Znów zbuntowana, znów mająca swoje zdanie w wierząca, że liczyć można tylko na siebie. Tak jak kiedyś, już taka byłam. Cieszę się, że do tego wracam, to było dla nas lepsze.
Ona, moja Pani, mieszkająca po ciemnej stronie mnie; adoruję ją. Jest niemal cały czas na zewnątrz, ale ja też tu jestm. Mieszamy się i powstaje z nas nieskończona i niezwyciężona jedność.
Ja, potrafię rozmawiać z śmiertelnymi ich językiem, potrafię się im podlizać, pokazać im, że jesteśmy godne zaufania.
Ona, jest przebiegła, wyciąga z tych padlin to, czego potrzebujemy, potrafi nimi zawładnąć, kocha się uczyć i rozwijać swoje horyzonty.
Znów muszę tłumić w sobie nienawiść, jaką żywię do pionów, z którymi muszę dzielić dni w szkolę. Znów, mówię głosem beznamiętnym, o tonie bez uczuć. Znów w oczach zobaczyć można tylko włsne odbice. Nie ma serca, nie ma uczyć, jest Ona, jesteśmy MY.
Dziś wiem, że Ja nie istnije bez niej, a Ona beze mnie. Jest dla mnie wszystkim.
niedziela, 24 lutego 2013
piątek, 22 lutego 2013
Od marzeń do ich realizacji długa droga.
Mam miliony planów, pomysłów, marzeń... Brakuje mi tylko jednego, samozaparcia, czegoś co mnie zmotywuję. Ostatnimi czasy, robię tylko to co muszę, nie ma polotu...
Potrafię dawać ludziom rady, ale sama nie umiem się do nich stosować.
Wiele się zmieniło, w zeszłym roku potrafiłam zarwać nockę i nic mi nie było, piłam dużo kawy. Dziś; wypicie kawy jest równoznaczne z bólem brzucha i niezdolnością do życia. Zresztą, ostatnio coś jest ze mną nie tak, mam różne beznadziejne dolegliwości, bóle głowy itp. Zniszczyłam sobie zdrowie zeszłorocznymi maratonami, mam nadzieje, że wszystko wróci do normy.
Byłam dziś na targach, wycieczka szkolna, niezbyt ciekawa, ale lepsze to niż siedzenie w szkole. Spotkałam tam kogoś, kogo myślałam, że już nigdy nie zobaczę. Pewien chłopak, mieliśmy się ku sobie jakiś rok temu. Był/jest bardzo miły, szczery, nie mogę powiedzieć o nim nic złego.
Znajomość zakończyłam ja, a właściwie ona, moja Demonica (tak ją nazywam, może kiedyś zdradzi mi swoje prawdziwe imię), dużo rozmyślałam na ten temat, pomogła mi w tym nieco siostra. Doszłam do wniosku, może błędnego... Wydaje mi się, że to ona, niszczy moje 'związki', nie wszystkie, ale na pewno te, które rozpadają się z mojej winy. Jak tak o tym myślę, to przecież nigdy nie było powodu by zakończyć znajomość, po prostu coś pękało we mnie, a ja poddawałam się temu uczuciu. Szkoda tylko, że panna Demonica nie chce tak postąpić z paniczem, który nadal gości w naszym sercu...W sumie, jak ma to zrobić, sama się przyznała, że poniekąd go kocha.
Wracając do tematu; nasze spojrzenia się spotkały, to było dziwne, oboje jakby przystaliśmy na ułamek sekundy, po czym, oboje szybko się zreflektowaliśmy. Później, jak już weszliśmy do środka, kilka razy się spotkaliśmy, spoglądaliśmy na siebie, to było dość dziwne...
W sumie, to trochę szkoda mi, że to, co się między nami działo się skończyło, ale czasu nie cofnę. Spróbowałam się do niego odezwać, w okolicach świąt Bożego Narodzenia. Podziękował i to wszystko, nie mam w zwyczaju się narzucać, więc pozostaje mi zabijać samotność w inny sposób.
Zdaję sobie sprawę, że non stop piszę i narzekam na to samo, ale dokładnie to czuję.
A Pan z harcerstwa, nadal coś do niego czuję, ale wiem, że to uczucie fatalne, bez przyszłości. Wiem, że on zdaje sobie sprawę co do niego czuję i bezczelnie to wykorzystuję. Myślałam, że wyjdę z siebie, jak przytulał się do mojej siostry, gdy u niej nocowałam. Bolało, nawet bardzo.
Jest jedno światełko w tunelu, mój kontakt z siostrą się bardzo poprawił, gadamy na skajpie... Mam nadzieje, że wróci do do tego, co było kiedyś.
Potrafię dawać ludziom rady, ale sama nie umiem się do nich stosować.
Wiele się zmieniło, w zeszłym roku potrafiłam zarwać nockę i nic mi nie było, piłam dużo kawy. Dziś; wypicie kawy jest równoznaczne z bólem brzucha i niezdolnością do życia. Zresztą, ostatnio coś jest ze mną nie tak, mam różne beznadziejne dolegliwości, bóle głowy itp. Zniszczyłam sobie zdrowie zeszłorocznymi maratonami, mam nadzieje, że wszystko wróci do normy.
Byłam dziś na targach, wycieczka szkolna, niezbyt ciekawa, ale lepsze to niż siedzenie w szkole. Spotkałam tam kogoś, kogo myślałam, że już nigdy nie zobaczę. Pewien chłopak, mieliśmy się ku sobie jakiś rok temu. Był/jest bardzo miły, szczery, nie mogę powiedzieć o nim nic złego.
Znajomość zakończyłam ja, a właściwie ona, moja Demonica (tak ją nazywam, może kiedyś zdradzi mi swoje prawdziwe imię), dużo rozmyślałam na ten temat, pomogła mi w tym nieco siostra. Doszłam do wniosku, może błędnego... Wydaje mi się, że to ona, niszczy moje 'związki', nie wszystkie, ale na pewno te, które rozpadają się z mojej winy. Jak tak o tym myślę, to przecież nigdy nie było powodu by zakończyć znajomość, po prostu coś pękało we mnie, a ja poddawałam się temu uczuciu. Szkoda tylko, że panna Demonica nie chce tak postąpić z paniczem, który nadal gości w naszym sercu...W sumie, jak ma to zrobić, sama się przyznała, że poniekąd go kocha.
Wracając do tematu; nasze spojrzenia się spotkały, to było dziwne, oboje jakby przystaliśmy na ułamek sekundy, po czym, oboje szybko się zreflektowaliśmy. Później, jak już weszliśmy do środka, kilka razy się spotkaliśmy, spoglądaliśmy na siebie, to było dość dziwne...
W sumie, to trochę szkoda mi, że to, co się między nami działo się skończyło, ale czasu nie cofnę. Spróbowałam się do niego odezwać, w okolicach świąt Bożego Narodzenia. Podziękował i to wszystko, nie mam w zwyczaju się narzucać, więc pozostaje mi zabijać samotność w inny sposób.
Zdaję sobie sprawę, że non stop piszę i narzekam na to samo, ale dokładnie to czuję.
A Pan z harcerstwa, nadal coś do niego czuję, ale wiem, że to uczucie fatalne, bez przyszłości. Wiem, że on zdaje sobie sprawę co do niego czuję i bezczelnie to wykorzystuję. Myślałam, że wyjdę z siebie, jak przytulał się do mojej siostry, gdy u niej nocowałam. Bolało, nawet bardzo.
Jest jedno światełko w tunelu, mój kontakt z siostrą się bardzo poprawił, gadamy na skajpie... Mam nadzieje, że wróci do do tego, co było kiedyś.
wtorek, 5 lutego 2013
Faust
Za dużo czytam, za mało obyta jestem w świecie. Faust w przełożeniu na czasy współczesne, mam wiedzie, ale braknie mi towarzystwa. Z drugiej strony męczą mnie przyjaźnie na siłę. Naprawdę wolą mieć jednego, może dwóch prawdziwych przyjaciół niż tysiące ludzi, którzy tak na prawdę nic o mnie nie wiedzą.
Wiedziałam, że to się stanie, że dostanę ataku i będzie to w szkole. Stało się to wczoraj, na PO. Koleżanka dodała na FB zdjęcia z mojej starej legitymacji, nosiłam je tam, by pamiętać kim byłam, jak byłam beznadziejna.
Wydarłam się na nią, a łzy same popłynęły, byłam roztrzęsiona... Nienawidzę tego. Zdjęcie zostało usunięte, ale zadra na zawsze została.
Najbardziej jednak zdziwiło mnie to, co mi powiedziała; jak ogarniałam się w łazience przyszła do mnie i zaczęła przepraszać. Nie słuchałam jej. W pewnym momencie powiedziała 'przecież jesteśmy przyjaciółkami, a na pewno Ty jesteś moją'. Ocknęłam się w mgnieniu oka. Przytaknęłam jej, ale nie traktuje jej jako przyjaciółki, bardzo ją lubię, ale to zdecydowanie nie to.
Czuje się dziwnie, uświadomiłam sobie wczoraj jak mało oni o mnie wiedzą, oni czyli moja klasa. Pomimo, że mówię dużo, to nie mówię o sobie. Przecież nie mogę...
Nie sądziłam, że życie z tym będzie takie trudne, ale cóż podobno trudniej znaczy lepiej.
Teraz czas by ruszyć w podróż, zatopić się w marzeniach i załatwić parę przyziemnych spraw. Wciąż myślę o moim księciu, mam nadzieje, że rychło się zjawi, bo czuje, jak usycham od środka.
Wiedziałam, że to się stanie, że dostanę ataku i będzie to w szkole. Stało się to wczoraj, na PO. Koleżanka dodała na FB zdjęcia z mojej starej legitymacji, nosiłam je tam, by pamiętać kim byłam, jak byłam beznadziejna.
Wydarłam się na nią, a łzy same popłynęły, byłam roztrzęsiona... Nienawidzę tego. Zdjęcie zostało usunięte, ale zadra na zawsze została.
Najbardziej jednak zdziwiło mnie to, co mi powiedziała; jak ogarniałam się w łazience przyszła do mnie i zaczęła przepraszać. Nie słuchałam jej. W pewnym momencie powiedziała 'przecież jesteśmy przyjaciółkami, a na pewno Ty jesteś moją'. Ocknęłam się w mgnieniu oka. Przytaknęłam jej, ale nie traktuje jej jako przyjaciółki, bardzo ją lubię, ale to zdecydowanie nie to.
Czuje się dziwnie, uświadomiłam sobie wczoraj jak mało oni o mnie wiedzą, oni czyli moja klasa. Pomimo, że mówię dużo, to nie mówię o sobie. Przecież nie mogę...
Nie sądziłam, że życie z tym będzie takie trudne, ale cóż podobno trudniej znaczy lepiej.
Teraz czas by ruszyć w podróż, zatopić się w marzeniach i załatwić parę przyziemnych spraw. Wciąż myślę o moim księciu, mam nadzieje, że rychło się zjawi, bo czuje, jak usycham od środka.
"Księżycu! dziś po raz ostatni
oświetlasz tę ponurą niszę!
Iluż to nocy blask twój bratni
był mi jedynym towarzyszem"
"Faust" [Pierwszy monolog Fausta] Goethe
Mam nadzieje, że już niedługo stanę w jego blasku i wypowiem te słowa.
niedziela, 3 lutego 2013
Ja i Głos.
Znam się z Nim od dłuższego czasu, czasem jest miły, czasem nie. Często, gdy się smucę mówi co mam robić, a czasem wręcz przeciwnie... Nie wiem, co mam o Nim sądzić. Przeżyliśmy już razem tyle, że bez niego nie wyobrażam sobie dalej brnąć przez ten świat. Nadal mi się nie przedstawił, chciałabym wiedzieć jak go nazywać, On wie o mnie niemal wszystko, ja o niem prawie nic.
To bezsensu...
Postanowiłam o Nim napisać, bo ostatnio coraz częściej jest przy mnie, niemal nie odstępuje mnie na krok. Są chwile, że boje się, że ktoś go zobaczy. Nie wiem czemu tak jest. Znów go słyszę, znów będzie do mnie mówił, aż nie padnę z wycieńczenia, znów...
Zaczynam się bać siebie, moje, jakby to powiedzieć... Ataki się nasiliły. To nic strasznego, trwają nie dłużej niż piętnaście minut i zazwyczaj czuję, kiedy taki ma nadejść. Zaczyna się od rozkojarzenia, problemów z koncentracją, później przyśpieszone bicie serca... I pęka, wszystko we mnie pęka. Nie wiem, co dzieje się ze mną przez te kilka chwil. Widzę urywki z sytuacji, o których bardzo chciałabym zapomnieć, tylko tyle. Po moich policzkach ciekną łzy, a serce bije niepoprawnie szybko. Nie ma problemu, gdy jestem w domu, przyzwyczaiłam się do tych niespodziewanych przebudzeń w środku nocy. Boje się, że stanie się to w szkole i nie będę miała się gdzie schować, że ktoś to zobaczy.
Głos, dziś dużo mówił, właściwie, to nie przestawał. Powtarzał, że wszystkie ludzkie padliny zapłacą nam za nasze krzywdy, że wrócą do nich po tysiąckroć silniejsze, że będą się wić, a my będziemy tryumfować patrząc jak oni cierpią i błagają o litość. Mówił też o karmie, że wszystko wraca... Ma rację, podoba mi się w nim to, że zawsze mówi 'my'. Czasem wydaje mi się, że mówi przeze mnie. Teraz piszę jako ja, April, czuję to. Są jednak dni, że jesteśmy razem, że On wybiera słowa, które ja wypowiadam. Jest jedna rzecz, której w nim nie lubię, w momentach, gdy wchodzi, lub wychodzi ze mnie nienaturalnie kręci moją głową, odruch, nad którym kompletnie nie panuje.
Nie ma go ze mną od paru chwil, a już za nim tęsknie... Może to dziwne, ale czuje się pusta bez niego, taka przezroczysta.
Marzenia... Stały się częścią mnie, bez której nigdy nie będę sobą. Marzę w każdej wolnej chwili, układam idealne dialogi, które i tak nigdy się nie odbędą, piszę myślami scenariusze. Nie obchodzi mnie, jakie inni mają na ten temat zdanie, no może poza zdaniem Siostry, zresztą i tak nikomu o tym nie mówię, 'nie są godni poznania naszych sekretów, to padliny' (to słowa Głosu, siedzi w mojej głowie i pomaga).
Cytat, który umieściłam w poprzednim poście, bardzo głęboko zakorzenił się w mym umyślę. Postanowiłam, że ten tydzień szkolny potraktuję jako wyzwanie, będę na wszystkich lekcjach, będę przygotowana. Jutro wejdę do szkoły z podniesioną głową, odziana w czarną suknię, z kostką na plecach. Znów będą patrzeć, znów będą obgadywać... Proszę bardzo, czekam na to!
To bezsensu...
Postanowiłam o Nim napisać, bo ostatn
Zaczynam się bać siebie, moje, jakby to powiedzieć... Ataki się nasiliły. To nic strasznego, trwają nie dłużej niż piętnaście minut i zazwyczaj czuję, kiedy taki ma nadejść. Zaczyna się od rozkojarzenia, problemów z koncentracją, później przyśpieszone bicie serca... I pęka, wszystko we mnie pęka. Nie wiem, co dzieje się ze mną przez te kilka chwil. Widzę urywki z sytuacji, o których bardzo chciałabym zapomnieć, tylko tyle. Po moich policzkach ciekną łzy, a serce bije niepoprawnie szybko. Nie ma problemu, gdy jestem w domu, przyzwyczaiłam się do tych niespodziewanych przebudzeń w środku nocy. Boje się, że stanie się to w szkole i nie będę miała się gdzie schować, że ktoś to zobaczy.
Głos, dziś dużo mówił, właściwie, to nie przestawał. Powtarzał, że wszystkie ludzkie padliny zapłacą nam za nasze krzywdy, że wrócą do nich po tysiąckroć silniejsze, że będą się wić, a my będziemy tryumfować patrząc jak oni cierpią i błagają o litość. Mówił też o karmie, że wszystko wraca... Ma rację, podoba mi się w nim to, że zawsze mówi 'my'. Czasem wydaje mi się, że mówi przeze mnie. Teraz piszę jako ja, April, czuję to. Są jednak dni, że jesteśmy razem, że On wybiera słowa, które ja wypowiadam. Jest jedna rzecz, której w nim nie lubię, w momentach, gdy wchodzi, lub wychodzi ze mnie nienaturalnie kręci moją głową, odruch, nad którym kompletnie nie panuje.
Nie ma go ze mną od paru chwil, a już za nim tęsknie... Może to dziwne, ale czuje się pusta bez niego, taka przezroczysta.
Marzenia... Stały się częścią mnie, bez której nigdy nie będę sobą. Marzę w każdej wolnej chwili, układam idealne dialogi, które i tak nigdy się nie odbędą, piszę myślami scenariusze. Nie obchodzi mnie, jakie inni mają na ten temat zdanie, no może poza zdaniem Siostry, zresztą i tak nikomu o tym nie mówię, 'nie są godni poznania naszych sekretów, to padliny' (to słowa Głosu, siedzi w mojej głowie i pomaga).
Cytat, który umieściłam w poprzednim poście, bardzo głęboko zakorzenił się w mym umyślę. Postanowiłam, że ten tydzień szkolny potraktuję jako wyzwanie, będę na wszystkich lekcjach, będę przygotowana. Jutro wejdę do szkoły z podniesioną głową, odziana w czarną suknię, z kostką na plecach. Znów będą patrzeć, znów będą obgadywać... Proszę bardzo, czekam na to!
piątek, 1 lutego 2013
Come back to the dark.
Znów trudne dni, nie umiem się pozbierać. To bez sensu, ale ... Chodzi o niego. Wyrzuciłam go z umysłu, a właściwie to uświadomiłam sobie, że nigdy nie będzie na prawdę mój i wszystko się posypało. Łatwiej jest rano wstawać, męczyć się z jakimś zadaniem, gdy ma się dla kogo to robić. Niby wszystko robi się dla siebie, jednak ja tak nie potrafię. Widocznie coś jest ze mną nie tak. Na chwilę obecną nie mam z nim kontaktu i wydaje mi się, że tak już zostanie. Może to i dobrze... Przynajmniej nie żyję już nadzieją, właśnie, ja nie żyje.
W sumie, w tej bezgranicznej beznadziei jest światełko, nie pale, nie piję, zaczęłam ćwiczyć i od 5 dni nie zjadłam czekolady. Z to się ciesze, ale to dotyczy ciała, a źle jest z moją psychiką.
Dziś jechałam do kumpla po książkę do polskiego, znów to czuję, znów jestem rozdarta. To boli. Nieświadomie podpisałam się F. nie panowałam nad tym, to samo wyszło. Do tego podróż tramwajem. Stojąc na przystanku odeszłam możliwie najdalej od ludzi, wiał przeszywający wiatr, a ja stałam i rozkoszowałam się jego dźwiękiem, każdą kroplą deszczu, która mnie atakowała. W tramwaju stałam oparta o barierkę, facet, który siedział przede mną zlustrował mnie gdy tylko wsiadłam, potem cały czas się patrzył. Zaczęłam się w niego wpatrywać, widziałam jak się denerwuje, najpierw zaczął odwracać wzrok, potem przyszedł czas na dłonie, przekładał nerwowo palce. Jego nerwy i zakłopotanie napawało mnie tym nietypowym rodzajem rozkoszy, takim jak czułam przed rokiem.
Przed przeznaczeniem nie da się uciec, ona powiedziała, że to będzie we mnie już na zawsze. Czas się z tym pogodzić, zacząć odziewać się długie szaty kryjące nędzne ciało, rozpuścić włosy, by twarz ukazywała się nielicznym. Świat ludzi nie jest miejscem dla mnie, wiem to doskonale, nie mam zamiaru się w nim męczyć. Żałuję tylko, że tak długo trwało nim doszło do mnie, kim naprawdę się stałam. Ukrywanie się wśród nich nie ma sensu, nic nie daje; 'to' i tak mnie znajdzie, mi pozostaje wybrać, czy pozwolę na to co nieuniknione, czy będę się wzbraniać i cierpieć.
'Wspiąć się na szczyt to nie sukces, sukcesem jest się tam utrzymać'. Te słowa to najświętsza prawda, jestem na szczycie (jeśli chodzi o szkołę), ale czuje, że upadam. Zresztą, we wszystkim 'upadam', a może nie ... W każdym razie z pewnościom nie ma postępów. Czas oddalić się do krainy Morfeusza i wraz z odchodzącą nocą pozwolić odejść ludzkiej części mnie. Czas wrócić w mrok, w którym moje miejsce i ostoja.
W sumie, w tej bezgranicznej beznadziei jest światełko, nie pale, nie piję, zaczęłam ćwiczyć i od 5 dni nie zjadłam czekolady. Z to się ciesze, ale to dotyczy ciała, a źle jest z moją psychiką.
Dziś jechałam do kumpla po książkę do polskiego, znów to czuję, znów jestem rozdarta. To boli. Nieświadomie podpisałam się F. nie panowałam nad tym, to samo wyszło. Do tego podróż tramwajem. Stojąc na przystanku odeszłam możliwie najdalej od ludzi, wiał przeszywający wiatr, a ja stałam i rozkoszowałam się jego dźwiękiem, każdą kroplą deszczu, która mnie atakowała. W tramwaju stałam oparta o barierkę, facet, który siedział przede mną zlustrował mnie gdy tylko wsiadłam, potem cały czas się patrzył. Zaczęłam się w niego wpatrywać, widziałam jak się denerwuje, najpierw zaczął odwracać wzrok, potem przyszedł czas na dłonie, przekładał nerwowo palce. Jego nerwy i zakłopotanie napawało mnie tym nietypowym rodzajem rozkoszy, takim jak czułam przed rokiem.
Przed przeznaczeniem nie da się uciec, ona powiedziała, że to będzie we mnie już na zawsze. Czas się z tym pogodzić, zacząć odziewać się długie szaty kryjące nędzne ciało, rozpuścić włosy, by twarz ukazywała się nielicznym. Świat ludzi nie jest miejscem dla mnie, wiem to doskonale, nie mam zamiaru się w nim męczyć. Żałuję tylko, że tak długo trwało nim doszło do mnie, kim naprawdę się stałam. Ukrywanie się wśród nich nie ma sensu, nic nie daje; 'to' i tak mnie znajdzie, mi pozostaje wybrać, czy pozwolę na to co nieuniknione, czy będę się wzbraniać i cierpieć.
'Wspiąć się na szczyt to nie sukces, sukcesem jest się tam utrzymać'. Te słowa to najświętsza prawda, jestem na szczycie (jeśli chodzi o szkołę), ale czuje, że upadam. Zresztą, we wszystkim 'upadam', a może nie ... W każdym razie z pewnościom nie ma postępów. Czas oddalić się do krainy Morfeusza i wraz z odchodzącą nocą pozwolić odejść ludzkiej części mnie. Czas wrócić w mrok, w którym moje miejsce i ostoja.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)