sobota, 28 grudnia 2013

Niemy krzyk.

  Tyle myśli w głowie, tyle obaw, tyle trosk, tyle radości, tyle marzeń do spełnienia. Moja głowa pęka od natłoku myśli. Zamknęłam się na świat i otworzyłam umysł. Już prawie zapomniałam, jak to jest widzieć i słyszeć więcej.
Znów robię to co kocham, co prawda nauka przychodzi mi z trudem przez przerwę jaką sobie zrobiłam, ale i tak ciesze się, że do tego wracam. Wyciągnęłam Krystynę zza szafy, ołówki z każdym dniem są krótsze.
Mam ochotę krzyczeć. Iść do ludzi, którzy tak bardzo pragną mojej zguby i napsuć im krwi. Stanąć przed widownią pustych i ciemnych istot ludzkich żywiących się niepowodzeniami i wykrzyczeć im prosto w twarze co o nich wszystkich myślę.
   Ale nie...Nie zrobimy tego. Będziemy słuchać ich obelg, będziemy je z pokorą przyjmować. Pochylimy głowę, a na naszej twarzy pojawi się mały niezauważalny uśmiech. I on tam będzie. 
Będziemy ciężko pracować, by znów wzbić się na wyżyny, będziemy grać i lawirować między wami ciemnymi by osiągnąć cel. 
   Aż nadejdzie dzień, w którym istota ciemna i pusta zwróci się o pomoc. I wtedy pokażę się JA, podniosę głowę i spojrzę w oczy i przypomnę jej, jak Ją raniła, jak zadawała jej rany, które JA musiałam opatrywać. I zniszczę tę nic nie wartą istotę. 


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas.

  Kolejna moralizująca rozmowa, która ma doprowadzić do zmiany mojej postawy wobec matki i rodziny z jej strony. To zaczyna wyglądać jak jakiś obrządek, co dwa tygodnie kobieta, która mnie urodziła dzwoni z płaczem do Taty i żali się na mnie. Osobiście zaczyna mnie to nudzić.
Czy na prawdę tak trudno jest zrozumieć, że jeśli mam zmienić moje postępowanie to potrzebuję jakiejś zachęty? Wracam do domu i słyszę krzyki, słyszę jaka jestem beznadziejna i jak bardzo matce jest wstyd, że akurat ja jestem jej dzieckiem. Każdy, dosłownie każdy w końcu uwierzy w słowa, które są mu powtarzane niczym mantra. Złamałam się, ale jest lepiej. Musi być.
 
Ostatnie trzy miesiące były pasmem niepowodzeń i  nieporozumień. Zaczęło się od spaceru z młodzieńcem, który wydawał się być inny. Wydawał...słowo klucz. Chciał ode mnie dostać zbyt wiele, uciekłam, udało się. Niestety moja noga ucierpiała. Dziś patrzę z obrzydzeniem na ortezę. Wspomnienia bolą... 
Na następny dzień dowiedziałam się, że babcia nie żyje. Może nie było widać, może nie uroniłam łez, ale cierpiałam. Moralna czkawka wciąż mnie męczy, przecież mogłam ją częściej odwiedzać. Teraz i tak już nic nie zmienię.
Zaczęła się szkoła, chciałam być silna Ale jak być dumnym, gdy podpierasz się kulami, a Twe ciało rozrywa ból? Miesięczne wolne nie przyczyniło się do dobrych wyników.
Praktyki, niby wszystko dobrze, niby się pozbierałam. I pojawił się on przystojny, arogancki młodzieniec, który bez trudu zawrócił mi w głowie...Jak dalej się to potoczyło, wiadomo.
Pogubiłam się, bardzo się pogubiłam. Ciesze się, że teraz mogę spojrzeć w lustro i się do tego przyznać. To duży krok w stronę powrotu ma moją ścieżkę.
Doskonale wiem, że moja matka robi wszystko by mnie zniszczyć. To boli, nie ukrywam. Mam czasem ochotę jej oddać, uderzyć, ale nie...Nie zrobię tego, nie teraz. "Zemsta jest rozkoszą bogów", pozostaje mi się dobrze przygotować i pokazać jej gdzie jej miejsce. Zniszczę ją, obiecuję.
   Tegoroczną wigilię pomimo innych ustaleń spędzam u Taty. Tam czuję się coraz lepiej, coraz bezpieczniej. O jego domu mogę pisać Dom, bo zawsze mogę tam porozmawiać o troskach i `radościach. Ciesze się, że odnalazłam takie miejsce.
   Usprawiedliwiam się, wiem.

  Odchodząc od tematu, zabrałam się do paru spraw od złej strony. Sytuacja w domu na tyle mnie przejęła, że zapomniałam o mojej masce uroczej, miłej i kochanej dziewczynki. Czas do tego wrócić. Będzie ciężko wiem, ale nie ma rzeczy niemożliwych. ~Nie dla nas. 
Mam czas do końca roku, by przygotować się do kolejnych etapów walki, by przygotować się do osiągnięcia celu. ~Nadchodzę!

  Wczoraj po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zapaliłam świece. Znów to poczułam, lekki wiatr we włosach, siłę i spokój, wewnętrzny spokój.

  Kochana, mam nadzieje, że to o czym ostatnimi czasy dość często rozmawiamy to nie gra z Twojej strony. Wiem, że nie powinnam mieć takich obaw, ale wiesz jak bardzo stargana jest moja dusz. Jeśli tylko się na to zdecydujesz...Będę czekać. Nawet nie wiesz, jak bardzo chcę odbudować naszą utopię.

"Towarzyskość to niebezpieczna rzecz, a może się okazać nawet zgubna w skutkach, ponieważ oznacza kontakt z ludźmi, z których większość jest ciemna, pusta i przewrotna i pragnie Twojego towarzystwa tylko dlatego, że nie znosi własnego."
~Lewa ręka boga


sobota, 14 grudnia 2013

"Ballantines z colą, proszę"

   Jest Was jakby więcej, zaczynacie czytać bloga. Miło mi, jednak chciałabym byście się ujawnili. Jeśli już próbujesz poznać mnie i moje życie, wyraź swoją opinię.
   "Uzależnić się od człowieka można bardzo szybko", wczoraj to zrozumiałam Miła. Na początku chciałam Ci podziękować za wczoraj było mi to potrzebne.
Od środy nie wychodziłam z łóżka, myślałam o tym aroganckim młodzieńcu i zapijałam smutki alkoholem. Zagalopowałam się, pozwoliłam sobie na zbyt wiele z nim. Zbyt dużo o nim myślałam, zbyt często oglądałam jego zdjęcia. Teraz zadaje sobie tylko jedno pytanie. Po co?
Nie sądziłam, że Ty Siostro będziesz się o nim tak ostro wypowiadać. Opisując wrażenia po koncercie mówiłaś o nim raczej ciepło. Chciałabym poznać odpowiedź na to pytanie.
    Za Twoją radą wzięłam się w garść. Szybki prysznic i wypad na miasto. Wyciągnęłam chłopaka, który zabiega o moje względy od trzech lat. Była to bardzo dobra decyzja, owy młodzieniec jest przystojny, miły i ułożony. Nie wiedziałam, że jest taki czuły, wczoraj cały czas o mnie dbał. Lubie, nawet bardzo.
Zdanie, które powtarzasz mi od bardzo dawna w końcu dotarło. "Ideałów nie ma", chciałam wierzyć, że jednak są. Cóż...Owy młodzieniec irytuje mnie pod kilkoma względami, ale wiem, że czas dorosnąć i czasem iść na kompromisy. Już my go sobie wychowamy. 
    Przy barze usłyszałam miliony komplementów, jak zamówiłam whisky to panowie zaczęli być mi niemal brawo. Pewność siebie to najlepsza ozdoba dla kobiety. Taaak....Wysoko uniesiona głowa, proste barki, dumne spojrzenie i niewielki, lekko szyderczy uśmiech. Mój młodzieniec, sam powiedział mi coś niesamowicie miłego. Wspominał, że zawsze było widać moją pewność siebie, że zawsze wiedziałam czego chcę, ale teraz podobno widać to niczym aurę. Dokładnie o to chodziło. Niestety czasem w środku jeszcze coś pęka, przyznaje się, czasem się po prostu boję. Na szczęście ten strach znika, coraz częściej potrafię nad nim zapanować. A to dopiero rozgrzewka! 
   Mój towarzysz odrobinkę nie wytrzymał mojego tępa, ale był uroczy gdy alkohol go zamroczył. Gdy odprowadzałam do do taksówki to ja dominowałam, zresztą...Cały czas dominowałam. To uczucie uzależnia, już teraz pragnę więcej.
   Jeszcze raz dziękuje Kochana za tak okrutną terapię. Kocham Cię, choć czasem nie umiem tego okazać.
   W tygodniu napadłam księgarnie, nie kupiłam książek o tematyce fantastycznej tak jak to było do tej pory. Zakochałam się w psychologii i analizie ludzkich zachować. Ehh... Szyderczy uśmieszek nie schodzi mi z ust, maskuję go tylko gdy to konieczne. Zaczęłam je czytać, by zaimponować człowiekowi, przez którego straciłam własną godność. Głupie... Teraz robię to dla siebie, spodobało mi się. Cóż...'Chłopcze', dużo mnie nauczyłeś, ale jeszcze więcej straciłeś odpychając. Szkoda, na prawdę szkoda, że nie chciałeś się na mnie poznać. Ale to, nie jest już mój problem; ja z tej znajomości wzięłam najwięcej ile mogłam.
     Chyba wreszcie wiem czego chcę. Wczoraj, stojąc przy barze towarzyszący mi młodzieniec pilnował, by nikt mnie nie podrywał, cały czas był obok. Uwielbiam to! Czułam zazdrość w oczach innych gdy szaleliśmy na parkiecie. Zdziwienie dwóch zamroczonych procentowymi napojami mężczyzn było piękne, na prawdę się rozczuliłam, 'To jest twoja dziewczyna? O ja jebie...". Ładnie wyglądamy razem, nie ma co.
   Mogę dumnie powiedzieć, że jestem zadowolona z siebie, z zmian, które do koła mnie zachodzą.

"Rozpalając papierosa powiedziała: Właśnie zakończyłam pisać wstęp..." 

środa, 11 grudnia 2013

"Kiss me hard before you go..."

   Wciąż mam w głowie ostatni pocałunek z nim, z młodzieńcem, który już pewnie o mnie zapomniał. Nadal pamiętam jego zapach  i jego ciepło... Powtarzam sobie, że to nie miało znaczenia, że to historia, która ma już swoje zakończenie. Oszukuje się.
Gdy myślę o tym bez emocji na zimno; doskonale wiem, że dla niego byłam jedną z wielu, że tak na prawdę wszystko skończyło się tak na moje życzenie.
A jednak nadal jesteś gdzieś we mnie... 


  Nie jestem już 'Małym Aleksikiem'. Nie wyglądam jak wcześniej, czytam zupełnie inne książki, potrafię powiedzieć 'nie'. Pomimo to czuje paraliżujący mnie strach. Codziennie rano patrzę w lustro i się nie poznaję. Widzę swoje błędy i staram się je naprawiać, widzę niedociągnięcia, nad którymi chcę pracować.
Z jednej strony wiem, że nikt nie każe mi się zmieniać, że nadal mogę być małą dziewczynką w za dużej koszulce. Chyba nie chcę. Tak, nie chce być małą zagubioną dziewczynką...Dorosłam. Ehh....Najbardziej podoba mi się moje spojrzenie, takie pewne i silne... 

sobota, 7 grudnia 2013

Muszę przetrwać zimę, tą za oknem i tą w sercu.

