niedziela, 12 maja 2013

'Hearts at war drunk on dreams'

   Znów się nie udało, chodzi o pracę. Miało być pięknie, miałam kupić platrormy... Miałam. Niestety, nie udało się. Moja praca w lodziarni nie wypaliła. W piątek pojechałam podpisać umowę, zabrałąm tatę, nie znam się na tego typu drukach. Zrobiłam to dla pewności. Gdy moja niedoszła szefowa zobaczyła tate, zapytała, czy to mój chłopak. Hmm...Zastanawialiśmy się, czy to komplement dla niego, że młodo wygląda, czy może obelga dla mnie, że spotykam się z dziadkiem c;.
Pani była bardzo zniesmaczona, faktem, że jestem z tatą. Nie wiem czemu, byliśmy optymistycznie nastaweni.
  Jestem nieco zawiedziona, bardzo chciałam tam pracować, podobało mi się to. Poza tym, chciałam zarobić trochę grosza na koncert HIM'u i móc kupić sobie miliardylion koszulek, przypinek, kubków... Wszystko *_*.
   A to, są moje buty. No jeszcze nie moje w 100%, ale chce je mieć. W myśl Alexowej zasady 'Alex chce, Alex ma' czas zacisnąć pasa i odkładać każdą możliwą złotówkę. Co prawda, są drogie to wydatek rzędu 500zł, ale one tak bardzo mi się podobają,  że będę je miała.
   Wczoraj, zamulałam niemal cały dzień. Było mi smutno, że straciłam coś, na czym zaczęło mi zależeć. Dopiero wieczorem poczułam, że to bez sensu. Przecież mogę znaleźć coś innego. Nie chcę przegrać życia.
Zaraz zaczynam uczyć się na niemiecki, robię plakat na gografię i zaczynam żyć. Trochę z opuźnionym zapłonem, ale w wakacje przysiądę. Nie są to puste słowa. W wakacje niemiecki mam już zaklepany.
    Jestem szaleńcem, zaczęłam sprawdzać sny w senniki. Co najgorsze, one się sprawdzają. To, co mi się śni, a dokładniej znaczenie tego to, to czego mi brakuje i za czym tęsknie.
    To głupie, ale moją potrzbe bliskości i zrozumienia zastępuje dobrami materialnymi. Nie podoba mi się to, z bluzką nie pogadam. Szkoda, że zasada 'Alex chce, Alex ma' odnosi się tylko do rzeczy materialnych.
     Moja małe metalowe serduszko jest pijane od marzeń, nie chcę go budzić. W naszym świecie jest pięknie. Wiele osób mówi mi, że się szpecam. Szkoda, że nie wiedzą, że ten  image, jest formą ochrony i wyrażenia siebie.
     Lato coraz bliżej, czas spełnić swoje marzenia. Zdam maturę, nauczę się fińakiego i zamieszkam w Helsinkach w małym domku z dużym psem.

piątek, 3 maja 2013

Lawina.

   Boje się, jestem śmiertelnie przerażona. Zaczęłam walczyć o siebie, ale nie wiem, czy uda mi się wygrać tą rozpaczliwą walkę. Powiedziałam jej, że nie chce z nią mieszkać. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam. Wydawało mi się, że ona chciała nawiązać dialog, ale... Nie umiem, ja po prostu już niepotrafię; a może nie chce. Dziś mijam się z nią jak cień. Wiem, że dużo jej zawdzęczam, ale ja nie wytrzymam kolejnego zmieszania z błotem. Z drugiej strony, to zawsze moja matka, co z tego, że taka a nie inna.
   Nie wiem co robić, nie wiem. Jestem w kropce. Ona ze mną nie rozmawia, udaje, że mnie nie ma. Niby nie mam obowiązków, ale jestem jak powietrze. Chce się wyprowadzić, bo wiem, że to jedyny sposób by ocalić siebie, z drugiej strony wiem, że strace coś, za czym mogę kiedyś zatęsknić.

czwartek, 2 maja 2013

Porcelanowa maska.

   Znalazłam kolejną prace, tym razem w budce z lodami i goframi, to zajęcie jest ciekawe, a za razem, wyniszczające. Cały dzień trzeba stać, uśmiechać się i naprawdę się skupić, by nie pomylić się przy wydawaniu reszty.
   Podoba mi się to zajęcie, lubie mieć kontakt z ludzmi, niestety po 14 godzinach nawet ja wymiękam. Dobrze płacą... Chyba tylko to mnie tam trzyma. Niestety, mam to bardzo głęboko w głowie, nie nawidzę 'nie mieć'; sama nie wiem, czym jest to spowodowane. Wydaje mi się, że to przez matkę, która non stop narzeka, jak jest jej ciężko. Ja nigdy na to nie pozwole.

  Tak bardo nie wiem, czy dobrze robię. Tak bardzo, się boje... Musze to zrobić, czuje to.
Nie mogę mieszkać z matką, po prostu się nie da. Jak uciekłam, mówiła, że tak bardzo mnie kocha, że jej zależy na relacji ze mną. Kłamała, znów kłamała. Dosłownie wszystko wróciło do punktu wyjścia. Znów mnie rani, znów robi ze mnie emocjonalny worek treningowy.
Najgorsze jest to, że jak ona potrzebuje się komuś wygadać, to zawsze, mnie zaczepia w kuchni przy robieniu herbaty, ja już jej nic nie mówie, nie wie, co się u mnie dzieje. Nawt jak próbowałam...Wszyscy wiemy jak to się kończy.
A teraz... Znów siedzę zaryczana w pokoju i słyszę, jak ona skacze koło mojego brata. Spędzają sobie miło czas, chodzą do zoo. Niby zawsze mówi, że mogę iść z nimi itp, ale po co? Wiem, jak to się skończy, wiem, że już w drodze powrotnej zacznie mi dogryzać. Wolę posiedzieć sama, pobić się z myślami i odpocząć.
   Ta kobieta jest bezkesnie szarlona. Wysawiła mi drzwi z pokoju.
   Jak teraz tu jestem i wylewam łzy, przypomniało mi się, że ostatni wspólny dzień z nią spędziłam w grudniu. Faktycznie, było miło, ale... Mamy maj.
   Wyprowadzam się do taty, ale to nie będzie tak jak ostatnio, tym razem, zrobię to na legalnie, powiem jej w twarz 'żegnaj'. Jestem śmiertelnie przerażona, wiem, że to odcięcie kontaktów z nią na własne  życzenie. Po prostu ja już nie mam wyjście, nie mam siły by zmagać się z jej fochami. Naprawdę chciałam, tak bardzo chciałam to wszystko posklejać. Dlatego dałam jej tą szanse... Żałuje.
   Najbardziej zastanawia mnie to, że nik inny nie ma problemów z dogadaniem się ze mną. Raczej wszyscy chwalą sobie możliwość współpracy. Widać to na praktykach w szkole. Chyba tylko to, trzyma mnie przy życiu.