Znów zbuntowana, znów mająca swoje zdanie w wierząca, że liczyć można tylko na siebie. Tak jak kiedyś, już taka byłam. Cieszę się, że do tego wracam, to było dla nas lepsze.
Ona, moja Pani, mieszkająca po ciemnej stronie mnie; adoruję ją. Jest niemal cały czas na zewnątrz, ale ja też tu jestm. Mieszamy się i powstaje z nas nieskończona i niezwyciężona jedność.
Ja, potrafię rozmawiać z śmiertelnymi ich językiem, potrafię się im podlizać, pokazać im, że jesteśmy godne zaufania.
Ona, jest przebiegła, wyciąga z tych padlin to, czego potrzebujemy, potrafi nimi zawładnąć, kocha się uczyć i rozwijać swoje horyzonty.
Znów muszę tłumić w sobie nienawiść, jaką żywię do pionów, z którymi muszę dzielić dni w szkolę. Znów, mówię głosem beznamiętnym, o tonie bez uczuć. Znów w oczach zobaczyć można tylko włsne odbice. Nie ma serca, nie ma uczyć, jest Ona, jesteśmy MY.
Dziś wiem, że Ja nie istnije bez niej, a Ona beze mnie. Jest dla mnie wszystkim.