Znów robię to co kocham, co prawda nauka przychodzi mi z trudem przez przerwę jaką sobie zrobiłam, ale i tak ciesze się, że do tego wracam. Wyciągnęłam Krystynę zza szafy, ołówki z każdym dniem są krótsze.
Mam ochotę krzyczeć. Iść do ludzi, którzy tak bardzo pragną mojej zguby i napsuć im krwi. Stanąć przed widownią pustych i ciemnych istot ludzkich żywiących się niepowodzeniami i wykrzyczeć im prosto w twarze co o nich wszystkich myślę.
Ale nie...Nie zrobimy tego. Będziemy słuchać ich obelg, będziemy je z pokorą przyjmować. Pochylimy głowę, a na naszej twarzy pojawi się mały niezauważalny uśmiech. I on tam będzie.
Będziemy ciężko pracować, by znów wzbić się na wyżyny, będziemy grać i lawirować między wami ciemnymi by osiągnąć cel.
Aż nadejdzie dzień, w którym istota ciemna i pusta zwróci się o pomoc. I wtedy pokażę się JA, podniosę głowę i spojrzę w oczy i przypomnę jej, jak Ją raniła, jak zadawała jej rany, które JA musiałam opatrywać. I zniszczę tę nic nie wartą istotę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz