sobota, 26 stycznia 2013

"Słaba silna wola"

  Znów przegrałam. To bez sensu, jestem coraz grubsza przestaje się dopinać, widzę to, a pomimo wszystko jem i nie umiem przestać. Jak tak dalej pójdzie, zacznę jeść waciki... Serio.
Zdaje sobie sprawę, że to beznadziejne, ale mam dość siebie. Mam dość leżenia w łóżku przed zaśnięciem i tego uczucia ciężkości, tych fałd tłuszczu, które na mnie są.
  Robiłam  to wiele razy, ale teraz mam już dość, tak bardzo, bardzo. Od TERAZ, koniec, ze wszystkim. Z podjadaniem i przejadaniem się. Czasem, żałuję, że nie mam tak, że ze stresu chudnę; ja niestety stres i smutki zajadam, a że ostatnio trochę tego było to mam 'piękny' efekt. Rzuciłam palenie, tak do końca, możliwe, że to też miało na to wpływ. Najgorsze jest to, że ja widzę, jak jest źle, ale nie potrafię nic z tym zrobić. Ale TERAZ, dziś, tej nocy zmieniam to. Zacznę ćwiczyć, jestem w stanie nawet wcześniej wstawać. W pokoju mam wystarczająco miejsca.
   Postanowienia noworoczne nie istnieją, każdy dzień jest dobry na zmiany. Mój dzień, moja noc... To ta noc. 
  Spotkałam się z nią, Siostrą. Pogadałam, było mi to potrzebne. Ostatnimi czasy, bardzo dużo zrozumiałam. Pozwoliłam sobie na zbyt wiele. Świat ludzi nie jest miejscem dla mnie, moja wyobraźnia, ja... Jesteśmy zbyt zawiłe, by móc być zrozumianym. Chciałam ją zgładzić, by się dopasować. To był niewyobrażalnie wielki błąd. Czas wrócić, do nocy spędzonych nad książkami, do rysowania.
  Naprawdę, niezmiernie się ciesze, że otwarcie sobie z Nią porozmawiałam, było nam to potrzebne. Gdzieś tam, głęboko w moim sercu, w tej części, która jeszcze nie jest zamrożona, liczę, że nasza utopia stanie się realna.
   Jak rozmawiałyśmy, nie mogłam nie zapytać o niego. Okazało się, że bardzo się zmienił, mam nadzieje, że nic mu się nie stanie, nie spotka go to co mnie.... To głupie, ale nadal się o niego martwię, zastanawiam się co u niego, jak się czuje.
 
  To chyba wszystko, co dziś mnie męczy. Mam nadzieje, że uda mi się pokonać moje słabości, przecież nie jedną już przezwyciężyłam...
 

czwartek, 24 stycznia 2013

Smutna magia.

  Zatracam się, coraz częściej sama łapie się na 'odpływaniu'. Tracę kontakt  z rzeczywistością, by przenieść się w świat mojej wyobraźni. Coraz częściej mam wrażenie deja vu... To bez sensu. Zupełnie siebie nie poznaje, trochę się tego boje.
   O czym marzę? Nie trudno zgadnąć, o tym by się zakochać, by poczuć się potrzebnym ważnym w ten wyjątkowy sposób. Sama dobrze wiem, że to bez sensu, ale... Po prostu, właśnie to zajmuje moje myśli. Często idąc sama przyłapuję się na wyobrażaniu sobie, że jakiś ktoś jest obok mnie i chwyci mnie zaraz za rękę.
W poniedziałek byłam u lekarza, siedząc sama przed gabinetem zaczęłam rozmyślać, jak to by było, gdyby był tam ktoś ze mną, zaczekał na mnie, zapytał czy wszystko jest w porządku. Po prostu by się mną zainteresował.
   Mówią, że samotność nie ma nic wspólnego z brakiem towarzystwa. To prawda, znajomych mam wielu, razem wychodzimy, ale nie jestem z nimi na tyle blisko, by powiedzieć co we mnie jest. Jest ona, ale ostatnio nasz kontakt się popsuł. Obawiam się, że odbudowa tego będzie niemal niemożliwa. Zmieniłyśmy się, poza tym jej facet... Zawsze będzie o nią śmiertelnie zazdrosny i obawiam się, że nie zrozumie, że ona może mieć innych znajomych.