   Znów leżę w trampkach w łóżku, moje oczy świecą się od łez, które łagodnie spływają po policzkach. Nie wiem, dlaczego tak jest, gdy rano się obudziłam miałam uśmiech na ustach. Cieszyłam się, że wreszcie odgruzowałam pokój, że pościel pachnie maglem...
   Wczoraj byłam na Imprezie Mikołajkowej. Źle się zaczęła, dłużnicy nie oddali pieniędzy, kobieta z którą mieszkam jak zwykle nie rozliczyła się ze mną, bankomaty nie działały. Zostałam z drobnymi, dosłownie drobnymi w portfelu. Na szczęście, szybko opanowałam sytuację.
Jadąc do koleżanki w cienkich rajstopach, na szpilkach...Ehh, czułam się przynajmniej dziwnie, ale pozytywnie. Byłam lekko poddenerwowana, sama nie wiem czym. Pośmiałyśmy się trochę, wprawiłyśmy w imprezowy nastrój i poleciałyśmy robiąc zamieszanie dosłownie wszędzie.
Impreza była całkiem niezła, ale bez rewelacji. Zaczynam się zmieniać, już nie słuchałam 'mojej ekipy', to ja mówiłam co robimy i jakie drinki pijemy. Bardzo miłe uczucie. Spotkałam kumpla, poznanego w wakacje, przetańczyłam z nim pół imprezy. Przy wyjściu się zaczęło, szatniarz ze mną flirtował. Miłe, na prawdę. Chciałam tylko dostać się do lustra, o które oparty był jakiś chłopak, popchnął mnie. Nie myśląc długo zrobiłam to samo i się zaczęło...ja na szpilkach w sukience sprowadziłam pacjenta na podłogę i pochylając się wysyczałam 'chciałam tylko, poprawić szal'. Nagle zobaczyłam, że szatniarz zamiast reagować patrzy na mnie oczyma przepełnionymi podziwem. Pomógł założyć mi płaszcz i uśmiechną się na pożegnanie.
   Czy jestem z siebie dumna? Nie, raczej nie. Zadziwia mnie tylko fakt, jak szybko się zmieniłam. Z szarej myszki w wredną zołzę. W takich sytuacjach, a jest ich coraz więcej myślę o tym niebanalnym młodzieńcu. Obdarł mnie z honoru, własnej godności i szacunku, a ja...Jestem w stanie mu za to podziękować. Zdaje sobie sprawę, że nie raczej się z nim już nie spotkam. Jestem na siebie tak zła! Niezmiernie trudno jest naprawić swoje błędy, a chciałabym, bardzo bym chciała.
Świat jest wbrew pozorom bardzo mały i pewnie kiedyś się spotkamy, mam nadzieje, że uda mi się podnieść swoją wartość w jego oczach.
Teraz pozostaje mi wyciągnąć wnioski z przeszłości i nigdy do czegoś takiego już nie dopuścić.
   Usłyszałam od dziewczyny z którą byłam zdanie, które zapadło mi w pamięć; ona tego już nie pamięta, była zbyt wprawiona w imprezowy nastrój. "Wiem, że jesteś cięta na hajs, ale i tak Cię kocham", nie spodziewałam się, że tak do mnie trafi. Niby nie kryje się z tym, że lubię pieniądze, i że zaczęłam sobie radzić, że na nic mi nie brakuje, ale... Tęsknie za takimi ludzkimi odruchami, marzy mi się by ktoś zrobił mi herbatę. Wiem, to żałosne.
   Dorastam, widać to w mojej szafie, ale i po zachowaniu. Już nie upijam się na imprezach, potrafię obserwować, przewodzę i mam podzielną uwagę. Wszystko to, czego mi brakowało.

A to dopiero początek, Kociaczki...

niedziela, 1 grudnia 2013

Dreaming my dreams...

   Nie sądziłam, że dwa tygodnie mogą wywrócić niemal całe moje życie do góry nogami. Jestem już dorosła, ale nie czuję różnicy. Wszystko jest takie same. Dzień urodzin był niezwykle trudny.
Noc poprzedzającą mój wielki dzień przepłakałam, udało mi się zasnąć dopiero nad ranem. Obudziłam się niewyspana, z podkrążonymi oczami...Wyglądałam źle. Zmuszając się do życia zapaliłam papierosa i poszłam zrobić coś ze swoim zmęczonym ciałem. Nie zdążyłam... Przyszedł Tata, miałam z nim jechać. Trudno, zabrał brata i pojechali.
Wykrzesałam z sobie resztki sił, ubrałam się. "Nikt nie zepsuje mi tego dnia" szepnęłam cicho i wyszłam. Niepewnie, na szpilkach. Dziwnie się czułam, gdy idąc wszyscy na mnie patrzyli. "Spokojnie, prostuj kolana, nie garb się". 
Dotarłam do Taty, tam spotkałam matkę chrzestną, całkiem miłe spotkani; moje myśli były daleko, bardzo daleko. Nie obeszło się bez pytań o matkę...Po co, po co o to pytacie? Przecież wiecie, że to nadal mnie boli. 
   Lekko zestresowana wsiadałam do taksówki, podjechaliśmy pod lokal. Goście już czekali. Przywitałam się ze wszystkimi i weszliśmy do środka; prawie się przewróciłam na śliskiej posadzce. Nie byłabym sobą, gdyby nie to [;
Goście się schodzili, składali mi życzenia i znów pytania "A Twoja mama będzie?", PRZESTAŃCIE!
   Pojawiła się, z bukietem herbacianych róż, zaraz za nią szła babcia. Świat się jakby zatrzymał. Złożyły mi życzenia i ostentacyjnie podniesionym głosem oznajmiły, iż nie zostaną na uroczystości ze względu na mój stosunek do nich. Znów świat się zatrzymał, wszyscy odprowadzili wzrokiem dwie wiedźmy, nawet restauratorka stanęła jak wryta. Wzrok gości przesunął się na mnie, na szczęście Tatowy uratował sytuację. Złożył mi życzenia, oboje uroniliśmy łezki, uścisnął mnie...To było niesamowite, nie umiem tego opisać.
Zjedliśmy obiad, trochę się pośmialiśmy. Rozpakowałam prezenty i już, już musiałam testować notebooka...Pisałam z Nim, starszym młodym mężczyzną poznanym tydzień wcześniej.
Rozmawiałam z gośćmi, pożartowaliśmy. Uwielbiam ich! Przerwy na papierosa i trudne sprawy. Rozmawiałam z dziadkiem, babcia zmarła na koniec sierpnia. To było dziwne, po raz pierwszy poczułam taką wewnętrzną siłę, która kazała mi rzucić mu się w ramiona. Dziadek uronił kilka łez, to było straszne.
  Atmosfera się rozluźniła, wino się lało, nadszedł czas na tort, przyjęcie potoczyło się swoim rytmem.
Wracając Tata opowiadał taksówkarzowi cały mój życiorys, wino przez niego przemawiało, był uroczy.
Weszliśmy, Tata powiedział swoje, ja poleciałam się przebrać.
     No to zaczynamy się bawić, bijacz! Obcisła sukienka, marynarka w paski i świecące buciki. Szybkie ogarnięcie pokoju i lecę! Czuję się wolna, spokojna... Znów wszyscy na mnie patrzą tym razem spojrzenie przyciągało pudło z tortem.
Dojechałam na miejsce spotkania, spotkałam całą szaloną, już wstawioną ekipę. Śpiewali mi sto lat, wcinaliśmy tort i wprawialiśmy się przed wejściem do klubu. Tam jak zwykle, kamikadze na wejście, później tylko więcej alkoholu. Poznałam Finów, niesamowite. Przypadkiem, przed klubem gdy wyszłam na papierosa. Nie sądziłam, że mówię aż tak płynnie po angielsku. Szalałam z nimi na parkiecie, robiłam za ich tłumacza przy barze. Z klubu wyszliśmy jakoś po czwartej, w między czasie poznałam kobietę w średnim wieku, opowiedziałyśmy sobie całe życie.
After, aftera, czyli dalsze pijaństwo z Finami w ich hotelu, szaleństwo, szaleństwo, szaleństwo. Było super, nigdy tego nie zapomnę!
    Nie zapomnę też soboty, tydzień przed moimi urodzinami. Miałam wyjść z koleżanką na jedno piwo, pogadać... Skończyło się na imprezowaniu do rana. Uciekł mi tramwaj nocny, spóźniłam się dosłownie dwie minuty, idąc na deptakiem wspominałam cudowne chwile z czarującym młodzieńcem...
Była czwarta nad ranem, tramwaj miałam dopiero za pół godziny, było zimno a mój brzuch wołał o śniadanie. Poszłam na kebab, stojąc w kolejce zaczęłam rozmawiać z jakimś kolesiem, takie bezsensowne paplanie. Potem go zobaczyłam. Ciacho, ciacho, ciacho! Ogarnij się, uśmiechnij już, dalej! Gadaliśmy o bzdurach, okazało się, że jedziemy w tym samym kierunku. Bardzo bezmyślnie wsiadłam z nimi do taksówki, jego kolega usiadł z przodu, my z tyłu. Nawet nie pamiętam o czym rozmawialiśmy. Jego kolega wysiadał wcześniej, tuż obok mojego mieszkania. Zapytał, czy nie wysiadam... Głupia! Za trzy godziny zaczynasz praktyki...ale ja muszę mieć jego numer. Pojechaliśmy dalej, okazało się, że zafundowałam sobie tylko półgodzinny spacer nad ranem. Dostałam numer...i buziaka ;3
Jak na skrzydłach wracałam do mieszkania dzwoniąc do wszystkich z którymi byłam na imprezie by im powiedzieć o tym, co się stało.
Zaczęliśmy pisać i pisać...i więcej pisać. Musiałam sprostować to ile mam lat, ehh... Obawiałam się, że będzie gorzej. Codziennie spędzaliśmy po kilka godzin pisząc, do tego sms. Przemiłe uczucie. Udało mi się go wyciągnąć na spacer. Porażka! Byłam spęta, gadałam bez sensu, w ogóle za dużo gadałam. Musiałam go czymś ująć, skoro nadal pisał. Umówiliśmy się na piątek.
    Koncert Jelonka, na samą myśl o tym przechodzą mnie zimne dreszcze. Wiedziałam, że spotkam tam młodzieńca, który mnie oczarował swoją arogancją. Gdyby, nie fakt, że nasz kontakt się pogorszył byłbym mniej zestresowana. Na szczęście kumpel ze szkoły też się wybierał. Poszłam z nimi, świetnie się bawiłam skacząc na B4 i później w klubie. Z nim wymieniłam tylko niedbałe 'cześć', później kilka razy odbiliśmy się od siebie w pogo. Mmm...Mogę powiedzieć, że jest niezwykle przystojny, czarujący, intrygujący... Co z tego? Pamiętaj, że to czas przeszły. Na początek się stresowałam, nie specjalnie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nie marnuj tych chwil. Poszłam w pogo, skakałam, szalałam. Bawiłam się, nie zwracając uwagi nie niego. Myślałam o tym, co będzie po koncercie. Umówiliśmy się, że przyjedzie po mnie na koncert, skoczę się przebrać i spędzimy resztę nocy w towarzystwie butelki wina u niego.
Koncert trwał, chwilę posiedziałyśmy na schodach. Było miło. Koncert się skończył, wyszliśmy. Wychodziliście, Twój narzeczony się ze mną pożegnał, z niem wymieniłam tylko spojrzenie. Śmiesznie wyglądał w kaszkiecie. Zniknęliście mi za rogiem, a ja  cały czas czekałam na niego bijąc się z myślami.
   W końcu podjechał, wskoczyłam do samochodu. Po koncercie, cała mokra, wymęczona, ale szczęśliwa. Gadaliśmy o bzdurach, pośmialiśmy się. Pobiegłam się przebrać 'daj mi piętnaście minut, tylko mi nie uciekaj'. Cała w skowronkach wpadłam do mieszkania, ubrałam się w wcześniej przygotowaną sukienkę, poprawiłam makijaż. Ledwie idąc w szpilach wsiadłam. Uśmiechnął się i podarował kilka komplementów. Po drodze rozmawialiśmy, tym razem już nie o bzdurach. Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie wywinęła; wchodząc do klatki potknęłam się o próg i upadłam. Brawo geniuszu, świetne wejście. Na szczęście skwitował to tylko uśmiechem i nie nawiązywał do tego.
Weszłam, lekko zestresowana, pomógł zdjąć mi płaszcz i tajemniczo zaprowadził do kuchni mówiąc, że mam chwile zaczekać. Usiadłam, odszedł. Nie wiem, ile trwała tamta chwila, cały czas się uśmiechałam... Wrócił, chwycił mnie za rękę i zaprowadził do pokoju, a tam...lekki półmrok, świeczki rozstawione w całym pokoju. To było takie piękne, ogarnęło mnie nieziemskie uniesienie. Usiadłam, dystans był dość duży. Oboje czuliśmy się niepewnie. Zaczęliśmy rozmawiać o winie, że jest smaczne. Uhh...Spokojnie, spokojnie. Porozmawialiśmy, pośmialiśmy się. Nie tylko ja zaliczyłam wpadkę, zaplamił winem spodnie. To było urocze, nasze zestresowanie, nasza niepewność.
W pewnej chwil powiedział, że musi mnie na chwilę zostawić. Zniknął na dłuższą chwilę. Pojawił się z pokrojonymi owocami o roztopioną czekoladą. Jestem w przedsionku raju! Zaczęliśmy zajadać, dystans się zmniejszał. Byliśmy kilka centymetrów od siebie, zaczęliśmy się karmić, czekolada, która kapała była świetnym pretekstem by się do siebie zbliżyć. Pocałowaliśmy się. Mrr, mrr, mrr...  Później było tylko milej. Cóż...Nie debatowaliśmy o losach wszechświata, cieszyliśmy się swoim towarzystwem. Było cudownie, nie posunęliśmy się zbyt daleko. Ciesze się, że nie naciskał, że był taki czuły i delikatny. Czułam się jak księżniczka. Zasnęłam w jego ramionach nad ranem, obudziłam się obok niego i znów się przytuliłam. Obdarował mnie uśmiechem i całusem. Widzisz, to tak powinno wyglądać. Znów trochę poszaleliśmy, zwlekliśmy się z łóżka, wspólna poranna toaleta, a ja w jego koszuli. Tak pięknie pachniała... Dochodziło południe, odwiózł mnie do domu. Byłam padnięta, ale szczęśliwa. Zrobiło się późno, poszłam do pracy, byłam nieobecna, moje myśli cały czas były przy nim.
   Teraz cały czas mamy piszemy. Chyba trochę za nim tęsknię...W tym tygodniu nie udało nam się spotkać, miał ciężki tydzień. Na prawdę ciężki, nie zazdroszczę mu. Dba o Ciebie, co marudzisz. Tak, stara się codziennie pisze, pyta co u mnie. Jest niesamowity, mam nadzieje, że rozwinie się to w coś poważnego.