czwartek, 22 stycznia 2015

Suku-puk,to ja Twój strach...

   Jest środek nocy. Nie śpię. Dlaczego?
Ja i mój ukochany byliśmy na koncercie. Ohh... Co za udręka! Na prawdę, nie przepadam za tego typu imprezami. Dla mnie koncert to pogo, siniaki i piwo, które leje się po całym ciele. Dla mnie koncert to Jelonek, Koniec Świata...dla niego natomiast koncert to miejsce, gdzie można wczuć się w muzykę, podziwiać umiejętności muzyków i rozkoszować się ostrym brzmieniem.
   Różnimy się, to jest z jednej strony piękne, z drugiej nieco mnie przeraża. Kocham go najmocniej na świecie, nie wyobrażam sobie zasnąć przy kimś innym, nie potrafię już myśleć tylko o sobie. Z pewnością wiele rzeczy robię źle i będę robić je źle bardzo długo. Ale..Kocham go! Tak bardzo, że nawet nie potrafię tego opisać słowami.
Mogę jedynie porównać to uczucie z tym poprzednim, z tym fałszywym, wymuszonym. Dziś czuję się potrzebna, gdy wraca do domu pierwsze co robię to biegnę się przytulić; uwielbiam podawać mu obiad, a nawet prać jego ciuchy. Pragnę, chce i staram się być przy nim. Tylko czy on to dostrzega?
  Wracają co koncertu. Jest środa, jutro idę do szkoły, w weekend do pracy. Prosto po angielskim biegliśmy wręcz do klubu. A ja...dziś po szkole dwie godziny szorowałam łazienkę, kuchnie, a później jeszcze starałam się powtórzyć coś na lekcje. Byłam po prostu zmęczona, czy to takie dziwne?On bawił się dobrze, to przecież coś co kocha. Ja po prostu tam byłam, zmęczona, martwiąca się szkołą, domem i pracą. Ugh...staram się dla niego, dla siebie, dla nas. 
W czasie koncertu rozdzieliśmy się. W czasie powrotu do domu padło kilka słów za dużo. Przecież nie jesteśmy idealni! Jest mi wewnętrznie źle, że go zawodzę, że nie dzielę jego pasji, że...że go nie zadowalam, że nie jestem taka jaką sobie wymarzył.
Może powinnam jeszcze bardziej się otworzyć? Pokazać mu poezję, którą tak bardzo kocham. Zabrać na punkowy koncert, na wieczór poezji... A jeśli nie będzie mu się podobało? Boje się, po prostu panicznie boje się, że go stracę.
To dla niego rzucam palenie, to dla niego tak na prawdę budzę się co rano; z myślą o nim robię obiad. Nawet potrafiłam zerwać znajomości, na których mi zależało, tylko po to, by on czuł się ze mną dobrze.
Najbardziej przerażają mnie jego obawy w stosunku do mnie. Mam wrażenie, że on nie do końca mi ufa, że jestem dla niego tylko czymś przejściowym.
Jeden wieczór potrafi przekreślić tyle dobrego.
To prawda ostatnio niemalże się mijamy. Ja biegam do szkoły, on do pracy, po południami zawsze coś jest do zrobienia; ja mam obowiązki szkolne, domowe; on pracuje i pomaga mi czasem w domu. W weekendy ja pracuje. Wiem, że to poniekąd rujnuje naszą relację, ale.. przecież ja tak na prawdę nie mam wyboru. Zdecydowałam się na samodzielność i muszę ponieść tego konsekwencje. Poza tym... Cały czas z tyłu głowy huczą mi jego domysły o tym, że jestem z nim z pobudek finansowych. Przeprosił mnie za to, nie chcę mu tego wypominać, ale... to nadal we mnie jest. Nie chcę by tak myślał, między innymi dla tego tyle pracuje. Ja kocham jego, mojego Bąbla, a nie jego portfel!
   Dziś po tym feralnym koncercie padły słowa, które znów przebiły niczym sztylet mą duszę, "okazuje się, że z Tobą można iść tylko na piwo i do łóżka"... Nawet on, ten egoistyczny arogant nigdy mi tego nie powiedział. To przecież prawie jak nazwanie kogoś szmatą. I może przesadzam, i może jestem przewrażliwiona, ale słowa ranią bardziej niż sztylety.
Z jednej strony czuje się potwornie zraniona, z drugiej... i tak się dziś  niego wtulę, bo go kocham. Wytrzymam każdy cios jaki zechce we mnie wymierzyć, przecież go kocham. Chce pamiętać te dobre chwile, chce by było dobrze.
   Tyle razy, gdy śpi szepczę mu do ucha... może dlatego, że nie mam odwagi recytować mu Gałczyńskiego prosto w oczy. Po prostu boje się, że mnie wyśmieje, że nie zrozumie. Potraktuje jak nawiedzoną wariatkę, a ja... właśnie tak go kocham.


    - Powiedz mi jak mnie kochasz. 
    - Powiem. 
    - Więc? 
    - Kocham cie w słońcu. I przy blasku świec. 
    Kocham cię w kapeluszu i w berecie. 
    W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie. 
    W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach. 
    I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona. 
    I gdy jajko roztłukujesz ładnie - 
    nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie. 
    W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku. 
    I na końcu ulicy. I na początku. 
    I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz. 
    W niebezpieczeństwie. I na karuzeli. 
    W morzu. W górach. W kaloszach. I boso. 
    Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą. 
    I wiosną, kiedy jaskółka przylata. 
    - A latem jak mnie kochasz? 
    - Jak treść lata. 
    - A jesienią, gdy chmurki i humorki? 
    - Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki. 
    - A gdy zima posrebrzy ramy okien? 
    - Zimą kocham cię jak wesoły ogień. 
    Blisko przy twoim sercu. Koło niego. 
    A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.
   Nie wiem co robić, moi byli znajomi się wykruszają, nie mam na nic czasu. Mam jego. Kocham go, ale czy on mnie kocha...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz