poniedziałek, 16 września 2013

W pożądaniu prawa...

   Znów kurz pokrył litery, znów mnie nie było...Zawaliłam i bardzo dobrze to wiem; widzę to.
Czuję, że się zmieniłam i to bardzo. Widać to po ubraniach jakie wybieram, po książkach jakie czytam, po wszystkim.
Troszkę sobie z tymi zmianami nie radzę, aktualnie siedzę w domu i ukrywam się przed światem, bo znów wszystko mnie przerosło. Bardzo chciałam być aktywna i normalnie uczestniczyć w życiu pomimo tego obciążenia, ale się nie da. Moje odciski na rękach pozostawią paskudne blizny, które będą mi przypominać o kulach przez najbliższe lata, nie będę mogła czuć się jak pełnowartościowa kobieta, bo jak tak się czuć bez butów na obcasie? Oczywiście, mogę się uprzeć i je ubrać jak tylko mnie wyciągną z  tego gipsu, ale nie chcę do niego wrócić po kilku tygodniach. Czeka mnie jeszcze orteza, plastikowe szpecące łuski, których zadaniem będzie utrzymanie nogi w całości. Nie chce tego, boje się tego... Po prostu chcę być normalna!
   Z innymi sprawami też sobie nie radzę. Choćby szkoła, nie mogę się pozbierać, nie mogę się zmotywować by działać... Nie źle to ujęłam, mogę się zmotywować i działanie przynosi mi gigantyczną satysfakcje, ale droga do szkoły o kulach mnie wykańcza. Ludzie, których traktowałam niemal jak przyjaciół mnie odsunęli, nie wiem dlaczego. To po prostu boli. Wiem, że orły latają same, wiem to! Ale...Je też czasem potrzebuje przybić z kimś piątkę i usłyszeć ciepłe słowa; nie koniecznie od nauczyciela. To oczywiście jest bardzo miłe, ale chodzi mi o jakieś współzawodnictwo... A może to moja wina, bycie liderem, bycie na szczycie jest niezmiernie trudne.
Czasem odnoszę wrażenie, że lepiej byłoby być małą szarą myszką i się nie wychylać, tyle, że ja tak nie potrafię.
   Z drugiej strony wszystko  się układa, moje kosmetykowe imperium się rozwija, co prawda efekty pracy będzie widać dopiero za chwilę, ale najważniejsze, że będą. Najbardziej cieszy mnie satysfakcja, jaką mi to daje. Cały czas pracuję w lupie... Jest ok; pozornie.
   Mało wiarygodna, a jednak. Zaczęłam się spotykać z pewnym  młodzieńcem, to bardzo miły chłopak, ale ... Znów jest we mnie ta nuta niepewności. Bardzo lubię z nim spędzać czas, ale czuje się czasem jak więzień w złotej klatce. Wiem, że on chce o mnie dbać, ale... Ja chcę żyć swoim życiem, że mieć czas tylko dla siebie, chce realizować moje, tylko moje pasje. Wiem, ostatnio mówiłam jak bardzo chcę być zrozumiana, ale ja potrzebuję czasu.
  Jest jeszcze jedna sprawa, którą muszę z siebie wyrzucić. Kolega, były chłopak, kochanek? Nie wiem, jak go nazwać, wiem jedno to nie wygląda optymistycznie. Kiedyś byliśmy razem, ale to się popsuło, później nie odzywaliśmy się do siebie, aż się stało. Wyciągnął mnie na piwo i... Pocałował? Po co, czemu nie mam pojęcia, jedno jest pewne nie broniłam się. Później mówiłam mu, że nie chcę się  z nim widzieć itp. jednak zawsze udawało mu się wyciągnąć mnie z domu, namówić na spacer. Zawsze kończy się tak samo, po prostu coś nas do siebie ciągnie, ja sama nie wiem co to jest. Wiem natomiast, że nie umiem tego uciąć. A może, nie chcesz?
 
Tak, ona znów jest ze mną, obudziła się i domaga się krwi, domaga się czułości, domaga się eteryzmu. Domagam się tego co mi się należy! Trochę się boje naszej bliższej relacji, bo wiem jak bardzo jest zdeterminowana, by osiągnąć to czego chce. Ja Cię chronię, głupia! 
  Teraz czas się pozbierać, uprzątnąć rzeczy materialne i te mniej materialne.
Musimy poważnie porozmawiam Alex!