  Mój świat, moja magia. Opowieści zaklęte w literach, uczucia przelewane na papier i muzyka, która pozwala zakłócić przerażającą cisze. 

  Według niektórych moich znajomych, stałam się pusta, ponieważ niemalże, bez pamięci zatopiłam się w muzyce. Kocham zespół HIM. By, dać ujście mojemu uzależnieniu założyłam stronę poświęconą temu zespołowi; zrobiłam to też po to, by zająć sobie jakoś czas. Szkoda, że ta osoba, tego nie rozumie. W sumie, według większości jestem silna, niezwyciężona, człowiek skala. Bierze się to z mojego stylu bycia. Ubiorowi, który różni się od przeciętnego, sarkastycznych wypowiedzi, braku tremy i paru innych. Czasem mam ochotę im wszystkim wykrzyczeć, że to tylko pieprzona iluzja, maska, którą przybieram każdego ranka, że w środku jestem zagubiona, że brakuje mi oparcia, że nie potrafię poradzić sobie z emocjami...               Czy ja na prawdę chcę tak wiele...?

   Coraz częściej, czuje, że nie pasuję do tego świata. Ludzie w marketach są tacy zabiegani, myślą tylko o sprawach przyziemnych. A ja.. Ja wolę latać, wolę wyglądać jak odmieniec, żyjący w swoim świecie, chce chodzić we fraku, krótkich spodenkach, glanach i koszulce mojego ulubionego zespołu mając na ramieniu zawieszoną teczkę z rysunkami.
 
  Patrząc na to z tej perspektywy, to co mówię, wzajemnie się wyklucza. Odmienność i zrozumienie. Ja jednak chcę uparcie wierzyć, że jakoś uda się to pogodzić i spotkam na mojej drodze kogoś, kto będzie tak samo zagubiony w świecie i zechce ze mną iść przez świat.

wtorek, 22 stycznia 2013

66,6

   Jestem pasztetem. Już jakiś czas temu zauważyłam, że przybyło mi kilka kilogramów, ale nie sądziłam, że jest tak źle. W sobotę farbowałam spodnie, by  były bardziej czarne. Nie nosiłam ich od jakiegoś czasu, pamiętam, że jak odkładałam je do szafy były mi luźne... A teraz, ledwie się w nie wcisnęłam. Zdaje sobie sprawę, że to jak wyglądam to tylko moja wina. Przez ostatnie pół roku, jak było mi źle po prostu szłam po czekoladę albo coś. Moja mama sama jest przy kości, więc nie robiła mi wyrzutów widząc, że podjadam. Niestety, moja beztroska doprowadziła do katastroficznych skutków wyglądam jak mały katamaran.
   Aktualnie ważę 76 kilo, za dużo. Sprawdziłam w dokumentach, we wrześniu warzyłam 70. To straszne i obrzydliwe. Nie mogę na siebie patrzeć. Moją wymarzoną wagą jest 66,6 kilograma, tak z przekory. Wiem, że jak się uprę to mi się uda. Więc koniec z podżeraniem i uszczęśliwianiem się tostami, czekoladą i sokami. Jeśli uporałam się z paleniem, to z tym też dam sobie radę.
   Czas operacyjny hmm... Powiedzmy 4 miesiące. Nie chcę pozbywać się zbędnego balastu w ciągu miesiąca, bo to doprowadzi do tego, że wróci do mnie w ciągu następnego.

   Zawsze zmieniając coś w sobie spisywałam plan. Punkty, które miałam zrealizować. Było kilka projektów,  'Aleksandra', 'Alex', 'Fene', teraz przyszedł czas na 'April'.

1. Schudnąć 10kg do maja. - muszę to zrobić, dla siebie. Chcę móc latem ubrać krótkie spodenki.
2.Punktualność - zawsze miałam z tym problem, czas to zmienić i oddawać prace w wyznaczonych terminach.
3.Nauka języków - muszę się do tego bardziej przyłożyć. Chcę wyjechać, a bez tego niewiele zdziałam za granicą.

Tym razem tylko 3 punkty przyszły mi na myśl. Ale, są dość trudne.

Na teraz to wszystko, nie mam natchnienia do pisania.

środa, 16 stycznia 2013

Zmiany.

  Ostatnimi czasy wiele się zmieniło, a ja nauczyłam się jednego, uświadomiłam sobie, że już nie jestem małą dziewczynką, którą ktoś będzie prowadził za rękę; wszystko co chcę osiągnąć zależy ode mnie. Trochę mnie to przeraża, doskonale wiem, że brakuje mi samo zaparcie i szybko się poddaje. Cóż... Pozostaje mi wyznaczyć sobie cel i uparcie do niego dążyć.
Pierwszym i tym nadrzędnym będzie nauka języków. Naprawdę tego nie cierpię, ale z drugiej strony nie chcę mieszkać w Polsce, nie wyobrażam sobie właśnie tu czegokolwiek osiągnąć, poza tym, po prostu przeraża mnie to co dzieje się w polityce.

  Mój mały potwór, czyli strona poświęcona mojemu ulubionemu zespołowi. Rozrosła się i przestaje ją ogarniać, dziś nadałam uprawnienia dwóm dziewczynom, mam nadzieje, że to pomoże. Heh... Początkowo zazdrościłam ludziom, którzy mieli po 300 like it, ale teraz widzę, co to za obciążenie. Nie wiem, może ja za bardzo się w to wkręciłam. Traktuję tę stronę jako ucieczkę od świata. Pomimo wszystko mam nadzieje, że będę miała najpopularniejszą stronę :)

  I czas na coś, co mnie męczy od dłuższego czasu. Moja siostra. Jak to w rodzinie raz lepiej, a raz nieco gorzej. Ale tu coś się bardzo popsuło, sama napisała na blogu, że się zmieniła, może po prostu nie pasuje do jej nowej wizji świata? Nie ma co ukrywać, jest była i będzie dla mnie ważną osobą. Dużo jej zawdzięczam,  przykładowo, to ona pokazała mi zespół, który uwielbiam; zawsze mogłam z nią pogadać, miałyśmy swoja utopię... Do czasu. Jak poznała swojego faceta wszystko się zmieniło, gdzieś uleciała mroczna, sarkastyczna dziewczyna, którą znałam.
Cały czas nie rozumiem, dlaczego ona jest z tym człowiekiem, zasługuje na kogoś znacznie lepszego. To jednak nie moja sprawa, mam nadzieje, że jej nie zrobi nigdy krzywdy.
Heh... Nadal pamiętam, jak było kiedyś, jak kupiłyśmy takie same koszuli i pomimo chłodu maszerowałyśmy w nich na zbiórkę. Oczywiście, wspomnienia mniej radosne też są, często opowiadałyśmy sobie o naszych problemach.
Może i jest w tym trochę mojej winy, ale starałam się to zmienić, pisałam. Nic. Zero odpowiedzi; nie mogę jej zmusić do przyjaźni, ale chyba wolałabym dostać wiadomość, że mam spadać niż wisieć w próżni czekając...

  Ostatnimi czasy, coraz częściej odczuwam dziwne rozdwojenie we mnie. Z jeden stron mam ochotę schować się pod kołdrą i zapomnieć o całym świecie, z drugiej chce działać i być silna. Czuje, że się wypaliłam, a obok mnie nie ma nikogo, kto by to rozumiał i kto chciałby pomóc. Z jednej strony wiem, co chcę, ale z drugiej... Nie wiem nawet jak to opisać.

