środa, 30 kwietnia 2014

Nie chcę dziś spać!

   Mój charakter wrednego kota i stałe związki zdecydowanie nie idą w parze; oczywiście nie raz po zmroku czuję niewyobrażalną pustkę. Jestem silną, zaradną kobietą, a ten typ człowieka ma skłonność do lokowania uczuć w celach, które są niemal nie do zdobycia. Taki był też on... Niestety dla mnie to już zamknięty rozdział. Jest w związku. Teoretycznie "każdy wagonik da się odczepić", ale nie chcę tego; przecież gdyby chciał sam nawiązałby kontakt.
Pustkę zabijam pracą, biegam jak szalona, dwa razy w ciągu dwóch tygodniu umyłam okna...
   Ale... NIE DAM SIĘ ZATRZYMAĆ, to, że ktoś inny przy nim zasypia nie oznacza, że ja przepłaczę resztę mojego życia. Wręcz przeciwnie, będę biegła do celu, jestem zdolna, inteligentna i szybko się uczę...szkoda by było, gdybym się zmarnowała.
Jestem prze szczęśliwa, podekscytowana, gdyby nie grawitacja obijałabym się o sufit. Jako, że mam praktyki zadzwoniłam do osoby, dla której już nieraz pracowałam; spodziewałam się jakiejś drobnej pracy dorywczej, a otwarły się przede mną wrota możliwości. Więcej nie mogę powiedzieć, obowiązuje mnie klauzula poufności.
Po jej podpisaniu uświadomiłam sobie, jak bardzo musi się zmienić moje życie. Koniec z szaleństwami, czas być jeszcze bardziej powściągliwą, czas zostać zimnym profesjonalistą.
Jestem zafascynowana tym, co dokoła mnie się dzieje. Już przedstawiono mi szczegóły projektu, a będzie ich więcej, więcej i więcej! Jest to kolejna motywacja do nauki języka. Marzenia się spełniają!
   Szkoda, że nie mogę jemu o tym opowiedzieć, że nie będzie cieszył się z moich sukcesów.. Cóż, nasze drogi się rozeszły. Na zawsze pozostanie gdzieś w mojej duszy, ale tym razem nie pozwolę sobie na stagnację.

"Dajesz jej słowa, z których ja
układam modlitwę mą co dnia, 
Dajesz jej cały świat, 
Dajesz jej oddech wiarę, zmierzch, 
Wszystko to częścią mnie już jest, 
Dajesz kawałek mnie, 
cała rozpadam się..."

niedziela, 27 kwietnia 2014

O intrygującym wątku pobocznym. [12.04.14]

  Alkohol nie jest eliksirem życia, nie jest napojem bogów, jak często mylnie jest nazywany. Prawdą jednak jest, że pod jego wypływem człowiek jest odważniejszy. Potrafi zdobyć się na gesty, które bez zamroczenia umysłu przyszłyby mu z trudem.
  Było tak i w moim wypadku. To miał być zwykły piątek. Razem z najbliższą mi osobą w klasie wybrałyśmy się na przyjęcie urodzinowe kolegi, tam oczywiście wrzawa, szalone rozmowy, dowcipy i oczywiście kilka drinków na rozluźnienie. Postanowiłyśmy zakończyć imprezę w okolicach północy. Po wyjściu rozstałyśmy się, ona pojechała do domu, a ja... Czułam się jak młody bóg, czułam niedosyt, wiedziałam, że świetnie wyglądam, nie chciałam zmarnować tej nocy.
   Często rozmyślałam, by do niego zadzwonić, by po prostu chwilę z nim chwilę. Zawsze brakowało mi odwagi, ale nie tej nocy... Wykręciłam numer i z niecierpliwością słuchałam sygnału za sygnałem. Podniósł słuchawkę. Oniemiała z radości przekonywałam go, by mi nie odmawiał. Udało się. Umówiliśmy się w popularnym rockowym klubie. Przyszło mi na niego nieco poczekać, więc uśmiechając się do siebie sączyłam piwo. W tym czasie, zaczepił mnie pewien młodzieniec, a rozmowa sama się układała; wymieniliśmy się numerami, aż pojawił się on.
  Miał na sobie skórzaną kurtkę, koszulę w kolorze wina i ciemne spodnie. Jego zmierzwione włosy dodawały mu uroku. Przywitaliśmy, poszedł do baru i... zaczęliśmy rozmawiać. Jego złośliwy charakter dało się odczuć w pierwszych chwilach rozmowy. Odpalając papierosa, zaznaczył, że rozstaniemy się nim wzejdzie słońce. Oczywiście...Wybacz, ale to ja dyktuje warunki tej nocy.
   
By móc spokojnie porozmawiać, zmieniliśmy lokal. Idąc niepewnie przez rynek zastanawiałam się, czy on w ogóle pamięta, że tam jestem.
Weszliśmy, podszedł do baru; ja zajęłam stolik. Przyniósł mi piwo, ostentacyjnie odmówiłam jego wypicia pod pretekstem złego wyboru. Nie wypadało mi na wszystko się godzić, tak bardzo nie chciałam wyjść na zagubioną, potulną owieczkę... A Tyskiego na prawdę nie lubię.
  Przenieśliśmy się do palarni, jako że oboje mamy w sobie małego przyjaciela. Rozmawialiśmy, a właściwie to on mówił. Rozkoszowałam się barwą jego głosu, sensem wypowiadanych zdań i jego zapachem. Nie chciałam zbyt wiele mówić, rolą kobiety jest bycie ozdobą mężczyzny, dlatego też nie miałam ochoty wybijać się na pierwszy plan.
  Podarował mi kilka komplementów, co prawda, słyszałam już bardziej wyszukane, jednak z jego ust było to coś niesamowitego.
Nasi towarzysze, których poznaliśmy w klubie opuścili nas, noc właśnie zaczynała skłaniać się ku świtowi. Była trzecia nad ranem. Miałam go tylko dla siebie, ja, on i noc, która nadal trwała. Początkowo rozmawialiśmy o bardzo ogólnie, rozważanie o ludziach, obojgu nam sprawia to przyjemność. Temat mimochodem zszedł na psychologię i mechanizmy zachowań, aż padło pytanie z moich ust... "W takim razie, co o mnie sądzisz?" Chciałam wiedzieć, kim dla niego jestem, chciałam wierzyć w jego słowa...
Powiedział, że jestem intrygująca, niezwykle inteligentna, seksowna, że gram, że chce wyjść przed nim na kogoś, kim nie do końca jestem, na taką 'sucz', przy tym zaznaczył, że jestem tajemnicza.
Miałam ochotę pogratulować mu trafnego scharakteryzowania mnie, słowa aprobaty cisnęły mi się usta. W odpowiedzi otrzymał tylko uśmiech i chwilę milczenia, która nie trwała zbyt długo. Zadał mi to samo pytanie. Spanikowałam, w pierwszej chwili chciałam zdobyć się na odwagę i obnażyć przed nim moją pokaleczoną duszę. Jesteś niezwykle inteligentny, podziwiam Cię za Twoją stanowczość, za to, że się nie poddałeś, gdy w Twoim życiu nie do końca się układało. Masz ciekawą osobowość, jest niezwykle złożona. Do tego...masz zgrabny tyłek. Po naszych ostatnich spotkaniach stałeś się dla mnie niemalże wzorem, chyba nawet chciałabym być taka jak Ty. Coś mnie jednak powstrzymało... Z moich ust wydobyła się tylko wymijająca odpowiedz, że mój umysł jest zamroczony alkoholem i nie pora na takie wyznania. Przez chwilę naciskał, chciał to usłyszeć, wydaje mi się, że moje oczy zdradziły wszystko, nie sposób jest ukryć tak silnych emocji.
   Noc była coraz słabsza, a klub pustoszał. My też postanowiliśmy wyjść. Podał mi płaszcz, a ja tylko modliłam się, by nie przewrócić się na pięknych, ale zbyt wysokich butach. Po wyjściu kilka razy zachwiałam się, a że alkohol szumiał mi w głowie dalej postanowiła iść na boso. Bardzo chciałam być bliżej niego, przytulić się; z lekko zawadiackim uśmiecham spytałam, czy mogę iść z nim pod ramię. Czułam się wspaniale mając go za podporę. Krótka wymiana zdań dotycząca dalszych planów i znaleźliśmy się w taksówce, która nie jechała w kierunku mojego domu.
   Uśmiech przeplatał się ze zdenerwowaniem, fascynacja z podnieceniem. W czasie długiej drogi rozmawiał z kierowcą, ja słuchałam. Dojechaliśmy na miejsce i jakby czar prysł. Po chwili weszliśmy do jego pokoju. Nie do końca wiedziałam, co ze sobą zrobić dokoła panował niemiłosierny bałagan; puszki, butelki, kartony po pizzy, porozrzucane ubrania pomieszane ze stertą brudnych naczyń. W tym rozgardiaszu widać było tylko łóżko, komputer i fotel. Najchętniej rzuciłabym się do sprzątania. Fakt, ostrzegał mnie, że ma bałagan, jednak nie spodziewałam się, że może być, aż tak tragicznie.
A on...rozebrał się, włączył soundtrack z Amelii stwierdzając, że przy tym się dobrze śpi. Bez słowa wskoczył do łóżka. Nie wiedziałam, go zrobić, jego oczy mówiły wszystko. Lekko zagubiona rozebrałam się i również wskoczyłam do łóżka. Przytuliłam się do jego aksamitnej skóry i chłonęłam zapach, który mnie otulał. Jego silne, ale nie przesadnie umięśnione ramie otuliło mnie, czułam jak palcami dotyka moich pleców na całej ich długości. Wtuliłam się w niego mocniej i oboje zaczęliśmy nerwowo szukać swoich ust...
   Wszystko potoczyło się niemal tak, jak sobie to zaplanowałam, wspólny wieczór i deser u niego. Tylko ten poranek...Wraz z nocą odeszła cała magia. On bez ogródek wstał i zajął się swoją pracą. Wyjechaliśmy do miasta, tam przesiadłam się do samochodu mojego agenta i na tym skończyła się nasza przygoda. Nie czułam się winna; może nico oburzona, gdyby chociaż się przyzwoicie pożegnał...
   Po tej nocy wiem, że nie kochałam jego, tylko nieprawdziwy, wyidealizowany obraz, który stworzyłam ze strzępków wspomnień.
Niestety mój książę na białym koniu okazał się jeźdźcem apokalipsy. Dziś mogę powiedzieć głośno, że żałuję tych siedmiu miesięcy, przez które zaprzątał moją głowę. Nauczyłam się przez ten czas na prawdę dużo, ale jestem pewna, że mogło to obejść się bez tylu ofiar. Najbardziej jest mi żal zaprzepaszczonego roku w nauce, oczywiście mogę to nadrobić i to zrobię, jednak niesmak pozostanie już na zawsze.
Oczywiście...mogę pisać o jego zaletach, o każdej z nich powstałby przynajmniej jeden obszerny akapit. Niestety, cały ten wachlarz zostaje przyćmiony przez jego skrajny egocentryzm. Szkoda, że tak późno to zauważyła, że potrzebowałam wstrząsu by wrócić na właściwą ścieżkę.
Na szczęście pióra odrastają, z każdą chwilą jestem silniejsza. Tak, ta znajomość, a właściwie jej finał dał mi siłę by stawić czoło rzeczywistości i wygrać grę zwaną życiem.

"Idź tak daleko jak możesz. Tylko nie zbaczaj, ze ścieżki by pozbierać kwiaty, które i tak zwiędną..."
Poznajesz te słowa? 


środa, 9 kwietnia 2014

A gdyby tak zarzyć wspomnienia i umrzeć z bólu po raz enty?

               
 
   Świat jest zbyt brutalny dla takiej delikatnej, małej, eterycznej duszyczki jak ja. Buduję dokoła siebie twierdzę nie do zdobycia, by chronić me wątłe wnętrze. Pierwszy raz z tą teorią miałam styczność, gdy byłam w wieku wczesnoszkolnym; dziś jestem młodą kobietą, a ona jest jak najbardziej aktualna.
Zastanawiam się, dlaczego chciałam ją zabić? Dlaczego nie chciałam dać jej mną kierować? Chciałam mentalnie wyrwać sobie serce i stać się jedną ze skorup, którymi tak bardzo gardzę. Wstyd mi za siebie... Pociesza mnie jedynie fakt, że to już zamknięty rozdział.
Najmilsza moja, dziękuję, że nie zamknęłaś przede mną bram swojej duszy, że znów mogłyśmy pobyć razem.

                          

   Powrót do domu wieczorem, a właściwie w nocy okazał się niezwykle owocny, między innymi w przeziębienie. Tramwaj odjechał beze mnie, więc by nie marznąć zrobiłam sobie pieszą wycieczkę. Nie sądziłam, że walka z myślami może być tak trudna i tak bardzo odbijać się na ciele.
Przystanęłam na skrzyżowaniu, jedna z ulic prowadziła do Ciebie siostro, kolejna do mojego gniazdka, a jeszcze jedna w stronę przybytku owego młodzieńca. Stawiając niepewnie krok za krokiem na wyboistej drodze czułam, jak część mnie chce iść w inną stronę. Jak bardzo moje nogi chcą mnie ponieść w miejsce, gdzie niegdyś z nim siedziałam. W miejsce, z którym łącze tyle wspomnień... Wygrałam, ze sobą. Racjonalizm wziął górę, szanse na spotkani były znikome. Zresztą co ja miałabym mu powiedzieć, "cześć, zauroczyłam się w Tobie i chce sprawdzić czy do siebie pasujemy"? Toż to irracjonalne!
   Idąc w dół ulicą, którą pewnej magicznej nocy, hmm... szliśmy, o ile można tak nazwać maszerowanie w stanie wyższego upojenia alkoholowego. Mimowolnie napłynęły mi do oczu łzy, czułam jak moje małe serce rozrywa się strzępy. I wreszcie trafiłam i tam; przejście dla pieszych na środku, którego ciemną nocą poznawaliśmy smak naszych ust. Oczyma wyobraźni przywołałam tamtą magiczną chwilę, zaciągając się gorzkim dymem papierosa. Czułam ból, pustkę, a zarazem przyjemne ciepło ogrzewające mnie od środka.
Szłam dalej, i dalej... Każdy budynek, każde skrzyżowanie, wszechobecna cisza i mrok pozwalały mi na oddanie wspomnieniom, tak lichym, małym, wątłym wspomnieniom.
  Ten spacer dał mi więcej niż mogłam chcieć. To było jak uświadomienie sobie, co jest najważniejsze, kim chce być, z kim chce być i co chcę osiągnąć.

                                   

   Rezygnacja z części zajęć okazała się dobrą decyzją, Co prawda brakuje mi zajęć z rysunku, niestety zajmowały zbyt wiele czasu. Wyznaczanie priorytetów okazało się łatwiejsze niż myślałam. Ciesze się, że mam za sobą tatę, że zawsze jest przy mnie, gdy tego potrzebuję. Czasem błahe przytulenie, pytanie o samopoczucie, czy rada w mało istotnej sprawie pozwalają mi poczuć, że jednak komuś na mnie zależy.
   Podjęłam kolejną pracę, zostałam pomocnikiem przy projekcie firmy zajmującej się sprzętem do pływania. Zlecenia nie są zbyt wymagające; najczęściej to przepisywanie danych, przeprowadzanie ankiet. Udało mi się pokonać kandydatów i z jednorazowego zlecenia powstała stała współpraca, jestem z siebie nader dumna, może niewielki ale satysfakcjonujący sukces.
Coach powtarza, że trzeba tworzyć sobie plecy za młodu, więc działam.

                                         

  Jak już wcześniej wspominałam, mój pogląd na świat jest po istnej rewolucji. Pacyfizm, nie ma przyszłości, gdy żyje się w miejskiej dżungli. Oczywiście, nie mówię tu o agresywnym i ordynarnym zachowaniu w każdej możliwej chwili. Powszechnie wiadomo, że właśnie uprzejmość połączona z przebiegłością jest kluczem do sukcesu i ludzkich umysłów. Sztuka polega na tym, by być nie jeden, a przynajmniej trzy kroki przed wrogiem.
   Uprzedzając pytanie, które z pewnością padnie. Czy mam sumienie? Czy mam skrupuły? Sumienie zamieniłam na niezawodną pamięć i diabelską cierpliwość, te cechy są zdecydowanie bardziej przydatne niż jakieś...sumienie. Co do skrupułów...Czy to one nie są tym, co nas ogranicza? Większość ludzi zasłania się nimi, bo brakuje im odwagi, by pogrążyć kogoś, kto regularnie sobie z nich kpi. I dochodzi do rozwarstwienia, część staje się wykorzystywanymi legalnymi niewolnikami, ale za to prawymi z czystym sumieniem, którzy są na usługach tych sprytniejszych, tych którzy umieją grać w grę zwaną życiem.
Nie pozwolę zepchnąć się do pierwszej grupy, będę walczyć do ostatniej kropli krwi, będę niszczyć konkurencję każdym, nawet najbardziej odrażającym sposobem, by dojść do celu. Jednocześnie mając oczy dookoła głowy, by nie wpaść w podobną pułapkę.
   Konflikt w klasie trwa w najlepsze, ta intelektualna nizina nawet nie umie maskować swoich przekrętów. Myślenie długodystansowe, to dla nich z pewnością pojęcie obce.
To smutne, gdy klasowa 'elita' ląduje u dyrektora po tym, jak odsłuchał nagranie i kilka screenów dotyczących podkradania sprawdzianów z biurka nauczyciela pod jego nieobecność.
Przerażenie w ich oczach, to jak struchleli było niesamowicie satysfakcjonujące. Co najciekawsze, sam tata namówił mnie do tego kroku. W efekcie zyskałam przychylność nauczyciela prowadzącego owe zajęcia i pogrążyłam osoby, których nienawidzę. Czy dzień może zacząć się lepiej?

                                   

  Potrafię być bezwzględna w sprawach zawodowych, potrafię niszczyć, stawiać warunki, wymagać i osiągać cel nie zważając na poniesione ofiary. Dlaczego więc nie mogę być taka w sprawach sercowych? Czasem mam wrażenie, że jestem emocjonalna masochistką. Czując niedosyt i zawód otwierają się moje zmysły. Pisanie przychodzi mi z łatwością, łatwiej oddać mi się pracy. Nie umiem tego wytłumaczyć, to chyba ostatnia rzecz jakiej w sobie nie lubię. Pomimo szczerych chęci pracy nad tym nie mam odwagi do niego zadzwonić i w jakikolwiek sposób spróbować zbliżyć się.
  Wczoraj rozmawiając z Tobą powiedziałaś mi coś, co bardzo podniosło mnie na duchu. Z pewnością nie był to przypadek, przecież ani dla mnie, ani dla Ciebie one nie istnieją. "Doskonale wiesz, że możesz spędzić z nim więcej czasu, niż tylko moment odebrania książki", Nie wiem, czy potrafisz sobie wyobrazić, jak bardzo te słowa podniosły mnie na duchu. Pozostaje mi czekać na telefon, który obiecał i spróbować. Chyba wolę żałować, że pomimo moich starać nie wszystko poszło po mojej myśli, niż poddać się bez walki.

                               

  Mój sen odszedł...

                                 

niedziela, 6 kwietnia 2014

Wiesz może co łączy gawrona i sekretarzyk?

   Minęło pół roku, jak Cię nie widziałam. Minęły 4 dni od ostatniego telefonu. Ty nie przeminąłeś. Doskonale wiem, że miałam o Tobie zapomnieć, że miałam już nie wracać do tego co było, że miałam znów zacząć żyć jakbyśmy nigdy się nie poznali. Jednak nie potrafię. Wpadłeś do mojego serca szturmem i nadal je oblegasz. Wiem, doskonale wiem, że połączyła nas tylko jedna noc, że dla Ciebie nic to nie znaczyło. Szkoda, że nie jestem tak oziębła jak Ty.
  Nie potrafisz sobie wyobrazić, jak ciężko jest mi każdego dnia wstać z myślą, że to będzie kolejny dzień bez Ciebie, że znów będę mogła ujrzeć Cię tylko oczyma wyobraźni. W każdej wolnej wolnej chwili echem w głowie odbija mi się barwa Twojego głosu. Oczyma duszy widzę Twój uśmiech, a jeszcze innym zmysłem przyzywam smak Twych ust. Chyba mnie opętałeś...
Ciekawe, co Ty o mnie sądzisz? Czy jest tak jak mówiłeś, czy może to tylko kolejne puste słowa? Może kiedyś nadejdą lepsze czasy i odpowiesz mi na te pytania.
   Masz moją książkę, pamiętasz? Oczywiście, że pamiętasz; to w tej sprawie do Ciebie dzwoniłam. To niezbyt mądre, ale, ale... Odwlekam nasze spotkanie, boje się, że to będzie ostatni raz, gdy Cię zobaczę. Wcześniej chciałam się uspokoić, wszystko przemyśleć, dlatego powtarzał sobie, że spotkam się z Tobą za jakiś czas. A dziś? Dziś każdego dnia piszę w głowie scenariusze tego spotkania. Nie chcę by to się tak skończyło. Rozumiesz? Nie chce Cię stracić, nie chcę, po prostu nie chce!
   Wyciągnęłam tyle wniosków, pamiętam niemal każde wypowiedziane przez Ciebie zdanie. Każde dokładnie przestudiowałam. Dziękuje. Jestem Ci winna ogromne podziękowania, przez te parę chwil dałeś mi więcej wiedzy niż mogłam pojąć. Dziś to rozumiem. Poniekąd ukończyłeś dzieło, które rozpoczęła nasza wspólna Siostra. Zazdroszczę jej, że ma Cię więcej niż ja. Wciąż pamiętam jak mi o Tobie opowiadała... sama myśl o tym maluje uśmiech na mojej twarzy.
   Zdaję sobie sprawę, że niewiele Cię to obchodzi, ale chyba się w Tobie zakochałam. Dla mnie jesteś kimś wyjątkowym, ja dla Ciebie pewnie kolejną fanką.
    Dziękuje za kilka tych wspólnych chwil, dziękuje za poukładanie mi w głowie.