piątek, 28 lutego 2014

Witam, mam na imię Aleksandra

   Dorosłam. Definitywnie jestem już dojrzała. Zmieniłam się na tyle, że wiele osób mnie nie akceptuje, uważają, że się wywyższam. Trudno, nie potrzebuję wianuszka fanów. Liczę się JA i to bym dążyła do wcześniej wyznaczonego celu.
   Kwestia zmiany stylu była poruszana już wielokrotnie, dlatego teraz tylko napomknę, iż miło jest słyszeć  komplementy.
    Czuję się nieco zgorszona, czytając posty dotyczące tego aroganckiego młodzieńca. Ugh...To było tak niedojrzałe i głupie. Ciesze się, że już nie mamy styczności.
     Ostatnimi czasy spotykałam się z młodzikiem, niestety okazał się niezdecydowanym. Nie chcę być niczyją zabawką, a już na pewno nie chcę spotykać się z kimś, kto jest w związku. Czuję się oburzona i poniekąd urażona. Wiem, że można nazwać to hipokryzją porównując to choćby z moją relacją z chłopakiem od którego się uzależniłam. Zmieniłam się. Uczucie zgorszenia, gdy dowiedziałam się, że nie jestem tą jedyną jest nie do pisania. Chciałam uwierzyć w uczucie, chciałam uwierzyć, że nie każdy jest zepsuty. Niestety, dało mi to nauczkę by nie angażować się zbyt szybko i inwigilować ewentualnych partnerów.
Miałam okazję rozmawiać o nim z jego przyjacielem. Stracił w moich oczach, bardzo. Nadal mam do niego małą słabość, jednak po tym co zrobił nie jestem w stanie się przełamać. Możliwe, że mówię tak bo to nadal krwawiąca rana. Nie... Nigdy mu nie zaufam i zawszę już będę spoglądać na niego lekko zaszklonymi oczyma. Potraktował mnie jak zabawkę.
Swoją drogą okoliczności w jakich się o tym dowiedziałam były, hmm...interesujące. Idąc na afterparty pomylił moje imię z jej imieniem biorąc mnie pod ramię. Jego przyjaciel mi powiedział, zabolało. Pomimo to imprezę zaliczam do bardzo udanych pomimo niewielkiego upojenia alkoholowego.
    W szkole niemal wszystko się poukładało z wyjątkiem relacji z matematyczką. Kolejna sfrustrowana kobieta, która niepowodzenia w sferze prywatnej przenosi na pracę. Nienawidzę takich ludzi. Wręcz mini gardzę.  Pozostaje mi pracować nad sobą, matura coraz bliżej.
    Wypada też poruszyć kwestię sytuacji domowej, cóż...to temat rzeka. Matka nie ma zamiaru się zmienić, w sumie to wszystko po staremu. Czasem mam ochotę zrobić jej krzywdę, jednak jest to poniżej mojej godności. Szkoda mi po prostu paznokci na takie ścierwo jak ona.
    Mam przerośnięte ego. I co z tego? Prada jest taka, że większość ludzi to intelektualne niziny, które swoją wiedzę czerpią jedynie z komercyjnych programów informacyjnych. Znam swoją wartość i będę wykorzystywać słabości innych.
    Zastanawiam się, czy postępuje odpowiednio. Co prawda nie posiadam kręgosłupa moralnego, jednak nie chciałabym wyrządzić nikomu zbyt dużej krzywdy. Po tym, jak dowiedziałam się, jaki na prawdę jest ów młodzieniec, resztę wieczoru spędziłam z jego przyjacielem. Z początku wypłakałam mu się w ramię, później po prostu rozmawialiśmy. Po pierwszym spotkaniu sądziłam, że za mną nie przepada; teraz wiem skąd ta drobna niechęć.
Dziś byłam z nim na czekoladzie. Spędziliśmy ze sobą całe popołudnie. Bardzo miłe z jego strony, było to, że przyszedł po mnie. Moja wychowawczyni już dopytywała kto to. Biorąc pod uwagę jej osobowość nie da mi spokoju i będzie mnie o niego wypytywać.
Dobrze czuje się w jego towarzystwie. Muszę przyznać, że z każdą chwilą w kawiarni bardziej się do niego przekonywałam. Teraz wydaje mi się, że nawet mi się podoba. Mam nadzieje, że to się nie zmieni i może w końcu trafię na kogoś porządnego.
Rzecz jasna nie mam zamiaru przyśpieszać biegu wydarzeń. Jestem z siebie dumna, że nawet nie musnęłam ust młodzika, który zawrócił mi w głowie. Nie zasługiwał, by poznać ich smak, dokładnie tak samo jak ten arogancki młody mężczyzna. Przeszłości już nie zmienię, ale ciesze się, że wyciągnęłam z niej wnioski.
Nie wierzę w los i w szczęście, wierzę natomiast, że któregoś dnia będę mogła powiedziesz 'kocham' będąc tego pewną.

"Kobieta jest najsłabsza, gdy kocha, a najsilniejsza, gdy jest kochana."
~Erich Osterfield

niedziela, 9 lutego 2014

Żyję dla siebie.

