Od zawsze powtarzałam, że zawsze dostaje to czego chcę. I mam; chciałam Żabę, chciałam być ajentem. Jestem, od czerwca prowadzę własny sklep. Tylko jakim kosztem?
Minęło pół roku, a ja straciłam większość znajomych z powodu braku czasu, straciłam kontakt z rodziną, straciłam wiarę w ludzi i szacunek do nich. Bo przecież dlaczego mam szanować ludzi, skoro sami tego nie robią.
Żeby zdobyć sklep zwerbowałam moją byłą przyjaciółkę i matkę do założenia sobie stryczka na szyję. Zmusiłam je do podpisania weksla, bez tego moje marzenie nigdy by się nie spełniło. Kiedyś wszyscy się przyjaźniliśmy, matka udawała pozytywne relacje, bo chciała pieniędzy, ona, moja była przyjaciółka była początkowo zachwycona, bo w końcu w życiu poczuła się ważna. A teraz, matka znów traktuje mnie jak ścierwo, a ona odeszła z pracy za 'porozumieniem stron'.
Po pół roku pełnej odpowiedzialności mogę szczerze powiedzieć, że ludzi to chodzące ścierwa. Kradzieże, niewyparzony język... Aż szkoda na to słów. Osobiście zawsze, gdy zarzucałam komuś brak kompetencji przewyższałam go w umiejętnościach, a tu? Ludzi drą mordę non stop, o wszystko. Nieraz mam ochotę rzucić kluczami, z drugiej strony jest mi piekielnie szkoda serca i pracy, którą włożyłam w ten sklep. Teraz sklep to wszystko co mam, nie wyobrażam sobie innego życia. Bez wykształcenia, w moim wieku i tak mogę uznać, że złapałam Pana Boga za nogi.
Nie sądziłam, że marzenia są tak drogie, że droga do celu tak trudna, że można spać po 3h/dobę przez kilka miesięcy pod rząd i się przyzwyczaić do warunków jakie się sobie stworzyło. Boje, piekielnie się boje, czeka mnie praca ponad siły, zwolniłam wszystkie pracownice po tym, jak brakowało towaru z za kasy. Teraz trzeba odrobić straty, trzeba nów budować zespół od podstaw, przypomina to budowanie domków z kart...
Zastanawiam się w takich chwilach jak tera, cy dam radę, ale czy ja mam jakieś wyjście? Osoba, która wprowadzała mnie w świat Żabek przez 1/2 roku pracowała sama bez dnia wolnego. Czyli wychodzi na to, że się da, tylko trzeba mocno zagryźć zęby. Więc cóż... Czas start, tą bitwę trzeba wygrać jak każdą inna. Bo przecież, ja zawsze wygrywam.
Przez tak mocno eksploatującą pracę cierpią też relacje damska męskie. Moje nigdy nie były trwałe, nigdy nie były jakieś wyjątkowe. Po prostu były. Na chwile obecną jest gorzej, relacje damsko-męskie ograniczają się głównie do alkoholu i seksu. W sumie, dupa nie monstrancja, a ja zawsze chciałam po prostu dawać sobie przyjemność, gdy mam na to ochotę. decydowanie mogę jednak powiedzieć, że kręcą mnie faceci po 30, nie wiem czemu. Mają więcej doświadczenia, są obyci i co najważniejsze są dużo lepsi w łóżku. Młodzieńcy nie potrafią przejąć inicjatywy, nie potrafią dać tyle radości co mężczyzna nieco starszy, który zna kobiece ciała. Jedyne co nie jest zbyt chlubne to fakt, że mam coraz więcej ofiar. Z drugiej strony, to przecież system zero-jedynkowy, to pożądanie jest, albo go nie ma, idziemy się pieprzyć albo nie. I tu od początku nie ma mowy o jakimkolwiek śniadaniu. Przecież zawsze chciałam tak żyć, mieć odpowiedni zapaś środków na koncie, pracę w której się spełniam i pieprzyć się z intrygującymi facetami. Czasem czuje się jak w filmie... Aktualnie na świeczniku jest mężczyzna, który zajmuje się remontami niedaleko mojego sklepu, 30-kilka lat, wredne usposobienie i całkiem niezły temperament. Mogę być dumna z mojej silnej woli, gdy ostatnio u niego spałam do niczego nie doszło, teraz żałuje! Przecież mogłam się tak dobrze bawić, z wstępnych gierek wynika, że warto się po gimnastykować i jeszcze raz umówić się z nim na wino.
"Stałem się nieczułym interesownym chujem, zrażając tym do siebie wszystkich i wszystko dookoła. Straciłem znajomych i odizolowałem się od ludzi. Zacząłem naprawiać największy błąd w życiu. Zrozumiałem i nauczyłem się więcej, niż niektórzy ludzie nie zrozumieją przez całe swe parszywe i gówno warte życie. Co czuje? Strach. Przed człekokształtnym monstrum stojącym mi tuż na głową, które każdego ranka i każdej minuty szepcze "uważaj na niego/nią". Najokrutniejszy fakt, z kilku miesięcy? Im bardziej sceptycznie i zimno podchodzę do życia tym częściej mam racje. Przestałem się "wyrażać" dla ludzi dawno temu. Nie są tego warci nawet w ułamku procenta. "Dlaczego mam mieć do nich szacunek skoro oni sami do siebie go nie mają""
~niestety to prawda, jeszcze chwila i będę się przestawiać Kozlovska...