  Wpadłam na prawie genialny pomysł. Kocham Finlandię i bardzo chcę tam zamieszkać. Bez języka będzie ciężko, wiec postanowiłam w te wakacje iść do pracy a z początkiem trzeciej klasy rozpocząć kurs fińskiego. Wreszcie zrobię coś dla siebie i spełnię małe marzenie. Mam nadzieje, że uda mi się znaleźć jakąś sensowną pracę.




  

czwartek, 3 stycznia 2013

Feniks.

   Może to dziwne, ale nigdy, nie czułam się tak jak dziś. Chodzi o to, że czuje coś... Dziwnego. Widzę, a raczej czuję zmiany, ale niezmiernie trudno jest mi je odpisać.
Zacznę od początku:
- Jeśli chodzi o papierosy to, to coś innego niż czułam do tej pory. Z jednej strony czuję charakterystyczne dla palaczy usiłujących oddalić się od nałogu mrowienie w ustach; z drugiej jednak mam do nich wstręt. Dziś przed maratonem dziewczyny rozpaliły ćmika i nic, zero pociągu. Wręcz poczułam obrzydzenie.
Co jak co, ale to mnie bardzo cieszy.
- Kolejna dziwna rzecz jaką zauważyłam w moim zachowaniu to siła, ale nie taka fizyczna, raczej taka wewnętrzna. Coś co nie pozwala mi na upadek, co mnie podtrzymuje pomimo pokus, które czyhają za każdym rogiem.
- Teraz czas na rozprawę o motywacji, czuję nieodpartą chęć walki. Chce stawiać czoło światu i nie poddawać się pomimo małych niepowodzeń itp.
- I 'to', coś czego nie umiem nawet nazwać. Stało się to dzisiaj. Idąc do McD (coś się stało z netem u mnie w domu) przechodziłam przez szeroką, ale nie specjalnie o tej porze ruchliwą ulice. Nic nie jechało, widziałam jeden samochód, daleko. Pamiętam tylko jak weszłam na pasy, a potem jak spojrzałam w oczy kierowcy.
Teraz jak o tym myślę... To było takie dziwne, musiałam stanąć na środku pasów. Pamiętam, że samochód przyśpieszył.... Zupełnie nie wiem czemu, zamiast uciekać, próbować się jakoś schronić... Po prostu stanęłam, schyliłam głowę, przymknęłam oczy i czekałam. Czekałam, aż to się stanie, aż mnie potrąci.
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że nie czułam strachu, nie czułam nic.

  Maraton zaliczony! Naprawdę się ciesze, udało mi się napisać wszystkie trzy sprawdziany. Z urządzania dostałam 5, z eksploatacji 4; cóż troszkę szkoda, ale na koniec i tak będzie 5. Wydaje mi się, że to ze stresu. A podstawy ... Oceny jeszcze nie ma, ale wiem, że napisałam to dobrze, w końcu liczenia skali uczyłam się w gimnazjum.

  Moje plany o bieganiu niestety musiały zostać odłożone do czasu poprawy pogody. I tak, nie jest źle. Jak rano wstałam zrobiłam parę pompek itp. Widzę, jak bardzo zniszczyłam mój organizm, kiedyś 30s komandosa to była dla mnie pestka, teraz była to mordęga. Moim celem jest 'trzymanie komandosa' 3 minuty. Wiem, że to osiągnę. Znam siebie.

  Reasumując, jest naprawdę dobrze. Czuje małe sukcesy, choćby odmówienie 'bucha'.
Jedyne co mnie zastanawia to rozdarcie; może wracam do mojego lepszego JA, do tego, które zawsze chciałam stworzyć? Mam nadzieje, że właśnie tak jest.
To uczucie jest dziwne. Przykładowo z jednej strony chcę zapalić, z drugiej czuje coś, co mi nie pozwala.
Naprawdę mi się to podoba.
Może, to moja siostra jest we mnie. Znów siedzi na moim ramieniu...

Przeszłości nie zmienię, ale przyszłość zależy tylko ode mnie.
                               ~A.April

środa, 2 stycznia 2013

Nowy rok, nowe życie.

  Kolejny dzień, w którym nie pojawiłam się w szkole. Cóż, wydaje mi się, że dobrze zrobiłam nie idąc do szkoły. Odpoczęłam, naprawdę... By się do końca wyluzować potrzebuję samotności. Ten jeden dzień dał mi więcej niż tydzień męczenia się z rodzinką.
Po szkole wpadły do mnie dziewczyny, było miło. śmiałyśmy się itp. Miło, w sumie to się naprawdę cieszę, bo gdyby nie to cały dzień bym siedziała i się obijała.

  Jutro czeka mnie maraton. Zaliczam trzy przedmioty zawodowe. Niby umiem, ale z drugiej strony się denerwuję.
Najgorsze jest to, że miało być to rozłożone w czasie. Niestety, przez nieogarnięcie mojego nauczyciela wszystko zbiło się na jeden termin. Przykładowo sprawdzian z eksploatacji był pisany nas koniec października, nie było mnie w ten dzień w szkole. Prosiłam go, razem z koleżanką od początku listopada o drugi termin.... Wydaje mi się, że to nie potrzebuje komentarza.

  Zastanawiam się, czy nie mam zbyt wysokich oczekiwań w stosunku do ludzi, przeszkadza mi, jak ktoś popełnia błędy ortograficzne itp. Może, powinnam się nagiąć?
Z drugiej strony nie chcę się otaczać ludźmi, którzy w jakiś sposób mi nie pasują. W tym wypadku chyba lepiej już być samemu.

  Nowe życie w nowym roku... Chodzi mi o to, czas to zmienić. Dużo piszę o owych zmianach, ale obawiam się, że nie poradzę sobie by to wszystko udźwignąć.
Chyba moim marzeniem na chwilę obecną jest 'silna silna wola'.
Postanowiłam, że będę biegać i  mam zamiar dotrzymać tego postanowienia. Chciałam zacząć już dziś, niestety ze względu na naukę nie wyszło. Jutro idę do szkoły na 12.25 więc od rana muszę zebrać się w sobie i zacząć działać. Nie planuję jakiegoś olimpijskiego dystansu, chodzi mi raczej o to, bym znów zaczęła się ruszać, by założyć buty i po prostu się spocić.
Nie wiem czemu, ale wysiłek fizyczny zawsze pozwalał mi na wyczyszczenie umysłu. Ostatnimi czasy, kłęby się w nim setki głupich myśli. Może odbijają się w oczach... Lubie to sformułowanie. Użyłam go w stosunku do Niego (znów nawiązuje... Nie potrafię przestać, po prostu nie umiem). Mam nadzieje, że uda mi się zapomnieć dzięki wysiłkowi.

 
"Upadek z początku przypomina LOT" - kolejny cytat, który pojawił się na moich drzwiach. Może to bezsensowne, ale motta w moim pokoju jakoś mi pomagają. Wydaje mi się, że gdyby nie napisy, rysunki i wszystko inne co przyczepione na ścianach nadaje mu charakter. Gdyby ni to, nie byłby to, do końca mój pokój.

   Czas wracać do nauki...Wedle jednego z moich cytatów należy spodziewać się najgorszego, więc przygotowuje się na trudne i szczegółowe pytania.

wtorek, 1 stycznia 2013

Sok porzeczkowy i miętówki.

   Może to dziwne, ale zawsze, jak staram się coś zmienić sięgam po sok z czarnej porzeczki i miętówki; im bardziej miętowe tym lepiej.
Dlaczego akurat to? Sama nie wiem. Sok... Może dlatego, że ma piękną barwę, jest prawie jak wino, najbliższy barwie krwi. Poza tym, jego wyjątkowy smak. Na początku zawsze czuje się słodycz, odrobinę rozkoszy, dopiero po chwili atakuje nas kwaskowa, cierpka nuta tego owocu. To właśnie uczucie goryczy pozostaje w naszej pamięci po przełknięciu. Wydaje mi się, że właśnie z tego powodu tak go ubóstwiam, jest dokładnie jak z niemal wszystkim w moim życiu. Na początek jest tajemnica, jak barwa soku, później słodycz, rozkosz, czyli pierwsza nuta jaka wyłania się ze smakowania soku porzeczkowego i nadchodzi czas na to, co nieuniknione, czyli gorycz porażki, przegraną i pozostanie niemiłych wspomnień.
Przyszedł czas na wyjawienie tajemnicy miętówek. Nie jest tak skomplikowana jak mogłoby się wydawać po wcześniejszym rozważaniu na temat soku porzeczkowego. Miętówki po prostu zastępują mi papierosy. Obiecałam sobie, że nie będę palić; już nigdy. Mam zamiar dotrzymać słowa danemu samej sobie.

  Dużo się zmieniło, u mnie i we mnie. Porzuciłam raz na zawsze uczucie, które tliło się we mnie od kilkunastu miesięcy. Nadal przed snem, rozmyślam o Nim, ale wiem, że to i tak nie dojdzie nigdy do skutku. To fatalne zakochanie mnie niszczyło, muszę się pozbyć tego uczucia ... W sumie to chciałabym pozbyć się wszystkich uczuć. Nie czucie jest o wiele łatwiejsze.
  Kolejna sprawa, bardziej przyziemna to moje ręce... Zdrewniały, a może, to nie ich wina. Projekty (uczęszczam do szkoły projektowej), które oddaje są nadal bardzo dokładne, estetyczne. Na niemal najwyższym poziomie. Może to wina mojej głowy, moja wyobraźnia umiera. Teraz, jak przelewam to na wirtualny papier dochodzę do wniosku, że to nie wina moich rąk. To wina mojej głowy. Ehh... Wolałabym, by była to wina dłoni. Łatwiej byłoby z tym zawalczyć.

   A teraz zmiana tematu. Wiem, że to bezsensowne, ale muszę to z siebie wyrzucić.
Ostatnimi czasy, pomimo licznych kontaktów towarzyskich czuje się bardzo samotna. Wieczorem zasypiam z słuchawkami w uszach, by nie słyszeć ciszy.
  Tak na prawdę, brakuje mi kogoś, kogo chyba nigdy przy sobie nie miałam, a może miałam i tego nie zauważyłam... Chodzi o osobę, która wytrzymałaby moje wahania nastrojów, była przy mnie zawsze. Która uderzyłaby mnie w łeb, jak sięgałabym po jakieś używki. Po prostu ktoś, kto by mnie znał tak jak ja znam siebie. Heh... Ktoś przy kim mogłabym się rozpłakać i rozmazać, nie martwiąc się o konsekwencje.
Chyba właśnie w tej chwili uświadomiłam sobie, że nigdy nikogo takiego przy mnie nie będzie.
Wychodzi na to, że moje założenie  z przed około roku, stwierdziłam, że kupię sobie owczarka niemieckiego i będę razem z nim mieszkać w mieszkaniu, w jakimś dużym mieście, jest aktualne.

   To pierwszy wpis na tym blogu, ale nie pierwszy w moim życiu. Prowadziłam  blog, który był dla mnie bardzo ważny, ale niestety przez moją nieuwagę jego adres mógł dostać się w niepowołane ręce.
   Jeśli tam się dostał to i tak został już dawno przeczytany. Nie boje się, że zostanie to wykorzystane przeciw mnie, bo jest to zaufana osoba. Z tego też powodu, nie chcę by dokładnie wiedziała, co dzieje się w moim umyśle.

Moje blogowe zwierzenia - wrzucam adres starego bloga, na wypadek, gdyby ktoś chciał mnie bliżej poznać. Często się zastanawiam, ile osób tan na prawdę przegląda to, co pisze na blogu.