   Pierwszy tydzień ferii już za mną. Spędziłam ten czas niemal nie wychodząc z łóżka, ale nie mam o to do siebie pretensji. Po batalii w szkole było mi to potrzebne, choć przyznam, że nawet lenistwo potrafi zmęczyć. Zrobiłam wszystko to, na czym mi zależało. Porządki w szafie i w głowie. Uspokoiłam się.
   Jutro jadę do taty, odpocząć od domowego piekiełka. Moja matka, hmm... Nie lubię mówić w ten sposób o tej kobiecie. Nie zmieni się, zawsze już będzie poirytowaną, niespełnioną kobietą. Wciąż mści się w domu za swoje niepowodzenia, faworyzuje brata. Nie ukrywam, że trochę mnie to boli... Może nawet bardzo? Tata określił to idealnie trafiając w sedno "Ona jedno dziecko faworyzuje i kocha, a drugie po prostu toleruje". Doskonale wiem, że należy liczyć tylko na siebie, ale... Czuję niesmak, gdy widzę jak się nim opiekuje, jak z nim chodzi do kina, czy gdziekolwiek. Najgorsze jest to, że on ma wszystko, a dla mnie nie zostaje już nic. Jestem zbyt niepokorna by zginać kark wedle jej fantazji więc próbuję sobie radzić. Czasem po prostu chciałabym, by kupiła mi moje ulubione ciastka? To głupie. Dziś zapytałam, czy dołoży mi do spodni dresowych, usłyszałam, że jej na to nie stać. Co? Kupiłaś konsole, odkurzacz, a nie masz na taki drobiazg? Tak, między innymi chodzi tu o pieniądze. Nie dostaje kieszonkowego, nie płaci za moje lekcje językowe, nie kupuje mi ubrań. A on...on ma wszytko. Wiem, że mogę iść do taty, ale nie czuje się z tym dobrze. Przecież dostaje alimenty! Będę rozmawiać z tatą o ich obniżeniu. Przecież nie zaspokaja moich potrzeb. Tak, jestem podłą żmiją.
   Chyba się uspokoiłam i powoli odnajduję siebie. Zmienił się krąg moich znajomych, zmieniło się moje podejście, moja szafa. Zaczęłam chodzić na siłownie, biegam. No może to za dużo powiedziane, ale truchtam niemal codziennie. Staram się utrzymywać porządek. Niby to szczegóły, ale to właśnie z nich rodzi się całość. Każdego dnia, gdy słyszę, że jestem nikim, że do niczego się nie nadaję, powtarzam sobie, że żyję dla siebie. Dla siebie. To ja mam się spełnić, to ja mam kłaść się spać wycieńczona, ale z uśmiechem na ustach, to ja mam wstawać rano i zdobywać świat. Wybacz, ale nie zniszczysz moich marzeń!
  Nie sądziłam, że tata będzie dla mnie, aż takim oparciem. Kimś, kto pomoże mi w każdej chwili, kto zawsze znajdzie dla mnie czas. To wspaniałe uczucie. W końcu Księżniczka Tatusia.
   W ostatni poniedziałek przed feriami moi rodzice pojechali do szkoły rozmawiać o mnie z moją wychowawczynią. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Bardzo zależało mi, by to tata zajmował się kontaktami ze szkołą. Jakie są odczucia matki po tej rozmowie nie wiem, za to znam odczucia taty i wychowawczyni. Zamurowało mnie. Okazało się, że matka wcale we mnie nie wierzy, uważa mnie za osobę, która nic nie potrafi zrobić z tak zwanego dobrego serca. Wciąż nawiązuje do przeszłości, do mojego zaćmienia mózgu. Ja się do tego przyznałam, powiedziałam, że nie wiem co się ze mną działo. Kryzys osobowościowy, mówi wam to coś? Dokładnie to przeżyłam. Znalazłam sobie nowy cel i wiem, co mam robić. Skończcie mówić o tym, co było. Moje otoczenie potrafi to zrozumieć. Oczywiście matka jest zbyt ograniczona by to zrobić. Tata stwierdził, że każdy ma prawo się pogubić; dziewczyny przytuliły mnie i powiedziały, że cieszą się, że znów jestem sobą; nauczyciele zatrzymują mnie po lekcjach i z radością przytulają, gratulują, że się pozbierałam. Nawet moja wychowawczyni powiedziała to mojemu tacie. To było wspaniałe, bardzo mnie to podbudowało.
   Wypada napomknąć też coś o pewnym młodzieńcu, dzięki któremu coraz częściej się uśmiecham. Jest ode mnie młodszy o dwa lata, jednak po mimo swojego młodego wieku jest bardzo dojrzały i...przystojny. Uwielbiam z nim rozmawiać, spędzać czas, po protu mieć go obok siebie. To właśnie jest nietypowe w tej znajomości. Czuje do niego jakiś pociąg, ale nie jest on dominujący, określiłabym go jako dodatek. Jutro idziemy razem do klubu, ehh... Chyba liczę na jakiś uśmiech od losu, jednak nie chcę robić niczego na siłę.
  Co do faworyzowania jednego z dzieci. Moja ciekawość nie zna granic i poczytałam nieco na ten temat. Wbrew pozorom jestem w lepszej sytuacji niż brat. Nieco mu współczuję. Przez to co tu się dzieje, on ma problemy w szkole; nie jest tam najważniejszy, co go przerasta. Ja zostałam zmuszona do rozwinięcia w sobie sprytu, zaradności życiowej. On tego nie ma. W efekcie młodszy już ma problem z odnalezieniem się w grupie, jest mało zaradny, a później może być tylko gorzej; stany depresyjne to najłagodniejsza z konsekwencji. To smutne, że rodzice tak bardzo ranią swoje dzieci.

"Jedynym czarem przeszłości jest to, że już minęła."
~Oscar Wilde