Było tak i w moim wypadku. To miał być zwykły piątek. Razem z najbliższą mi osobą w klasie wybrałyśmy się na przyjęcie urodzinowe kolegi, tam oczywiście wrzawa, szalone rozmowy, dowcipy i oczywiście kilka drinków na rozluźnienie. Postanowiłyśmy zakończyć imprezę w okolicach północy. Po wyjściu rozstałyśmy się, ona pojechała do domu, a ja... Czułam się jak młody bóg, czułam niedosyt, wiedziałam, że świetnie wyglądam, nie chciałam zmarnować tej nocy.
Często rozmyślałam, by do niego zadzwonić, by po prostu chwilę z nim chwilę. Zawsze brakowało mi odwagi, ale nie tej nocy... Wykręciłam numer i z niecierpliwością słuchałam sygnału za sygnałem. Podniósł słuchawkę. Oniemiała z radości przekonywałam go, by mi nie odmawiał. Udało się. Umówiliśmy się w popularnym rockowym klubie. Przyszło mi na niego nieco poczekać, więc uśmiechając się do siebie sączyłam piwo. W tym czasie, zaczepił mnie pewien młodzieniec, a rozmowa sama się układała; wymieniliśmy się numerami, aż pojawił się on.
Miał na sobie skórzaną kurtkę, koszulę w kolorze wina i ciemne spodnie. Jego zmierzwione włosy dodawały mu uroku. Przywitaliśmy, poszedł do baru i... zaczęliśmy rozmawiać. Jego złośliwy charakter dało się odczuć w pierwszych chwilach rozmowy. Odpalając papierosa, zaznaczył, że rozstaniemy się nim wzejdzie słońce. Oczywiście...Wybacz, ale to ja dyktuje warunki tej nocy.
By móc spokojnie porozmawiać, zmieniliśmy lokal. Idąc niepewnie przez rynek zastanawiałam się, czy on w ogóle pamięta, że tam jestem.
Weszliśmy, podszedł do baru; ja zajęłam stolik. Przyniósł mi piwo, ostentacyjnie odmówiłam jego wypicia pod pretekstem złego wyboru. Nie wypadało mi na wszystko się godzić, tak bardzo nie chciałam wyjść na zagubioną, potulną owieczkę... A Tyskiego na prawdę nie lubię.
Przenieśliśmy się do palarni, jako że oboje mamy w sobie małego przyjaciela. Rozmawialiśmy, a właściwie to on mówił. Rozkoszowałam się barwą jego głosu, sensem wypowiadanych zdań i jego zapachem. Nie chciałam zbyt wiele mówić, rolą kobiety jest bycie ozdobą mężczyzny, dlatego też nie miałam ochoty wybijać się na pierwszy plan.
Podarował mi kilka komplementów, co prawda, słyszałam już bardziej wyszukane, jednak z jego ust było to coś niesamowitego.
Nasi towarzysze, których poznaliśmy w klubie opuścili nas, noc właśnie zaczynała skłaniać się ku świtowi. Była trzecia nad ranem. Miałam go tylko dla siebie, ja, on i noc, która nadal trwała. Początkowo rozmawialiśmy o bardzo ogólnie, rozważanie o ludziach, obojgu nam sprawia to przyjemność. Temat mimochodem zszedł na psychologię i mechanizmy zachowań, aż padło pytanie z moich ust... "W takim razie, co o mnie sądzisz?" Chciałam wiedzieć, kim dla niego jestem, chciałam wierzyć w jego słowa...
Powiedział, że jestem intrygująca, niezwykle inteligentna, seksowna, że gram, że chce wyjść przed nim na kogoś, kim nie do końca jestem, na taką 'sucz', przy tym zaznaczył, że jestem tajemnicza.
Miałam ochotę pogratulować mu trafnego scharakteryzowania mnie, słowa aprobaty cisnęły mi się usta. W odpowiedzi otrzymał tylko uśmiech i chwilę milczenia, która nie trwała zbyt długo. Zadał mi to samo pytanie. Spanikowałam, w pierwszej chwili chciałam zdobyć się na odwagę i obnażyć przed nim moją pokaleczoną duszę. Jesteś niezwykle inteligentny, podziwiam Cię za Twoją stanowczość, za to, że się nie poddałeś, gdy w Twoim życiu nie do końca się układało. Masz ciekawą osobowość, jest niezwykle złożona. Do tego...masz zgrabny tyłek. Po naszych ostatnich spotkaniach stałeś się dla mnie niemalże wzorem, chyba nawet chciałabym być taka jak Ty. Coś mnie jednak powstrzymało... Z moich ust wydobyła się tylko wymijająca odpowiedz, że mój umysł jest zamroczony alkoholem i nie pora na takie wyznania. Przez chwilę naciskał, chciał to usłyszeć, wydaje mi się, że moje oczy zdradziły wszystko, nie sposób jest ukryć tak silnych emocji.
Noc była coraz słabsza, a klub pustoszał. My też postanowiliśmy wyjść. Podał mi płaszcz, a ja tylko modliłam się, by nie przewrócić się na pięknych, ale zbyt wysokich butach. Po wyjściu kilka razy zachwiałam się, a że alkohol szumiał mi w głowie dalej postanowiła iść na boso. Bardzo chciałam być bliżej niego, przytulić się; z lekko zawadiackim uśmiecham spytałam, czy mogę iść z nim pod ramię. Czułam się wspaniale mając go za podporę. Krótka wymiana zdań dotycząca dalszych planów i znaleźliśmy się w taksówce, która nie jechała w kierunku mojego domu.
Uśmiech przeplatał się ze zdenerwowaniem, fascynacja z podnieceniem. W czasie długiej drogi rozmawiał z kierowcą, ja słuchałam. Dojechaliśmy na miejsce i jakby czar prysł. Po chwili weszliśmy do jego pokoju. Nie do końca wiedziałam, co ze sobą zrobić dokoła panował niemiłosierny bałagan; puszki, butelki, kartony po pizzy, porozrzucane ubrania pomieszane ze stertą brudnych naczyń. W tym rozgardiaszu widać było tylko łóżko, komputer i fotel. Najchętniej rzuciłabym się do sprzątania. Fakt, ostrzegał mnie, że ma bałagan, jednak nie spodziewałam się, że może być, aż tak tragicznie.
A on...rozebrał się, włączył soundtrack z Amelii stwierdzając, że przy tym się dobrze śpi. Bez słowa wskoczył do łóżka. Nie wiedziałam, go zrobić, jego oczy mówiły wszystko. Lekko zagubiona rozebrałam się i również wskoczyłam do łóżka. Przytuliłam się do jego aksamitnej skóry i chłonęłam zapach, który mnie otulał. Jego silne, ale nie przesadnie umięśnione ramie otuliło mnie, czułam jak palcami dotyka moich pleców na całej ich długości. Wtuliłam się w niego mocniej i oboje zaczęliśmy nerwowo szukać swoich ust...
Wszystko potoczyło się niemal tak, jak sobie to zaplanowałam, wspólny wieczór i deser u niego. Tylko ten poranek...Wraz z nocą odeszła cała magia. On bez ogródek wstał i zajął się swoją pracą. Wyjechaliśmy do miasta, tam przesiadłam się do samochodu mojego agenta i na tym skończyła się nasza przygoda. Nie czułam się winna; może nico oburzona, gdyby chociaż się przyzwoicie pożegnał...
Po tej nocy wiem, że nie kochałam jego, tylko nieprawdziwy, wyidealizowany obraz, który stworzyłam ze strzępków wspomnień.
Niestety mój książę na białym koniu okazał się jeźdźcem apokalipsy. Dziś mogę powiedzieć głośno, że żałuję tych siedmiu miesięcy, przez które zaprzątał moją głowę. Nauczyłam się przez ten czas na prawdę dużo, ale jestem pewna, że mogło to obejść się bez tylu ofiar. Najbardziej jest mi żal zaprzepaszczonego roku w nauce, oczywiście mogę to nadrobić i to zrobię, jednak niesmak pozostanie już na zawsze.
Oczywiście...mogę pisać o jego zaletach, o każdej z nich powstałby przynajmniej jeden obszerny akapit. Niestety, cały ten wachlarz zostaje przyćmiony przez jego skrajny egocentryzm. Szkoda, że tak późno to zauważyła, że potrzebowałam wstrząsu by wrócić na właściwą ścieżkę.
Na szczęście pióra odrastają, z każdą chwilą jestem silniejsza. Tak, ta znajomość, a właściwie jej finał dał mi siłę by stawić czoło rzeczywistości i wygrać grę zwaną życiem.
"Idź tak daleko jak możesz. Tylko nie zbaczaj, ze ścieżki by pozbierać kwiaty, które i tak zwiędną..."
Poznajesz te słowa?