czwartek, 3 stycznia 2013

Feniks.

   Może to dziwne, ale nigdy, nie czułam się tak jak dziś. Chodzi o to, że czuje coś... Dziwnego. Widzę, a raczej czuję zmiany, ale niezmiernie trudno jest mi je odpisać.
Zacznę od początku:
- Jeśli chodzi o papierosy to, to coś innego niż czułam do tej pory. Z jednej strony czuję charakterystyczne dla palaczy usiłujących oddalić się od nałogu mrowienie w ustach; z drugiej jednak mam do nich wstręt. Dziś przed maratonem dziewczyny rozpaliły ćmika i nic, zero pociągu. Wręcz poczułam obrzydzenie.
Co jak co, ale to mnie bardzo cieszy.
- Kolejna dziwna rzecz jaką zauważyłam w moim zachowaniu to siła, ale nie taka fizyczna, raczej taka wewnętrzna. Coś co nie pozwala mi na upadek, co mnie podtrzymuje pomimo pokus, które czyhają za każdym rogiem.
- Teraz czas na rozprawę o motywacji, czuję nieodpartą chęć walki. Chce stawiać czoło światu i nie poddawać się pomimo małych niepowodzeń itp.
- I 'to', coś czego nie umiem nawet nazwać. Stało się to dzisiaj. Idąc do McD (coś się stało z netem u mnie w domu) przechodziłam przez szeroką, ale nie specjalnie o tej porze ruchliwą ulice. Nic nie jechało, widziałam jeden samochód, daleko. Pamiętam tylko jak weszłam na pasy, a potem jak spojrzałam w oczy kierowcy.
Teraz jak o tym myślę... To było takie dziwne, musiałam stanąć na środku pasów. Pamiętam, że samochód przyśpieszył.... Zupełnie nie wiem czemu, zamiast uciekać, próbować się jakoś schronić... Po prostu stanęłam, schyliłam głowę, przymknęłam oczy i czekałam. Czekałam, aż to się stanie, aż mnie potrąci.
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że nie czułam strachu, nie czułam nic.

  Maraton zaliczony! Naprawdę się ciesze, udało mi się napisać wszystkie trzy sprawdziany. Z urządzania dostałam 5, z eksploatacji 4; cóż troszkę szkoda, ale na koniec i tak będzie 5. Wydaje mi się, że to ze stresu. A podstawy ... Oceny jeszcze nie ma, ale wiem, że napisałam to dobrze, w końcu liczenia skali uczyłam się w gimnazjum.

  Moje plany o bieganiu niestety musiały zostać odłożone do czasu poprawy pogody. I tak, nie jest źle. Jak rano wstałam zrobiłam parę pompek itp. Widzę, jak bardzo zniszczyłam mój organizm, kiedyś 30s komandosa to była dla mnie pestka, teraz była to mordęga. Moim celem jest 'trzymanie komandosa' 3 minuty. Wiem, że to osiągnę. Znam siebie.

  Reasumując, jest naprawdę dobrze. Czuje małe sukcesy, choćby odmówienie 'bucha'.
Jedyne co mnie zastanawia to rozdarcie; może wracam do mojego lepszego JA, do tego, które zawsze chciałam stworzyć? Mam nadzieje, że właśnie tak jest.
To uczucie jest dziwne. Przykładowo z jednej strony chcę zapalić, z drugiej czuje coś, co mi nie pozwala.
Naprawdę mi się to podoba.
Może, to moja siostra jest we mnie. Znów siedzi na moim ramieniu...

Przeszłości nie zmienię, ale przyszłość zależy tylko ode mnie.
                               ~A.April