sobota, 11 stycznia 2014

Zamknij oczy i śnij, śnij bo tylko w snach ukojenie.

    Pracowity tydzień już za mną, jeszcze tylko kilka dni i będę mogła spokojnie zrobić sobie kakao, otworzyć ulubioną książkę i spędzić wieczór w fotelu owinięta kocem. W poniedziałek zaważą się moje dalsze losy, zaliczenie z dwóch przedmiotów i sprawdzian. Poradzę sobie, nie ma rzeczy niemożliwych; nie dla mnie. Jestem na siebie zła, zła, zła! Straciłam tak wiele czasu na użalaniu się nad sobą. Nie chce przegrać, nie pozwolę na to. Nie dam nikomu się zniszczyć. W środę stało się coś niezwykłego...
Po niemieckim podeszłam do nauczycielki, by zapytać o możliwość poprawy. Nie odtrąciła mnie, chwile za mną porozmawiała. Moje oczy zaszkliły się od łez, a ona...Po prostu mnie przytuliła i powiedziała, że we mnie wierzy. Z jednej strony byłam prze szczęśliwa, dawno nie usłyszałam tak ciepłych słów. Z drugiej strony poczułam się jakbym dostała obuchem po głowie. Obca kobieta, którą widuję dwa razy w tygodniu jest dla mnie większy wsparciem niż własna matka.
Szkołę już prawie wyprostowałam, a na pewno jestem na dobrej drodze.
   Ludzie to jednak kurwy, tryumfalne spojrzenia jakie posyła mi moja klasa wraz z matematyczką na czele są zarazem drażniące i żałosne. Teraz napawacie się dumą, bo macie lepsze oceny ode mnie? Teraz? Cieszcie się tym uczuciem, bo niedługo pozostanie wam tylko jego wspomnienie.
   Jestem perfekcjonistą, ta cecha osobowości ma jedną zasadniczą wadę. Gdy coś nie idzie po mojej myśli, gdy nie jestem najlepsza odpuszczam, zarzucam wcześniej wyznaczone cele i szukam nowych. Muszę nad tym pracować, muszę mieć w sobie więcej uporu, pasji...Bo przecież niebanalną osobowość już mam. Całe życie przede mną, nie mogę przecież pozwolić, by sfrustrowana przekreśliła moje marzenia.
   Z każdym dniem rani mnie coraz bardziej, coraz głębiej wbija sztylety w mą duszę, tyle że...ona już dawno się wykrwawiła. Jestem potworem, nie potrafię ronić łez, nie potrafię szczerze się śmiać. Każdy podryg warg jest wyreżyserowany. Cóż, każdy ma w życiu jakiegoś potwora, mój po protu jest bardziej krwiożerczy od innych. Może to i dobrze? Będę zahartowana.
   Każdej nocy, przed zaśnięciem zamykam oczy i marzę. O tym, co będzie za kilka lat. O mojej pracy, o moim mężu i o małych szkrabach. Będę wracać do domu, odwieszać płaszcz i robić to co kocham, dla tych, których będę kochała i którzy będą kochali mnie. To będzie piękne. Pozostaje mi tylko czekać na pojawienie się księcia na białym koniu, a teraz czas trochę popracować, by zbliżyć się do marzeń...

"Trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia. Ono zobowiązuje."  
~Katarzyna Enerlich

wtorek, 7 stycznia 2014

"Nie ma ludzi niezastąpionych"

  Słowa, które wzbudzają we mnie zarazem przeszywający lęk i niepohamowaną radość. Czuje się jakby ktoś niemal śmiertelnie mnie pobił i zostawił konającą poza światłami miasta, poza zasięgiem tych, dla których jeszcze coś znaczę. Ale kto to jest? 
Każdy dzień jest trudniejszy od poprzedniego, każdy dzień jest wyzwaniem. Nie mam już sił. Ta nierówna walka mnie niszczy. Matka nie odpuszcza, robi wszystko by mnie zniszczyć. Widzę jaką satysfakcje daje jej spoglądanie w moje zapuchnięte od płaczu i czerwone od niewyspania oczu. Wie, że toczę zacięty bój z samą sobą.
Jeszcze tylko do 17 stycznia trwa moja mała wojna. Dzień wystawienia ocen końcowych będzie dniem mojego zwycięstwa luba porażki. Nie pozwolę im rozkoszować się Twoją porażką! Jak na razie idzie mi całkiem dobrze, co prawda dziś przegrałam jeden bój, ale wojna nadal trwa. Przeraża mnie wizja egzaminu z całego materiału, ale wolę to niż oceną dostateczną na świadectwie maturalnym.
   14 miesięcy dokładnie tyle zostało do mojej matury. Nie sądziła, że świadomość tego wywoła u mnie taki starach. Czuję się nieprzygotowana...To strasznie. NIE! Zdasz tą maturę, napiszesz wszystkie egzaminy, podejmiesz prace i uwolnisz się z tego piekła. 
    Zastanawiam się, czy to rozdwojenie jaźni, czy jakaś inna psychoza. Na prawdę słyszę głosy w głowie, one do mnie mówią i mówią. Czasem są miłe, czasem nie. Koszmary senne się nasiliły, ale to mi tak nie doskwiera. I tak, nieczęsto udaje mi się zmrużyć oko i odpłynąć do krainy Morfeusza.
   Zgubiłam uczucia, zgubiłam wiarę w miłość i wytrwałość. Jeszcze niedawno potrafiłam żyć nadzieją i kochać jednego młodzieńca miłością platoniczną. Dniami i nocami czekać na okazję by się z nim spotkać, tygodniami łudzić się, że nastąpi przełom, że coś się zmieni...i w końcu, latami pielęgnować uczucie w sercu. Dziś moje serce jest jak zmarzlina, zimne i piękne. Niestety piękno schowane jest w środku i najpierw trzeba skruszyć lód, a zmarzlina odstrasza wszystkich dokoła. Marzę by napisać książkę. Wszyscy, którym pozwoliłam przeczytać moje opowiadania są tego samego zdania, "pisz".
Bezsennymi nocami marzę, by się zakochać, by poznać kogoś odpowiedniego dla mnie. Po prostu, by być szczęśliwym. Tylko jak? Jak mam się otworzyć, skoro koło mnie same krzyki i zgrzyty? Może wystarczy poczekać? Nie...Czekanie nie ma sensu, trzeba działać. Nie wiem, czy po tym wszystkim jeszcze potrafię się otworzyć.
Mówisz, że mam go definitywnie wyrzucić z pamięci, że mam o nim zapomnieć. Jak, powiedz mi jak? Był pierwszym mężczyzną, z którym spędziłam noc. Jest osobą, którą podziwiam za wytrwałość i głowę uniesioną ku górze, ku chwale. W idealizowała go. To prawda, nie znam go na tyle dobrze. Przypisałam mu wszystkie cechy, jakie sama chce posiadać i o jakich marzę u osoby, z którą miałabym się związać. To chore... 
   Cóż...Mam pieniądze, mam dużo ubrań, mam trampki o jakich marzyłam, mam znajomych. Niejedna osoba mi zazdrości, niejedna osoba oddała by wiele za to, co mam. A ja...? A ja wolałabym po prostu mieć do kogo zadzwonić o w środku nocy i powiedzieć, że mi źle, że ma natychmiast przyjechać i mnie przytulić.


"Seks bez miłości to puste doświadczenie. Ale wśród pustych doświadczeń to jedno z najlepszych" 
~Woody Allen