Dawno mnie tu nie było, prawda. Dostałam od Was kilka gniewnych upomnień. W sumie, to mi miło, że naciskaliście; czuje, że się mną interesujecie.
Przez ostatni miesiąc wydarzyło się niesamowicie wiele, większość to już przeszłość. Mówię tu o mojej znajomości z pewnych chłopakiem.
Zaczęło się jak większość związków w XXI wieku, 'impreza i jakoś tak wyszło'. Zaczeliśmy się spotykać, rozmawiać. To naprawdę jest ciekawa osoba, jednak nie dla mnie. Kocha muzykę (jest gitarzystą), ale zabyt się w niej zatraca. Każdy wieczór to piwo, papierosy i z tego co wiem inne ciekawostki. Za szybko się zatraciłam, pozwoliłam sobie na zbyt wiele. Dziś ciesze się, że to się skończyło nie chcę skończyć jako przed rokiem.
Ciesze się, bardzo się ciesze bo mam prace. Co tydzień w sobotę biegnę do mojego lumpexu na osiedlu i sortuję towar. Praca nie jest szczytem moich marzeń, ale jest dobrze płatna; starczy by sobie coś kupić i wrzucić co nieco do oszczędności. Kolejnym plusem tej pracy jest fakt, że mogę znaleźć jakiś ciekawy ciuch dla siebie. To trochę wbrew zasadą, ale z dziewczynami odkładamy sobie ciekawsze ubrania z wyprzedaży (czyli swetry z kulkami i inne rzeczy, które można łatwo naprawić w domu, w większości przypadków wystarczy wyprać). Po kilku tygodniach, gdy byłam 'na zastępstwo' zmieniłam status na osobę ze stałej ekipy, to wspaniałe mieć pracę.
Moje życie zawodowe się rozwija, w poniedziałek zaczynam kolejną pracę na stanowisku świstaka c;,
a na poważnie, będę pakować paczki promocyjne dla matek. Ciesze się z niej, ale z drugiej strony wiem, że będzie mi brakło czasu na życie prywatne... Nie ważne, zarobię na koturny.
Praca, praca, praca, dodatkowo zaczęłam zajmować się dystrybucją kosmetyków. Mam nadzieje, że uda mi się to pogodzić.
Byłam na koncercie HIM, to było 1 czerwca. Taki o prezent na dzień dziecka.
Niesamowite doznanie, poznałam nowych znajomych, bardzo ciekawe i pozytywnie zwariowane osoby. Nadam mam z nimi kontakt.
W drodze do Warszawy zrobiliśmy sobie przerwę, ja jako palacz poszłam się schować i zatruć płuca. Niestety tata mnie wypatrzył, jednak zamiast mnie skarcić, zawołał mnie, spliliśmy i po sprawie. Jechaliśmy z dziadkami, babcia chciała odwiedzić rodzinę w stolicy, bardziej obawiałam się reakcji dziadka niż taty. Naszczęście wszystko było dobrze.
Na miejscu spotkałam się z dziewczynami, swoją drogą moimi adminkami. Niestety, pogoda nie przywitała nas serdecznie. Dostałyśmy się na kampus za pomoca taty.
Wejście na teren kampusu było misją prawie nie możliwą. Przyczepiali się o wszystko, zostałam posądzona o próbę ataku terorystycznego lakierem do włosów, 'pani' która mnie przeszukiwała zajrzała mi nawet do paczki papierosów. Na szczęście, tata był w okolicy i odebrał wszystkie fanty.
Ilość wypitego przeze mnie piwa ... Oj, lepiej o tym nie mówić. Nie, nie, nie, byłam pijana, ale cały wieczór popijałam tylko piwo; Cola w McK'u była cudowna w smaku, wreszcie coś bezalkoholowego.
Od 15 do 21 minęło troszkę czasu, jako szalone fanki poszłyśmy się bawić, przeciągałam linę, jeździłam taczką... Aż robi mi się ciepło na sercu jak o tym myślę.
O 20 postanowiliśmy się zbierać i dopchać pod scenę, przez godzinę stałam i nudziłam się w błocie czekając aż ON się pojawi. Stałam w drugim rzędzie, udało mi się ominąć błocko.Akurat nie byłam wbijana na barierki a dzięki mojemu wzrostowi wszystko widziałam.
Pojawienie się na scenie rekwizytów wywołało okrzyki na częstotliwości nie do wytrzymania dla normalnego człowieka.
Wreszcie się zaczęło! Unleash The Red i nagle ich widzę, normalnie oglądam ich na ekranie komputera a tu proszę... I Ville, miliard razy przystojniejszy niż na zdjęciach i plakatach. Był pięknie ubrany, widziałam jego piękny tatuaż na klatce piersiowej, to co czułam jest niemożliwe do opisanie słowami. Jedyne co mnie nieco zszokowało, to to, jaki on jest drobny. Wiedziałam, że nie jest zbyt dużej postury, ale to co zobaczyłam... Nie spodziewałam się aż takiego patyczaka. Nie ważnę i tak go lovciam! ("Bo kocha się kogoś z kim się jest", jak to ktoś powiedział).
Po koncercie łudziłam się, że przyniosą obiecany plakat ze sceny, niestety na marne. Trudno. Zapaliłam i skierowałam się do wyjścia.
Jak wybiegłam z kampusu zobaczyłam tate, zapytał jak było. Stanęłam zaczęłam krzyczeć jak szlona, że było to najlepsze doświadczenie w moim życiu, że kocham ten zespół i że nie mam gardła bo darłam się jak pojebanieć przez godzinę. Ludzie musieli patrzeć na mnie jak na debila, trudno. Było warto. Wsiadłam do samochodu, wcześniej tata zabrał mi buty, w sumie to się nie dziwie błoto było do wysokości 8 dziurki.
Na autostradzie poszłam w skarpetkach do toalety, zmęczona, poczochrana, w zbyt dużej bluzie. Kobieta, która tam była patrzyła na mnie jak na jakieś straszydło, nie dziwie się. Tak samo spojrzała na mnie pani ze stacji benzynowej jak o 2:30 weszłam zaspana w równie opłakanym stanie i bez butów i kupiłam Colę. W domu wylądowałam jakoś przed 4, zmyłam makijaż i padłam. Oby więcej takich doznań.
Następnego dnia poszłam na praktyki... Powiem krótko, to był trudny dzień.
Siostro, jesteś moim jedynym źródłem informacji o nim. Boli mnie jak piszesz, że się stoczył, staszne, on nadal jest gdzieś w moim sercu. Wiem, wiem, że on mnie po prostu nie chce... Nie chcę o tym pisać, to zbyt boli. Przed wczoraj robiąc pożądki znalazłam jego koszulkę, zmasakrowałam ją, pocięłam, wypastowałam skrawkami buty, a reszte spaliłam.
To chyba wszystko, nie chcę pisać co u mnie, jak się czuje. Po prostu nic się nie zmieniło, wciąż samotna i zdołowana.
Dużo z siebie wyrzuciłaś, ale emocji widzę, że nie chcesz za bardzo ruszać. Rozumiem Cie. I trzymam kciuki za dalszą drogę.
OdpowiedzUsuń