Better think twice, being evil has a price!
Kilka lat temu po tym jak poznałam aroganckiego młodzieńca, który mnie omamił i zniszczył moją osobowość, którą budowałam niczym domek z kart postanowiłam, że skradnę jego. Zaczęłam naśladować jego zachowanie, styl; brakujące elementy układanki stworzyłam wedle wyidealizowanego obrazu jego, który stworzyłam przepłakując noce.
I oto stałam się wyrafinowaną zimną, nieczułą istotą, która dąży do celu nie patrząc na konsekwencje. Tak jak on potrafię iść na imprezę bez opamiętania, mam władzę, czuję, że mogę pociągać za sznurki. Około miesiąca temu rozmawialiśmy, powiedział mi dokładnie to co miałam w sobie, co czułam. "Dzieciak z niepełnej rodziny, gdzie zawsze hajs się nie zgadzał, potem pojawiły się pieniądze, wpływy, ale..." tu pojawia się mały kruczek; z rozmowy wynikało, że on wcale nie jest, aż tak pewny siebie, że jego psychika wcale nie była, aż tak silna, że on nie był wcale taki silny. To tylko kolejny dowód na to, że kochałam moje wyobrażenie człowieka, który mnie zniszczył. Zastanawiam się, czy można podpiąć to pod syndrom sztokholmski.
Teraz chyba mi się to po prostu znudziło, stałam się nim, wchodziłam w jego skórę ze wszystkich sił. Pracuje na tym samym stanowisku co on, traktuje przedmiotowo ludzi, dokładnie jak on, nawet spojrzenie mam jego, cytuje jego słowa tyle, że to zbyt mało. Jego postać poznałam i jest nudna. Tak na prawdę, on wcale niczego specjalnego nie osiągnął, w ogólnym rozliczeniu wręcz mogę powiedzieć, że przegrał. Wcale nie był najlepszy, nie wytrzymał presji i życia w ciągłym stresie.
Wypisuje się z tego. Czas odejść od image Pani Kozlovskiej, którą nigdy nie będę.
Dokładnie tak samo postąpiłam z moją była przyjaciółką, siostrą, która wepchnęła mnie w jego ramiona. W momencie, gdy się poznawałyśmy była ode mnie dużo silniejsza, mogłam czerpać z niej garściami, z jej doświadczenia. Przyznaje, że było mi to bardzo potrzebne, aż ona również mi się po prostu znudziła, dostrzegłam błędy jakie popełnia, wzięłam z niej wszytko co było mi potrzebne i ... koniec.
Zdaję sobie sprawę jak okrutnie to brzmi, cóż... Zdarza się.
Analizując moje zachowanie z ostatnich miesięcy zauważyłam jak chorobliwie szukałam nowego wzorca, byłam niczym w amoku. Podświadomie wiedziałam, że skradziona osobowość młodzieńca poznanego przed laty już mi nie wystarcza, że to stanowczo za mało.
Poszukiwania mogę określić jako niezwykle żałosne. Okazało się, że osoba do której czuję respekt jest na wyciągnięcie ręki; a przecież właśnie ktoś taki jest mi potrzebny, ktoś przed kim czuję respekt, kogo nawet nieco się boje, ktoś kogo aprobata jest dla mnie małym celem.
Sama długo nie mogłam w to uwierzyć; nowym celem osobowościowym jest mój PDSS ze sklepu na Ratajach. Schemat działania idealnie pasuje.
Od jakiegoś czasu myślałam, mówiłam i wręcz dociekałam jak wskoczyć na równe jemu stanowisko, to nie był przypadek. Młody, zaledwie 6lat starszy ode mnie, uparty, arogancki i bardzo skupiony na pracy. To jest dokładnie to, czego mi potrzeba. Za każdym razem, gdy dzwoni jestem stuprocentowo pewna, że zaraz zmiesza mnie z błotem, robi to. Jednak są to słuszne uwagi, co najważniejsze wpływa na moją ambicje, co zawsze mnie motywowało, bo nienawidzę być krytykowana. Bo 'Ja zawsze jestem najlepsza', to akurat sobie po nim zostawię.
Zastanówmy się na kogo kreuje się moja nowa osobowość. Jest na pewno stanowczy, budzi respekt, mało mówi, działa do czasu, aż nie osiągnie celu i potrafi załatwiać niemożliwe, co pokazał już w pierwszych dniach naszej współpracy.
Znaczyłoby to, że kolej na mnie. Czas zmienić garderobę na nieco bardziej poważną, właściwie to wrócić do poprzedniego stylu i działać, wymagać i nieco odciąć się od obecnego środowiska.
Niestety, ale mam czasem wrażenie, że zamieszkanie z moją podopieczną nie było najlepszym pomysłem, pomimo, że bardzo ją lubię, to mam wrażenie, że czasem ściąga mnie ona nieco w dół. Pomimo wielu wspólnych cech mamy bardzo odmienne światopoglądy. Osobiście widzę w niej siebie z przed spotkania tego aroganckiego młodzieńca. Wydaje mi się, że moja współlokatorka dużo by zrozumiała, gdyby przeżyła taki wstrząs jak ja, z drugiej strony nie chcę jej kazać tego przeżywać i chcę ze wszystkich sił chronić. Mam wrażenie, że ona tego nie rozumie, nie widzi. Co najgorsze zarzuca mi, że marnuje swoje życie,a ja... Nie mam najmniejszej ochoty się z nią kłócić i odbijać piłeczki, wolę wysłuchać i przemilczeć swoje zdanie. Przecież i tak mnie nie posłucha, więc po co marnować słowa. Gdybym powiedziała jej, co myślę o jej stylu bycia za pewne zostanę zmieszana z błotem, a mi jest po prostu żal tej dziewczyny, gdy widzę ją zakopaną w pościel z nadgryzioną kostką sera... Ale cóż, nic mi do tego. Niestety, ale nie mam czasu się za nią oglądać. Jestem pewna, że któregoś dnia zrozumie, o co mi chodziło, musi to jednak zrobić sama tak jak ja to zrobiłam.
Plan jest prosty jak zawsze, muszę w pierwszej kolejności odbudować reputację, którą nadszarpnęła... nie, przeciągnęłam przez niszczarkę do papieru osobiście. Tym razem nie chcę wracać do czegoś, co było to postaci, którą odgrywałam w owym przedstawieniu. Czas stworzyć nową postać, to zawsze lepiej mi wychodziło.
Tak więc witam, nazywam się Aleksandra, jestem pracoholiczką, kariera i samorozwój na najwyższym stopniu jest dla mnie w tym momencie najważniejsze. A, zapomniałam dodać, nie obchodzi mnie Wasze zdanie, interesują mnie wyniki.
Zaczynam nowy rozdział, przede wszystkim czas porzucić rozciągnięte koszulki na rzecz koszul, zadbać o włosy i najważniejsze, odbudować reputację. Za 6 m-c, bo taki jest czas operacyjny widzę się jako szanowaną i spełniającą wszystkie standardy właścicielkę sklepów, z którą firma wiążę dłuższe plany, która ogromną wagę przywiązuje do poszerzania swoich horyzontów, nie tylko w kontekście zawodowym. Mogę z uśmiechem na ustach powiedzieć, że dla kariery i osiągnięcia celu jakim jest praca na najwyższym szczeblu managerskim w korporacji mogę zaprzedać duszę.
A osoby, które w jakikolwiek sposób będą próbowały mi w tym przeszkodzić... Cóż, niezależnie czy będzie to działanie pośrednie, czy bezpośrednie z uśmiechem na ustach wytłumaczę im znaczenie słowa 'wypierdalaj'. Odsyłanie do diabła ludzi, którzy mi przeszkadzają idzie mi wręcz śpiewająco.
Teraz jestem tylko ja i mój cel, grasz ze mną, albo nie grasz wcale.
Teraz jestem tylko ja i mój cel, grasz ze mną, albo nie grasz wcale.
~See u later in hell, Darling
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz