niedziela, 9 lutego 2014

Żyję dla siebie.

   Pierwszy tydzień ferii już za mną. Spędziłam ten czas niemal nie wychodząc z łóżka, ale nie mam o to do siebie pretensji. Po batalii w szkole było mi to potrzebne, choć przyznam, że nawet lenistwo potrafi zmęczyć. Zrobiłam wszystko to, na czym mi zależało. Porządki w szafie i w głowie. Uspokoiłam się.
   Jutro jadę do taty, odpocząć od domowego piekiełka. Moja matka, hmm... Nie lubię mówić w ten sposób o tej kobiecie. Nie zmieni się, zawsze już będzie poirytowaną, niespełnioną kobietą. Wciąż mści się w domu za swoje niepowodzenia, faworyzuje brata. Nie ukrywam, że trochę mnie to boli... Może nawet bardzo? Tata określił to idealnie trafiając w sedno "Ona jedno dziecko faworyzuje i kocha, a drugie po prostu toleruje". Doskonale wiem, że należy liczyć tylko na siebie, ale... Czuję niesmak, gdy widzę jak się nim opiekuje, jak z nim chodzi do kina, czy gdziekolwiek. Najgorsze jest to, że on ma wszystko, a dla mnie nie zostaje już nic. Jestem zbyt niepokorna by zginać kark wedle jej fantazji więc próbuję sobie radzić. Czasem po prostu chciałabym, by kupiła mi moje ulubione ciastka? To głupie. Dziś zapytałam, czy dołoży mi do spodni dresowych, usłyszałam, że jej na to nie stać. Co? Kupiłaś konsole, odkurzacz, a nie masz na taki drobiazg? Tak, między innymi chodzi tu o pieniądze. Nie dostaje kieszonkowego, nie płaci za moje lekcje językowe, nie kupuje mi ubrań. A on...on ma wszytko. Wiem, że mogę iść do taty, ale nie czuje się z tym dobrze. Przecież dostaje alimenty! Będę rozmawiać z tatą o ich obniżeniu. Przecież nie zaspokaja moich potrzeb. Tak, jestem podłą żmiją.
   Chyba się uspokoiłam i powoli odnajduję siebie. Zmienił się krąg moich znajomych, zmieniło się moje podejście, moja szafa. Zaczęłam chodzić na siłownie, biegam. No może to za dużo powiedziane, ale truchtam niemal codziennie. Staram się utrzymywać porządek. Niby to szczegóły, ale to właśnie z nich rodzi się całość. Każdego dnia, gdy słyszę, że jestem nikim, że do niczego się nie nadaję, powtarzam sobie, że żyję dla siebie. Dla siebie. To ja mam się spełnić, to ja mam kłaść się spać wycieńczona, ale z uśmiechem na ustach, to ja mam wstawać rano i zdobywać świat. Wybacz, ale nie zniszczysz moich marzeń!
  Nie sądziłam, że tata będzie dla mnie, aż takim oparciem. Kimś, kto pomoże mi w każdej chwili, kto zawsze znajdzie dla mnie czas. To wspaniałe uczucie. W końcu Księżniczka Tatusia.
   W ostatni poniedziałek przed feriami moi rodzice pojechali do szkoły rozmawiać o mnie z moją wychowawczynią. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Bardzo zależało mi, by to tata zajmował się kontaktami ze szkołą. Jakie są odczucia matki po tej rozmowie nie wiem, za to znam odczucia taty i wychowawczyni. Zamurowało mnie. Okazało się, że matka wcale we mnie nie wierzy, uważa mnie za osobę, która nic nie potrafi zrobić z tak zwanego dobrego serca. Wciąż nawiązuje do przeszłości, do mojego zaćmienia mózgu. Ja się do tego przyznałam, powiedziałam, że nie wiem co się ze mną działo. Kryzys osobowościowy, mówi wam to coś? Dokładnie to przeżyłam. Znalazłam sobie nowy cel i wiem, co mam robić. Skończcie mówić o tym, co było. Moje otoczenie potrafi to zrozumieć. Oczywiście matka jest zbyt ograniczona by to zrobić. Tata stwierdził, że każdy ma prawo się pogubić; dziewczyny przytuliły mnie i powiedziały, że cieszą się, że znów jestem sobą; nauczyciele zatrzymują mnie po lekcjach i z radością przytulają, gratulują, że się pozbierałam. Nawet moja wychowawczyni powiedziała to mojemu tacie. To było wspaniałe, bardzo mnie to podbudowało.
   Wypada napomknąć też coś o pewnym młodzieńcu, dzięki któremu coraz częściej się uśmiecham. Jest ode mnie młodszy o dwa lata, jednak po mimo swojego młodego wieku jest bardzo dojrzały i...przystojny. Uwielbiam z nim rozmawiać, spędzać czas, po protu mieć go obok siebie. To właśnie jest nietypowe w tej znajomości. Czuje do niego jakiś pociąg, ale nie jest on dominujący, określiłabym go jako dodatek. Jutro idziemy razem do klubu, ehh... Chyba liczę na jakiś uśmiech od losu, jednak nie chcę robić niczego na siłę.
  Co do faworyzowania jednego z dzieci. Moja ciekawość nie zna granic i poczytałam nieco na ten temat. Wbrew pozorom jestem w lepszej sytuacji niż brat. Nieco mu współczuję. Przez to co tu się dzieje, on ma problemy w szkole; nie jest tam najważniejszy, co go przerasta. Ja zostałam zmuszona do rozwinięcia w sobie sprytu, zaradności życiowej. On tego nie ma. W efekcie młodszy już ma problem z odnalezieniem się w grupie, jest mało zaradny, a później może być tylko gorzej; stany depresyjne to najłagodniejsza z konsekwencji. To smutne, że rodzice tak bardzo ranią swoje dzieci.

"Jedynym czarem przeszłości jest to, że już minęła."
~Oscar Wilde

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz