Każdy dzień jest trudniejszy od poprzedniego, każdy dzień jest wyzwaniem. Nie mam już sił. Ta nierówna walka mnie niszczy. Matka nie odpuszcza, robi wszystko by mnie zniszczyć. Widzę jaką satysfakcje daje jej spoglądanie w moje zapuchnięte od płaczu i czerwone od niewyspania oczu. Wie, że toczę zacięty bój z samą sobą.
Jeszcze tylko do 17 stycznia trwa moja mała wojna. Dzień wystawienia ocen końcowych będzie dniem mojego zwycięstwa luba porażki. Nie pozwolę im rozkoszować się Twoją porażką! Jak na razie idzie mi całkiem dobrze, co prawda dziś przegrałam jeden bój, ale wojna nadal trwa. Przeraża mnie wizja egzaminu z całego materiału, ale wolę to niż oceną dostateczną na świadectwie maturalnym.
14 miesięcy dokładnie tyle zostało do mojej matury. Nie sądziła, że świadomość tego wywoła u mnie taki starach. Czuję się nieprzygotowana...To strasznie. NIE! Zdasz tą maturę, napiszesz wszystkie egzaminy, podejmiesz prace i uwolnisz się z tego piekła.
Zastanawiam się, czy to rozdwojenie jaźni, czy jakaś inna psychoza. Na prawdę słyszę głosy w głowie, one do mnie mówią i mówią. Czasem są miłe, czasem nie. Koszmary senne się nasiliły, ale to mi tak nie doskwiera. I tak, nieczęsto udaje mi się zmrużyć oko i odpłynąć do krainy Morfeusza.
Zgubiłam uczucia, zgubiłam wiarę w miłość i wytrwałość. Jeszcze niedawno potrafiłam żyć nadzieją i kochać jednego młodzieńca miłością platoniczną. Dniami i nocami czekać na okazję by się z nim spotkać, tygodniami łudzić się, że nastąpi przełom, że coś się zmieni...i w końcu, latami pielęgnować uczucie w sercu. Dziś moje serce jest jak zmarzlina, zimne i piękne. Niestety piękno schowane jest w środku i najpierw trzeba skruszyć lód, a zmarzlina odstrasza wszystkich dokoła. Marzę by napisać książkę. Wszyscy, którym pozwoliłam przeczytać moje opowiadania są tego samego zdania, "pisz".
Bezsennymi nocami marzę, by się zakochać, by poznać kogoś odpowiedniego dla mnie. Po prostu, by być szczęśliwym. Tylko jak? Jak mam się otworzyć, skoro koło mnie same krzyki i zgrzyty? Może wystarczy poczekać? Nie...Czekanie nie ma sensu, trzeba działać. Nie wiem, czy po tym wszystkim jeszcze potrafię się otworzyć.
Mówisz, że mam go definitywnie wyrzucić z pamięci, że mam o nim zapomnieć. Jak, powiedz mi jak? Był pierwszym mężczyzną, z którym spędziłam noc. Jest osobą, którą podziwiam za wytrwałość i głowę uniesioną ku górze, ku chwale. W idealizowała go. To prawda, nie znam go na tyle dobrze. Przypisałam mu wszystkie cechy, jakie sama chce posiadać i o jakich marzę u osoby, z którą miałabym się związać. To chore...
Cóż...Mam pieniądze, mam dużo ubrań, mam trampki o jakich marzyłam, mam znajomych. Niejedna osoba mi zazdrości, niejedna osoba oddała by wiele za to, co mam. A ja...? A ja wolałabym po prostu mieć do kogo zadzwonić o w środku nocy i powiedzieć, że mi źle, że ma natychmiast przyjechać i mnie przytulić.
"Seks bez miłości to puste doświadczenie. Ale wśród pustych doświadczeń to jedno z najlepszych"
~Woody Allen
Wszystko przed Tobą. A pozbycie się go z umysłu pomogłoby Tobie diametralnie. Jak niebo, a ziemia, jak sacrum i profanum.
OdpowiedzUsuńMożesz zapomnieć, ale nie chcesz. Podświadomość Tobie na to nie pozwala i nie wiem dlaczego. Cierpisz werterycznie. Zapomnienie Cię uwolnij. Zastąp go książkami, kakaem, czymkolwiek, co daje Ci radość i sprawia, że o nim nie myślisz. Kiedyś byłaś taka silna, a teraz...
Nie wiem dlaczego, ale... Skręciłaś i zawróciłaś w stronę miasta, którego tak chciałaś unikać.
Wciąż jestem silna. To prawda lawiruje między miastem i odstoją jaką jest Klif, ale robię to świadomie. Wyciągam z tych skorup resztki człowieczeństwa i to nimi się pożywiam.
OdpowiedzUsuńNie zaponę, nie zapomnę...Czasem po prostu nawet ja mam słabsze chwile, dokładnie takie jak ta wczoraj.
~Zbyt długo pracowałam, by teraz to zaprzepaścić.
Wszystko zatem w Twoich rękach.
Usuń