczka szkolna, niezbyt ciekawa, ale lepsze to niż siedzenie w szkole. Spotkałam tam kogoś, kogo myślałam, że już nigdy nie zobaczę. Pewien chłopak, mieliśmy się ku sobie jakiś rok temu. Był/jest bardzo miły, szczery, nie mogę powiedzieć o nim nic złego.
Znajomość zakończyłam ja, a właściwie ona, moja Demonica (tak ją nazywam, może kiedyś zdradzi mi swoje prawdziwe imię), dużo rozmyślałam na ten temat, pomogła mi w tym nieco siostra. Doszłam do wniosku, może błędnego... Wydaje mi się, że to ona, niszczy moje 'związki', nie wszystkie, ale na pewno te, które rozpadają się z mojej winy. Jak tak o tym myślę, to przecież nigdy nie było powodu by zakończyć znajomość, po prostu coś pękało we mnie, a ja poddawałam się temu uczuciu. Szkoda tylko, że panna Demonica nie chce tak postąpić z paniczem, który nadal gości w naszym sercu...W sumie, jak ma to zrobić, sama się przyznała, że poniekąd go kocha.
Wracając do tematu; nasze spojrzenia się spotkały, to było dziwne, oboje jakby przystaliśmy na ułamek sekundy, po czym, oboje szybko się zreflektowaliśmy. Później, jak już weszliśmy do środka, kilka razy się spotkaliśmy, spoglądaliśmy na siebie, to było dość dziwne...
W sumie, to trochę szkoda mi, że to, co się między nami działo się skończyło, ale czasu nie cofnę. Spróbowałam się do niego odezwać, w okolicach świąt Bożego Narodzenia. Podziękował i to wszystko, nie mam w zwyczaju się narzucać, więc pozostaje mi zabijać samotność w inny sposób.
   Zdaję sobie sprawę, że non stop piszę i narzekam na to samo, ale dokładnie to czuję.
   A Pan z harcerstwa, nadal coś do niego czuję, ale wiem, że to uczucie fatalne, bez przyszłości. Wiem, że on zdaje sobie sprawę co do niego czuję i bezczelnie to wykorzystuję. Myślałam, że wyjdę z siebie, jak przytulał się do mojej siostry, gdy u niej nocowałam. Bolało, nawet bardzo.

  Jest jedno światełko w tunelu, mój kontakt z siostrą się bardzo poprawił, gadamy na skajpie... Mam nadzieje, że wróci do do tego, co było kiedyś.