sobota, 28 grudnia 2013

Niemy krzyk.

  Tyle myśli w głowie, tyle obaw, tyle trosk, tyle radości, tyle marzeń do spełnienia. Moja głowa pęka od natłoku myśli. Zamknęłam się na świat i otworzyłam umysł. Już prawie zapomniałam, jak to jest widzieć i słyszeć więcej.
Znów robię to co kocham, co prawda nauka przychodzi mi z trudem przez przerwę jaką sobie zrobiłam, ale i tak ciesze się, że do tego wracam. Wyciągnęłam Krystynę zza szafy, ołówki z każdym dniem są krótsze.
Mam ochotę krzyczeć. Iść do ludzi, którzy tak bardzo pragną mojej zguby i napsuć im krwi. Stanąć przed widownią pustych i ciemnych istot ludzkich żywiących się niepowodzeniami i wykrzyczeć im prosto w twarze co o nich wszystkich myślę.
   Ale nie...Nie zrobimy tego. Będziemy słuchać ich obelg, będziemy je z pokorą przyjmować. Pochylimy głowę, a na naszej twarzy pojawi się mały niezauważalny uśmiech. I on tam będzie. 
Będziemy ciężko pracować, by znów wzbić się na wyżyny, będziemy grać i lawirować między wami ciemnymi by osiągnąć cel. 
   Aż nadejdzie dzień, w którym istota ciemna i pusta zwróci się o pomoc. I wtedy pokażę się JA, podniosę głowę i spojrzę w oczy i przypomnę jej, jak Ją raniła, jak zadawała jej rany, które JA musiałam opatrywać. I zniszczę tę nic nie wartą istotę. 


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas.

  Kolejna moralizująca rozmowa, która ma doprowadzić do zmiany mojej postawy wobec matki i rodziny z jej strony. To zaczyna wyglądać jak jakiś obrządek, co dwa tygodnie kobieta, która mnie urodziła dzwoni z płaczem do Taty i żali się na mnie. Osobiście zaczyna mnie to nudzić.
Czy na prawdę tak trudno jest zrozumieć, że jeśli mam zmienić moje postępowanie to potrzebuję jakiejś zachęty? Wracam do domu i słyszę krzyki, słyszę jaka jestem beznadziejna i jak bardzo matce jest wstyd, że akurat ja jestem jej dzieckiem. Każdy, dosłownie każdy w końcu uwierzy w słowa, które są mu powtarzane niczym mantra. Złamałam się, ale jest lepiej. Musi być.
 
Ostatnie trzy miesiące były pasmem niepowodzeń i  nieporozumień. Zaczęło się od spaceru z młodzieńcem, który wydawał się być inny. Wydawał...słowo klucz. Chciał ode mnie dostać zbyt wiele, uciekłam, udało się. Niestety moja noga ucierpiała. Dziś patrzę z obrzydzeniem na ortezę. Wspomnienia bolą... 
Na następny dzień dowiedziałam się, że babcia nie żyje. Może nie było widać, może nie uroniłam łez, ale cierpiałam. Moralna czkawka wciąż mnie męczy, przecież mogłam ją częściej odwiedzać. Teraz i tak już nic nie zmienię.
Zaczęła się szkoła, chciałam być silna Ale jak być dumnym, gdy podpierasz się kulami, a Twe ciało rozrywa ból? Miesięczne wolne nie przyczyniło się do dobrych wyników.
Praktyki, niby wszystko dobrze, niby się pozbierałam. I pojawił się on przystojny, arogancki młodzieniec, który bez trudu zawrócił mi w głowie...Jak dalej się to potoczyło, wiadomo.
Pogubiłam się, bardzo się pogubiłam. Ciesze się, że teraz mogę spojrzeć w lustro i się do tego przyznać. To duży krok w stronę powrotu ma moją ścieżkę.
Doskonale wiem, że moja matka robi wszystko by mnie zniszczyć. To boli, nie ukrywam. Mam czasem ochotę jej oddać, uderzyć, ale nie...Nie zrobię tego, nie teraz. "Zemsta jest rozkoszą bogów", pozostaje mi się dobrze przygotować i pokazać jej gdzie jej miejsce. Zniszczę ją, obiecuję.
   Tegoroczną wigilię pomimo innych ustaleń spędzam u Taty. Tam czuję się coraz lepiej, coraz bezpieczniej. O jego domu mogę pisać Dom, bo zawsze mogę tam porozmawiać o troskach i `radościach. Ciesze się, że odnalazłam takie miejsce.
   Usprawiedliwiam się, wiem.

  Odchodząc od tematu, zabrałam się do paru spraw od złej strony. Sytuacja w domu na tyle mnie przejęła, że zapomniałam o mojej masce uroczej, miłej i kochanej dziewczynki. Czas do tego wrócić. Będzie ciężko wiem, ale nie ma rzeczy niemożliwych. ~Nie dla nas. 
Mam czas do końca roku, by przygotować się do kolejnych etapów walki, by przygotować się do osiągnięcia celu. ~Nadchodzę!

  Wczoraj po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zapaliłam świece. Znów to poczułam, lekki wiatr we włosach, siłę i spokój, wewnętrzny spokój.

  Kochana, mam nadzieje, że to o czym ostatnimi czasy dość często rozmawiamy to nie gra z Twojej strony. Wiem, że nie powinnam mieć takich obaw, ale wiesz jak bardzo stargana jest moja dusz. Jeśli tylko się na to zdecydujesz...Będę czekać. Nawet nie wiesz, jak bardzo chcę odbudować naszą utopię.

"Towarzyskość to niebezpieczna rzecz, a może się okazać nawet zgubna w skutkach, ponieważ oznacza kontakt z ludźmi, z których większość jest ciemna, pusta i przewrotna i pragnie Twojego towarzystwa tylko dlatego, że nie znosi własnego."
~Lewa ręka boga


sobota, 14 grudnia 2013

"Ballantines z colą, proszę"

   Jest Was jakby więcej, zaczynacie czytać bloga. Miło mi, jednak chciałabym byście się ujawnili. Jeśli już próbujesz poznać mnie i moje życie, wyraź swoją opinię.
   "Uzależnić się od człowieka można bardzo szybko", wczoraj to zrozumiałam Miła. Na początku chciałam Ci podziękować za wczoraj było mi to potrzebne.
Od środy nie wychodziłam z łóżka, myślałam o tym aroganckim młodzieńcu i zapijałam smutki alkoholem. Zagalopowałam się, pozwoliłam sobie na zbyt wiele z nim. Zbyt dużo o nim myślałam, zbyt często oglądałam jego zdjęcia. Teraz zadaje sobie tylko jedno pytanie. Po co?
Nie sądziłam, że Ty Siostro będziesz się o nim tak ostro wypowiadać. Opisując wrażenia po koncercie mówiłaś o nim raczej ciepło. Chciałabym poznać odpowiedź na to pytanie.
    Za Twoją radą wzięłam się w garść. Szybki prysznic i wypad na miasto. Wyciągnęłam chłopaka, który zabiega o moje względy od trzech lat. Była to bardzo dobra decyzja, owy młodzieniec jest przystojny, miły i ułożony. Nie wiedziałam, że jest taki czuły, wczoraj cały czas o mnie dbał. Lubie, nawet bardzo.
Zdanie, które powtarzasz mi od bardzo dawna w końcu dotarło. "Ideałów nie ma", chciałam wierzyć, że jednak są. Cóż...Owy młodzieniec irytuje mnie pod kilkoma względami, ale wiem, że czas dorosnąć i czasem iść na kompromisy. Już my go sobie wychowamy. 
    Przy barze usłyszałam miliony komplementów, jak zamówiłam whisky to panowie zaczęli być mi niemal brawo. Pewność siebie to najlepsza ozdoba dla kobiety. Taaak....Wysoko uniesiona głowa, proste barki, dumne spojrzenie i niewielki, lekko szyderczy uśmiech. Mój młodzieniec, sam powiedział mi coś niesamowicie miłego. Wspominał, że zawsze było widać moją pewność siebie, że zawsze wiedziałam czego chcę, ale teraz podobno widać to niczym aurę. Dokładnie o to chodziło. Niestety czasem w środku jeszcze coś pęka, przyznaje się, czasem się po prostu boję. Na szczęście ten strach znika, coraz częściej potrafię nad nim zapanować. A to dopiero rozgrzewka! 
   Mój towarzysz odrobinkę nie wytrzymał mojego tępa, ale był uroczy gdy alkohol go zamroczył. Gdy odprowadzałam do do taksówki to ja dominowałam, zresztą...Cały czas dominowałam. To uczucie uzależnia, już teraz pragnę więcej.
   Jeszcze raz dziękuje Kochana za tak okrutną terapię. Kocham Cię, choć czasem nie umiem tego okazać.
   W tygodniu napadłam księgarnie, nie kupiłam książek o tematyce fantastycznej tak jak to było do tej pory. Zakochałam się w psychologii i analizie ludzkich zachować. Ehh... Szyderczy uśmieszek nie schodzi mi z ust, maskuję go tylko gdy to konieczne. Zaczęłam je czytać, by zaimponować człowiekowi, przez którego straciłam własną godność. Głupie... Teraz robię to dla siebie, spodobało mi się. Cóż...'Chłopcze', dużo mnie nauczyłeś, ale jeszcze więcej straciłeś odpychając. Szkoda, na prawdę szkoda, że nie chciałeś się na mnie poznać. Ale to, nie jest już mój problem; ja z tej znajomości wzięłam najwięcej ile mogłam.
     Chyba wreszcie wiem czego chcę. Wczoraj, stojąc przy barze towarzyszący mi młodzieniec pilnował, by nikt mnie nie podrywał, cały czas był obok. Uwielbiam to! Czułam zazdrość w oczach innych gdy szaleliśmy na parkiecie. Zdziwienie dwóch zamroczonych procentowymi napojami mężczyzn było piękne, na prawdę się rozczuliłam, 'To jest twoja dziewczyna? O ja jebie...". Ładnie wyglądamy razem, nie ma co.
   Mogę dumnie powiedzieć, że jestem zadowolona z siebie, z zmian, które do koła mnie zachodzą.

"Rozpalając papierosa powiedziała: Właśnie zakończyłam pisać wstęp..." 

środa, 11 grudnia 2013

"Kiss me hard before you go..."

   Wciąż mam w głowie ostatni pocałunek z nim, z młodzieńcem, który już pewnie o mnie zapomniał. Nadal pamiętam jego zapach  i jego ciepło... Powtarzam sobie, że to nie miało znaczenia, że to historia, która ma już swoje zakończenie. Oszukuje się.
Gdy myślę o tym bez emocji na zimno; doskonale wiem, że dla niego byłam jedną z wielu, że tak na prawdę wszystko skończyło się tak na moje życzenie.
A jednak nadal jesteś gdzieś we mnie... 


  Nie jestem już 'Małym Aleksikiem'. Nie wyglądam jak wcześniej, czytam zupełnie inne książki, potrafię powiedzieć 'nie'. Pomimo to czuje paraliżujący mnie strach. Codziennie rano patrzę w lustro i się nie poznaję. Widzę swoje błędy i staram się je naprawiać, widzę niedociągnięcia, nad którymi chcę pracować.
Z jednej strony wiem, że nikt nie każe mi się zmieniać, że nadal mogę być małą dziewczynką w za dużej koszulce. Chyba nie chcę. Tak, nie chce być małą zagubioną dziewczynką...Dorosłam. Ehh....Najbardziej podoba mi się moje spojrzenie, takie pewne i silne... 

sobota, 7 grudnia 2013

Muszę przetrwać zimę, tą za oknem i tą w sercu.

   Znów leżę w trampkach w łóżku, moje oczy świecą się od łez, które łagodnie spływają po policzkach. Nie wiem, dlaczego tak jest, gdy rano się obudziłam miałam uśmiech na ustach. Cieszyłam się, że wreszcie odgruzowałam pokój, że pościel pachnie maglem...
   Wczoraj byłam na Imprezie Mikołajkowej. Źle się zaczęła, dłużnicy nie oddali pieniędzy, kobieta z którą mieszkam jak zwykle nie rozliczyła się ze mną, bankomaty nie działały. Zostałam z drobnymi, dosłownie drobnymi w portfelu. Na szczęście, szybko opanowałam sytuację.
Jadąc do koleżanki w cienkich rajstopach, na szpilkach...Ehh, czułam się przynajmniej dziwnie, ale pozytywnie. Byłam lekko poddenerwowana, sama nie wiem czym. Pośmiałyśmy się trochę, wprawiłyśmy w imprezowy nastrój i poleciałyśmy robiąc zamieszanie dosłownie wszędzie.
Impreza była całkiem niezła, ale bez rewelacji. Zaczynam się zmieniać, już nie słuchałam 'mojej ekipy', to ja mówiłam co robimy i jakie drinki pijemy. Bardzo miłe uczucie. Spotkałam kumpla, poznanego w wakacje, przetańczyłam z nim pół imprezy. Przy wyjściu się zaczęło, szatniarz ze mną flirtował. Miłe, na prawdę. Chciałam tylko dostać się do lustra, o które oparty był jakiś chłopak, popchnął mnie. Nie myśląc długo zrobiłam to samo i się zaczęło...ja na szpilkach w sukience sprowadziłam pacjenta na podłogę i pochylając się wysyczałam 'chciałam tylko, poprawić szal'. Nagle zobaczyłam, że szatniarz zamiast reagować patrzy na mnie oczyma przepełnionymi podziwem. Pomógł założyć mi płaszcz i uśmiechną się na pożegnanie.
   Czy jestem z siebie dumna? Nie, raczej nie. Zadziwia mnie tylko fakt, jak szybko się zmieniłam. Z szarej myszki w wredną zołzę. W takich sytuacjach, a jest ich coraz więcej myślę o tym niebanalnym młodzieńcu. Obdarł mnie z honoru, własnej godności i szacunku, a ja...Jestem w stanie mu za to podziękować. Zdaje sobie sprawę, że nie raczej się z nim już nie spotkam. Jestem na siebie tak zła! Niezmiernie trudno jest naprawić swoje błędy, a chciałabym, bardzo bym chciała.
Świat jest wbrew pozorom bardzo mały i pewnie kiedyś się spotkamy, mam nadzieje, że uda mi się podnieść swoją wartość w jego oczach.
Teraz pozostaje mi wyciągnąć wnioski z przeszłości i nigdy do czegoś takiego już nie dopuścić.
   Usłyszałam od dziewczyny z którą byłam zdanie, które zapadło mi w pamięć; ona tego już nie pamięta, była zbyt wprawiona w imprezowy nastrój. "Wiem, że jesteś cięta na hajs, ale i tak Cię kocham", nie spodziewałam się, że tak do mnie trafi. Niby nie kryje się z tym, że lubię pieniądze, i że zaczęłam sobie radzić, że na nic mi nie brakuje, ale... Tęsknie za takimi ludzkimi odruchami, marzy mi się by ktoś zrobił mi herbatę. Wiem, to żałosne.
   Dorastam, widać to w mojej szafie, ale i po zachowaniu. Już nie upijam się na imprezach, potrafię obserwować, przewodzę i mam podzielną uwagę. Wszystko to, czego mi brakowało.

A to dopiero początek, Kociaczki...

niedziela, 1 grudnia 2013

Dreaming my dreams...

   Nie sądziłam, że dwa tygodnie mogą wywrócić niemal całe moje życie do góry nogami. Jestem już dorosła, ale nie czuję różnicy. Wszystko jest takie same. Dzień urodzin był niezwykle trudny.
Noc poprzedzającą mój wielki dzień przepłakałam, udało mi się zasnąć dopiero nad ranem. Obudziłam się niewyspana, z podkrążonymi oczami...Wyglądałam źle. Zmuszając się do życia zapaliłam papierosa i poszłam zrobić coś ze swoim zmęczonym ciałem. Nie zdążyłam... Przyszedł Tata, miałam z nim jechać. Trudno, zabrał brata i pojechali.
Wykrzesałam z sobie resztki sił, ubrałam się. "Nikt nie zepsuje mi tego dnia" szepnęłam cicho i wyszłam. Niepewnie, na szpilkach. Dziwnie się czułam, gdy idąc wszyscy na mnie patrzyli. "Spokojnie, prostuj kolana, nie garb się". 
Dotarłam do Taty, tam spotkałam matkę chrzestną, całkiem miłe spotkani; moje myśli były daleko, bardzo daleko. Nie obeszło się bez pytań o matkę...Po co, po co o to pytacie? Przecież wiecie, że to nadal mnie boli. 
   Lekko zestresowana wsiadałam do taksówki, podjechaliśmy pod lokal. Goście już czekali. Przywitałam się ze wszystkimi i weszliśmy do środka; prawie się przewróciłam na śliskiej posadzce. Nie byłabym sobą, gdyby nie to [;
Goście się schodzili, składali mi życzenia i znów pytania "A Twoja mama będzie?", PRZESTAŃCIE!
   Pojawiła się, z bukietem herbacianych róż, zaraz za nią szła babcia. Świat się jakby zatrzymał. Złożyły mi życzenia i ostentacyjnie podniesionym głosem oznajmiły, iż nie zostaną na uroczystości ze względu na mój stosunek do nich. Znów świat się zatrzymał, wszyscy odprowadzili wzrokiem dwie wiedźmy, nawet restauratorka stanęła jak wryta. Wzrok gości przesunął się na mnie, na szczęście Tatowy uratował sytuację. Złożył mi życzenia, oboje uroniliśmy łezki, uścisnął mnie...To było niesamowite, nie umiem tego opisać.
Zjedliśmy obiad, trochę się pośmialiśmy. Rozpakowałam prezenty i już, już musiałam testować notebooka...Pisałam z Nim, starszym młodym mężczyzną poznanym tydzień wcześniej.
Rozmawiałam z gośćmi, pożartowaliśmy. Uwielbiam ich! Przerwy na papierosa i trudne sprawy. Rozmawiałam z dziadkiem, babcia zmarła na koniec sierpnia. To było dziwne, po raz pierwszy poczułam taką wewnętrzną siłę, która kazała mi rzucić mu się w ramiona. Dziadek uronił kilka łez, to było straszne.
  Atmosfera się rozluźniła, wino się lało, nadszedł czas na tort, przyjęcie potoczyło się swoim rytmem.
Wracając Tata opowiadał taksówkarzowi cały mój życiorys, wino przez niego przemawiało, był uroczy.
Weszliśmy, Tata powiedział swoje, ja poleciałam się przebrać.
     No to zaczynamy się bawić, bijacz! Obcisła sukienka, marynarka w paski i świecące buciki. Szybkie ogarnięcie pokoju i lecę! Czuję się wolna, spokojna... Znów wszyscy na mnie patrzą tym razem spojrzenie przyciągało pudło z tortem.
Dojechałam na miejsce spotkania, spotkałam całą szaloną, już wstawioną ekipę. Śpiewali mi sto lat, wcinaliśmy tort i wprawialiśmy się przed wejściem do klubu. Tam jak zwykle, kamikadze na wejście, później tylko więcej alkoholu. Poznałam Finów, niesamowite. Przypadkiem, przed klubem gdy wyszłam na papierosa. Nie sądziłam, że mówię aż tak płynnie po angielsku. Szalałam z nimi na parkiecie, robiłam za ich tłumacza przy barze. Z klubu wyszliśmy jakoś po czwartej, w między czasie poznałam kobietę w średnim wieku, opowiedziałyśmy sobie całe życie.
After, aftera, czyli dalsze pijaństwo z Finami w ich hotelu, szaleństwo, szaleństwo, szaleństwo. Było super, nigdy tego nie zapomnę!
    Nie zapomnę też soboty, tydzień przed moimi urodzinami. Miałam wyjść z koleżanką na jedno piwo, pogadać... Skończyło się na imprezowaniu do rana. Uciekł mi tramwaj nocny, spóźniłam się dosłownie dwie minuty, idąc na deptakiem wspominałam cudowne chwile z czarującym młodzieńcem...
Była czwarta nad ranem, tramwaj miałam dopiero za pół godziny, było zimno a mój brzuch wołał o śniadanie. Poszłam na kebab, stojąc w kolejce zaczęłam rozmawiać z jakimś kolesiem, takie bezsensowne paplanie. Potem go zobaczyłam. Ciacho, ciacho, ciacho! Ogarnij się, uśmiechnij już, dalej! Gadaliśmy o bzdurach, okazało się, że jedziemy w tym samym kierunku. Bardzo bezmyślnie wsiadłam z nimi do taksówki, jego kolega usiadł z przodu, my z tyłu. Nawet nie pamiętam o czym rozmawialiśmy. Jego kolega wysiadał wcześniej, tuż obok mojego mieszkania. Zapytał, czy nie wysiadam... Głupia! Za trzy godziny zaczynasz praktyki...ale ja muszę mieć jego numer. Pojechaliśmy dalej, okazało się, że zafundowałam sobie tylko półgodzinny spacer nad ranem. Dostałam numer...i buziaka ;3
Jak na skrzydłach wracałam do mieszkania dzwoniąc do wszystkich z którymi byłam na imprezie by im powiedzieć o tym, co się stało.
Zaczęliśmy pisać i pisać...i więcej pisać. Musiałam sprostować to ile mam lat, ehh... Obawiałam się, że będzie gorzej. Codziennie spędzaliśmy po kilka godzin pisząc, do tego sms. Przemiłe uczucie. Udało mi się go wyciągnąć na spacer. Porażka! Byłam spęta, gadałam bez sensu, w ogóle za dużo gadałam. Musiałam go czymś ująć, skoro nadal pisał. Umówiliśmy się na piątek.
    Koncert Jelonka, na samą myśl o tym przechodzą mnie zimne dreszcze. Wiedziałam, że spotkam tam młodzieńca, który mnie oczarował swoją arogancją. Gdyby, nie fakt, że nasz kontakt się pogorszył byłbym mniej zestresowana. Na szczęście kumpel ze szkoły też się wybierał. Poszłam z nimi, świetnie się bawiłam skacząc na B4 i później w klubie. Z nim wymieniłam tylko niedbałe 'cześć', później kilka razy odbiliśmy się od siebie w pogo. Mmm...Mogę powiedzieć, że jest niezwykle przystojny, czarujący, intrygujący... Co z tego? Pamiętaj, że to czas przeszły. Na początek się stresowałam, nie specjalnie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nie marnuj tych chwil. Poszłam w pogo, skakałam, szalałam. Bawiłam się, nie zwracając uwagi nie niego. Myślałam o tym, co będzie po koncercie. Umówiliśmy się, że przyjedzie po mnie na koncert, skoczę się przebrać i spędzimy resztę nocy w towarzystwie butelki wina u niego.
Koncert trwał, chwilę posiedziałyśmy na schodach. Było miło. Koncert się skończył, wyszliśmy. Wychodziliście, Twój narzeczony się ze mną pożegnał, z niem wymieniłam tylko spojrzenie. Śmiesznie wyglądał w kaszkiecie. Zniknęliście mi za rogiem, a ja  cały czas czekałam na niego bijąc się z myślami.
   W końcu podjechał, wskoczyłam do samochodu. Po koncercie, cała mokra, wymęczona, ale szczęśliwa. Gadaliśmy o bzdurach, pośmialiśmy się. Pobiegłam się przebrać 'daj mi piętnaście minut, tylko mi nie uciekaj'. Cała w skowronkach wpadłam do mieszkania, ubrałam się w wcześniej przygotowaną sukienkę, poprawiłam makijaż. Ledwie idąc w szpilach wsiadłam. Uśmiechnął się i podarował kilka komplementów. Po drodze rozmawialiśmy, tym razem już nie o bzdurach. Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie wywinęła; wchodząc do klatki potknęłam się o próg i upadłam. Brawo geniuszu, świetne wejście. Na szczęście skwitował to tylko uśmiechem i nie nawiązywał do tego.
Weszłam, lekko zestresowana, pomógł zdjąć mi płaszcz i tajemniczo zaprowadził do kuchni mówiąc, że mam chwile zaczekać. Usiadłam, odszedł. Nie wiem, ile trwała tamta chwila, cały czas się uśmiechałam... Wrócił, chwycił mnie za rękę i zaprowadził do pokoju, a tam...lekki półmrok, świeczki rozstawione w całym pokoju. To było takie piękne, ogarnęło mnie nieziemskie uniesienie. Usiadłam, dystans był dość duży. Oboje czuliśmy się niepewnie. Zaczęliśmy rozmawiać o winie, że jest smaczne. Uhh...Spokojnie, spokojnie. Porozmawialiśmy, pośmialiśmy się. Nie tylko ja zaliczyłam wpadkę, zaplamił winem spodnie. To było urocze, nasze zestresowanie, nasza niepewność.
W pewnej chwil powiedział, że musi mnie na chwilę zostawić. Zniknął na dłuższą chwilę. Pojawił się z pokrojonymi owocami o roztopioną czekoladą. Jestem w przedsionku raju! Zaczęliśmy zajadać, dystans się zmniejszał. Byliśmy kilka centymetrów od siebie, zaczęliśmy się karmić, czekolada, która kapała była świetnym pretekstem by się do siebie zbliżyć. Pocałowaliśmy się. Mrr, mrr, mrr...  Później było tylko milej. Cóż...Nie debatowaliśmy o losach wszechświata, cieszyliśmy się swoim towarzystwem. Było cudownie, nie posunęliśmy się zbyt daleko. Ciesze się, że nie naciskał, że był taki czuły i delikatny. Czułam się jak księżniczka. Zasnęłam w jego ramionach nad ranem, obudziłam się obok niego i znów się przytuliłam. Obdarował mnie uśmiechem i całusem. Widzisz, to tak powinno wyglądać. Znów trochę poszaleliśmy, zwlekliśmy się z łóżka, wspólna poranna toaleta, a ja w jego koszuli. Tak pięknie pachniała... Dochodziło południe, odwiózł mnie do domu. Byłam padnięta, ale szczęśliwa. Zrobiło się późno, poszłam do pracy, byłam nieobecna, moje myśli cały czas były przy nim.
   Teraz cały czas mamy piszemy. Chyba trochę za nim tęsknię...W tym tygodniu nie udało nam się spotkać, miał ciężki tydzień. Na prawdę ciężki, nie zazdroszczę mu. Dba o Ciebie, co marudzisz. Tak, stara się codziennie pisze, pyta co u mnie. Jest niesamowity, mam nadzieje, że rozwinie się to w coś poważnego.

piątek, 15 listopada 2013

... przeżycia i wspomnienia mają Nas uczyć jak iść dalej a nie... jak siedzieć w miejscu...

   Ma mnie w dupie? Hmm... Krzyżyk mu na drogę, jakoś nie mam zamiaru przejmować się losem skurwysyńskiego dupka. Nie on jedyny chodzi po tym świecie, a ja nie narzekam na brak powodzenia.
Fakt, pozwoliłam sobie z nim  na zbyt wiele, nie żałuje i nie będę żałować, te kilka chwil dało mi uśmiech na twarzy i na tym skończymy.
  Ohh... Siostro (jeśli mogę Cię tak jeszcze nazywać), doskonale wiesz, że się zmieniłam. Czasem mam wrażenie, że nie już Ci nie pasuję, że nie chcesz mnie takiej. Uwierz, że dużo bym dla Ciebie zrobiła, zależy mi na Tobie. Niestety czuję, że się od siebie oddalamy.
Nadal pamiętam naszą piękną utopię, nasz świat. Szkoda, że nigdy już to się nie spełni.
Mówisz, że mam przyznać się do nazwiska... To trudne, cały czas mam wrażenie, że wyobraziłaś sobie idealną wizję mnie i chcesz mnie za wszelką cenę wcisnąć w te ramy.
   Czy boję się siniaków? Tak, boję się ich, cholernie się boję. Każdy cios to ból, ale bez bólu nie ma triumfu, a ja jestem po to, by być na szczycie. Każdy siniak, to tylko cela jaką trzeba zapłacić za dojście do celu, czasem jest ona wyższa, czasem niższa...nie ważne i tak osiągnę swój cel.
Kopniak jaki mi zafundowałaś otworzył im oczy, pokazał mi siebie. Pokazał mi Alex'a. Zmieniam się, widać to w moim zachowaniu, brak mi skrupułów i litości; widać to w mojej szafie..tak, wpuściłam tam kolory, ale przecież prawdziwe zło nie pokazuje się ostentacyjnie w każdym możliwym momencie.
    Koncert, koncert, koncert.... Będę dobrze się bawić, sukienkę zostawię na romantyczną kolację, która w najbliższym tygodniu mnie czeka. Bojówki, koszulka, pieszczocha, nastroszone włosy, ćmik i piwo w ręce. It's will be all I want.

   Uhh... Pozbierałam się, zamówienia znów lecą jak z rękawa; kocham tą bandę leniwych idiotów. Każdy dzień to świetna zabawa, tyle czasu na analizowanie ludzkich zachowań, mowy ich ciała. Szkoła znów sprawia mi przyjemność, ich zazdrość, spojrzenia, którymi chcą zabić. To dla mnie najlepsza nagroda za nieprzespane noce.
Ciesze się, że poprawiła się moja sytuacja rodzinna, nie mam już problemów z matką, bo z nią nie rozmawiam. Tataowy jest dla mnie gigantycznym wsparciem, bardzo się cieszę, że jest obok, że czuję jego ramię, na którym mogę się wesprzeć w razie poprawy.

   Kochana (bo zawsze będziesz miała miejsce w moim sercu), zastanawiam się dlaczego zaczynasz mnie nienawidzić....

niedziela, 27 października 2013

Pomroczność jasna?

