niedziela, 27 października 2013

Pomroczność jasna?

   Jest środek nocy, a ja nie mogę spać. Próbuje skupić się na tym co najważniejsze, czyli na lekcjach. Nie mogę. Za dużo myślę. Chyba wpadłam po uszy. Wiem, że mój umysł potrzebuje kontroli, wiem że nie mogę go rozgrzewać bezwartościowymi uczuciami.
Walczę ze sobą, to nie jest wyrównana walka. Chłopak, który był narzędziem w Twoich rękach nie jest mi obojętny. Nie przyznam się do tego głośno. Potrafię to w sobie stłumić. Na co dzień nie mam napadów wspomnień, smutku. Po prostu idę do celu.
Za około miesiąc jest koncert, wiem, że tam będzie. Chcę tam iść? Nie wiem. "Walczy się do końca", ale czy ja o niego walczę? Chyba bardziej zależy mi by pokazać mu się z jak najlepszej strony. Ubrać się tak jak na mnie przystało (btw zamiast się wyszykować idąc z nim do klubu ubrałam jeansy i koszulkę x.X), lekko wyzywająca, przyciągająco. Tak by pokazać moją zadziorność. Wygląda to jakbym chciała zagrać mu na nosie. Tylko, czy jemu da się zagrać na nosie? Teoretycznie każdy ma uczucia, ale z drugiej strony znam go zbyt słabo, by móc odnaleźć jego słaby punkt.
   Nie wiem, czy jet to dobry pomysł. Ale są tylko dwie możliwości, uda się lub nie. Jeśli nie spróbuję, to pewne jest, że się nie uda, pewne jest, że będę żałować. Żyje się raz, a żałować można tylko decyzji niepodjętych. Postawię wszystko na jedną kartę! Gorzej i tak nie będzie. Jeśli on nie zrozumie (w co szczerze wątpię) prawdziwego powodu mojej obecności. Czeka mnie świetna impreza w Twoim towarzystwie Piękna.

1 komentarz: