wtorek, 27 listopada 2018

Złota Malina za rolę drug

   Mam co chciałam, jest mój! Od człowieka, z którego zdaniem się liczyłam usłyszałam, że liczy się osiągnięty cel; nie to jak do tego się doszło. Chyba w to nie wierzę. Na pewno nie w życiu prywatnym.
Mamy dziecko, mieszkamy razem, jego toksyczna przyjaciółka zniknęła. Pozornie sielanka. Pozornie. Bo to wszystko jest jedną wielką iluzją.
Od początku byłam dla niego opcją zapasową, plasterkiem. Za każdym razem, gdy pojawiała się ta toksyczna kobieta on mnie odpychał, zapominał o mnie. Któregoś dnia po prawie roku odgrywania roli drugoplanowej zebrałam się na odwagę, powiedziałam mu co do niego czuje. Uciekł...uciekł w ramiona innej, przypadkowej, pięknej. Szybko się zreflektował i wrócił, gdy dowiedziałam się o ty, że szukał uciechy w ramionach innej nosiłam już w sobie jego dziecko. Po raz kolejny wszystko runęło.
   Wyobrażasz sobie, że ktoś kogo adorujesz, ktoś o kogo dbasz, ktoś z kim mieszkasz, ktoś kto jest ojcem Twojego dziecka, ktoś kogo kochasz; powie Ci, że nie chce wziąć z Tobą ślubu.
Usłyszałam to. Po raz kolejny poczułam się spoliczkowana. Cały czas o wszystko się bije, cały czas staram się być najlepsza, choć czuje się jak najgorsza. Gram. Przed sobą, przed światem... przed nim? Czy to znaczy, że powinnam pogodzić się z tym, że nigdy nie zgram roli pierwszoplanowej w przedstawieniu, którego On jest reżyserem? Chyba tak, czas najwyższy się dostosować do rzeczywistości i okoliczności zamiast na siłę je zmieniać. Walczyłam z wiatrami prawie trzy lata, złożyłam wiele ofiar na ołtarzu, wiele wygrałam, ale czuję że to nie jest prawdziwe. Iluzja.