   Jest środek nocy, a ja nie mogę spać. Próbuje skupić się na tym co najważniejsze, czyli na lekcjach. Nie mogę. Za dużo myślę. Chyba wpadłam po uszy. Wiem, że mój umysł potrzebuje kontroli, wiem że nie mogę go rozgrzewać bezwartościowymi uczuciami.
Walczę ze sobą, to nie jest wyrównana walka. Chłopak, który był narzędziem w Twoich rękach nie jest mi obojętny. Nie przyznam się do tego głośno. Potrafię to w sobie stłumić. Na co dzień nie mam napadów wspomnień, smutku. Po prostu idę do celu.
Za około miesiąc jest koncert, wiem, że tam będzie. Chcę tam iść? Nie wiem. "Walczy się do końca", ale czy ja o niego walczę? Chyba bardziej zależy mi by pokazać mu się z jak najlepszej strony. Ubrać się tak jak na mnie przystało (btw zamiast się wyszykować idąc z nim do klubu ubrałam jeansy i koszulkę x.X), lekko wyzywająca, przyciągająco. Tak by pokazać moją zadziorność. Wygląda to jakbym chciała zagrać mu na nosie. Tylko, czy jemu da się zagrać na nosie? Teoretycznie każdy ma uczucia, ale z drugiej strony znam go zbyt słabo, by móc odnaleźć jego słaby punkt.
   Nie wiem, czy jet to dobry pomysł. Ale są tylko dwie możliwości, uda się lub nie. Jeśli nie spróbuję, to pewne jest, że się nie uda, pewne jest, że będę żałować. Żyje się raz, a żałować można tylko decyzji niepodjętych. Postawię wszystko na jedną kartę! Gorzej i tak nie będzie. Jeśli on nie zrozumie (w co szczerze wątpię) prawdziwego powodu mojej obecności. Czeka mnie świetna impreza w Twoim towarzystwie Piękna.

sobota, 26 października 2013

Miłość i nienawiść to najpotężniejsze uczucia; rzecz w tym, że miłość jest ulotna, a nienawiść szczera i głęboka.

   Minęły zaledwie trzy tygodnie, a ja czuje jakby mój świat przewrócił się do góry nogami. Zaczęłam robić to co kocham, to na co mam ochotę. Nauczyłam się, że tylko ja jestem panią mojego losu. To jak będzie wyglądać mój świat, zelży tylko ode mnie i od mojego postępowania.
Mogłabym rozpamiętywać błędy jakie popełniłam, ale nie ma to najmniejszego sensu, bo czasu i tak nie cofnę, Nie ukrywam, że czuję lekkie rozgoryczenie jak patrze na moje nierozsądne posunięcia, tyle że zamiast opłakiwać to i szukać winnego wolę potraktować to jak lekcję, którą wzięłam na własne nieświadome życzenie.
   Właśnie skończyłam praktyki, czas wrócić do szkolnego życia i przyjąć na siebie konsekwencje swoich wcześniejszych błędów, czyli 'odjutryzmu'. Poradzę sobie. Pytasz jak? Odpowiedź jest prosta, bo jestem najlepsza. Nie mam zamiaru patrzeć jak życie, czas przelatują mi między palcami. Albo jest się na szczycie, albo na dnie, bycie po środku nie ma sensu. Jeśli się czegoś pragnie, to się po to sięga. Ja już wystawiłam łapki, teraz trzeba tylko się zaprzeć i nie pozwolić, by jakiś człowiek (nie lubię tego określenia) zepchnął mnie z mojej ścieżki. Większość patałachów, którzy mnie otaczają mają w sobie piękny wirus ofiary. Nie jestem zbawicielem, by ich leczyć, wolę po prostu ich wykorzystywać.
 
     Z każdą chwilę bardziej się ciesze, że nasze  kontakty się polepszyły, że jesteśmy bliżej. Kochana moja, po mimo, że mam nieodpartą ochotę zafundować darmową korektę nosa, to wiem, że zrobiłaś to dla mojego dobra. W głębi serca jestem Ci bardzo wdzięczna. Wszystkie moje zmysły zostały ogłupione. Obudziłaś mnie, ale.. Powiem tak, to była lekcja z rodzaju tych, które pamięta się długo, bardzo długo.
Teraz znów czuję i widzę więcej niż patałachy, które mnie otaczają. Wiem, że mają mi to za złe, czuję to.

   Kobieta, z którą mieszkam znów się stawia. Rzecz w tym, że to nie ja w efekcie przegram. Wręcz przeciwnie, jej negatywne uczucia jakimi próbuje mnie zainfekować tylko wzmocnią moją barierę. Szczerze mówiąc, aż żal mi czasem na nią patrzeć, jak narzeka, że cały świat się na niej mści zamiast po prostu wstać i zrobić coś dla siebie. Nie mówię, że od razu ma przewrócić swój świat do góry nogami. Wystarczy, by po prostu zrobiła coś dla siebie, ale nie mówię tu o kupieniu sobie ładnego fatałaszka, tylko o czymś dla ducha. Niestety, nie każdy jest wystarczająco silny. Gdzieś w głębi trochę mi jej szkoda. Ale... Nie moje życie, nie mój problem.

   

niedziela, 13 października 2013

Live is short & love is and in the morning

   Masz racje siostro, masz racje. Jestem wredną, bezczelną zimną bestią. Szkoda, że tak późno to zrozumiałam, ale ważne że już teraz wiem kim jestem.
   Dostałam niesamowicie mocnego i bolesnego kopniaka, wiem że Ty siostro chciałaś dać mi go dużo wcześniej; niestety byłam zbyt uparta i zaślepiona by to zrozumieć. Młodzieniec, który otworzył mi oczy jest skurwysynem, ale inspiruje. Mogę mu za to podziękować, ale jakoś nie wierzę, by go to obchodziło.
Spędziłam z nim bardzo mało czasu, ale to wystarczyło.
Będę sobą, taką mnie stworzyłaś Kochana. Stworzyłaś silną, pewną siebie i nienawidzącą nieposiadających swojego zdania istot; nie nazwę ich ludźmi bo na to nie zasługują.
Moje zmiany widać na mojej głowie, włosy obcięłam tak by przyciągały uwagę, tak, by ludzie widzieli kim jestem. Będę tak wyglądać tak długo, jak to tylko możliwe, nie zmienię, nie sprzedam się, ludzie mają mnie cenić za moje osiągnięcia ehh... już to robią.
Jutro zaczynam praktyki, idealne miejsce by pokazać moją wartość, by zawstydzić te nędzne istoty. Przecież, jestem najlepsza ;>
   Moja Kochana, Ty wiesz co ja czuję. Na mej twarzy znów zagościł ten wyjątkowy uśmiech, moje oczy znów przymrużone, moja głowa znów dumnie podniesiona. Znów razem, tym razem jednak nie wycofam się, nie odejdę. Jesteś dla mnie zbyt ważna.
Nasze sny, nasze tajemnice, nasze wspomnienia...Robi się coraz ciekawiej. Nie wiem, jak Ty ale ja lubię adrenalinę.
   Wracając do tego młodzieńca...Poznałam go dzięki Tobie, dziękuje Piękna. Spędziłam z nim piękne chwile, słuchając go czułam jak coś we mnie pęka, jak mur, który pozwoliłam wybudować. Szalona impreza, za dużo alkoholu, stało się. Było strasznie, ale całkiem nieźle. Poza tym, że byłam sparaliżowana, ze strachu, to ciesze się, że to się stało. Zadałam sobie pytanie, czy żałuję. Mogę śmiało odpowiedzieć, że NIE; bo jak można żałować czegoś, co wywołało uśmiech na twarzy. Czy to powtórzę? Na pewno nie w takiej formie. Analizując to na trzeźwo wiem, że mogłam się dużo lepiej przygotować. Niestety tamtego wieczoru doznałam jakiejś pomroczności jasnej. Jeśli będzie okazja, to z przyjemnością jeszcze raz obudzę się obok niego.
Taaaaaaaaaaak... Zdolność trzeźwego myślenia, muszę nad nią popracować. W sumie już to zrobiłam; wyłączyłam uczucia, nie... zapomniałam, że ja ich nie mam. Nie mogę być 'słodką idiotką' to beznadziejne. Jedyne, czego żałuję to, to że właśnie taka byłam. Słabo, bardzo słabo. Było minęło, czasu nie cofnę; czas spiąć dupę i pokazać tym istotą gdzie ich miejsce.
 
"Prawdziwy sukces to nie kariera  lecz po­zos­ta­nie pa­nem swo­jego lo­su i możli­wość de­cydo­wania, co będzie się ro­bić w życiu, za które tyl­ko my odpowiadamy."
~W.Wharton
Ps.Kocham Cię Mała.                                                                                                                                                                                                                                                                                                

piątek, 20 września 2013

Zagrajmy w grę...

  Zaczęło się, ehh... Nie wiem jak mam o tym mówić, bo to nico trudne i zawiłe. Od jakiegoś czasu spotykam się z pewnym młodzieńcem, miał to być nowy początek poniekąd odcięcie się od tego co było. Udało się, już wcześniej pisałam, że bardzo się zmieniłam.
Chłopka, z którym się spotykam jest na prawdę bardzo miły i czuły, widzę, że chce o mnie dbać, ale z drugiej strony czuję się przez niego osaczona. Miliony wiadomości, telefony... To męczy. Może to dlatego, nie gram fair?
   Tak, nie jestem uczciwa. Nie umiem, może dlatego, że bardziej odpowiada mi on w roli starszego brata. Przy nim czuje się jak osoba, która dominuje, a w głębi serca wcale tego nie chcę. Oczywiście, że mieć coś do powiedzenia, ale pragnę też takiej lekkiej męskiej dominacji. Tego młodzieńca owinę sobie wokół palca, bez najmniejszego problemu. Z drugiej strony, jest on tak ciepły i czuły, że nie potrafię go po prostu odstawić.
   Wszystko zaczęło się komplikować, kilka dni temu. Napisał do mnie On. Chłopak, który jest setki kilometrów ode mnie. Zdziwiło mnie to, nie ukrywam. Wcześniej dość boleśnie mnie zranił, ale... Jak napisał to zrobiło mi się tak miło. Nie umiem tego opisać innymi słowami. Coś mnie do niego ciągnie!
Długo rozmawialiśmy, opowiedział mi co się z nim działo. To było straszne, czułam jego ból, czułam to jak bardzo się zagubił. Ludzie potrafią się zmienić, oczywiście cząstka zawsze zostaje, ale da się nad nią panować; przyznaje to bo sama to osiągnęłam.
To co najbardziej mnie w nim pociąga, to właśnie jego dominacja. To, że mówi o byciu głową rodziny, dokładnie o tym czego pragnę. Marzy mi się, by być żoną, może matką? By dbać o dom, kochać i być kochaną. Pisząc, rozmawiając z Nim... Mam uczucie, że to jemu mogłabym gotować. Wcześniej jak rozmawialiśmy też tak czułam i pomimo, że mnie tak boleśnie zranił... Nie umiem być na niego zła. Potrafię i bardzo chcę zacząć wszystko od nowa.
   Jest niesamowicie przystojny, ma piękne długie włosy, uroczy uśmiech... Rozpływam się myśląc o nim. Fizyczność nie jest mi obojętna, ale dużo bardziej zachwyca mnie jego wnętrze. Już po kilku dniach rozmów moje myśli krążą w okół niego. A wczoraj ...
   To chore, ale było fajnie. Godzina zrobiła się późna, a późna godzina, cisza, mrok za oknem pobudza dozę fantazji, hamulce się luzują. Chyba każda kobieta wie o czym mówię. Zaczęliśmy sobie docinać, jakieś głupie dowcipy o kastingach na przyszłych partnerów. Padło pytanie o rozmiar stanika, nic nowego. W odwecie, powiedziałam, że oceniam mężczyzn po klacie. Po dłuższych negocjacjach, zdjął koszulkę. Maiłam na sobie koszulę, rozpięłam guziczek, później kolejny... Pokazałam mu obojczyki, był zachwycony. Rozpisywał się o nich, to było cudowne. Z każdą minutą czułam się mniej wystraszona, może dlatego, że wypiłam sporą dawkę Martini na odwagę? Nie, wydaje mi się, że to dlatego, że podświadomie go pragnę. Bawiłam się świetnie, zapomniałam o wszystkich troskach i problemach. W pewnym momencie wzięłam do ręki pisak, to jak mówił o mojej szyi, obiecał, że pogryzie. Zrobiłam krzyżyk i zapytałam, czy to będzie tu. Przytaknął. Graliśmy dalej, na moim ciele pojawiło się coraz więcej krzyżyków, a koszula coraz bardziej opadała. I stało się... Nie miałam już na sobie koszuli. Nie, nie bałam się, nie czułam się wykorzystana, nie czułam się jak przedmiot, czułam się pożądana. Niesamowite. To co mówił, to jak na mnie patrzył... Jeszcze nikt tak na mnie nie patrzył, zawsze w takich sytuacjach czułam się jak przedmiot, jak zabawka. Nigdy nie sprawiało mi to takiej przyjemności, nawet jeśli ktoś był obok. Posuwaliśmy się coraz dalej, a ja byłam bardziej szczęśliwa. W tym momencie napisał, że pragnie być obok, przytulić... Być. Posuwaliśmy się dalej, dodawał mi otuchy, prawił komplementy, a ramiączka mojego stanika zesunęły się z właściwych dla nich miejsc. Chwilę później, po tym jak go pokusiłam i usłyszałam najcieplejsze słowa, jakie kiedykolwiek słyszałam odważyłam się i zdjęłam stanik, bardzo się bałam, ale byłam szczęśliwa. Znów bawiłam się pisakiem, rysowałam strzałki, było świetnie. W tym czasie on się otworzył, powiedział, że nigdy jeszcze nie czuł takiego pożądania. Opowiedział mi o swoich troskach, o tym, że to nie to samo co z pierwszą lepszą dziewczyną poznaną przypadkowo. Podzielił się ze mną, tym co czuł, o swoich dreszczach o tym, że gdyby nie te kilometry leżałabym w łóżku obok niego, a on przygryzał by moją szyję, o swojej bezsilności, która spowodowana jest tą przeklętą odległością. Noc stawała się coraz głębsza, a ja coraz bardziej odważna. Miałam no sobie coraz więcej strzałek o no widział coraz więcej. Tak, pokazałam mu to, co zwykle skrywam przed światem, pokazałam mu mój biust, bałam się, nie jestem z niego zadowolona. Może dlatego, że nigdy nie usłyszałam nic lepszego niż 'fajne masz cycki'. A on... On opisywał je jakby były to piersi bogini. Zapytałam o czym myśli, powiedział mi. To było wspaniałe. Pragnął ich, przyznał, że chce rzucić mnie na łóżko i dominować. Tak! Pomyślałam, że to to czego i ja chcę, chcę by ktoś mną zawładną, a później przytulił. Słowa w jakie ubrał zwykły stosunek, coś co raczej mnie obrzydzało niż pociągało sprawiły, że i ja pragnęłam mu się oddać, myślałam o tym, by widzieć jego uśmiech, by czuć jego zapach i jego ciało tak blisko mojego, pragnęłam i pragnę go nadal.
   Niestety wszystko co piękne musi kiedyś się skończyć, noc była coraz płytsza, było bliżej świtu. Oboje musieliśmy iść spać. Na koniec powiedział, że jestem najpiękniejszą kobietą, jaką widział w tym stanie, że żałuje, że wcześniej nie zaznał tak prawdziwego pożądania.
   Tak, zaryzykowałam dużo, ale nie jest mi z tym źle. Nie czuje się jak dziwka, nie mam moralnego kaca. Jestem szczęśliwa, nie żałuję. W ferie do niego jadę, zaryzykuję nie boje się. Jeśli nie wyjdzie... Trudno. Wiem, że dużo bardziej będę żałować jeśli nie spróbuje. Na samo wspomnienie tej namiastki bliskości się uśmiecham.

poniedziałek, 16 września 2013

W pożądaniu prawa...

   Znów kurz pokrył litery, znów mnie nie było...Zawaliłam i bardzo dobrze to wiem; widzę to.
Czuję, że się zmieniłam i to bardzo. Widać to po ubraniach jakie wybieram, po książkach jakie czytam, po wszystkim.
Troszkę sobie z tymi zmianami nie radzę, aktualnie siedzę w domu i ukrywam się przed światem, bo znów wszystko mnie przerosło. Bardzo chciałam być aktywna i normalnie uczestniczyć w życiu pomimo tego obciążenia, ale się nie da. Moje odciski na rękach pozostawią paskudne blizny, które będą mi przypominać o kulach przez najbliższe lata, nie będę mogła czuć się jak pełnowartościowa kobieta, bo jak tak się czuć bez butów na obcasie? Oczywiście, mogę się uprzeć i je ubrać jak tylko mnie wyciągną z  tego gipsu, ale nie chcę do niego wrócić po kilku tygodniach. Czeka mnie jeszcze orteza, plastikowe szpecące łuski, których zadaniem będzie utrzymanie nogi w całości. Nie chce tego, boje się tego... Po prostu chcę być normalna!
   Z innymi sprawami też sobie nie radzę. Choćby szkoła, nie mogę się pozbierać, nie mogę się zmotywować by działać... Nie źle to ujęłam, mogę się zmotywować i działanie przynosi mi gigantyczną satysfakcje, ale droga do szkoły o kulach mnie wykańcza. Ludzie, których traktowałam niemal jak przyjaciół mnie odsunęli, nie wiem dlaczego. To po prostu boli. Wiem, że orły latają same, wiem to! Ale...Je też czasem potrzebuje przybić z kimś piątkę i usłyszeć ciepłe słowa; nie koniecznie od nauczyciela. To oczywiście jest bardzo miłe, ale chodzi mi o jakieś współzawodnictwo... A może to moja wina, bycie liderem, bycie na szczycie jest niezmiernie trudne.
Czasem odnoszę wrażenie, że lepiej byłoby być małą szarą myszką i się nie wychylać, tyle, że ja tak nie potrafię.
   Z drugiej strony wszystko  się układa, moje kosmetykowe imperium się rozwija, co prawda efekty pracy będzie widać dopiero za chwilę, ale najważniejsze, że będą. Najbardziej cieszy mnie satysfakcja, jaką mi to daje. Cały czas pracuję w lupie... Jest ok; pozornie.
   Mało wiarygodna, a jednak. Zaczęłam się spotykać z pewnym  młodzieńcem, to bardzo miły chłopak, ale ... Znów jest we mnie ta nuta niepewności. Bardzo lubię z nim spędzać czas, ale czuje się czasem jak więzień w złotej klatce. Wiem, że on chce o mnie dbać, ale... Ja chcę żyć swoim życiem, że mieć czas tylko dla siebie, chce realizować moje, tylko moje pasje. Wiem, ostatnio mówiłam jak bardzo chcę być zrozumiana, ale ja potrzebuję czasu.
  Jest jeszcze jedna sprawa, którą muszę z siebie wyrzucić. Kolega, były chłopak, kochanek? Nie wiem, jak go nazwać, wiem jedno to nie wygląda optymistycznie. Kiedyś byliśmy razem, ale to się popsuło, później nie odzywaliśmy się do siebie, aż się stało. Wyciągnął mnie na piwo i... Pocałował? Po co, czemu nie mam pojęcia, jedno jest pewne nie broniłam się. Później mówiłam mu, że nie chcę się  z nim widzieć itp. jednak zawsze udawało mu się wyciągnąć mnie z domu, namówić na spacer. Zawsze kończy się tak samo, po prostu coś nas do siebie ciągnie, ja sama nie wiem co to jest. Wiem natomiast, że nie umiem tego uciąć. A może, nie chcesz?
 
Tak, ona znów jest ze mną, obudziła się i domaga się krwi, domaga się czułości, domaga się eteryzmu. Domagam się tego co mi się należy! Trochę się boje naszej bliższej relacji, bo wiem jak bardzo jest zdeterminowana, by osiągnąć to czego chce. Ja Cię chronię, głupia! 
  Teraz czas się pozbierać, uprzątnąć rzeczy materialne i te mniej materialne.
Musimy poważnie porozmawiam Alex! 

środa, 26 czerwca 2013

"Alex, witamy w świecie dorosłych."

   Dawno mnie tu nie było, prawda. Dostałam od Was kilka gniewnych upomnień. W sumie, to mi miło, że naciskaliście; czuje, że się mną interesujecie.
   Przez ostatni miesiąc wydarzyło się niesamowicie wiele, większość to już  przeszłość. Mówię tu o mojej znajomości z pewnych chłopakiem.
Zaczęło się jak większość związków w XXI wieku, 'impreza i jakoś tak wyszło'. Zaczeliśmy się spotykać, rozmawiać. To naprawdę jest ciekawa osoba, jednak nie dla mnie. Kocha muzykę (jest gitarzystą), ale zabyt się w niej zatraca. Każdy wieczór to piwo, papierosy i z tego co wiem inne ciekawostki. Za szybko się zatraciłam, pozwoliłam sobie na zbyt wiele. Dziś ciesze się, że to się skończyło nie chcę skończyć jako przed rokiem.
 
   Ciesze się, bardzo się ciesze bo mam prace. Co tydzień w sobotę biegnę do mojego lumpexu na osiedlu i sortuję towar. Praca nie jest szczytem moich marzeń, ale jest dobrze płatna; starczy by sobie coś kupić i wrzucić co nieco do oszczędności. Kolejnym plusem tej pracy jest fakt, że mogę znaleźć jakiś ciekawy ciuch dla siebie. To trochę wbrew zasadą, ale z dziewczynami odkładamy sobie ciekawsze ubrania z wyprzedaży (czyli swetry z kulkami i inne rzeczy, które można łatwo naprawić w domu, w większości przypadków wystarczy wyprać). Po kilku tygodniach, gdy byłam 'na zastępstwo' zmieniłam status na osobę ze stałej ekipy, to wspaniałe mieć pracę.
    Moje życie zawodowe się rozwija, w poniedziałek zaczynam kolejną pracę na stanowisku świstaka c;,
a na poważnie, będę pakować paczki promocyjne dla matek. Ciesze się z niej, ale z drugiej strony wiem, że będzie mi brakło czasu na życie prywatne... Nie ważne, zarobię na koturny.
   Praca, praca, praca, dodatkowo zaczęłam zajmować się dystrybucją kosmetyków. Mam nadzieje, że uda mi się to pogodzić.

  Byłam na koncercie HIM, to było 1 czerwca. Taki o prezent na dzień dziecka.
Niesamowite doznanie, poznałam nowych znajomych, bardzo ciekawe i pozytywnie zwariowane osoby. Nadam mam z nimi kontakt.
W drodze do Warszawy zrobiliśmy sobie przerwę, ja jako palacz poszłam się schować i zatruć płuca. Niestety tata mnie wypatrzył, jednak zamiast mnie skarcić, zawołał mnie, spliliśmy i po sprawie. Jechaliśmy z dziadkami, babcia chciała odwiedzić rodzinę w stolicy, bardziej obawiałam się reakcji dziadka niż taty. Naszczęście wszystko było dobrze.
Na miejscu spotkałam się z dziewczynami, swoją drogą moimi adminkami. Niestety, pogoda nie przywitała nas serdecznie. Dostałyśmy się na kampus za pomoca taty.
Wejście na teren kampusu było misją prawie nie możliwą. Przyczepiali się o wszystko, zostałam posądzona o próbę ataku terorystycznego lakierem do włosów, 'pani' która mnie przeszukiwała zajrzała mi nawet do paczki papierosów. Na szczęście, tata był w okolicy i odebrał wszystkie fanty.
Ilość wypitego przeze mnie piwa ... Oj, lepiej o tym nie mówić. Nie, nie, nie, byłam pijana, ale cały wieczór popijałam tylko piwo; Cola w McK'u była cudowna w smaku, wreszcie coś bezalkoholowego.
Od 15 do 21 minęło troszkę czasu, jako szalone fanki poszłyśmy się bawić, przeciągałam linę, jeździłam taczką... Aż robi mi się ciepło na sercu jak o tym myślę.
O 20 postanowiliśmy się zbierać i dopchać pod scenę, przez godzinę stałam i nudziłam się w błocie czekając aż ON się pojawi. Stałam w drugim rzędzie, udało mi się ominąć błocko.Akurat nie byłam wbijana na barierki a dzięki mojemu wzrostowi wszystko widziałam.
Pojawienie się na scenie rekwizytów wywołało okrzyki na częstotliwości nie do wytrzymania dla normalnego człowieka.
Wreszcie się zaczęło! Unleash The Red i nagle ich widzę, normalnie oglądam ich na ekranie komputera a tu proszę... I Ville, miliard razy przystojniejszy niż na zdjęciach i plakatach. Był pięknie ubrany, widziałam jego piękny tatuaż na klatce piersiowej, to co czułam jest niemożliwe do opisanie słowami. Jedyne co mnie nieco zszokowało, to to, jaki on jest drobny. Wiedziałam, że nie jest zbyt dużej postury, ale to co zobaczyłam... Nie spodziewałam się aż takiego patyczaka. Nie ważnę i tak go lovciam! ("Bo kocha się kogoś z kim się jest", jak to ktoś powiedział).
Po koncercie łudziłam się, że przyniosą obiecany plakat ze sceny, niestety na marne. Trudno. Zapaliłam i skierowałam się do wyjścia.
Jak wybiegłam z kampusu zobaczyłam tate, zapytał jak było. Stanęłam zaczęłam krzyczeć jak szlona, że było to najlepsze doświadczenie w moim życiu, że kocham ten zespół i że nie mam gardła bo darłam się jak pojebanieć przez godzinę. Ludzie musieli patrzeć na mnie jak na debila, trudno. Było warto. Wsiadłam do samochodu, wcześniej tata zabrał mi buty, w sumie to się nie dziwie błoto było do wysokości 8 dziurki.
Na autostradzie poszłam w skarpetkach do toalety, zmęczona, poczochrana, w zbyt dużej bluzie. Kobieta, która tam była patrzyła na mnie jak na jakieś straszydło, nie dziwie się. Tak samo spojrzała na mnie pani ze stacji benzynowej jak o 2:30 weszłam zaspana w równie opłakanym stanie i bez butów i kupiłam Colę. W domu wylądowałam jakoś przed 4, zmyłam makijaż i padłam. Oby więcej takich doznań.
   Następnego dnia poszłam na praktyki... Powiem krótko, to był trudny dzień.

Siostro, jesteś moim jedynym źródłem informacji o nim. Boli mnie jak piszesz, że się stoczył, staszne, on nadal jest gdzieś w moim sercu. Wiem, wiem, że on mnie po prostu nie chce... Nie chcę o tym pisać, to zbyt boli. Przed wczoraj robiąc pożądki znalazłam jego koszulkę, zmasakrowałam ją, pocięłam, wypastowałam skrawkami buty, a reszte spaliłam.

To chyba wszystko, nie chcę pisać co u mnie, jak się czuje. Po prostu nic się nie zmieniło, wciąż samotna i zdołowana.

niedziela, 12 maja 2013

'Hearts at war drunk on dreams'

   Znów się nie udało, chodzi o pracę. Miało być pięknie, miałam kupić platrormy... Miałam. Niestety, nie udało się. Moja praca w lodziarni nie wypaliła. W piątek pojechałam podpisać umowę, zabrałąm tatę, nie znam się na tego typu drukach. Zrobiłam to dla pewności. Gdy moja niedoszła szefowa zobaczyła tate, zapytała, czy to mój chłopak. Hmm...Zastanawialiśmy się, czy to komplement dla niego, że młodo wygląda, czy może obelga dla mnie, że spotykam się z dziadkiem c;.
Pani była bardzo zniesmaczona, faktem, że jestem z tatą. Nie wiem czemu, byliśmy optymistycznie nastaweni.
  Jestem nieco zawiedziona, bardzo chciałam tam pracować, podobało mi się to. Poza tym, chciałam zarobić trochę grosza na koncert HIM'u i móc kupić sobie miliardylion koszulek, przypinek, kubków... Wszystko *_*.
   A to, są moje buty. No jeszcze nie moje w 100%, ale chce je mieć. W myśl Alexowej zasady 'Alex chce, Alex ma' czas zacisnąć pasa i odkładać każdą możliwą złotówkę. Co prawda, są drogie to wydatek rzędu 500zł, ale one tak bardzo mi się podobają,  że będę je miała.
   Wczoraj, zamulałam niemal cały dzień. Było mi smutno, że straciłam coś, na czym zaczęło mi zależeć. Dopiero wieczorem poczułam, że to bez sensu. Przecież mogę znaleźć coś innego. Nie chcę przegrać życia.
Zaraz zaczynam uczyć się na niemiecki, robię plakat na gografię i zaczynam żyć. Trochę z opuźnionym zapłonem, ale w wakacje przysiądę. Nie są to puste słowa. W wakacje niemiecki mam już zaklepany.
    Jestem szaleńcem, zaczęłam sprawdzać sny w senniki. Co najgorsze, one się sprawdzają. To, co mi się śni, a dokładniej znaczenie tego to, to czego mi brakuje i za czym tęsknie.
    To głupie, ale moją potrzbe bliskości i zrozumienia zastępuje dobrami materialnymi. Nie podoba mi się to, z bluzką nie pogadam. Szkoda, że zasada 'Alex chce, Alex ma' odnosi się tylko do rzeczy materialnych.
     Moja małe metalowe serduszko jest pijane od marzeń, nie chcę go budzić. W naszym świecie jest pięknie. Wiele osób mówi mi, że się szpecam. Szkoda, że nie wiedzą, że ten  image, jest formą ochrony i wyrażenia siebie.
     Lato coraz bliżej, czas spełnić swoje marzenia. Zdam maturę, nauczę się fińakiego i zamieszkam w Helsinkach w małym domku z dużym psem.

piątek, 3 maja 2013

Lawina.

   Boje się, jestem śmiertelnie przerażona. Zaczęłam walczyć o siebie, ale nie wiem, czy uda mi się wygrać tą rozpaczliwą walkę. Powiedziałam jej, że nie chce z nią mieszkać. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam. Wydawało mi się, że ona chciała nawiązać dialog, ale... Nie umiem, ja po prostu już niepotrafię; a może nie chce. Dziś mijam się z nią jak cień. Wiem, że dużo jej zawdzęczam, ale ja nie wytrzymam kolejnego zmieszania z błotem. Z drugiej strony, to zawsze moja matka, co z tego, że taka a nie inna.
   Nie wiem co robić, nie wiem. Jestem w kropce. Ona ze mną nie rozmawia, udaje, że mnie nie ma. Niby nie mam obowiązków, ale jestem jak powietrze. Chce się wyprowadzić, bo wiem, że to jedyny sposób by ocalić siebie, z drugiej strony wiem, że strace coś, za czym mogę kiedyś zatęsknić.

czwartek, 2 maja 2013

Porcelanowa maska.

   Znalazłam kolejną prace, tym razem w budce z lodami i goframi, to zajęcie jest ciekawe, a za razem, wyniszczające. Cały dzień trzeba stać, uśmiechać się i naprawdę się skupić, by nie pomylić się przy wydawaniu reszty.
   Podoba mi się to zajęcie, lubie mieć kontakt z ludzmi, niestety po 14 godzinach nawet ja wymiękam. Dobrze płacą... Chyba tylko to mnie tam trzyma. Niestety, mam to bardzo głęboko w głowie, nie nawidzę 'nie mieć'; sama nie wiem, czym jest to spowodowane. Wydaje mi się, że to przez matkę, która non stop narzeka, jak jest jej ciężko. Ja nigdy na to nie pozwole.

  Tak bardo nie wiem, czy dobrze robię. Tak bardzo, się boje... Musze to zrobić, czuje to.
Nie mogę mieszkać z matką, po prostu się nie da. Jak uciekłam, mówiła, że tak bardzo mnie kocha, że jej zależy na relacji ze mną. Kłamała, znów kłamała. Dosłownie wszystko wróciło do punktu wyjścia. Znów mnie rani, znów robi ze mnie emocjonalny worek treningowy.
Najgorsze jest to, że jak ona potrzebuje się komuś wygadać, to zawsze, mnie zaczepia w kuchni przy robieniu herbaty, ja już jej nic nie mówie, nie wie, co się u mnie dzieje. Nawt jak próbowałam...Wszyscy wiemy jak to się kończy.
A teraz... Znów siedzę zaryczana w pokoju i słyszę, jak ona skacze koło mojego brata. Spędzają sobie miło czas, chodzą do zoo. Niby zawsze mówi, że mogę iść z nimi itp, ale po co? Wiem, jak to się skończy, wiem, że już w drodze powrotnej zacznie mi dogryzać. Wolę posiedzieć sama, pobić się z myślami i odpocząć.
   Ta kobieta jest bezkesnie szarlona. Wysawiła mi drzwi z pokoju.
   Jak teraz tu jestem i wylewam łzy, przypomniało mi się, że ostatni wspólny dzień z nią spędziłam w grudniu. Faktycznie, było miło, ale... Mamy maj.
   Wyprowadzam się do taty, ale to nie będzie tak jak ostatnio, tym razem, zrobię to na legalnie, powiem jej w twarz 'żegnaj'. Jestem śmiertelnie przerażona, wiem, że to odcięcie kontaktów z nią na własne  życzenie. Po prostu ja już nie mam wyjście, nie mam siły by zmagać się z jej fochami. Naprawdę chciałam, tak bardzo chciałam to wszystko posklejać. Dlatego dałam jej tą szanse... Żałuje.
   Najbardziej zastanawia mnie to, że nik inny nie ma problemów z dogadaniem się ze mną. Raczej wszyscy chwalą sobie możliwość współpracy. Widać to na praktykach w szkole. Chyba tylko to, trzyma mnie przy życiu.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Jeśli dusza się wykrwawi powstaje potwór.

   Do potwora brakuje mi tak bardzo nieiwele... Mniej. Znów zapłakana marzę, by ktoś mnie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze, że się ułorzy. Nie wiem, nie wiem czemu wtedy wróciłam. To był największy błąd jaki kiedykolwiek popełniłam. Tak bardzo tego żałuję, jestem po prostu głupia.
Od jakiegoś czasu, po prosu znów się nie układa, nie wiem czemu, a może wiem? Czytałam, że będąc złym na samych siebie, mścimy się na najblizszych. Między innymi dlatego, wiedząc, że Ty masz już przyszłą rodzinę, ja wolę być sama. Po prostu tylko ja i cisza, dzięki temu i ja nikogo nie zranie, ani nikt, nie zrani mnie.
 
   To miał być ten wspaniały dzień, ostatni zawalony. Nie wiem, czy będzie. Byłam w szkole na owej lekcji, napisałam sprawdzian na maksymalną ilość punktów, naprawdę się cieszyłam. Po lekcjach, włorzyłam w  uszy słuchawkami i poszłam przed siebie. Okazało się, że potrzebuję czarne spodnie, poszłam na poszukiwania. Zrobiłam spore zakupy, oczywiście w lumpach, ja lubie te sklepy, ubieram się w nich niemal cała, a ludzie często pytają, skąd mam tak ciekawe ubrania. Kupiłam spodnie, takie leginsowe, czuje się w takim fasonie bardzo dobrze, do tego prosta czarna koszula, jestm od owych uzalezniona, są odpowidnie na niemal kazdą okazję; wpadła też koszulka, nic ciekawego, ale w mojej szafie ostatnio koszulek brakło i coś, o czym powiedzmy, marzyłam: leginsy w biało czarne pasy, coś niesamowiteg. Zdaję sobie sprawę, że zbyt mocno się zachwycam, to tylko ubrania. Pomagają zapomnieć o problemach, a to naprawdę wiele.
   Wróciłam do mieszkania, chciałam się pochwalić tą oceną, oczywiście, tu nikogo to nie interesuję. Mam dość. Ja po prostu chciałabym usłyszeć, że ona się cieszy, albo coś, a nie tylko, że znów zrobiłam coś źle. Moja małe stalowe serduszko przestaje wytrzymawać to wszytsko.

  Jest jednak światełko w tunelu, on Tata. Wiem, że mnie kocha, ale to wszystko się tak strasznie komplikuje przez tą beznadziejną sytuację. Wygrał dla mnie nową płyte HIM w esce rock. Napisał, że jego córka jest na punkcie zespołu ześwirowana i non stop o nim gada. To jest tak miłe uczucie... Wiedzieć, że ktoś o mnie dba, szkoda, że na odległość. I tak, się ciesze, wiem, że jak jemu powiem o dzisiejszym teście będzie na prawdę dumny.

  Moja mała melancholia, bardzo lubie ten stan, jeszcze bardziej lubie to słowo, samo w sobie jest takie piękne i smutne. Jak ja... Dostałam prace, w sobote byłam pierwszy raz. Jak w piątek się dowiedziałam, poczyłam się jakbym wygrała los na loterii, najgorsze było to, że ja naprawdę się cieszyłam, ale nie byłam w stanie wykszesać z siebie ani odrobiny uśmiechu.


Szukając ukojenia w szkarłatnych łzach... (z 10.04.12 nie opublikowało się)

  Znów zostałam w domy, szkoda. Mam tyle marzeń, tyle planów. Niestety moja szara rzeczywistość wszystko niszczy. Sama jestem na siebie zła, że pozwalam im umierać. Chcę zdać egzamin FCE z angielskiego... To jedno z marzeń, malutkie.
  Nie wiem, o czym mam pisać, zbyt wiele myśli kłębi się w mojej głowie.
  Popełniłam gogantyczny błąd wracając do domu, dajac jej drugą szansę. Chciałam, na prawdę, chciałam wierzyć, że się zmieni, że będzie dobrze. Znów się zaczęło, znów jest beznadziejnie, nie mam już gdzie uciekać, pozostaje mi zagryźć zęby i wytrzymać. To tylko dwa lata

Łapiąc czas w dziurawe dłonie.

   O tym, co stało się z Nim, nawet nie chcę pisać. To było więcej, niż pewne. Chcę zapomnieć.

   Wolę skupić się na tym, co teraz. Doskonale wiem, że źle robię. Całą drugą klasę, po prostu przegrałam. Niby coś robię, niby jest mnie pełno, ale ja doskonale wiem, że tak na prawdę jestem wypalona w środku. Dziś, znów nie idę do szły. Wybieram się tylko na ostatnią lekcję, by napisać sprawdzian.
Tak bardzo mnie boli, że marnuję mój czas. Nienawidzę tego, a jednak to robię. Muszę, po prostu muszę z tym wygrać. Wytrzymam, wiem to.
   Znalazłam w Internecie coś, co mówiło, że różnica, między tym kim jesteśmy, a kim chcemy być, to przepaść i to nasza decyzja, co z nią zrobimy. Ja wiem, chcę ją przeskoczyć. Nie da się zrobić tego małymi krokami. Zrobię to teraz:

Chce być:
-chuda
-wykształcona
-znająca wiele językow
-mieszkać w Finlandii
-być szczęśliwą
-po prostu umieć pokochać (z wzajemnością)
-mieć wiele pasji
-nie marnować czasu
-mieć szczura

Jestem:
-pulchna (ale lecim w dół)
-pieprzonym leniwcem
-mam doły
-nie rozwijam pasji
-brak mi skrzydeł
   Taki pan, który kiedyś zostanie moim mężem (tylko najpierw dowie się o moim istnieniu), powiedział, że każda chwila jest dobra na zmiany. Dlatego, ja robię odwrót o 180 stopni i idę do mojej utopi. Niestety, chyba samotnie. Dziś, już zawalę, ale ostatni raz. Wezmę prysznic i z podniesioną głową pomknę w strone moich marzeń. Już byłam tak blisko skoku... Niestety, nie udało się. Zrobię kolejne podejście, dam radę. Muszę, przecież mogę więcej niż myślę.

  Moja utopia, hmm...Szkoda, ale czuje, że to jest już inna droga, że nie ma już tam Ciebie. Nie zaprzeczaj, Twój ostatni wpis powiedział wszystko. Z każdym dniem, czuje, że jesteśmy dalej od siebie, pomimo starań ten dystans się zwiększa. Ja nadal Cię kocham, wiesz to. Jest mi ciężko patrzeć, jak sama wpędzasz się w kłopoty. Może to subiektywne podejście, ale ja tak własnie to widzę. Tyle razy płakałaś, a wciąż tam wracasz.
Zdaję sobie sprawę, że najtrudniej jest pomóc sobie, ale sama wiele razy mi mówiłaś, że czasem po prostu trzeba się odciąć i zacząć żyć od nowa.
To Twoje życie, zrobisz z nim co tylko zechcesz, mam nadzieje, że nie będziesz nigdy żałować swoich decyzji. Tego właśnie Ci życzę, nie żałuj.

  Mój nowo nabyty brat. Miła osoba, choć nieco specyficzna, ale ja mam do takich słabość. Bardzo lubię z nim rozmawiać po nocach. Nie wiem, czy wiesz, ale czasem to co mówisz bardzo do mnie trafia i zostaje na dłużej. Tak jak dziś, powiedziałeś, że nikt niczego za mnie nie zrobi, dziękuje. Potrzebowałam tego.
 
  To takie straszne uczucie, stracić siebie, a ja właśnie to czuje, czuje jakbym przegrała siebie na jakijś loteri. Muszę się obudzić i żyć od nowa. Nie mogę rozpamiętywać trosk, odcinam to co było kreską i zaczynam od nowa. Będę pisał sobie plany dnia, na początek. Będzie łatwiej.
   Skoro udało mi się schudnąć (moje ulubione spodnie wiszą na mnie jak na wieszaku), uda mi się i to. 

piątek, 29 marca 2013

W błędnym kole...

   Zacznę od tego, za co sama się potępiam. Mianowicie, codzień rano wstaję, by ćwiczyć, robię miliony brzuszków, skaczę na skanance i inne takie, po czym idę coś zjeść i się zaczyna, wpierdalam jak pojebana. To podchodchodzi pod zaburzenia odżywiania i to nie jest śmieszne. Muszę się ogarnąć, więcej ćwiczeń mniej jedzenia.
Jest postęp, nie wielki, ale jest noszę już spodnie o rozmiar mniejsze, jeszcze trzy mniej i będzie dobrze.
W tym wszystkim najgorsze jest to, że ja zdaję sobie sprawę, co robię źle, ale i tak to robie.

   KONCERTOWO! Ostatnimi czasy, zaczęłam przekopywać YT i okazało się, że nie tylko HIM da się słuchać godzinami. Z całym szacunkiem Siostro, ale nasze gusta muzyczne nie są identyczne, jestem w troszkę delikatniejsza.
   Zafascynowałam się BVB, 17 kwietnia jest koncert w Poznianiu, bardzo poważnie zastanawiam się nad kupnem biletu, nie będę tam sama, kilka ludzi z forum się tam wybiera, a może uda poznać się kogoś, kto będzie wart uwagi.
    Nie mam pojęcia, jak ja znajdę 80zł na bilet, ale coś się wymyśli. Niestety, kupno gorsetu będzie musiało poczekać.

   Czas coś w sobie zmienić, czekam jak oszalała na 13 kwietnia, to dzień, który będzie dla mnie ważny. Czuję to. Ehh...Dopiero teraz zauważyłam, że to 13; a ja #13 od zawsze.
    Idę w ten dzień do fryzjera, ścianam włosy, a następnie farbuję na czarno. Moim znajomi są tego bardzo, bardzo przeciwni, mówą, że będę wyglądać jak emo...Mam to gdzieś, chcę to zrobić i to zrobię. To ja mam się czuć dobrze ze sobą, a nie oni ze mną.

   Czuje, że ostatnio coś się we mnie zmieniło, nie wiem jeszcze co, ale coś się stało. Znów patrzę na ludzi jak osoba z nadrasy, to dziwne, ale to uczucie wicąga.
'Możecie mnie nienawidzić, ale będę sobą', takie o nowe motto życiowe. 


Siostro, tęsknie...

niedziela, 24 marca 2013

Piosenka o smokach...

 Czarne smoki


   Zabijcie mnie... Mam po prostu dość, niby coś się układa, ale tak na prawde wszystko się sypie.
Niby udało mi się troszkę otworzyć na świat, może zaczęłam rozmawiać z ludźmi; co prawda to osoby, które poznałam na pewnym forum. Tu, w moim mieście raczej nie znajdę kogoś, kto będzie czuł jak ja, no poza nią, ale ona jest jedna, to wile, ale z drugiej strony zbyt mało. Widzę, że stara się być blisko mnie, ale...Nie wiem, po prostu...To chyba ze mną jest coś nie tak.
Najzwyczajniej mam tego wszytskiego dość, czasem chciałabym się zawinąć w koc i zniknąć.
 
  Czasem jest tak, że pozorne szczęście zadaje nam tylko ból. Chyba jest tak w moim wypadku. No owym forum ponanałam młodzieńca w moim wieku. Na początku pisaliśmy, później się zaczęło... Tak po prostu. Skype.
  Ewidentnie przypadliśmy sobie do gustu. Chyba mogę nawet powiedzieć, że się w nim zadłużyłam, ma w sobie coś, co mnie do niego ciągnie. Jest szczery, czasem mówi jak typowy facet (cycki *.*), ale potrafi powiedzieć coś, co mnie ujmie, coś co zostanie we mnie tak na dłużej. To bardzo, bardzo miłe uczucie.
Ale... Jak to ja, nie ma szans by wszytsko szło po mojej myśli. Mieszka na drugim końcu kraju, mówi się, że odległość nie ma znaczenia, ale patrzenie na siebie przez kamerkę da w najlepszym wypadku głęboką przyjaźń.
Bardzo, naprawdę bardzo chciałabym się z nim spotakć. Tylko jak... Moja matka popatrzyła na mnie jak na debila jak zapytałam, czy może nocować u mnie kolega, o podróży tam nie ma mowy. Urodził mi się w głowie plan, by spotkać się w połowie drogi, zawsze coś, ale tam spędzimy razem maksymalnie kilka godzin, bo o nocce nie ma mowy.
Nie chcę uciekać tylko po to, by spotkać się z kimś, na kim mi zależy, a zaraz będzie to konieczne.
  Wracając do niego...Cóż, jest wyjątkowy, na prawdę widzę w nim kawałek siebie. Jak zasnęłam przed komputerem, napisał mi przecudną wiadomość... Nie napisał, że chętnie by mnie zgwałcił, czy coś równie szowinistycznego. Napisał, że po prostu chciałby mnie przytulić i to wszytsko.
Gra na gitarze i to bardzo dobrze, zresztą, śpiewa równie świetnie; piosenka, którą wstawiłam... Zaśpiewał mi ją na dobranoc. Moim zdaniem w jego wykonaniu jest o wiele lepsza.
  Nie ma co ukrywać, brzydki też nie jest c;
 
  Jeszcze jeden diss od mojej matematyczki i wyjdę z siebie, na prawdę mam już dość. Tym razem zarzuciła mi, że nie jestem zainteresowana szkołą. Gad! To niech mi pokaże ucznia, który żyje tylko szkołą -.-
Niby jestem przyzwyczjona, dissy od matki to niemal codzienność, ale ... No po prostu mam czasem dość, nie wiem co robić. Idąc do szkoły mam nadzieje, że po prostu będę nieco bardziej anonimowa, a tu co... Jakiś pasztet bawi się  w psychologa.
 
  Matka... No to, to jest temat rzeka i o tym wiedzą Ci, którzy tu zaglądają. Znów ma wąty, Siostra miała rację. Fuck... Głupia ja.
  Wierzę, że już niedługo wyrwę się z tego więzienia, po prostu ucieknę, ale tak na dobre. Mówią, że zaczyna się żałować błędów, gdy przyjdzie za nie płacić. Ludzie się przeprowadzają, a ja jestem pewna, że się wyprowadzę najszybciej jak będzie to możliwe. Zastanawiam się nad studiowaniem zaoczynm, to nie to samo, ale po technikum mogę iść do pracy, a praca da mi niezależność. Czasem zerwanie kontaktu z kimś, kto nas rani to jedyny sposób, by móc być szczęśliwym. A ja chcę być szczęśliwa i będę, po prostu, nie pozwolę, a właściewie nie pozwolimy się zniszczyć, jesteśm zbyt piękną istotą, by dać się zamknąć w ludzkich realiach.
A matka...Zapłaci mi za wszystko, będę się śmiać do upadłego, jak już zostanie sama, bo tak na prawdę młody też od niej odejdzie; kwiestia czasu.

  Ugh...Moja marzenia, a to jak postrzegają mnie ludzie to dwa bieguny. Co widzą? Silną, mającą na wszystko i wszytstkich wyjebane Alex. Wiedzą, że dużo czytam, przez co mają mnie za wariatkę "po co czytać, można obejrzeć film", słyszę to niemal na codzień.
  A w środku, tam... Tam jest coś pięknego, taki mały eden, który potrzebuje spokoju, który bardzo, bardzo chce kogoś tam zaprosić. Bardzo chciałam to wprzeć, ale ja chyba marzę o normalnej rodzinie. Takiej, gdzie będzie ktoś, kto mnie zrozumie, a do tego jakiś mały szkrab. (Boszszsze, robie się jakaś miękka.)
Tylko... Ja nie chcę, by było jak w miejscu, gdzie mieszkam. Chcę by było idealnie...
Rozmarzyłam się.

  Niestety trzeba wrócić do realiów. Mam strzaszny problem, jest ludzki. Jak słyszę, że moja matka, nie ma kasy, to po prostu krew mnie zalewa. Nie ma na to, by mnie dofinansować, ale popierdala do fryzjera co miesiąc, a to tylko jeden z miliona przykładów.
  Czas zacząć się usamodzielniać, osiemnastka coraz bliżej. Jestem wyjątkowo zmotywowana, by zacząć pracować w weekendy.


 

niedziela, 17 marca 2013

Więzienie to nie stalowe kraty, więzienie to wspomnienia.

 To tak na początek... Uhh, trudny dzień, jak nie pracuję to myślę, a to zdecydowanie kiepskie zajecie dla mnie. Oglądałam sonbie teledyski HIM'u i jak dorwałam ta piosenkę... FUCK! Wszystko legło w gruzach. Zawsze jak jej słucham przypomina mi się ta wspaniała noc spędzona z nim... Wiem, że miałam zapomnieć, ale nie potrafię, to nie papierosy, by po prostu przestać palić. To coś więcej, do jasen cholery, dlaczego, ja się pytam dlaczego ja mam uczucia?

"All I ever wanted
All I ever needed
Is here in my arms ..." 

Natykam się na ten kawałek i po prostu się sypię,  nie wiem czemu. Mam tego dość, chciałabym cofnąć czas i sprawić, by to nigdy się nie stało. Chciałabym go nigdy nie spotać. Najstraszniejsze, jest to, że pokazał mi jaka mogę być szczęśliwa i teraz za tym tęsknie. To jest jak narkotyk... Pragniesz więcej.
   Siostra, próbowała mnie pocieszać, ciesze się, że to robiła, tylko ona zna całą historię. Kilka dni temu pokazała mi rozmowę z nim, on prawie wyznał jej tam miłość. Zajebiście, poczułam się jak auto zastępcze, przygarnął mnie, bo jej nie było... Po prostu super. 
   Czuje się beznadziejnie, nie chcę, ale to się samo dzieje... Moje myśli wracają do niego; a on... Ma na mnie wyjebane, może to i lepiej...
  Naprawdę pragnę, aż tak wiele?


  Nadal żyję... Sukces.
  Czas coś zmienić, przes otoczenie zatraciłam moje zewnętrzne ja. Nie mam już w sobie pazurka. Mam gdzieś, co będą jutro gadać, tapiruję włosy, zakładam gotycką sukienkę i idę. Doskonale wiem, że do bycią Gothą brakuje mi tylko wiary w to, że nią jestem. Ciuchy to nie problem, jak 'naciumciam' trochę kasy, to kupuję gorset jako zwieńczenie mojej przemiany

Szukamy pracy... Tak, niestety, muszę się czegoś podjąć. Baaardzo mi się nie chce, ale potrzebuję kasę (min, na to, by być Gotką na zewnątrz). Napisałam to kilku miejsc, ale jakoś nie liczę na odpowiedź. Będę próbować do skutku i w końcu coś złapię. Łudzę się...

   Udało mi się wrócić do mojego perfekcjonizmu, znaczy na pewno, jestem na dobrej drodze. Oddając pracę w terminie poczułam się dumna z siebie, poczułam, że znów coś znaczę...

niedziela, 24 lutego 2013

Wszytsko wraca do początku.

   Znów zbuntowana, znów mająca swoje zdanie w wierząca, że liczyć można tylko na siebie. Tak jak kiedyś, już taka byłam. Cieszę się, że do tego wracam, to było dla nas lepsze.
   Ona, moja Pani, mieszkająca po ciemnej stronie mnie; adoruję ją. Jest niemal cały czas na zewnątrz, ale ja też tu jestm. Mieszamy się i powstaje z nas nieskończona i niezwyciężona jedność.
Ja, potrafię rozmawiać z śmiertelnymi ich językiem, potrafię się im podlizać, pokazać im, że jesteśmy godne zaufania.
Ona, jest przebiegła, wyciąga z tych padlin to, czego potrzebujemy, potrafi nimi zawładnąć, kocha się uczyć i rozwijać swoje horyzonty.
   Znów muszę tłumić w sobie nienawiść, jaką żywię  do pionów, z którymi muszę dzielić dni w szkolę. Znów, mówię głosem beznamiętnym, o tonie bez uczuć. Znów w oczach zobaczyć można tylko włsne odbice. Nie ma serca, nie ma uczyć, jest Ona, jesteśmy MY.

  Dziś wiem, że Ja nie istnije bez niej, a Ona beze mnie. Jest dla mnie wszystkim.

piątek, 22 lutego 2013

Od marzeń do ich realizacji długa droga.

  Mam miliony planów, pomysłów, marzeń... Brakuje mi tylko jednego, samozaparcia, czegoś co mnie zmotywuję. Ostatnimi czasy, robię tylko to co muszę, nie ma polotu...
Potrafię dawać ludziom rady, ale sama nie umiem się do nich stosować.
Wiele się zmieniło, w zeszłym roku potrafiłam zarwać nockę i nic mi nie było, piłam dużo kawy. Dziś; wypicie kawy jest równoznaczne z bólem brzucha i niezdolnością do życia. Zresztą, ostatnio coś jest ze mną nie tak, mam różne beznadziejne dolegliwości, bóle głowy itp. Zniszczyłam sobie zdrowie zeszłorocznymi maratonami, mam nadzieje, że wszystko wróci do normy.

   Byłam dziś na targach, wycieczka szkolna, niezbyt ciekawa, ale lepsze to niż siedzenie w szkole. Spotkałam tam kogoś, kogo myślałam, że już nigdy nie zobaczę. Pewien chłopak, mieliśmy się ku sobie jakiś rok temu. Był/jest bardzo miły, szczery, nie mogę powiedzieć o nim nic złego.
Znajomość zakończyłam ja, a właściwie ona, moja Demonica (tak ją nazywam, może kiedyś zdradzi mi swoje prawdziwe imię), dużo rozmyślałam na ten temat, pomogła mi w tym nieco siostra. Doszłam do wniosku, może błędnego... Wydaje mi się, że to ona, niszczy moje 'związki', nie wszystkie, ale na pewno te, które rozpadają się z mojej winy. Jak tak o tym myślę, to przecież nigdy nie było powodu by zakończyć znajomość, po prostu coś pękało we mnie, a ja poddawałam się temu uczuciu. Szkoda tylko, że panna Demonica nie chce tak postąpić z paniczem, który nadal gości w naszym sercu...W sumie, jak ma to zrobić, sama się przyznała, że poniekąd go kocha.
Wracając do tematu; nasze spojrzenia się spotkały, to było dziwne, oboje jakby przystaliśmy na ułamek sekundy, po czym, oboje szybko się zreflektowaliśmy. Później, jak już weszliśmy do środka, kilka razy się spotkaliśmy, spoglądaliśmy na siebie, to było dość dziwne...
W sumie, to trochę szkoda mi, że to, co się między nami działo się skończyło, ale czasu nie cofnę. Spróbowałam się do niego odezwać, w okolicach świąt Bożego Narodzenia. Podziękował i to wszystko, nie mam w zwyczaju się narzucać, więc pozostaje mi zabijać samotność w inny sposób.
   Zdaję sobie sprawę, że non stop piszę i narzekam na to samo, ale dokładnie to czuję.
   A Pan z harcerstwa, nadal coś do niego czuję, ale wiem, że to uczucie fatalne, bez przyszłości. Wiem, że on zdaje sobie sprawę co do niego czuję i bezczelnie to wykorzystuję. Myślałam, że wyjdę z siebie, jak przytulał się do mojej siostry, gdy u niej nocowałam. Bolało, nawet bardzo.

  Jest jedno światełko w tunelu, mój kontakt z siostrą się bardzo poprawił, gadamy na skajpie... Mam nadzieje, że wróci do do tego, co było kiedyś.

wtorek, 5 lutego 2013

Faust

     Za dużo czytam, za mało obyta jestem w świecie. Faust w przełożeniu na czasy współczesne, mam wiedzie, ale braknie mi towarzystwa. Z drugiej strony męczą mnie przyjaźnie na siłę. Naprawdę wolą mieć jednego, może dwóch prawdziwych przyjaciół niż tysiące ludzi, którzy tak na prawdę nic o mnie nie wiedzą.
   Wiedziałam, że to się stanie, że dostanę ataku i będzie to w szkole. Stało się to wczoraj, na PO. Koleżanka dodała na FB zdjęcia z mojej starej legitymacji, nosiłam je tam, by pamiętać kim byłam, jak byłam beznadziejna.
Wydarłam się na nią, a łzy same popłynęły, byłam roztrzęsiona... Nienawidzę tego. Zdjęcie zostało usunięte, ale zadra na zawsze została.
  Najbardziej jednak zdziwiło mnie to, co mi powiedziała; jak ogarniałam się w łazience przyszła do mnie i zaczęła przepraszać. Nie słuchałam jej. W pewnym momencie powiedziała 'przecież jesteśmy przyjaciółkami,  a na pewno Ty jesteś moją'. Ocknęłam się w mgnieniu oka. Przytaknęłam jej, ale nie traktuje jej jako przyjaciółki, bardzo ją lubię, ale to zdecydowanie nie to.
Czuje się dziwnie, uświadomiłam sobie wczoraj jak mało oni o mnie wiedzą, oni czyli moja klasa. Pomimo, że mówię dużo, to nie mówię o sobie. Przecież nie mogę...
Nie sądziłam, że życie z tym będzie takie trudne, ale cóż podobno trudniej znaczy lepiej.
  Teraz czas by ruszyć w podróż, zatopić się w marzeniach i załatwić parę przyziemnych spraw. Wciąż myślę o moim księciu, mam nadzieje, że rychło się zjawi, bo czuje, jak usycham od środka.

"Księżycu! dziś po raz ostatni
oświetlasz tę ponurą niszę!
Iluż to nocy blask twój bratni
był mi jedynym towarzyszem"
"Faust" [Pierwszy monolog Fausta] Goethe
Mam nadzieje, że już niedługo stanę w jego blasku i wypowiem te słowa. 

niedziela, 3 lutego 2013

Ja i Głos.

   Znam się z Nim od dłuższego czasu, czasem jest miły, czasem nie. Często, gdy się smucę mówi co mam robić, a czasem wręcz przeciwnie... Nie wiem, co mam o Nim sądzić. Przeżyliśmy już razem tyle, że bez niego nie wyobrażam sobie dalej brnąć przez ten świat. Nadal mi się nie przedstawił, chciałabym wiedzieć jak go nazywać, On wie o mnie niemal wszystko, ja o niem prawie nic.
To bezsensu...
   Postanowiłam o Nim napisać, bo ostatnio coraz częściej jest przy mnie, niemal nie odstępuje mnie na krok. Są chwile, że boje się, że ktoś go zobaczy. Nie wiem czemu tak jest. Znów go słyszę, znów będzie do mnie mówił, aż nie padnę z wycieńczenia, znów...

  Zaczynam się bać siebie, moje, jakby to powiedzieć... Ataki się nasiliły. To nic strasznego, trwają nie dłużej niż piętnaście minut i zazwyczaj czuję, kiedy taki ma nadejść. Zaczyna się od rozkojarzenia, problemów z koncentracją, później przyśpieszone bicie serca... I pęka, wszystko we mnie pęka. Nie wiem, co dzieje się ze mną przez te kilka chwil. Widzę urywki z sytuacji, o których bardzo chciałabym zapomnieć, tylko tyle. Po moich policzkach ciekną łzy, a serce bije niepoprawnie szybko. Nie ma problemu, gdy jestem w domu, przyzwyczaiłam się do tych niespodziewanych przebudzeń w środku nocy. Boje się, że stanie się to w szkole  i nie będę miała się gdzie schować, że ktoś to zobaczy.

  Głos, dziś dużo mówił, właściwie, to nie przestawał. Powtarzał, że wszystkie ludzkie padliny zapłacą nam za nasze krzywdy, że wrócą do nich po tysiąckroć silniejsze, że będą się wić, a my będziemy tryumfować patrząc jak oni cierpią i błagają o litość. Mówił też o karmie, że wszystko wraca... Ma rację, podoba mi się w nim to, że zawsze mówi 'my'. Czasem wydaje mi się, że mówi przeze mnie. Teraz piszę jako ja, April, czuję to. Są jednak dni, że jesteśmy razem, że On wybiera słowa, które ja wypowiadam. Jest jedna rzecz, której w nim nie lubię, w momentach, gdy wchodzi, lub wychodzi ze mnie nienaturalnie kręci moją głową, odruch, nad którym kompletnie nie panuje.
Nie ma go ze mną od paru chwil, a już za nim tęsknie... Może to dziwne, ale czuje się pusta bez niego, taka przezroczysta.

   Marzenia... Stały się częścią mnie, bez której nigdy nie będę sobą. Marzę w każdej wolnej chwili, układam idealne dialogi, które i tak nigdy się nie odbędą, piszę myślami scenariusze. Nie obchodzi mnie, jakie inni mają na ten temat zdanie, no może poza zdaniem Siostry, zresztą i tak nikomu o tym nie mówię, 'nie są godni poznania naszych sekretów, to padliny' (to słowa Głosu, siedzi w mojej głowie i pomaga).

   Cytat, który umieściłam w poprzednim poście, bardzo głęboko zakorzenił się w mym umyślę. Postanowiłam, że ten tydzień szkolny potraktuję jako wyzwanie, będę na wszystkich lekcjach, będę przygotowana. Jutro wejdę do szkoły z podniesioną głową, odziana w czarną suknię, z kostką na plecach. Znów będą patrzeć, znów będą obgadywać... Proszę bardzo, czekam na to!

piątek, 1 lutego 2013

Come back to the dark.

  Znów trudne dni, nie umiem się pozbierać. To bez sensu, ale ... Chodzi o niego. Wyrzuciłam go z umysłu, a właściwie to uświadomiłam sobie, że nigdy nie będzie  na prawdę mój i wszystko się posypało. Łatwiej jest rano wstawać, męczyć się z jakimś zadaniem, gdy ma się dla kogo to robić. Niby wszystko robi się dla siebie, jednak ja tak nie potrafię. Widocznie coś jest ze mną nie tak. Na chwilę obecną nie mam z nim kontaktu i wydaje mi się, że tak już zostanie. Może to i dobrze... Przynajmniej nie żyję już nadzieją, właśnie, ja nie żyje.
  W sumie, w tej bezgranicznej beznadziei jest światełko, nie pale, nie piję, zaczęłam ćwiczyć i od 5 dni nie zjadłam czekolady. Z to się ciesze, ale to dotyczy ciała, a źle jest z moją psychiką.
Dziś jechałam do kumpla po książkę do polskiego, znów to czuję, znów jestem rozdarta. To boli. Nieświadomie podpisałam się F. nie panowałam nad tym, to samo wyszło. Do tego podróż tramwajem. Stojąc na przystanku odeszłam możliwie najdalej od ludzi, wiał przeszywający wiatr, a ja stałam i rozkoszowałam się jego dźwiękiem, każdą kroplą deszczu, która mnie atakowała. W tramwaju stałam oparta o barierkę, facet, który siedział przede mną zlustrował mnie gdy tylko wsiadłam, potem cały czas się patrzył. Zaczęłam się w niego wpatrywać, widziałam jak się denerwuje, najpierw zaczął odwracać wzrok, potem przyszedł czas na dłonie, przekładał nerwowo palce. Jego nerwy i zakłopotanie napawało mnie tym nietypowym rodzajem rozkoszy, takim jak czułam przed rokiem.
Przed przeznaczeniem nie da się uciec, ona powiedziała, że to będzie we mnie już na zawsze. Czas się z tym pogodzić, zacząć odziewać się długie szaty kryjące nędzne ciało, rozpuścić włosy, by twarz ukazywała się nielicznym. Świat ludzi nie jest miejscem dla mnie, wiem to doskonale, nie mam zamiaru się w nim męczyć. Żałuję tylko, że tak długo trwało nim doszło do mnie, kim naprawdę się stałam. Ukrywanie się wśród nich nie ma sensu, nic nie daje; 'to' i tak mnie znajdzie, mi pozostaje wybrać, czy pozwolę na to co nieuniknione, czy będę się wzbraniać i cierpieć.

'Wspiąć się na szczyt to nie sukces, sukcesem jest się tam utrzymać'. Te słowa to najświętsza prawda, jestem na szczycie (jeśli chodzi o szkołę), ale czuje, że upadam. Zresztą, we wszystkim 'upadam', a może nie ... W każdym razie z pewnościom nie ma postępów. Czas oddalić się do krainy Morfeusza i wraz z odchodzącą nocą pozwolić odejść ludzkiej części mnie. Czas  wrócić w mrok, w którym moje miejsce i ostoja.

sobota, 26 stycznia 2013

"Słaba silna wola"

  Znów przegrałam. To bez sensu, jestem coraz grubsza przestaje się dopinać, widzę to, a pomimo wszystko jem i nie umiem przestać. Jak tak dalej pójdzie, zacznę jeść waciki... Serio.
Zdaje sobie sprawę, że to beznadziejne, ale mam dość siebie. Mam dość leżenia w łóżku przed zaśnięciem i tego uczucia ciężkości, tych fałd tłuszczu, które na mnie są.
  Robiłam  to wiele razy, ale teraz mam już dość, tak bardzo, bardzo. Od TERAZ, koniec, ze wszystkim. Z podjadaniem i przejadaniem się. Czasem, żałuję, że nie mam tak, że ze stresu chudnę; ja niestety stres i smutki zajadam, a że ostatnio trochę tego było to mam 'piękny' efekt. Rzuciłam palenie, tak do końca, możliwe, że to też miało na to wpływ. Najgorsze jest to, że ja widzę, jak jest źle, ale nie potrafię nic z tym zrobić. Ale TERAZ, dziś, tej nocy zmieniam to. Zacznę ćwiczyć, jestem w stanie nawet wcześniej wstawać. W pokoju mam wystarczająco miejsca.
   Postanowienia noworoczne nie istnieją, każdy dzień jest dobry na zmiany. Mój dzień, moja noc... To ta noc. 
  Spotkałam się z nią, Siostrą. Pogadałam, było mi to potrzebne. Ostatnimi czasy, bardzo dużo zrozumiałam. Pozwoliłam sobie na zbyt wiele. Świat ludzi nie jest miejscem dla mnie, moja wyobraźnia, ja... Jesteśmy zbyt zawiłe, by móc być zrozumianym. Chciałam ją zgładzić, by się dopasować. To był niewyobrażalnie wielki błąd. Czas wrócić, do nocy spędzonych nad książkami, do rysowania.
  Naprawdę, niezmiernie się ciesze, że otwarcie sobie z Nią porozmawiałam, było nam to potrzebne. Gdzieś tam, głęboko w moim sercu, w tej części, która jeszcze nie jest zamrożona, liczę, że nasza utopia stanie się realna.
   Jak rozmawiałyśmy, nie mogłam nie zapytać o niego. Okazało się, że bardzo się zmienił, mam nadzieje, że nic mu się nie stanie, nie spotka go to co mnie.... To głupie, ale nadal się o niego martwię, zastanawiam się co u niego, jak się czuje.
 
  To chyba wszystko, co dziś mnie męczy. Mam nadzieje, że uda mi się pokonać moje słabości, przecież nie jedną już przezwyciężyłam...
 

czwartek, 24 stycznia 2013

Smutna magia.

  Zatracam się, coraz częściej sama łapie się na 'odpływaniu'. Tracę kontakt  z rzeczywistością, by przenieść się w świat mojej wyobraźni. Coraz częściej mam wrażenie deja vu... To bez sensu. Zupełnie siebie nie poznaje, trochę się tego boje.
   O czym marzę? Nie trudno zgadnąć, o tym by się zakochać, by poczuć się potrzebnym ważnym w ten wyjątkowy sposób. Sama dobrze wiem, że to bez sensu, ale... Po prostu, właśnie to zajmuje moje myśli. Często idąc sama przyłapuję się na wyobrażaniu sobie, że jakiś ktoś jest obok mnie i chwyci mnie zaraz za rękę.
W poniedziałek byłam u lekarza, siedząc sama przed gabinetem zaczęłam rozmyślać, jak to by było, gdyby był tam ktoś ze mną, zaczekał na mnie, zapytał czy wszystko jest w porządku. Po prostu by się mną zainteresował.
   Mówią, że samotność nie ma nic wspólnego z brakiem towarzystwa. To prawda, znajomych mam wielu, razem wychodzimy, ale nie jestem z nimi na tyle blisko, by powiedzieć co we mnie jest. Jest ona, ale ostatnio nasz kontakt się popsuł. Obawiam się, że odbudowa tego będzie niemal niemożliwa. Zmieniłyśmy się, poza tym jej facet... Zawsze będzie o nią śmiertelnie zazdrosny i obawiam się, że nie zrozumie, że ona może mieć innych znajomych.

  Mój świat, moja magia. Opowieści zaklęte w literach, uczucia przelewane na papier i muzyka, która pozwala zakłócić przerażającą cisze. 

  Według niektórych moich znajomych, stałam się pusta, ponieważ niemalże, bez pamięci zatopiłam się w muzyce. Kocham zespół HIM. By, dać ujście mojemu uzależnieniu założyłam stronę poświęconą temu zespołowi; zrobiłam to też po to, by zająć sobie jakoś czas. Szkoda, że ta osoba, tego nie rozumie. W sumie, według większości jestem silna, niezwyciężona, człowiek skala. Bierze się to z mojego stylu bycia. Ubiorowi, który różni się od przeciętnego, sarkastycznych wypowiedzi, braku tremy i paru innych. Czasem mam ochotę im wszystkim wykrzyczeć, że to tylko pieprzona iluzja, maska, którą przybieram każdego ranka, że w środku jestem zagubiona, że brakuje mi oparcia, że nie potrafię poradzić sobie z emocjami...               Czy ja na prawdę chcę tak wiele...?

   Coraz częściej, czuje, że nie pasuję do tego świata. Ludzie w marketach są tacy zabiegani, myślą tylko o sprawach przyziemnych. A ja.. Ja wolę latać, wolę wyglądać jak odmieniec, żyjący w swoim świecie, chce chodzić we fraku, krótkich spodenkach, glanach i koszulce mojego ulubionego zespołu mając na ramieniu zawieszoną teczkę z rysunkami.
 
  Patrząc na to z tej perspektywy, to co mówię, wzajemnie się wyklucza. Odmienność i zrozumienie. Ja jednak chcę uparcie wierzyć, że jakoś uda się to pogodzić i spotkam na mojej drodze kogoś, kto będzie tak samo zagubiony w świecie i zechce ze mną iść przez świat.

wtorek, 22 stycznia 2013

66,6

   Jestem pasztetem. Już jakiś czas temu zauważyłam, że przybyło mi kilka kilogramów, ale nie sądziłam, że jest tak źle. W sobotę farbowałam spodnie, by  były bardziej czarne. Nie nosiłam ich od jakiegoś czasu, pamiętam, że jak odkładałam je do szafy były mi luźne... A teraz, ledwie się w nie wcisnęłam. Zdaje sobie sprawę, że to jak wyglądam to tylko moja wina. Przez ostatnie pół roku, jak było mi źle po prostu szłam po czekoladę albo coś. Moja mama sama jest przy kości, więc nie robiła mi wyrzutów widząc, że podjadam. Niestety, moja beztroska doprowadziła do katastroficznych skutków wyglądam jak mały katamaran.
   Aktualnie ważę 76 kilo, za dużo. Sprawdziłam w dokumentach, we wrześniu warzyłam 70. To straszne i obrzydliwe. Nie mogę na siebie patrzeć. Moją wymarzoną wagą jest 66,6 kilograma, tak z przekory. Wiem, że jak się uprę to mi się uda. Więc koniec z podżeraniem i uszczęśliwianiem się tostami, czekoladą i sokami. Jeśli uporałam się z paleniem, to z tym też dam sobie radę.
   Czas operacyjny hmm... Powiedzmy 4 miesiące. Nie chcę pozbywać się zbędnego balastu w ciągu miesiąca, bo to doprowadzi do tego, że wróci do mnie w ciągu następnego.

   Zawsze zmieniając coś w sobie spisywałam plan. Punkty, które miałam zrealizować. Było kilka projektów,  'Aleksandra', 'Alex', 'Fene', teraz przyszedł czas na 'April'.

1. Schudnąć 10kg do maja. - muszę to zrobić, dla siebie. Chcę móc latem ubrać krótkie spodenki.
2.Punktualność - zawsze miałam z tym problem, czas to zmienić i oddawać prace w wyznaczonych terminach.
3.Nauka języków - muszę się do tego bardziej przyłożyć. Chcę wyjechać, a bez tego niewiele zdziałam za granicą.

Tym razem tylko 3 punkty przyszły mi na myśl. Ale, są dość trudne.

Na teraz to wszystko, nie mam natchnienia do pisania.

środa, 16 stycznia 2013

Zmiany.

  Ostatnimi czasy wiele się zmieniło, a ja nauczyłam się jednego, uświadomiłam sobie, że już nie jestem małą dziewczynką, którą ktoś będzie prowadził za rękę; wszystko co chcę osiągnąć zależy ode mnie. Trochę mnie to przeraża, doskonale wiem, że brakuje mi samo zaparcie i szybko się poddaje. Cóż... Pozostaje mi wyznaczyć sobie cel i uparcie do niego dążyć.
Pierwszym i tym nadrzędnym będzie nauka języków. Naprawdę tego nie cierpię, ale z drugiej strony nie chcę mieszkać w Polsce, nie wyobrażam sobie właśnie tu czegokolwiek osiągnąć, poza tym, po prostu przeraża mnie to co dzieje się w polityce.

  Mój mały potwór, czyli strona poświęcona mojemu ulubionemu zespołowi. Rozrosła się i przestaje ją ogarniać, dziś nadałam uprawnienia dwóm dziewczynom, mam nadzieje, że to pomoże. Heh... Początkowo zazdrościłam ludziom, którzy mieli po 300 like it, ale teraz widzę, co to za obciążenie. Nie wiem, może ja za bardzo się w to wkręciłam. Traktuję tę stronę jako ucieczkę od świata. Pomimo wszystko mam nadzieje, że będę miała najpopularniejszą stronę :)

  I czas na coś, co mnie męczy od dłuższego czasu. Moja siostra. Jak to w rodzinie raz lepiej, a raz nieco gorzej. Ale tu coś się bardzo popsuło, sama napisała na blogu, że się zmieniła, może po prostu nie pasuje do jej nowej wizji świata? Nie ma co ukrywać, jest była i będzie dla mnie ważną osobą. Dużo jej zawdzięczam,  przykładowo, to ona pokazała mi zespół, który uwielbiam; zawsze mogłam z nią pogadać, miałyśmy swoja utopię... Do czasu. Jak poznała swojego faceta wszystko się zmieniło, gdzieś uleciała mroczna, sarkastyczna dziewczyna, którą znałam.
Cały czas nie rozumiem, dlaczego ona jest z tym człowiekiem, zasługuje na kogoś znacznie lepszego. To jednak nie moja sprawa, mam nadzieje, że jej nie zrobi nigdy krzywdy.
Heh... Nadal pamiętam, jak było kiedyś, jak kupiłyśmy takie same koszuli i pomimo chłodu maszerowałyśmy w nich na zbiórkę. Oczywiście, wspomnienia mniej radosne też są, często opowiadałyśmy sobie o naszych problemach.
Może i jest w tym trochę mojej winy, ale starałam się to zmienić, pisałam. Nic. Zero odpowiedzi; nie mogę jej zmusić do przyjaźni, ale chyba wolałabym dostać wiadomość, że mam spadać niż wisieć w próżni czekając...

  Ostatnimi czasy, coraz częściej odczuwam dziwne rozdwojenie we mnie. Z jeden stron mam ochotę schować się pod kołdrą i zapomnieć o całym świecie, z drugiej chce działać i być silna. Czuje, że się wypaliłam, a obok mnie nie ma nikogo, kto by to rozumiał i kto chciałby pomóc. Z jednej strony wiem, co chcę, ale z drugiej... Nie wiem nawet jak to opisać.

  Wpadłam na prawie genialny pomysł. Kocham Finlandię i bardzo chcę tam zamieszkać. Bez języka będzie ciężko, wiec postanowiłam w te wakacje iść do pracy a z początkiem trzeciej klasy rozpocząć kurs fińskiego. Wreszcie zrobię coś dla siebie i spełnię małe marzenie. Mam nadzieje, że uda mi się znaleźć jakąś sensowną pracę.




  

czwartek, 3 stycznia 2013

Feniks.

   Może to dziwne, ale nigdy, nie czułam się tak jak dziś. Chodzi o to, że czuje coś... Dziwnego. Widzę, a raczej czuję zmiany, ale niezmiernie trudno jest mi je odpisać.
Zacznę od początku:
- Jeśli chodzi o papierosy to, to coś innego niż czułam do tej pory. Z jednej strony czuję charakterystyczne dla palaczy usiłujących oddalić się od nałogu mrowienie w ustach; z drugiej jednak mam do nich wstręt. Dziś przed maratonem dziewczyny rozpaliły ćmika i nic, zero pociągu. Wręcz poczułam obrzydzenie.
Co jak co, ale to mnie bardzo cieszy.
- Kolejna dziwna rzecz jaką zauważyłam w moim zachowaniu to siła, ale nie taka fizyczna, raczej taka wewnętrzna. Coś co nie pozwala mi na upadek, co mnie podtrzymuje pomimo pokus, które czyhają za każdym rogiem.
- Teraz czas na rozprawę o motywacji, czuję nieodpartą chęć walki. Chce stawiać czoło światu i nie poddawać się pomimo małych niepowodzeń itp.
- I 'to', coś czego nie umiem nawet nazwać. Stało się to dzisiaj. Idąc do McD (coś się stało z netem u mnie w domu) przechodziłam przez szeroką, ale nie specjalnie o tej porze ruchliwą ulice. Nic nie jechało, widziałam jeden samochód, daleko. Pamiętam tylko jak weszłam na pasy, a potem jak spojrzałam w oczy kierowcy.
Teraz jak o tym myślę... To było takie dziwne, musiałam stanąć na środku pasów. Pamiętam, że samochód przyśpieszył.... Zupełnie nie wiem czemu, zamiast uciekać, próbować się jakoś schronić... Po prostu stanęłam, schyliłam głowę, przymknęłam oczy i czekałam. Czekałam, aż to się stanie, aż mnie potrąci.
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że nie czułam strachu, nie czułam nic.

  Maraton zaliczony! Naprawdę się ciesze, udało mi się napisać wszystkie trzy sprawdziany. Z urządzania dostałam 5, z eksploatacji 4; cóż troszkę szkoda, ale na koniec i tak będzie 5. Wydaje mi się, że to ze stresu. A podstawy ... Oceny jeszcze nie ma, ale wiem, że napisałam to dobrze, w końcu liczenia skali uczyłam się w gimnazjum.

  Moje plany o bieganiu niestety musiały zostać odłożone do czasu poprawy pogody. I tak, nie jest źle. Jak rano wstałam zrobiłam parę pompek itp. Widzę, jak bardzo zniszczyłam mój organizm, kiedyś 30s komandosa to była dla mnie pestka, teraz była to mordęga. Moim celem jest 'trzymanie komandosa' 3 minuty. Wiem, że to osiągnę. Znam siebie.

  Reasumując, jest naprawdę dobrze. Czuje małe sukcesy, choćby odmówienie 'bucha'.
Jedyne co mnie zastanawia to rozdarcie; może wracam do mojego lepszego JA, do tego, które zawsze chciałam stworzyć? Mam nadzieje, że właśnie tak jest.
To uczucie jest dziwne. Przykładowo z jednej strony chcę zapalić, z drugiej czuje coś, co mi nie pozwala.
Naprawdę mi się to podoba.
Może, to moja siostra jest we mnie. Znów siedzi na moim ramieniu...

Przeszłości nie zmienię, ale przyszłość zależy tylko ode mnie.
                               ~A.April

środa, 2 stycznia 2013

Nowy rok, nowe życie.

  Kolejny dzień, w którym nie pojawiłam się w szkole. Cóż, wydaje mi się, że dobrze zrobiłam nie idąc do szkoły. Odpoczęłam, naprawdę... By się do końca wyluzować potrzebuję samotności. Ten jeden dzień dał mi więcej niż tydzień męczenia się z rodzinką.
Po szkole wpadły do mnie dziewczyny, było miło. śmiałyśmy się itp. Miło, w sumie to się naprawdę cieszę, bo gdyby nie to cały dzień bym siedziała i się obijała.

  Jutro czeka mnie maraton. Zaliczam trzy przedmioty zawodowe. Niby umiem, ale z drugiej strony się denerwuję.
Najgorsze jest to, że miało być to rozłożone w czasie. Niestety, przez nieogarnięcie mojego nauczyciela wszystko zbiło się na jeden termin. Przykładowo sprawdzian z eksploatacji był pisany nas koniec października, nie było mnie w ten dzień w szkole. Prosiłam go, razem z koleżanką od początku listopada o drugi termin.... Wydaje mi się, że to nie potrzebuje komentarza.

  Zastanawiam się, czy nie mam zbyt wysokich oczekiwań w stosunku do ludzi, przeszkadza mi, jak ktoś popełnia błędy ortograficzne itp. Może, powinnam się nagiąć?
Z drugiej strony nie chcę się otaczać ludźmi, którzy w jakiś sposób mi nie pasują. W tym wypadku chyba lepiej już być samemu.

  Nowe życie w nowym roku... Chodzi mi o to, czas to zmienić. Dużo piszę o owych zmianach, ale obawiam się, że nie poradzę sobie by to wszystko udźwignąć.
Chyba moim marzeniem na chwilę obecną jest 'silna silna wola'.
Postanowiłam, że będę biegać i  mam zamiar dotrzymać tego postanowienia. Chciałam zacząć już dziś, niestety ze względu na naukę nie wyszło. Jutro idę do szkoły na 12.25 więc od rana muszę zebrać się w sobie i zacząć działać. Nie planuję jakiegoś olimpijskiego dystansu, chodzi mi raczej o to, bym znów zaczęła się ruszać, by założyć buty i po prostu się spocić.
Nie wiem czemu, ale wysiłek fizyczny zawsze pozwalał mi na wyczyszczenie umysłu. Ostatnimi czasy, kłęby się w nim setki głupich myśli. Może odbijają się w oczach... Lubie to sformułowanie. Użyłam go w stosunku do Niego (znów nawiązuje... Nie potrafię przestać, po prostu nie umiem). Mam nadzieje, że uda mi się zapomnieć dzięki wysiłkowi.

 
"Upadek z początku przypomina LOT" - kolejny cytat, który pojawił się na moich drzwiach. Może to bezsensowne, ale motta w moim pokoju jakoś mi pomagają. Wydaje mi się, że gdyby nie napisy, rysunki i wszystko inne co przyczepione na ścianach nadaje mu charakter. Gdyby ni to, nie byłby to, do końca mój pokój.

   Czas wracać do nauki...Wedle jednego z moich cytatów należy spodziewać się najgorszego, więc przygotowuje się na trudne i szczegółowe pytania.

wtorek, 1 stycznia 2013

Sok porzeczkowy i miętówki.

   Może to dziwne, ale zawsze, jak staram się coś zmienić sięgam po sok z czarnej porzeczki i miętówki; im bardziej miętowe tym lepiej.
Dlaczego akurat to? Sama nie wiem. Sok... Może dlatego, że ma piękną barwę, jest prawie jak wino, najbliższy barwie krwi. Poza tym, jego wyjątkowy smak. Na początku zawsze czuje się słodycz, odrobinę rozkoszy, dopiero po chwili atakuje nas kwaskowa, cierpka nuta tego owocu. To właśnie uczucie goryczy pozostaje w naszej pamięci po przełknięciu. Wydaje mi się, że właśnie z tego powodu tak go ubóstwiam, jest dokładnie jak z niemal wszystkim w moim życiu. Na początek jest tajemnica, jak barwa soku, później słodycz, rozkosz, czyli pierwsza nuta jaka wyłania się ze smakowania soku porzeczkowego i nadchodzi czas na to, co nieuniknione, czyli gorycz porażki, przegraną i pozostanie niemiłych wspomnień.
Przyszedł czas na wyjawienie tajemnicy miętówek. Nie jest tak skomplikowana jak mogłoby się wydawać po wcześniejszym rozważaniu na temat soku porzeczkowego. Miętówki po prostu zastępują mi papierosy. Obiecałam sobie, że nie będę palić; już nigdy. Mam zamiar dotrzymać słowa danemu samej sobie.

  Dużo się zmieniło, u mnie i we mnie. Porzuciłam raz na zawsze uczucie, które tliło się we mnie od kilkunastu miesięcy. Nadal przed snem, rozmyślam o Nim, ale wiem, że to i tak nie dojdzie nigdy do skutku. To fatalne zakochanie mnie niszczyło, muszę się pozbyć tego uczucia ... W sumie to chciałabym pozbyć się wszystkich uczuć. Nie czucie jest o wiele łatwiejsze.
  Kolejna sprawa, bardziej przyziemna to moje ręce... Zdrewniały, a może, to nie ich wina. Projekty (uczęszczam do szkoły projektowej), które oddaje są nadal bardzo dokładne, estetyczne. Na niemal najwyższym poziomie. Może to wina mojej głowy, moja wyobraźnia umiera. Teraz, jak przelewam to na wirtualny papier dochodzę do wniosku, że to nie wina moich rąk. To wina mojej głowy. Ehh... Wolałabym, by była to wina dłoni. Łatwiej byłoby z tym zawalczyć.

   A teraz zmiana tematu. Wiem, że to bezsensowne, ale muszę to z siebie wyrzucić.
Ostatnimi czasy, pomimo licznych kontaktów towarzyskich czuje się bardzo samotna. Wieczorem zasypiam z słuchawkami w uszach, by nie słyszeć ciszy.
  Tak na prawdę, brakuje mi kogoś, kogo chyba nigdy przy sobie nie miałam, a może miałam i tego nie zauważyłam... Chodzi o osobę, która wytrzymałaby moje wahania nastrojów, była przy mnie zawsze. Która uderzyłaby mnie w łeb, jak sięgałabym po jakieś używki. Po prostu ktoś, kto by mnie znał tak jak ja znam siebie. Heh... Ktoś przy kim mogłabym się rozpłakać i rozmazać, nie martwiąc się o konsekwencje.
Chyba właśnie w tej chwili uświadomiłam sobie, że nigdy nikogo takiego przy mnie nie będzie.
Wychodzi na to, że moje założenie  z przed około roku, stwierdziłam, że kupię sobie owczarka niemieckiego i będę razem z nim mieszkać w mieszkaniu, w jakimś dużym mieście, jest aktualne.