czwartek, 27 marca 2014

Karmazyn

   Najgorsze uczucie, jakie może Cię dopaść to brak satysfakcji z tego co robisz. Brak chęci do dalszego działania. Swoiste wypalenie.
Ostatnimi czasy budząc się bardzo często to czułam. Mój system wartości przewartościował się do tego stopnia, że wszystko co sprawiało mi przyjemności jakby zamarło. Po prostu jest, ale nie jest już częścią mnie. Wiem czym jest to spowodowane, bardzo długo byłam infantylna. Taki mój urok, że zmieniam się niezwykle szybko. Tak na prawdę, to zaczęło się już wcześniej, ale tego nie widziałam...a może nie chciałam widzieć?
Zrezygnowałam z kursu rysunku, nie dość, że nie sprawia mi to już satysfakcji, to po prostu nie mam na to czasu. Dużo większą wagę przywiązuję do nauki języków. Ostatnimi czasy z zapałem czytam książki psychologiczne, lubię to. Korzystam z tej wiedzy na co dzień i widzę efekty. Nie sądziłam, że byłam tak prosta do rozszyfrowania, skorzystał z tego.
 
   Przeraża mnie świadomość, że matura się zbliża, że zaraz będę musiała zdecydować co chcę robić, że sobie nie poradzę. Wiem, że te lęki są irracjonalne, mam do tego skłonność od dzieciństwa. Zazwyczaj wszystko mi się udawało, a poza planem A był jeszcze cały alfabet. Wiem, że mam wsparcie Taty, wiem, że jestem wystarczająco zdolna. Ale nadal, nadal czuje strach...
Tata wypytuje mnie o plany na przyszłość (to potęguje uczucie niepewności), wiem, że powinnam iść na architekturę, ale jakoś nie jestem do tego przekonana, z drugiej strony szkoda byłoby zaprzepaścić to co teraz mam; z trzeciej strony zawszę mogę do tego wrócić. Mi marzą się studia z psychologii, socjologi, marketingu... Chciałabym być PR-owcem, to zawód wymagający kreatywności i pozwalający się spełnić. Mam naturę kameleona, a tu elastyczność się przydaje. Tu można powiedzieć, że w kontakcie z klientem jest równie ważna. Ugh...Mam mętlik w głowie.
Przeraża mnie myśl, że mogę się nie spełnić, że nie zrobię wszystkiego co bym chciała. Z drugiej strony, we wszystkim można znaleźć siebie.
Czas znów przesiadywać w czytelni i studiować obszerne tomiska z przeróżnych dziedzin.
Wydaje mi się, że brak poczucia stabilnego gruntu spowodowany jest tym co nawywijałam w szkole w pierwszym semestrze. Przeszłość prędzej, czy później zawsze nas dogania. Ciesze się, że  Tata mną wstrząsnął.
 
 "Oddam nerkę za trzy dni wolnego", mówiłam tak cały zeszły miesiąc. Dostałam wolne, bez oddawanie nerki. Mój organizm powiedział 'stop', przespałam niemal trzy dni bez wstawania z łóżka. Oczywiście nie obyło się bez komplikacji. Matka jak zawsze nie potrafi nic załatwić, wszystko jak zawsze jest ważniejsze. Czasem czuje się, jakbym narzucała się Tacie, ale on zawsze powtarza mi, że tak nie jest. Załatwił wszystko, przyjechał zobaczyć jak się czuje i skoczył do apteki. A ona? Nic, nawet nie zapyta, czy żyję.

  W zeszłą niedziele spędziłam popołudnie u taty. To było chyba najnormalniejsze popołudnie jakie pamiętam. Pogadałam z nimi, poczytałam bąblowi książkę i było wszystko takie... normalne, takie prawdziwe i pozytywne. Wróciłam do domu i się poryczałam jak dziecko.
Zobaczyłam dwa skrajne światy. Rzeczywistość zatwardziałej, niesamodzielnej, sfrustrowanej kobiety, która ma niespełnione ambicje i obwinia o to cały świat i normalną rodzinę, która się kocha, czasem posprzecza i jest pozbawiona obłudy; oboje mają prace, która pozwala na spokojne życie. Nie są uwiązani na żadnej smyczy, czy innej pępowinie, to piękne.
Mam wybór, nadal mogę osiągnąć to co chce, nadal jestem młoda i nawet jeśli teraz robię coś źle mogę to skorygować. Ta myśl dodaje mi otuchy.

   Od jakiegoś czasu prześladuje mnie jeden sen, powtarza się co noc...

niedziela, 16 marca 2014

Zamkną mnie za morderstwo z zimną krwią.

  Wdech, wydech, wdech, wydech... Nienawidzę tej kobiety; uważa się za moją matkę. Wolę być sierotą. Ataki furii, frustracja, brak perspektyw, nie przecięta pępowina, marnowane życie. Jak można tak żyć? Nie rozumiem tego i pewnie nigdy nie zrozumiem. Marzę każdej nocy, gdy zasypiam by po prostu o niej zapomnieć. By zamknąć za sobą drzwi i nigdy, nigdy więcej jej nie spotkać. To się stanie, wiem to. Odejdę i będę żyć tak jak ja chce. To trochę smutne, niby najbliższa mi osoba, która powinna być moją podporą, a tu? Niewyszukane dowcipy, brak rozmów, brak empatii, brak pozytywnych uczuć. Czasem jest mi przykro, czasem chciałabym to zmienić, ale tylko czasem. Może warto zamknąć za sobą drzwi i odejść? Tylko dlaczego ja mam skazywać się na cierpienie? Nie... Ja się na nie nie skazuje. Ja się od niego uwolnię. Gdy coś ciągnie Cię w dół lepiej zepchnąć to w przepaść niż upaść razem z tym.
Czasem wydaje mi się, że ona wcale nie chce poprawy relacji, że nawet gdy się staram tak na prawdę nie ma to najmniejszego sensu.
Cieszę się, że mam tatę. Choć czasem też mnie denerwuje, ale przynajmniej można z nim porozmawiać o wszystkim. Moja matka nawet nie wie, że mam chłopaka...
W czasie każdej awantury mam ochotę zrobić jej krzywdę, pochwycić nóż i zabić. Po prostu wbić nóż głęboko w serce i patrzeć jak jaj oczy zachodzą mgłą. Jak umiera...
Zrobiłabym to, ale szkoda mi mojej przyszłości dla takiego zdesperowanego ścierwa jak ona.
Nie sądziłam, że można tak bardzo nienawidzić własnej matki.
Mam poważne zaburzenia osobowościowe, moje drugie ja mnie denerwuje, za często się odzywa. Jest kąśliwe, wredna i chamskie. Jeszcze nad nim panuję, ale czasem to na prawdę trudne.
Zalewam się łzami, gdy miesza mnie z błotem, gdy widzę jak faworyzuje mojego brata, jak oczernia mnie przed rodziną. Podobno oczy od te tego pięknieją, ale to marne pocieszenie.
  Boje się, panicznie się boje. Nadejdzie moment, gdy on pozna moją matkę. Zobaczy jej ataki furii. Co jeśli pomyśli, że też taka jestem? Co jeśli się przestraszy? Nie będę mu miała tego za złe, zrozumiem...

środa, 12 marca 2014

Tak bardzo gardzę plebsem intelektualnym.

  Tak, jestem egocentryczką, narcyzem i wywyższam się ponad innych. I co? Ktoś mi zabroni? Nie wydaje mi się. Jak mam tego nie robić, skoro otacza mnie banda idiotów? Tak, ludzie to w większości szara masa, której jedynym zajęciem jest opychanie się chipsami przed telewizorem.
Nienawidzę pustych osób, których osobowość jest płytsza niż kałuże po letnim deszczu. Irytuje mnie ich zachowanie, brak ogłady w sytuacjach, gdy ta jest bardzo wskazana. Wolę nie mieć znajomych, wolę spotykać się z bardzo wąskim gronem osób, ale niech to będą ludzie na poziomie, z którymi mogę porozmawiać. Ludzie mnie za to nienawidzą. Cóż... Podobno ten, kto nie ma wrogów robi coś źle.
   Uspokoiłam się, znów jestem na właściwych torach. Co prawda otaczają mnie inne dusze, czasem żałuję, że tamtych już nie ma. Nie można mieć wszystkiego.
   Mam plan na przyszłość. Kończę studia, filologię norweską i czułym 'spierdalam stąd' żegnam się z tym krajem. W Norwegii czeka mnie praca w KGHM i całkiem niezłe zarobki. Architektura, cóż... To piękne, ale zniechęciłam się nieco do tego. To jednak nie znaczy, że nie mogę być w tym najlepsza.
   Ostatnimi czasy czytałam znaczenia imion.  W moim wypadku się sprawdza, 'wpada w ramiona przypadkowych osób, później o nich zapominając', nie przywiązuje się do ludzi, choć czasem braknie mi tego kogoś obok mnie.
W piątek chyba idę na randkę, już nie mogę się doczekać...

"Fakt, że czegoś nie lubisz, nie oznacza, że nie możesz być w tym najlepszy"